niedziela, 30 marca 2014

Nczekolada ciemna z czerwonym pieprzem i ziarnem kakaowym



W poprzednich wpisach dotyczących Nczekolad wspominałam, że zostało mi w Magicznej Szufladzie jeszcze parę produktów z tej pracowni. Fakt, zakupiłam już wszystkie dostępne w Almie propozycje tej marki, wyłączając tabliczki mleczne i gorzkie bez dodatków. Zapoznawanie się z twórczością warszawskich pasjonatów czekolady było dotąd bardzo przyjemną, bogatą w niespodzianki przygodą. Dziś przyszła pora na jej kontynuację - po eskapadach z czekoladą białą i mleczną, czas na podwyższenie zawartości kakao.

Zaczynamy nieśmiało od 54-procentowej ilości masy kakaowej. Ot, klasyczna deserowa czekolada, można by rzec. Wystarczy jednak spojrzeć na zastosowane dodatki aby przekonać się, że kompozycji daleko do delikatnej tradycyjności. Kruszone ziarno kakaowe znamy już z jednej z mlecznych tabliczek, ale czerwony pieprz jest w przypadku Nczekolad czymś nowym. Z pieprzem w czekoladach różnie bywało - zachwycał, bądź odrażał - ze skrajności w skrajność. Jeśli chodzi o Nczekolady, byłabym bardzo zawiedziona, gdyby pieprz zepsuł całość. Cóż, trzeba było się przekonać.

Przez okienko w gustownym opakowaniu zerka na nas tabliczka, która wygląda jak dzieło sztuki. Po wyjęciu jej z kartonika i rozpakowaniu z folii, ukazuje się nam w pełnej krasie i doprawdy zachwyca urodą. Ciemna czekolada sowicie posypana jeszcze ciemniejszymi kawałkami ziaren kakao. A do tego dla kontrastu - ciemnoróżowy pieprz. Cieszy oko.

Nos również okazał się być uradowany. Głęboki zapach kakao kusi do sięgnięcia po pierwszą kostkę, pieprz póki co jest niemal zupełnie niewyczuwalny. Najpierw wgryzam się w czystą czekoladę. Pomimo, iż czekolada ma na pierwszym miejscu w składzie cukier, absolutnie nie można stwierdzić, że wiedzie on prym. Tabliczka jest nasycona tłuściutkim, aromatycznym kakao. Soczystym. Efekt rześkiej kakaowości podkreślany jest znów przez chrupkie ziarna kakao. 54% masy kakaowej w tym wypadku były dobrym wyborem - nie zostajemy porażeni goryczą, lecz uraczeni subtelnymi słodkościami. Z tego też powodu, nasze podniebienia gładko znoszą dodatek czerwonego pieprzu, który to nie okazuje się być agresywnym. Przegryzając różowe ziarenko i łącząc je z deserową czekoladą przekonujemy się, że daleko temu duetowi do ekstremalnej pikantności. Pieprz niesie ze sobą sporo nut ziołowych, dodatkowo zneutralizowanych przez smakowitą czekoladę. Nie można uznać, że jest on bardzo ostrą przyprawą - nic nie wykrzywiło nam twarzy. Przypuszczam, że gdyby czekolada zawierała w sobie więcej masy kakaowej, kompozycja okazałaby się bardziej wytrawna, a nuty pieprzowe bardziej dawałyby się się we znaki - całość straciłaby na subtelności. W tym wypadku - kompozycja ma nadal charakter bardzo deserowy. Doprawienie pieprzem odczuwamy niczym szczyptę perwersji w łagodnym morzu rozkoszy.

Warszawiacy znów nie zawiedli. Niesztampowe połączenie, solidne wykonanie, harmonijny smak. To było dobre, naprawdę dobre!

Skład: czekolada deserowa (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, lecytyna sojowa, wanilia), czerwony pieprz, ziarno kakaowe.
Masa kakaowa min. 54%.
Masa netto: 100 g.

czwartek, 27 marca 2014

Lindt Kirsch mleczna nadziewana likierem wiśniowym




Lindtowska seria mlecznych czekolad z płynnymi alkoholowymi nadzieniami jest nam znana od dawna. Owa kolekcja znajduje się w stałej ofercie firmy, która jednak co jakiś czas zmienia wizerunki opakowań i żongluje dostępnymi smakami. Dotąd próbowaliśmy jedynie dwóch czekolad z tej kolekcji i było to dawno temu (Irish Coffee oraz Cognac). Zresztą, jak widać w linkach, było to na tyle dawno, że nie zostały one rzetelnie opisane na blogu. Czas to nadrobić. Zwłaszcza, że zatęskniłam już za ulubionym Lindtem.

Oj tak. Mleczna czekolada Lindta to coś, co uwielbiam. 30-procentowa zawartość masy kakaowej jest tu w zupełności wystarczająca. Chociaż aż boję się myśleć, co by było, gdyby dodać jej o kilka procent więcej. Specyficzny śmietankowo-kakaowy głęboki zapach świdruje w mojej głowie, gdy tylko przybliżę nos do tabliczki. W tle wyczuwamy alkohol oraz wiśnie - nie jest to jednak przytłaczający aromat.

W smaku sama czekolada oczywiście nie zawodzi. Jest taka jak zawsze - przepyszna. Każda z kostek kryje w sobie komorę okrytą cukrową osłonką, lekko chrupiącą podczas przegryzania. Każda komora wypełniona jest przez płynne nadzienie z likieru wiśniowego. Likier jak to likier - jest płynem i wycieka z rozgryzionej kostki, dlatego najlepiej od razu zassać go do ust. Nigdy nie lubiłam kapiących nadzień, jednak trudno inaczej wyobrazić sobie czekoladę wykonaną w tej konwencji - w końcu ma być wypełniona alkoholem. Modyfikacja konsystencji wiązałaby się zapewne z zastosowaniem szeregu zagęstników. Takowe dodatki mogłyby negatywnie wpłynąć na smak całości - koncentrując mocniej smak alkoholu i wprowadzając do kompozycji element sztuczności. Pomimo tego, iż nadzienie składa się z czystego likieru - nie jest ordynarne. Alkohol nie jest rażący (choć gdy ktoś z zasady nie lubi alkoholowych słodyczy, na pewno mu to połączenie nie podpasuje). Generalnie czuć, że likier nie posiada ogromnego woltażu. Wiśnię wyczuwa się jako delikatny posmak. 

Zarówno ja, jak i mój Ukochany, zjedliśmy opisywaną czekoladę ze smakiem. Nie zaliczałabym tej alkoholowej kolekcji do czołówki produktów Lindta, aczkolwiek nie mam jej nic do zarzucenia. Oryginalna rzecz.


Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, likier wiśniowy 8%, miazga kakaowa, laktoza, całkowicie odtłuszczone mleko w proszku, guma arabska, ekstrakt słodowy jęczmienny, lecytyna sojowa, aromat.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g. 

poniedziałek, 24 marca 2014

Reber mleczna nadziewana śmietankowym nugatem z orzechów laskowych


Łza zakręciła mi się w oku, kiedy ujrzałam w Almie asortyment wyrobów marki Reber. Latem 2011 roku wracając z Alp Retyckich, zakupiliśmy w Austrii mleczną tabliczkę Reber
z nugatem z orzechów laskowych i nadzieniem z pistacjowego marcepanu. Próbując przywołać w pamięci jej smak wiem, że była przez nas zjedzona z przyjemnością. Zresztą, przy dobrej jakości mlecznej czekoladzie, trudno spodziewać się braku czerpania przyjemności z mnogości orzechowych dodatków. 

Reber to austriacka firma słynąca z produkcji pralin z wizerunkiem Mozarta. W całej Austrii spotykane są niemalże na każdym kroku, będąc jedną z charakterystycznych narodowych słodkości. Oprócz pralin, ta rodzinna firma z wieloletnimi tradycjami, wytwarza również inne słodycze. Większość z nich łączy fakt zastosowania przeróżnych orzechów jako dodatków. Marcepany, nugaty... Coś, co lubię! Dodatkowo, atutem wyrobów Reber jest brak tłuszczy roślinnych w składzie nadzień. Żadnego oszustwa przez wypełnianie czekolady margaryną!

Koniecznie musiałam przypomnieć sobie, jak smakuje czekolada produkowana przez Reber. W tym celu zakupiłam dwie tabliczki z orzechowymi nadzieniami: jedną mleczną, a drugą ciemną. Na pierwszy ogień zdecydowaliśmy się na degustację mlecznej.

Czekolada zapakowana jest w schludne pudełeczko oraz ozdobne złotko. Oprócz tego, ułożona została na białym kartoniku, co stanowi dodatkową ochronę. Tabliczka jest podzielona w sposób klasyczny na kostki, na których wierzchu znajduje się pieczołowicie wygrawerowane logo firmy. Wygląda ono niezwykle estetycznie.

W zapachu wyczuwalna jest 35-procentowa zawartość masy kakaowej. To dobrze wróży. Jeśli chodzi o aromat, orzechy jedynie przebrzmiewają w tle. Czujemy przede wszystkim nieoszukaną, rzetelną mleczną czekoladę.

Wgryzamy się do środka i naszym oczom ukazuje się nadzienie. Nie jest go tak dużo, jak sugeruje obrazek na opakowaniu. Warstwa mlecznej czekolady jest dość gruba i wcale na to nie narzekam. Sama czekolada jest nieprzesłodzona, niezamulająca, z wyraźnie wyczuwalnym kakao i mlekiem - a więc tak, jak powinno być. Nie jest to mistrzostwo świata, ale Austriacy wykonali całkiem przyzwoitą robotę.

Nadzienie jest w konsystencji niemal identycznej jak czekolada, jednakże jest od niej o kilka tonów jaśniejsze. Muszę przyznać, że nie zabija ono orzechową intensywnością. Jest to bardzo delikatny, aczkolwiek łatwo rozpoznawalny i dobrze wyczuwalny orzech laskowy. Śmietanka i masełko zrobiły swoje, nadając nadzieniu kremowego posmaku.

Reber stworzył czekoladę nie będącą rarytasem najwyższych lotów. Poprawność, prostota i brak przekombinowania. Nie ma się do czego przyczepić, ale nie ma też czego wychwalać pod niebiosa. Na pewno jest to wyrób godzien postawienia o kilka półek wyżej niż klasyczni polscy producenci czekolady.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, orzechy laskowe, laktoza, śmietanka w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 35%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 575 kcal.
BTW: 6/37,2/53,6

piątek, 21 marca 2014

Toms ciemna z lukrecją

Źródło: http://drasko.dk/New-STUFF-2

Toms jest duńską marką, o której dowiedziałam się dzięki mojej Przyjaciółce. Kiedy odwiedza rodzinę w Danii, przywozi dla mnie prezent w postaci czekolady wyprodukowanej przez powyższą firmę. Dotąd miałam przyjemność spróbować ciemnej z jeżynami oraz ciemnej z karmelem, solonymi płatkami kukurydzianymi i olejkiem miętowym. Obie były naprawdę przepyszne, toteż ochoczo przystałam na szersze wypróbowanie asortymentu Toms. Przeglądając ofertę firmy na stronie internetowej natknęłam się na ciemną czekoladę z lukrecją. Nigdy nie miałam okazji skosztować tabliczki z tym dodatkiem, toteż złożyłam u Przyjaciółki małe zamówienie...

 ...które spotkało się ze zdziwieniem rodzicielki owej Panny (jeszcze panny ;)). "Lukrecja? Chyba bardzo nie lubisz osoby, której to kupiłaś...". Fakt, lukrecja jest wśród Polaków traktowana raczej po macoszemu. Cóż, albo się ją kocha, albo nienawidzi. Skandynawowie, Włosi, Holendrzy i Francuzi ponoć w większości ją kochają. To tam największą popularnością cieszą się słodycze i alkohole z tą dobroczynną dla zdrowia przyprawą. Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam już kiedy miałam okazję jeść lukrecjowego cukierka. Rok temu we Włoszech próbowałam likieru lukrecjowego i bardzo mi smakował. Jedno jest pewne - nikt nie zaprzeczy, że smak lukrecji jest oryginalny i nieco dziwaczny. Trochę anyżu i mieszanki bliżej niezidentyfikowanych ziół, nieco jakby kawowej goryczki. Nawet, jeśli odrzuca Was na samą myśl o tym czarnym złocie, warto poczytać o różnorakim zastosowaniu tego korzenia, bowiem jego historia jest bardzo ciekawa.

Przejdźmy do sedna sprawy - czekolada. Zapach to przede wszystkim fajna ciemna czekolada, z delikatną przyprawową nutą - która to jest trudna do jednoznacznego zidentyfikowana. Nawet hejterzy lukrecji skusiliby się na kosteczkę, bez wątpienia. Kakao, kakao i jeszcze raz kakao.

Gryziemy. 60-procentowa czekolada jest w smaku naprawdę super, zresztą właśnie tego spodziewałam się po Toms. W jej wnętrzu zatopione są cukrowe drobinki z dodatkiem lukrecji, które delikatnie chrzęszczą podczas przegryzania. I znów - nie wiedząc, że jest tam lukrecja, w życiu bym nie odgadła. Gdzieś tam pomiędzy wierszami kubki smakowe wychwytują małą innowację, ale są to jedynie domniemania. W sumie, trochę szkoda, że Toms pożałował lukrecji... Jej solidna aplikacja w połączeniu z dobrą ciemną czekoladą mogłaby być naprawdę wstrząsającym dla zmysłów doświadczeniem. Muszę przyznać, że dopiero gdy zjemy już kostkę czekolady i chwilę odczekamy, w ustach pojawia się prócz kakao charakterystyczny posmak... Jakby lekko słony, nieco amoniakalny, ziołowy. Ale i tak jest to bardzo delikatne wrażenie, o wiele za bardzo. Tu przydałaby się porażająca moc, która na pewno znalazłaby grupkę fanatyków.

Podsumowując - Toms znów zaserwował nam smakowity kąsek, ale nie wywołał trzęsienia ziemi, którego można by było się spodziewać po zastosowanym połączeniu. Ta czekolada idealnie komponowałaby się z jakimś dobrym stoutem. Cóż, pozostaje mi mieć nadzieję, że natrafię kiedyś na czekoladę, w której lukrecja jest bardziej wyrazista. Bardzo jestem ciekawa swojej reakcji na taki smakowy eksperyment.


Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, kawałki lukrecji 8% (cukier, lukrecja w proszku 6%, tłuszcz kakaowy, chlorek amonu, syrop glukozowy), ekstrakt z lukrecji, lecytyna rzepakowa.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 540 kcal.
BTW: 5/35/46