poniedziałek, 25 maja 2015

Morin Panama ciemna 70%



Dziś będziecie mieć okazję poodkrywać wraz ze mną kolejny punkt na czekoladowej mapie świata. Dopiero co wróciliśmy z Peru, a teraz za sprawą francuskiej czekoladziarni Morin przeniesiemy się do Panamy. Ten wąski pas lądu pomiędzy Oceanem Spokojnym a Morzem Karaibskim nie jest dużym dostawcą kakao w skali światowej. Według Sekretów Czekolady panamskie ziarna kakao charakteryzują się kremowością i delikatnością. Subtelne smaki wyczuł w Morin Panama 70% organizator styczniowej poznańskiej degustacji, opisując je tak: "W pierwszym momencie uderza karmelowa słodycz, zbalansowana aromatami kakaowo-kawowymi, spod spodu wychodzą lekkie przyprawy. Pod koniec pojawiają się aromaty ziemiste i ściągająca, kakaowa goryczka." Czy również dla nas panamska czekolada okazała się być krainą łagodności?

Sam wygląd Panamy 70% wydał się nam niezwykły. Gładkość tafli czekolady była niecodzienna, nie niosła ze sobą najmniejszego pyłu szorstkości. Poszczególne kostki wyglądały tak, jakby ktoś je pieczołowicie wypolerował. Po podzieleniu tabliczki zaczęliśmy bawić się tą niecodzienną strukturą – okazało się, że pojedyncza kostka zrzucana z kilku centymetrów na pozostałą część czekolady wydawała dźwięk jak przy stykaniu metalu z magnesem. Takie stukanie kostka o kostkę stało się ważnym elementem tej degustacji – Panama po prostu brzmiała! A na dodatek pachniała w intrygujący sposób: trochę było tu pudełka na szachy, wilgotnego piernika i dojrzałych bananów.



Wzięcie pierwszej kostki do ust rzeczywiście równa się przeniesieniu do krainy łagodności. Na dzień dobry wita nas wyrazista owocowa słodycz, jak w smoothie z truskawek i bananów. Po chwili rozpuszczania kęsa na podniebieniu zalewa nas budyniowa gęstwina. Oto nieco przytłumiona słodycz idealnego czekoladowego budyniu – kremowego, bez grudek, aromatycznego. Budyń ten muśnięty został raz po raz karmelowym syropem. Pomiędzy wierszami pojawia się również drobna sugestia cynamonu i słodkich migdałów.

Po feerii słodkich nut stymulacji poddawane są także inne kubki smakowe. Zaczynamy odkrywać goryczkową stronę Panamy 70% (ze szczególnym zaznaczeniem – goryczkową, a nie gorzką!). Pojawia się karmel od strony bardziej palonej, niż stricte słodkiej. Mamy także wyraźną kawowość, mieszającą się z wilgotną ziemistością (ale nadal bardzo gładką i smukłą). Końcówka w tej czekoladzie rzeczywiście niesie ze sobą drobne uczucie ściągania, ale jest ono na tyle nienachalne, że po prostu kojarzy się z czymś odrobinę przypalonym. Spytacie o kwaśne nuty, które tak często odstraszają Was od ciemnych czekolad? Tu kwaskowatości nie było praktycznie w ogóle.

Jeśli miałabym Panamę 70% przyrównać do jednej konkretnej rzeczy, to byłby to lekko przypalony placek z truskawkami. Oprócz grubej, aksamitnie maślanej kruszonki z wierzchu przyozdobiony on został płatkami migdałów, kawową posypką i szczyptą cynamonu. Żeby nie zabrakło tutaj istotnego w całej kompozycji skojarzenia z budyniem – kawałek takiego ciasta to za mało, podano go więc z miseczką naturalnego mocnoczekoladowego budyniu z dodanymi zmiksowanymi bananami. O tak, teraz mamy deser idealny, świetnie odzwierciedlający tą przepyszną, specyficzną czekoladę.

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna.
Masa netto: 100 g.

28 komentarzy:

  1. charlottemadness25 maja 2015 05:50

    Ta czekolada nie przestanie mnie zadziwiać(oczywiście pozytywnie :) ) Zapach starego pudełka szachów, wilgotnego piernika, słodycz smoothie, ciasto budyń :O Tyle doznań a taka niepozorna tabliczka z napisem 70% kakao, gdzie w składzie widnieje tylko miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna...Mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały urok czekolad single-origin, zawsze czeka nas coś nowego!

      Usuń
  2. Na razie nie czytam, żeby się nie sugerować. Odczucia porównam, jak sama będę po degustacji tej tabliczki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie mogę się doczekać takiego porównania!

      Usuń
    2. To się akustyczna czekolada trafiła, haha!
      Nic dziwnego, że wszystkie smaki grały ze sobą doskonale. Istna orkiestra.:D
      Czułyśmy prawie dokładnie to samo; banany, coś przypalonego... Budyń, hm, myślałam, że to dziwne skojarzenie, ale chyba miała w sobie coś budyniowatego,skoro też to wyłapałaś. Cynamon mówisz? Akurat ta przyprawa mi przez głowę nawet nie przeszła, ale jak wyczułam banany to byłam tak zaskoczona, że możliwe, że ta nuta jakoś mi uciekła.

      Cieszę się, że mamy możliwość porównania tego wszystkiego. Wiedziałam, że założenie bloga było dobrym pomysłem.

      Usuń
    3. Uwielbiam te nasze porównania! :)

      Usuń
  3. Ta tabliczka wygląda na cudnie masywną! :)

    Po przeczytaniu opisu smaku.. Ja wiem, że bardzo ale to bardzo bardzo bardzo chciałabym ją jeść! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie wiem, czy można ją nazwać masywną :)

      Ciekawa jestem, kiedy i Ty skusisz się na takie czekocuda :)

      Usuń
  4. Czekolada kusi chociażby z tego względu, że Panama jest na mojej liście wymarzonych kierunków podróży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na chwilę mogłabyś się do niej przenieść próbując takiej czekolady ;)

      Usuń
  5. Lubię pudełko do szachów, a w zasadzie to jego wygląd i zapach, bo grać w szachy już niekoniecznie. Lubię mokry piernik, choć zdecydowanie bardziej murzynka (z grrrubą warstwą czekoladowej polewy i wilgotnym jabłkiem w środku). Lubię też dojrzałe, wręcz lekko sczerniałe banany. Czy to wróży dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wróży bardzo dobrze!!! I oznacza, że musisz w końcu się skusić na taką czekoladkę :D

      Usuń
  6. Dobrze, że dzisiaj nie mam apetytu na czekoladę bardziej kakaową niż mleczna Milka :D w ten sposób nie kusisz mnie. Ale pewnie w innym dniu to bym się lekko zainteresowała.Tylko lekko, bo jednak ten przypalony placek truskawkowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypalony placek truskawkowy to tylko moje wyobrażenie i ubranie w słowa tego co czułam - nie masz się czego bać :D

      Usuń
  7. Czyli placek, owoce, budyń, migdały i cynamon wszystko w jednej tabliczce, która dodatkowo ma swoje brzmienie? To jest zbyt idealne :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Budyń czekoladowy uwielbiam więc ta czekolada zapewne smakowałaby mi niezwykle bardzo... Zwłaszcza, że ostatnio odchodzę od mocno mlecznych czekoladowych smaków na rzecz mocniejszych, silnie kakaowych. Mam właśnie ochotę na takie prawdziwie czekoladowe brownie... Myślę, że ta czekolada byłaby jego idealnym zamiennikiem. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co powiesz na czekoladę mocno mleczną i silnie kakaową zarazem? ;)

      Usuń
  9. ciemna... co za okrutnie złe słowo... ale skoro budyń... migdały... to może nie jest spisana dla mnie na straty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest prawdziwa magia i bogactwo kakao! Ciemna nie znaczy gorzka, pamiętaj :)

      Usuń
  10. Liże ekran ;) Świetny blog :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Odkryjemy dzięki Tobie cały czekoladowy świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały? Obawiam się, że niestety to niemożliwe ;). Życia mi nie starczy.

      Usuń
  12. Gorzka czekolada to jest coś dla mnie:) . Miałam praktyki jako nastolatka w ośrodku wypoczynkowym i tam w ramach wdzięczności dostawałam gorzkie czekolady od starszych ludzi to dzięki nim tak polubiłam gorzkie czekolady:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że próbując takich czekolad jak Morin i tak na nowo odkryłabyś świat ciemnych tabliczek :)

      Usuń