piątek, 25 listopada 2016

Chocolat Factory Sao Tome ciemna 70%


Wiosną tego roku mieliście okazję zapoznać się na moim blogu z hiszpańską marką Chocolat Factory. Opisywałam wówczas ich mleczną tabliczkę wykonaną z jawajskiego kakao. W lutym podczas powrotu z Meksyku kupiłam na lotnisku w Madrycie w firmowym sklepie barcelońskiej Chocolat Factory jeszcze dwa 25-gramowe maleństwa - tym razem ciemne. Porównanie tych dwóch czekolad - z kakao z Sao Tome i Grenady - wiązało się z wykończeniem zapasu słodkości przywiezionych z tamtej wyprawy.

Już przy recenzji Javy mogliście się przekonać, że tabliczki Chocolat Factory wyglądają niczym czekolady dla lalek. Podział na maleńkie kostki jest tak urzekający, iż wyglądają one jak zabawki, a nie prawdziwe jedzenie. Nasza Sao Tome była jaśniejsza od Grenady pomimo większej o 10% zawartości kakao. Od swojej grenadzkiej koleżanki okazała się być także bardziej matowa.


Czekolada pachnie słodko, kojarząc się z syropem z cukru trzcinowego, lukrem i kwiatowym nektarem. Jest to bardzo apetyczna woń. W smaku również dominuje przyjemna słodycz, a ów efekt nasila się poprzez gęste i miękkie rozpuszczanie się czekolady. Przeważają tutaj nuty kawowe. Idealnym porównaniem jest po prostu mocha - kawa z mlekiem i czekoladą, ewentualnie słodka zupa mleczna z dodatkiem kakao. To prosta, czekoladowa przyjemność, nieco nawiązująca do mlecznej czekolady o wyższej zawartości kakao.


Później pojawiły się również lekkie owocowe nuty (głównie dojrzałe brzoskwinie), a także odrobina pieprzności. Przez moment przebłysnęły leśne aluzje, widocznie wypływające z kawowości - ot, nieco ściółki i wzruszonej gleby. Poczułam się, jakbym jadła owoce z puszki polane płynną czekoladą. To skojarzenie z czekoladową polewą dalej poszło w stronę kremowego tortu okrytego taką czekoladową masą, niestety nie do końca górnolotnej jakości.


Pomimo paru nowych końcowych nut czekolada jest dość przewidywalna i w zasadzie nieco nudna. Pojawiło się kilka sztandarowych podobieństw do innych tabliczek z Sao Tome, jakie miałam już okazję jeść, jednak zdecydowanie propozycja od Chocolat Factory była spośród nich najmniej wyszukana. Brak tu wyjątkowej wykwintności, nie mnie jednak tak klasyczne smaki podane w prosty sposób siłą rzeczy sprawiły mi przyjemność.

Jak spisała się czekolada z Granady z barcelońskiej manufaktury - o tym przekonacie się po małym zotterowskim przerywniku.

Skład: masa kakaowa z Sao Tome, cukier, lecytyna sojowa, wanilia.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 25 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 490 kcal.
BTW: 9/39/49 

10 komentarzy:

  1. Nie lubię takich małych kosteczek, ale te wydają mi się nawet... urocze. Ta tabliczka trochę wygląda spokojnie, za spokojnie jak dla mnie choć z drugiej strony może to i lepiej, bo wyższa zawartość kakao pewnie by mnie uderzyła mocą, że bym już nie wstała. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej nie ma problemów z jej podziałem ;)

      Usuń
  2. Jadłem chyba dwie czekolady (ale inne) z kakao z tej wyspy i też mam podobne wrażenia: są jakieś mało ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w przypadku innych czekolad nie było to dla mnie takie oczywiste ;)

      Usuń
  3. Lukier i mocha mnie odstraszają, chociaż potem te brzoskwinie i pieprzność... dla nich zniosłabym wszystko, już zaczęłam inaczej spoglądać na tę czekoladę, ale końcówka już znowu mi się nie podoba. Nie tracę wiele. :>

    OdpowiedzUsuń
  4. charlottemadness25 listopada 2016 16:53

    Te małe kosteczki są urocze.Ale nuty smakowe w tej tabliczce,jakoś mało mnie pociągają :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba przyznać, że takie proste opakowanie wręcz intryguje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie te czekoladki przyciągnęły mój wzrok.

      Usuń