niedziela, 8 marca 2015

Heidi Winter Delight Walnut Brownie ciemna z nadzieniem czekoladowym, orzechami włoskimi i herbatnikami


Spośród tria reprezentującego limitowaną zimową edycję od Heidi, najbardziej kuszącym mnie wariantem było Walnut Brownie - dlatego też zostawiłam sobie tą tabliczkę na koniec wypróbowywania kolekcji Winter Delight. Po bardzo entuzjastycznej recenzji Creme Brulee i pełnej wątpliwości Tiramisu, nie byłam pewna, czym tym razem uraczy mnie Heidi. Słowem, smakowitość wspaniale zapowiadającej się tabliczki Walnut Brownie stała dla mnie pod wielkim znakiem zapytania. Można by pomyśleć - czy w ogóle da się schrzanić deserową czekoladę z nadzieniem czekoladowym, orzechami włoskimi i herbatnikami? Z moimi ukochanymi orzechami włoskimi? Sama nazwa Walnut Brownie zachęca ślinianki do wydajniejszej pracy, ale... Niestety, w tej czekoladzie tylko nazwa jest smakowita.

Nie ma co Was czarować już od samego początku. Wystarczyło, abyśmy rozerwali sreberko, by poczuć, że coś tutaj nie gra. Momentalnie przypomniałam sobie recenzję innej czekolady od Heidi, Walnuts&Honey, która znalazła się jakiś czas temu na blogu Czekosfera. Autorka wspominała tam o dziwacznym posmaku arbuza, jaki towarzyszył jej przez cały czas spożywania tego wyrobu. Trudno mi sobie to było wyobrazić... Walnuts&Honey od dawna jest na liście czekolad, które chciałam wypróbować, ale recenzja Czekosfery dała mi dużo do myślenia... A jeszcze więcej do myślenia dało mi moje upragnione Walnut Brownie... Ja tuż po otwarciu Walnut Brownie poczułam mdły, sztuczny, podle intensywny zapach arbuza. Skąd tam się wziął arbuz?

Na litość boską, jeżeli już Heidi używa dziwnego owocowego aromatu w swoich czekoladach z orzechami włoskimi - to dlaczego jest to akurat niezbyt lubiany przeze mnie arbuz? Chyba żaden inny owocowy aromat nie schrzanił by tak całokształtu. Ale i tak, czy siak - po co? Czy kakao i orzechy włoskie to za mało? Zaczynam przypuszczać, że Heidi używa jakichś trefnych orzechów włoskich... Bo dlaczego akurat w takich, a nie innych czekoladach czuć arbuza?

Niestety aromat tak mocno wgryzł się w produkt, że wręcz nie nadaje się on do zjedzenia... Rzadko piszę tak o czekoladach, ale w tym wypadku właśnie tak jest... Dobrze, że zabrałam Walnut Brownie do rodzinnego miasta mojego Ukochanego, przynajmniej miałam komu ją porozdawać kostka po kostce. Konsumpcja tej tabliczki była dla mnie i mojego Lubego drogą przez mękę. Jakieś szczegóły? (oprócz arbuza :P).


Czekolada to deserówka o 50-procentowej zawartości kakao i jest bardzo, ale to bardzo zwyczajna. Nawet jeśli miałaby nieść ze sobą jakieś miłe doznania, to arbuz zabija wszystko. Nadzienie kryjące się w cienkiej tabliczce okazuje się być tanią kiepścizną. Nieprzyjemnie tłustawe, "chłodne" w odbiorze. Miało być czekoladowe? Może, ale w rzeczywistości jest mdłe i... tak, arbuzowe ;).

Wewnątrz nadzienia zatopione są kawałki karmelizowanych orzechów włoskich oraz herbatników. Tak przynajmniej głosi skład wyrobu. Oba te dodatki zostały mocno rozdrobione i ani trochę nie mogłam rozróżnić jednego od drugiego, co jest dla mnie karygodne. Kawałki herbatników, nawet malutkie, powinny pozostawiać po sobie maślany posmak i delikatnie chrupać. Orzechy włoskie są na tyle specyficzne w smaku, że bez problemów powinny wyróżniać się na tle innych składników nadzienia. Niestety tak nie było. Cała ta drobnica przepadła, a przytłumiona czym? ARBUZEM!!! :(

Strzeżcie się tej czekolady. Strasznie przykro mi to pisać, ale to jedna z najpaskudniejszych rzeczy, jakie ostatnio jadłam. Definitywnie... Nie posądziłabym Heidi o to, że potrafi aż tak zepsuć swój produkt. O ile wersja Tiramisu posiadała w sobie "pierwiastek obrzydliwości", tak Walnut Brownie jest obrzydliwa do potęgi entej...

Skład: cukier, miazga kakaowa, nieutwardzony olej palmowy, tłuszcz kakaowy, kakao, herbatniki 3,2% (mąka, cukier, jaja, skrobia ziemniaczana, odtłuszczone mleko w proszku, mono i diglicerydy kwasów tłuszczowych, sorbitol, difosforan disodowy, wodorowęglan sodu, wanilina), orzechy włoskie 1,5%, lecytyna sojowa, naturalny ekstrakt z wanilii i orzechów.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 110 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 562 kcal.
BTW: 7,15/34,15/55,51

29 komentarzy:

  1. charlottemadness8 marca 2015 06:07

    A ja się tak napaliłam na te czekolady.Dosłownie szukałam je wszędzie, a tu widzę,że jednak szkoda kasy na nie.Już kolejna tabliczka jest ''karą'' dla kubków smakowych.Nie chcę się karać :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko Creme Brulee jest warta grzechu - choć słodka, to jednak smaczna. Resztę można sobie z czystym sumieniem odpuścić. Fuj.

      Usuń
  2. Ale się cieszę że nie kupiłam tej czekolady.
    Smak arbuza lubię, ale tylko w arbuzach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zdecydowanie możesz się cieszyć :D. Na arbuzy poczekajmy do lata ;)

      Usuń
  3. Skąd do diabła w tej czekoladzie wziął się arbuz?!? Będzie mnie to męczyć.
    W końcu ktoś kto również nie szaleje za arbuzem. Wprawdzie u mnie nie jest to niechęć na poziomie truskawek, ale dla mnie ten owoc ma smak słodkiej wody z dodatkiem czegoś paskudnego. Szkoda, ze moja rodzina go uwielbia i latem muszę znosić ten zapach unoszący się w kuchni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to męczy. To jakiś paskudny aromat, który dodano też do Walnut&Honey. Teraz boję się kupować tą czekoladę.

      U mnie w domu na szczęście nie ma zwyczaju zajadania się arbuzami :D

      Usuń
  4. Czyżby to był przypadek, że już druga czekolada o smaku brownie jest niejadalna? Z Wedlem było tak samo, chyba to ciasto nie nadaje się do czekolady :P

    Arbuz rozwala system, po co on tam do cholery?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie, bo lindtowa Caramel & Brownie jest smaczna.

      Basi polecam: http://static.parastorage.com/media/bd9745_0e2c551d986d4e50801c43f13dce5541.png_256 - jestem pewna, że się w niej zakochasz!
      .
      .
      .
      ]:->
      hihhi

      A co do czekolady, to szkoda jej, wygląda superzachęcająco. Spróbowałabym ze względu na tego arbuza, bo też nie potrafię sobie wyobrazić.

      Usuń
    2. Natalia -> Dokładnie tak jak pisze Olga, Lindt potrafił dobrze zrobić taką czekoladę. Zresztą, jak do czekolady może nie pasować czekoladowe ciasto? :> Po prostu trzeba to wykonać umiejętnie, nie bazując na margarynie i dziwnych aromatach.

      Olga, też nie potrafiłam sobie tego wyobrazić po recenzji Czokosfery. Doznanie to okazało się być tak paskudne, że wzdrygam się na samą myśl. Ten Wedel straszny :D. Kijem nie tknę, choć Alpen Gold arbuzową kiedyś jadłam.

      Usuń
    3. W sumie racja, sama jadłam Carmel Brownie i nawet pisałam o nim recenzję :D

      Usuń
    4. No widzisz :D. Jeszcze nie jest tak źle :).

      Usuń
  5. Może tak naprawdę dodają tam pestki z arbuza w ramach oszczędności ? Kurcze miałam kupić jakąś czekoladkę od Heidi.. Ale teraz.. Sama nie wiem. Przykro mi że tak się zawiodłaś :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbuj Heidi i tak czy siak, pierwszy raz aż tak się zawiodłam na ich wyrobie.

      Usuń
  6. Mimo, że arbuz jest naszym ulubionym letnim owocem to jego aromat obecny w czekoladzie raczej nie wróży nic dobrego... Nie wiemy dlaczego ale przeważnie wszystkie produkty, które są szumnie nazywane brownie z reguły nas rozczarowują :/ Zawsze spodziewamy się czegoś mega czekoladowego ale pod postacią naprawdę dobrej i intensywnej czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aromat arbuzowy pożądany byłby jedynie w arbuzowej czekoladzie ;).

      Najpewniejszą receptą na dobrą i intensywną czekoladę jest po prostu wysokiej jakości ciemna tabliczka ;)

      Usuń
  7. Mignęła mi ostatnio w jakimś sklepie, ale nie ciągnie mnie do ciemnych czekolad które mają taką niską zawartość masy kakaowej. Na szczęście niewiele straciłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto stawiać na więcej, to prawda :). NIC nie straciłaś w tej kwestii.

      Usuń
  8. Też ją ostatnio jadłam i mam dokładnie te same spostrzeżenia - dziwny arbuz i smak, który nijak się ma do opisanego na opakowaniu :-( Rozczarowanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś zmywając po obiadokolacji znalazłam jeszcze jedno skojarzenie - aloesowy płyn do naczyń :(. Ta Heidi to tragedia.

      Usuń
  9. Faktycznie nie widać dodatków, szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chociaż arbuz to jeden z moich ulubionych owoców, do czekolady mi on stanowczo nie pasuje :P (arbuzowa nuta popsuła w ostatnie wakacje smak lodów orzechowych mojej siostrze, a lody były tak wspaniałe same w sobie :P) A poza tym nie lubię elementów ciastkowych w czekoladach, więc na pewno bym takiej nie kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to miała być arbuzowa czekolada - spoko, choć było podle sztucznie. Tutaj oczekiwałam zupełnie innych smaków! Ciastek i tak ledwo się tu uświadczyło :P

      Usuń
  11. Lubię arbuza, ale w połączeniu z czekoladą jakoś mi nie gra. Nic dziwnego, że wam nie smakowała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arbuz na pewno nie jest wskazany w czekoladzie o nazwie Walnut Brownie ;).

      Usuń
  12. Od mojej arbuzowej przygody z Heidi, omijam ich czekolady jeszcze szerszym łukiem (mimo, że miałam w planach kupić Florentine). I ciesze się, że nie były to moje urojenia ;D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zapewne sięgnę po coś od Heidi dopiero jak wypuszczą kolejną serię SummerVenture.

      Usuń