wtorek, 4 lutego 2020

Beskid Sao Tome ciemna 70%


Kolejna czekolada od naszej rodzimej manufaktury Beskid, którą kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady jeszcze w starej szacie graficznej - została stworzona z kakao pochodzącego z afrykańskiej Wyspy Świętego Tomasza. Manufaktura zlokalizowana z Węgierskiej Górce, miejscowości leżącej na styku Beskidu Żywieckiego i Śląskiego, sięgnęła po ziarna z niezbyt popularnej lokalizacji. To dopiero moja piąta czekolada z kakao z Sao Tome i już bardzo dawno nie miałam takowej w ustach. Każda dotychczasowa tabliczka przyniosła zupełnie nowe skojarzenia, toteż ciemną Beskid Sao Tome 70% traktowałam jako czystą, białą kartę.


 Choć ostatnie czekolady z Beskidu nie porwały mnie szczególnie, już sam zapach roztaczający się nad Sao Tome zapowiadał coś naprawdę miłego, odświeżająco słodkiego. Owa woń przeniosła nas do pełnego kwiatów ogrodu, w którym budził się lipcowy upalny dzień. Rosa perliła się jeszcze na płatkach lilii, rozpościerając przyjemnie wilgotny, lekko perfumowy zapach.

W ustach czekolada z Beskidu po raz kolejny układała się dość zachowawczo, będąc dość suchą i twardą - brak dodatku masła kakaowego jednak nie przechodzi bez echa. Przy pojawiających się tu nutach smakowych owa powściągliwa struktura tabliczki nie stanowiła problemu, nie przeszkadzała w delektowaniu się. Dominowały przede wszystkim słodkie truskawki o zbitym miąższu - ich obecność była wręcz namacalna. Dalej pojawiało się coraz więcej pewnej wodnistej kwaśności o wyraźnie roślinnych konotacjach. Nadal pozostając w truskawkowym tonie, pomyślałam o niewybarwionych, jeszcze niedojrzałych fragmentach owocu oraz zielonych szypułkach. Poza tym, nadal znajdowałam się w zadbanym ogrodzie, w którym jednak pozwolono się puścić odrobinie dzikości pod postacią różnorakich ziół oraz rozbujałych na swych grządkach warzyw.


 W dalszym  etapie degustacji owe zioła coraz bardziej pokazywały swe walory, roślinne akcenty kierując w strony nawet odrobinę pikantne. W samym finiszu ewoluowały one w przyjemną goryczkę nugatowo-kawową. Generalnie, przez cały czas pozostawałam w temacie ogrodowym, co sprawiało, że całą degustację wspominam jako rozświetloną i ciepłą. Cudnie było ją jeść w tak krótki zimowy dzień.

Skład: ziarna kakao 70%, cukier trzcinowy nierafinowany.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.

niedziela, 2 lutego 2020

Soklet ciemna 70% Indie



 Urzeczona mleczną czekoladą z indyjskiej manufaktury Soklet, z iskrami w oczach sięgnęłam po kolejną, jakże klasyczną pozycję z jej asortymentu - ciemną siedemdziesiątkę, składającą się jedynie z ziaren kakao i cukru trzcinowego. Z marką Soklet zapoznałam się dzięki niezastąpionemu sklepowi Sekretów Czekolady. Jak już wspomniałam w recenzji wspomnianej mlecznej tabliczki, Soklet działa na terenie Indii według zasady tree-to-bar. Permakulturowe plantacje Regal położone są w południowych Indiach, pośród gór Anaimalai. Kakao wzrasta tam pośród bananowców, palm kokosowych, pieprzu i muszkatołowców korzennych. Grudniowy długi wieczór był idealnym czasem na skosztowanie kawałka takiej czekoladowej magii...


 Jakże prosta w swym wyglądzie 50-gramowa tabliczka pachniała niezwykle bogato: ziołami, kwiatami, mocą przypraw, zapowiedzią tropikalnych owoców. Aż trudno było te kuszące wonie ułożyć sobie w głowie. Z tego tytułu nie rozmieniałam się na drobne, czym prędzej kładąc na języku pierwszą zgrabną kostkę. Jak w przypadku wersji mlecznej, również tym razem czekolada zachowywała się w ustach powściągliwie, będąc dość twardą, a w przegryzaniu chrupiącą. Gdy już stopniowo zaczęła uwalniać ukryte w sobie smaki, zaskoczyła bardzo przyjemną słodyczą. Tak, w pierwszej kolejności uraczyła nas słodyczą brzoskwiń, filuternie kwaskowatym jeszcze mango, rześkością jogurtowego koktajlu z marakują, guanabaną i innymi tropikalnymi cudakami, które tak kocham.


 Dalej czekolada stawała się coraz to bardziej ziemista i słodowa, niczym parująca gleba, nieco wulkaniczna. Więcej też pojawiło się w niej przypraw odrobinę gryzących w język: delikatny pieprz, rozgrzewający cynamon, gałka muszkatołowa. Owe przyprawy niezwykle urokliwie przełamywały smak owoców, czy może raczej - podkreślały go. Jeszcze długo po degustacji utrzymywał się w mych ustach posmak jabłek, śliwek i gruszek obficie posypanych cynamonem i kardamonem, zapieczonych pod płatkami owsianymi. Czułam się otulona jej ciepłem niczym miękkim kocem, jakbym ogrzewała się przy ognisku w spokojnej wiosce gdzieś u stóp wulkanów, na tropikalnej wyspie pełnej przyjaznych ludzi. Tak, ta czekolada w swym bogactwie była cudownie spokojna i ułożona.

Po kolejne czekolady od Soklet będę sięgać z jeszcze większą ekscytacją...

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Wartość energetyczna w 100 g: 547 kcal.
BTW: 12,7/32/52,18.

piątek, 31 stycznia 2020

Naive Molecules ciemna 75% Peru bioaktywna z erytrytolem


 Litewska marka Naive ma wiele nietypowych czekolad, jednakże Molecules znajduje wśród nich szczególne miejsce. Otóż czekoladnik z Naive - Domantas Uzupalis - opracował metodę obróbki kakao o nazwie Molecules, pozwalającą stworzyć z niego czekoladę z zachowaniem jak największej ilości naturalnie występujących w nim witamin, minerałów, antyoksydantów oraz substancji neuroaktywnych (jak chociażby teobromina czy fenyloetyloamina). Wybór pochodzenia ziaren Molecules nie jest dowolny - padł na rodzime peruwiańskie kakao z okolic Cusco i doliny Machu Picchu.

Nie wiem, cóż takiego wyjątkowego jest w procesie Molecules i o ile więcej jest w takowej tabliczce wszelkich dobrodziejstw w porównaniu do klasycznie wykonanej Prawdziwej Czekolady (lub też takiej z tzw. "surowych" ziaren). Zirytował mnie fakt, że jako słodzika użyto erytrytolu, gdyż wiedziałam, że zaburzy mi on odbiór charakterystyki samego kakao. Nie mniej jednak, dzięki zastąpieniu cukru tym naturalnym słodzikiem, Naive Molecules w pełni zasługuje na miano żywności
funkcjonalnej.

Moje czekolady marki Naive kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


Nietypowy kształt tabliczki bawi i jakoś tak wzbudza skojarzenie z tym, iż producent bardzo chciał umieścić jak najmniej samej czekolady w klasycznej wielkości opakowaniu (choć masa Naive Molecules nie odbiega tak naprawdę w niczym in minus w porównaniu do innych tabliczek z litewskiej manufaktury). Czekolada posiadała piękną nasyconą barwę, zaś pachniała... mieszanką woni leśnego runa z polukrowanym pączkiem z różaną konfiturą. A to psikus!


 W smaku niestety od początku irytował mnie erytrytol. Niósł ze sobą wyraźny chłodzący efekt, zaś każdy kęs rozpuszczał się w ustach niczym gładka kostka lodu - nawet pomimo tego, iż kakao zdawało się być esencjonalne, gęste i z predyspozycjami do rozkosznie inwazyjnego zachowywania się w buzi. Zgodnie z sugestiami zapachowymi, kakao miało w sobie całe mnóstwo leśnych konotacji: wilgotne drzewo, pulchna ziemia, mchy i liście, a ponadto - grzyby. Drugą wiodącą nutą był wysokiej jakości pączek z bardzo dobrego ciasta, świeżo wysmażony, z lekko cytrynowym lukrem i przepyszną różaną konfiturą w środku. Wątek róży był tak mocny, że aż namacalny.

Delektowałam się tymi bardzo plastycznymi nutami, jednakże przeklęty erytrytol sprawiał, iż finisz w Molecules zdawał się zbyt płaski, ulotny, zimny. Żałowałam, że tak bardzo przeszkadzał on w totalnym zatopieniu się w kakaowej mocy. Jedzenie tej czekolady było niczym... uprawianie seksu po wypiciu nieco zbyt dużej ilości alkoholu. Przyjemność odczuwana nie w pełni świadomie, przytłumiona jak za mgłą.


Czy w porównaniu do innych czekolad odczułam jakoś specjalnie bioaktywne właściwości Molecules? Wątpię. Czekoladę jak zwykle zjadłam w towarzystwie kawy, zaś zaraz po degustacji zażyłam intensywnego ruchu na świeżym powietrzu, toteż endorfiny siłą rzeczy buzowały w mej krwi. O ile sama idea Molecules może nie jest bezzasadna, o ile połączenia erytrytolu z tak dobrym kakao nie mogę Naive wybaczyć.


Skład: ziarna kakao Molecules, erytrytol, tłuszcz kakaowy, cynk.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 57 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 599 kcal.
BTW: 9,5/43/38.

środa, 29 stycznia 2020

Zotter White Brittle biała ryżowa nadziewana ganaszem z białej czekolady z migdałami, ryżowymi chrupkami i wanilią


 Jakże ciężkim momentem jest sięgnięcie po ostatniego nadziewańca od Zottera posiadanego akurat w zapasach! Tym razem, w paczce przysłanej jesienią 2019 przez biokredens.pl, czekoladą Handscooped o najdłuższym terminie ważności była White Brittle. To wegańska tabliczka, a w tym sezonie Zotter postawił na krótki, treściwy skład swych roślinnych produktów (vide Boozy Chocolate Mousse).

White Brittle składa się w dużej mierze z białej ryżowej kuwertury (zamiast mleka zastosowano napój ryżowy w proszku) - już dawno nie widziałam Handcooped z taką obfitością kuwertury, co wyglądało naprawdę smakowicie i stanowiło dla mnie przeogromny plus! W środku zaś znajduje się ganasz również oparty na białej wegańskiej czekoladzie, mieszczący w sobie migdałową kruszonkę oraz chrupiące ryżowe płatki - oto tytułowy white brittle. Wszystko doprawiono w sposób jakże prosty - solą i wanilią.


 Wiele obaw we mnie było. Czy nie będzie zbyt mdło, zbyt słodko, zbyt tłusto? Szczególnie ta ostatnia obawa była uzasadniona - nie dość, że oczywiście w składzie znajduje się sporo masła kakaowego, to jeszcze zastosowano olej migdałowy! Nie musiałam się jednak niczym martwić i w zasadzie było jedynie ponadprzeciętnie słodko, ale przy tego rodzaju słodkościach żadna to straszna strata.

Kompozycja pachniała przytulnie migdałami i ryżowym kleikiem na mleku. Gdyby nie moja wiedza o tym, iż czekolada jest wegańska, być może nawet bym jej o to nie posądziła - wszakże w zapachu sporo było roślinności, ale przy tym stanowił on zapowiedź słodko-tłustej błogości.

Sama biała czekolada rozpuszczała się powolniej niż w przypadku takiej z krowim mlekiem, lecz na szczęście nie cechowała się mdłością, co do której miałam obawy. Widać odpowiedni udział dobrej jakości masła kakaowego zrobił swoje, zaś sproszkowany napój ryżowy stworzył iluzję rozkosznego ryżowego kleiku. Nie zawsze przecież tak bywało, że wspomnę męczącą Labooko Coconut.


 Kuwertura oczywiście zalewała usta słodyczą, lecz jeszcze słodsze zdawało się być nadzienie. Być może jego chrupkość potęgowała to wrażenie - było trochę tak, jakby przegryzając migdałową kruszonkę i ryżowe chrupki obcowalibyśmy również z kryształkami skarmelizowanego cukru. Na szczęście migdały były bardzo wyraziście wyczuwalne, przepyszne, intensywne - dzięki temu nie czuliśmy przeciążenia białą czekoladą. Same chrupki ryżowe nie stanowiłyby takiej przeciwagi. Lekkie przełamanie całości wanilią i solą okazało się kolejną zaletą.

Nie jest to może czekolada, w której łatwo zatopić się po uszy i do szaleństwa zakochać, jednak nie można odmówić jej urokliwej prostoty, dopracowania i wyczuwalnej wysokiej jakości składników. Migdały często doskonale sprawdzają się z tabliczkach Handscooped - tak stało się i tym razem.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, migdały, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), płatki ryżowe (ryż, sól), olej migdałowy, lecytyna słonecznikowa, sól, wanilia.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 580 kcal.
BTW: 4,3/39/51.