sobota, 7 lutego 2015

Zotter Ghana 75% ciemna

Źródło: www.chocolatiers.co.uk

Dziś opisywanej tabliczki nie zakupiłam solo, stąd też jej indywidualne zdjęcie zapożyczyłam z sieci. Zotter Labooko Ghana 75% znalazła się w jednym opakowaniu z towarzyszką o takiej samej zawartości masy kakaowej, lecz wykonanej z ziaren pochodzących z Papui Nowej Gwinei. Taki zestawik, którego opakowanie możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej, odnalazłam w sklepie R.Rajsigl w Innsbrucku, pośród wielu innych tabliczek Zottera. Zachęciła mnie możliwość wypróbowania dwóch różnych czekolad za cenę jednej. W końcu wszystkie Labooko składają się z duetu małych tabliczek, zazwyczaj w tożsamych smakach. 
 

Tu jednak mamy do czynienia z serią Labooko Contest, czyli dwa w jednym. Długo zastanawiałam się, czy Ghanę i Papuę opisać w jednej notce, czy też każdej z nich poświęcić osobną. W końcu zdecydowałam się na drugą opcję. Wprawdzie Ghana i Papua były jedzone jedna po drugiej, przez co łatwo można by było skonstruować ich charakterystykę porównawczą - ale o obu smakołykach jestem w stanie napisać wiele, przez co notka rozrosłaby się do zbyt dużych rozmiarów. Obie panny zasługują na specjalny wpis, tylko o sobie.

Ten duet miał być skonsumowany już jakiś czas temu - dowiadując się jednak o degustacji czekolad single-origin organizowanej w poznańskiej Pintej Klepce odłożyłam wypróbowanie Ghany i Papui na później. Sięgnęliśmy po nie dzień po powyższej degustacji. Nasze głowy pełne były nowych doświadczeń, otwarte na próby zidentyfikowania i nazwania kolejnych smaków. Degustacja w Pintej Klepce nie obejmowała czekolad z Ghany i Papui, toteż nie mieliśmy w tym względzie porównania. Wszelkie dostępne w internecie recenzje tych tabliczek Zottera postanowiłam przeczytać dopiero po naszej degustacji. Nie chciałam się niczym sugerować, pragnęłam chłonąć czekolady na świeżo.

Ghana to państwo będące w ścisłej czołówce światowych producentów kakao. Jak łatwo można z tego faktu wywnioskować, większość ziaren tam wyhodowanych, trafia do masowych producentów. Całkiem podobnie, jak w kakaowej potędze, czyli Wybrzeżu Kości Słoniowej. Niezliczone tony miksu niezbyt szlachetnych odmian trafiają do wielkich fabryk słodyczy na całej kuli ziemskiej. Tabliczka Zottera kryje jednak w sobie to, co w kakao z Ghany najlepsze. 

Kooperatywa ABOCFA zrzesza na terytorium Ghany czterystu rolników, którzy na swych niewielkich plantacjach uprawiają najaromatyczniejsze odmiany tutejszego Forastero. To właśnie dzięki pracy tej grupy ludzi powstała zotterowska tabliczka. Bio i Fairtrade, czyli zgodnie z zasadami tego austriackiego producenta.

Porównując zapachy Ghany i Papui, ten pierwszy wydaje się o wiele spokojniejszy, bardziej owocowy, odrobinę kwaskowaty. Ghana pierwsza trafia do naszych ust. Twardą tabliczkę przegryza się z chrupiącym chrzęstem. Początek jest spokojny. Konsystencja jest zbita, lecz sprawiająca kremowe wrażenie przy rozpuszczaniu w ustach. Rozpościera w nich od samego początku soczystą słodycz. Koniec to odrobina ściągania, suchości, cierpkości i szorstkości, ale główne wrażenie podczas spożywania to przyjemna słodycz i delikatność karmelu. Gdy czekolada w pełni rozwija swoje walory, spośród miłej słodyczy amerykańskich borówek zaczyna wyłaniać się paloność drewna i przydymionych skorup orzechów. Całość sprawia wrażenie smukłości. Palona twardość połączona z ową jagodowo-kremową smukłością przywodzi na myśl monumentalność marmuru. Mleczna gładkość i nieznosząca oporu stateczność łączą się w marmurowej skale. Obecna w aromacie kwaskowatość zupełnie traci na znaczeniu w smaku. 

Ghana nie pozostawia w buzi masakrującej feerii ostrych smaków. Jest stateczna i gładka, właśnie jak ten marmur. Sprawia trochę takie wrażenie, jakby poleżała parę godzin w lodówce - mimo, że przecież jej miejsce od paru miesięcy znajdowało się w przytulnej Magicznej Szufladzie. Z zewnątrz twarda skorupa, w środku miękkie serce - w gruncie rzeczy tworzą bardzo przystępną czekoladę, pomimo aż 75-procentowej zawartości kakao. Jest bardzo zrównoważona i naprawdę delikatna jak na tak ciemną czekoladę. Ghana od Zottera to świetna tabliczka na początek przygody z single-origin - a my właśnie na takim etapie jesteśmy :).

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sól.
Masa kakaowa min. 75%.
Czas konszowania: 20 godzin.
Masa netto: 35 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 610 kcal.
BTW: 11/48/32

20 komentarzy:

  1. Charakterystyka porównawcza, a fuj, jak ja dawno tego sformułowania nie słyszałam! Jest rodem z gimnazjum i liceum (matury i te sprawy). Dobrze, że wpis podzieliłaś :)
    Coś czuję, że czekolada by mi posmakowała. Nadal mam w pamięci delikatność i aksamit, ale również kamienność i marmurowość Rittera 73%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym pomyślałam, haha :D. Te sformułowanie również kojarzy mi się tylko i wyłącznie ze szkołą. Ghana i Papua zasługują na osobne wpisy, bezsprzecznie.

      Trzymam kciuki za rozwój Twojej przygody z ciemną czekoladą. Czasem mam wrażenie, że to nasze polskie wyrażenie "gorzka" mocno odstrasza ludzi od czekolad o wyższej zawartości kakao. Bo to przecież nie tylko gorycz. Na wspomnianej w notce degustacji byłam zszokowana, jak wysoko oceniłam skalę słodyczy w większości próbowanych czekolad.

      Usuń
    2. Masz rację. "Gorzka" nie brzmi zachęcająco, bo gorycz kojarzy się... nie, gorycz JEST paskudnym smakiem. Gorzka czekolada zaś ma w sobie o wiele więcej smaków, przynajmniej ta dobra. Wspomniany przeze mnie Ritter dla przykładu w ogóle nie był gorzki, nie określiłabym go tym słowem. Ciemna czekolada - to brzmi dobrze, tylko czy do ciemnych nie zalicza się również deserowa? ("Deserowa" też mi nie pasuje, bo dlaczego deser ma być właśnie w takim smaku? Bo już środek jest słodki? Ale przecież czekolady deserowe bywają same, bez nadzienia).

      Usuń
    3. Dokładnie, sformułowania "gorzka" i "deserowa" są naprawdę mało trafione. O ile w tagach ich używam (bo ciężko by mi było zmienić tagi we wszystkich czekoladach jakie pojawiły się na blogu), to w nazwach recenzji odchodzę od tych słów. Jako zamiennik słowa "deserowa" spotykam się czasem z wyrażeniem "półgorzka", ale jeśli chcemy wyeliminować epitet "gorzka" to również odpada :P. Najprostszym, a zarazem najwięcej mówiącą dla mnie nomenklaturą jest używanie przymiotników: "mleczna" i "ciemna" dodając do tego procentową zawartość masy kakaowej. Ewentualnie "mleczna ciemna" gdy przy obecności mlecznych surowców kakao mamy ponad 50% w składzie.

      A Ty odkrywaj świat ciemnych czekolad, bo jak już się przekonałaś na zaledwie jednej tabliczce - w kakao kryje się całe bogactwo wyjątkowych doznań :). Życzę powodzenia :D

      Usuń
  2. Też mam wrażenie, że ta czekolada w najgorszym wypadku nie pozostawiłaby po sobie traumatycznych wspomnień. Nie byłaby z pewnością moim pierwszym wyborem, ale gdybym taką dostała, to zjadłabym z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się teraz człowiekiem z misją, by przekonywać innych do zabawy z ciemnymi czekoladami :D. Widzisz, wystarczy zachęcający opis bogaty w przyjemne nuty smakowe, abyś zapałała pozytywnymi emocjami wobec 75-procentowej czekolady! :)

      Usuń
  3. Czujemy, że rozpłynęłybyśmy się razem z czekoladą :D I ten skład :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic więcej nie potrzeba dobrej czekoladzie. Wtedy najpełniej ujawnia się jej bogactwo. Oj tak, można się rozpływać :D. Kakaowa rozkosz, i do tego samo zdrówko! Bardzo kaloryczny, ale naturalny i odżywczy produkt :).

      Usuń
  4. I tu wyłania się moje chamskie podniebienie, bo jakbym skosztowała tę czekoladę to pewnie byłabym mało zachwycona ilością kakao ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że byłabyś zszokowana, że to jest aż 75%.

      Usuń
  5. Oj, chyba zaprzyjaźniłabym się z tą czekoladą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne :). Gratka dla fanów ciemnej czekolady.

      Usuń
  6. Coś czuję, że polubiłabym się z nią. Skoro jest gładka, to musi obłędnie smakować rozpuszczona w kaszy mannie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpuszczenie jej w kaszce to moim zdaniem barbarzyństwo i profanacja :D. Już pomijając to, że po prostu wypada ją degustować solo po kawałeczku, to chyba trochę żal by było dodawać do kaszki czekoladę za ponad 15 zł? :P

      Usuń
    2. Ja tam za tyle Lindt'a kupiłam i dałam do kaszki :D

      Usuń
  7. Smak na pewno jest wyjątkowy... Uwielbiam ciemne czekolady, im więcej mają kakao tym bardziej je lubię, a ta ma dodatkowo świetny skład, więc i tą naturalność pewnie czuć w czekoladzie. Myślę, że jest idealna :) Ale póki co pozostaje mi Lindt 85%, którego dzisiaj skonsumowałam pół tabliczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że nigdy nie jadłam Lindta 85% - choć przecież to czekolady Lindta są najliczniejszym gronem na moim blogu. Ciemne pełne tabliczki będą pojawiać się tutaj coraz częściej, więc będziesz kuszona, oj będziesz :D.

      Usuń
  8. Rzeczywiście była jakby poleżała trochę w lodówce. Ten marmur, to wszystko...

    PS Tak wracam do naszych recenzji i zamarzył mi się zapach tych tabliczek... i to najlepiej w wersja "osobno" dla pięknych opakowań. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo tak, do takich czekolad można by wracać i wracać... gdyby nie fakt, że tyle innych jest jeszcze do odkrycia! ;)

      Usuń