środa, 31 października 2018

Zotter Hemp Bonbon ciemna 70% nadziewana konopnym nugatem


Ucieszyłam się na wiele nowości od Zottera z serii Handscooped, jednak niektóre z nich wywołały szczególnie szeroki uśmiech na mej twarzy. Dotyczyło to chociażby dziś opisywanej tabliczki - Hemp Bonbon. Było tak po prostu przez wzgląd na udział nasion konopi w jej składzie. Bardzo lubię konopne nugaty w wykonaniu Zottera. Dotąd miałam z nimi do czynienia już w kilku czekoladach: Boozy Couple, Artifical Fertilizer for Spirit and Soul, For Flashy Ones, Hemp Plantation. Zauroczył mnie specyficzny posmak konopnych ziaren i miałam szczególną ochotę na eksplorowanie ich smaku w kolejnych pomysłach Zottera. A Hemp Bonbon była wyjątkowo mocno konopna... Zakupiłam ją oczywiście poprzez biokredens.pl.


Hemp Bonbon to ciemna czekolada o 70% zawartości kakao wypełniona wegańskim nugatem z karmelizowanych ziaren konopi, otoczonym cienką warstewką białej czekolady kokosowej. W bazie nugatu zamiast mleka widnieje napój ryżowy (zaś zamiast masła - mamy olej słonecznikowy), toteż po nadzieniu spodziewałam się większej surowości, niż było to w przypadku dodatku surowców mlecznych. W przekroju tabliczka prezentuje się bardzo smakowicie odcieniami beżu, prezentując grubo mielony nugat, obiecujący wyraziste doznania. Pachniała przepięknie mieszaniną sianowatego aromatu konopi oraz nutami orzechów, kawy i paloności płynących z ciemnej czekolady.


Smak w istocie był dość surowy i niezbyt słodki, przypominający dobrą chałwę. Ciemna czekolada utrzymana była w klimatach leśnych i drzewnych, co cudownie komponowało się ze specyficznym smakiem konopi. Nadzienie było dość tłuste (w sposób zbity, jak chałwa) i sycące. Konopie ze swą specyficzną orzechowością, posmakiem siana i słonecznej łąki - dominowały. Lekko wplatał się z nie delikatny akcent napoju ryżowego oraz wanilii. Cienka warstwa kokosowej czekolady w mojej opinii była zupełnie niepotrzebna. Ona po prostu ginęła pod silnym naporem konopi.

Hemp Bonbon to konkretna, wyrazista tabliczka, oferująca mocne, choć jednostajne doznania. Mnie usatysfakcjonowała swą surowością, dzikością, autentycznością. To po prostu gratka dla każdego, kto ceni sobie nieprzesłodzone nadziewańce oraz smak ziaren konopi.

 
Skład: surowy cukier trzcinowy, nasiona konopi, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), wiórki kokosowe, olej słonecznikowy, proszek kokosowy (mleko kokosowe, maltodekstryna), lecytyna sojowa, sól, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), wanilia w proszku, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 585 kcal.
BTW: 9,7/41/43.

poniedziałek, 29 października 2018

Manoa Hawaii Chocolate ciemna 70%


Po rewelacyjnych mlecznych tabliczkach od Manoa, wykonanych z hawajskiego kakao (Hawaii Chocolate 50% oraz Breakfast Bar Hawaiian Coffee & Nibs 60%), przyszedł w końcu czas na wypróbowanie wersji ciemnych. Wszystkie moje tabliczki Manoa zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Za tą możliwość bardzo dziękuję, gdyż Manoa oferuje naprawdę unikatowe czekolady - hawajskie kakao to prawdziwa perełka, rzadkość na czekoladowym rynku. Podczas jednej degustacji postanowiłam porównać ze sobą dwie ciemne tabliczki, a że każda z nich liczyła jedynie 20 g, nie stanowiło to najmniejszego problemu. Na pierwszy ogień poszła siedemdziesiątka bez dodatków, wykonana z kakao z wyspy Big Island. Producent poleca sparować degustację z winami pinot noir oraz piwami summer ale (te wskazówki umieszczone wewnątrz opakowania są bardzo oryginalne i wyróżniają Manoa).


Hawajskie maleństwo kryło w sobie dziwaczny miks zapachów. Do głowy przyszły nam: liczi, kalie oraz... masło czosnkowe. Szalony zestaw, nieprawdaż? W ustach rozpuszczała się gładko i maślanie. Smak w pierwszej kolejności przyniósł ze sobą lekką, pieprzną pikantność, a za chwilę przewrotnie - chłód. Ów chłód przywodził na myśl po prostu zimne masło, lecz o dziwo - to odczucie było przyjemne. Czekolada zdawała się mieć w sobie sporo mleczności oraz delikatnej słodyczy jabłka i nie do końca dojrzałej marakui.


Co ciekawe, mleczne Manoa wydawały się bardziej intensywne od tej czystej siedemdziesiątki - z całymi swoimi magicznymi nutami wulkanicznymi i rozbuchaną owocowością. Dziś opisywana czekolada w porównaniu do propozycji mlecznych wypadła dużo bardziej blado, delikatniej. Więcej było w niej pieprzu i ziół, niż popiołu i lawy. Była niczym relaks na plaży w niezatłoczonym kurorcie, aż za bardzo sielska w porównaniu do moich oczekiwań. Może zastosowano tu zbyt dużo tłuszczu kakaowego? Nie wiem. Byłam przekonana, iż ciemna Manoa będzie charakteryzowała się zdecydowanie większym kopem. Tuż po tej degustacji sięgnęłam po wersję z solą, zaciekawiona, co też takiego mi przyniesie... O niej poczytacie już wkrótce.

 
Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 20 g.

sobota, 27 października 2018

Original Beans Arhuaco Businchari 82% ciemna z Kolumbii


 Arhuaco Businchari - końcu ją otworzyłam... Wszystkie czekolady wykonane z kolumbijskiego kakao mają w moim sercu szczególne miejsce, a możliwość spróbowania takowej wypuszczonej spod skrzydeł szwajcarskiego Original Beans była dla mnie szczególnie cenna. Tabliczka stworzona została z białych ziaren Businchari uprawianych przez plemię Arhuaco w rejonie Sierra Nevada de Santa Marta. Zakupiłam ją poprzez Smakowe Inspiracje.


 Mocno ciemna, wpadająca w bordo tabliczka pachniała znaczną palonością kojarzącą się z rozgrzanym asfaltem, mokrym tytoniem i świeżo paloną kawą. W tle przebrzmiewały dojrzałe wiśnie i jagody. Ów aromat był piękny - mocny i delikatny zarazem. Przy dzieleniu tabliczki urzekły mnie specyficznie stukające kostki.

W smaku pierwszym odczuciem była gorycz, tak wyraźna, iż skojarzyła się nam z wódką. Ów efekt wzmagała suchość oraz akcenty przyprawowo-ziołowe: pieprz, chili, lukrecja. Ściągała od samego początku na tyle, że miało się ochotę ją popijać, zupełnie jak przy mocnym alkoholu. Co ciekawe, przy tym wszystkim dobrze i gładko rozpuszczała się w buzi. Niby nieprzyjazna, ale jednak zapraszająca, przystępna. Trochę, jakby ktoś przymilnie wołał nas do siebie z samego wnętrza piekła.


 Dalej do głowy przychodził nam gęsty alkoholowy likier, na bazie wiśni i kawy. Słodyczy było tu tyle, ile w wiśniówce czy jagodowej nalewce. Przez jej suchość, odrobinę kojarzącą się z chałwą (także przez palono-gorzkawy sezamowy posmak) zdawała się być niedostępna. Suchość w dziwny sposób mieszała się z esencjonalnością, która przypominała mocno dojrzałe gruszki czy jagodowe syropy.

Choć Kimiko odnalazła w niej sporo lekkości, ja odebrałam ja jako ciężką i wytrawną, uderzającą w dolne nuty. Ja chyba po prostu już zawsze będę w kolumbijskich czekoladach szukać tej specyficznej kwasoty, na którą napotkałam nieraz. Arhuaco Businchari wydawała mi się zbyt poważna, zabrakło mi tu dozy radości i szaleństwa. Nie była to dla mnie czekolada kolumbijska w sposób oczywisty. I tak zaintrygowała mnie i przyciągnęła bardziej, niż uczyniła to z moim Mężem.

 
Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 82%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 574 kcal.
BTW: 9/46/31.

czwartek, 25 października 2018

Zotter Saffron and Pistachios mleczna 40% nadziewana pistacjowym marcepanem z szafranem


Od dłuższego czasu pragnęłam wypróbować Saffron and Pistachios od Zottera, z magicznej serii Handscooped. Zawsze przed zamówieniem tej czekolady blokowały mnie upodobania Męża. Po pierwsze - nie przepada za pistacjami, a po drugie - przerażał go szafran. Tej arcydrogiej przyprawy skosztowaliśmy już w jednym nadziewańcu Zottera - była to bardzo kontrowersyjna tabliczka Basmati Rice with Saffron. Aby przekonać się, czy należy się bać Saffron and Pistachios, trzeba było po prostu spróbować... Swój egzemplarz kupiłam oczywiście poprzez biokredens.pl.


Saffron and Pistachios to mleczna czekolada o 40% zawartości kakao, kryjąca w sobie dwa nadzienia - pistacjowy marcepan i szafranowy ganasz. W zasadzie, skład tej tabliczki sprawił mi zawód. Marcepan tak naprawdę okazuje się zwykły - migdałowy, udział pistacji w całym produkcie wynosi jedynie 4% (tyle, by zabarwić ów marcepan i nadać mu leciutki posmak...). Szafranowy ganasz jest wprawdzie żółty, nawet wystają z niego niteczki szafranu - ale o dokładniejszym składzie producent nic nie mówi, a z listy składników trudno go wywnioskować. Na czym bazuje ów ganasz? Zapewne na mleku i maśle, w przeważającej mierze.

Tabliczka pachniała mieszaniną marcepanu, mlecznej czekolady i specyficznego, lekowego aromatu szafranu (Mąż od razu znalazł się myślami u dentysty i w szpitalu ;)).


Tak naprawdę, to w zapachu dzieje się więcej, niż w smaku. Całość nadzienia smakuje po prostu klasycznie marcepanowo, z dodatkiem bardziej maślanego nadzienia wzbogaconego w przyprawy - jak w dobrej bombonierce. Pistacje czuć w zasadzie tylko odrobinę, dominuje smak typowego marcepanu, lekko podkreślonego alkoholem. Smak szafranu umyka pod naporem bardzo smacznego marcepanu, po prostu wyczuwamy pewną nietypową ziołowość, subtelną.

W porównaniu do Basmati Rice with Saffron ta czekolada była anielsko delikatna i... trochę szkoda. Smakowała nam, szybko zniknęła w naszych ustach, ale nie znaleźliśmy w niej ni krzty czegoś głębszego. A z takiego połączenia składników mogło wyjść coś niecodziennie szałowego...

 
Skład: surowy cukier trzcinowy, marcepan (migdały, cukier, syrop cukru inwertowanego), tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, syrop glukozowo-fruktozowy, pistacje 4%, mleko, masło, ocet malinowy, słodka serwatka w proszku, wiśniowa brandy, odtłuszczone mleko w proszku, anyż, pełny cukier trzcinowy, sól, wanilia, lecytyna sojowa, szafran 0,02%, cynamon.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 533 kcal.
BTW: 7,5/37/40