wtorek, 16 czerwca 2020

Fruition Brown Butter Milk mleczna 43% Dominikana z brązowym masłem i wanilią


 Schodzimy w dół z zawartością kakao, degustując kolejne mleczne czekolady od nowojorskiego Fruition Chocolate Works. Po Maranón Canyon Dark Milk 68% oraz Hudson Bourbon Dark Milk 61% przyszedł czas na tabliczkę wykonaną z 43% zawartością dominikańskiego kakao, wzbogaconą o... brązowe masło. Ubite na Roonybrook Farm masło, zostało następnie mocno i powoli podgrzane, aż do stanu oddzielenia tłuszczu od białek występujących w maśle. W efekcie, masło uzyskało brązową barwę oraz karmelowo-orzechowy aromat. Mleczna czekolada z kakao z Dominikany została uświetniona właśnie takim cudeńkiem, a także doprawiona odrobiną wanilii. Zdobyłam ją oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady.


 Jasnej i ciepłej barwy 60-gramowa tabliczka pachniała roztopionym masłem wymieszanym ze skarmelizowanym cukrem oraz cynamonem, takim idealnym do polania np. kopytek. Miała też w sobie odrobinę nut skórzanych i tytoniowych. Połączenie beztroskiej słodyczy z wykwintnością tworzyło porażający duet.


 W ustach Brown Butter Milk jest niebiańska: miękka, głęboka, gładka, słodziutka i naturalnie - maślana. Owa słodycz i maślaność są niebywale karmelowe, karmelowa paloność przeplata się ze skórzanymi akcentami kakao, a w tym wszystkim można zatopić się niczym w aksamitnej pościeli. Myślę, że w znacznej mierze do takiego przyprawowo-tytoniowego przełamania karmelowości przyczyniła się wanilia. Nie mniej jednak, to bardzo delikatne przełamanie. Cała czekolada jest przede wszystkim błogo słodko-tłusta, idealna dla fanów prostej przyjemności, ale stworzonej w najlepszym jakościowo wydaniu.


 Brown Butter Milk spośród próbowanych mlecznych czekolad od Fruition nadaje się najlepiej na zaspokojenie cukrowego głodu. Gdybym miała wybrać swego ulubieńca spośród tego jakże różnorodnego mlecznego tria, bezapelacyjnie sięgnęłabym po Hudson Bourbon Barrel Milk, gdyż burbon dodany do ciemnej mlecznej czekolady mocniej zatrząsł gruntem pod nogami niż słodziutka tabliczka z brązowym masłem.

Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, ziarna kakao, odtłuszczone mleko w proszku, masło, pełne mleko w proszku, wanilia.
Masa kakaowa min. 43%.
Masa netto: 60 g.

niedziela, 14 czerwca 2020

Beskid Dominikana Hispaniola Bio ciemna 80%


 Po pysznej Madagaskar Ambanja Superior Bio przyszedł czas na kolejną osiemdziesiątkę z naszej rodzimej manufaktury Beskid, należącą do jednej z nowszych propozycji tej marki. W samym środku kolejnego izolacyjnego tygodnia sięgnęłam po Dominikana Hispaniola Bio, zakupioną w sklepie Sekretów Czekolady. 80% dominikańskich ziaren oraz 20% nierafinowanego cukru trzcinowego zaklęte w 50-gramową tabliczkę - miałam nadzieję, że taki prosty zestaw podtrzyma mój dobry nastrój.

Bardzo, ale to bardzo podoba mi się świeży i soczysty wygląd najnowszych czekolad z Beskidu. Wprawdzie nie miały one szans doznać upału, który zawsze pogarsza warunki przechowywania, jednak w porównaniu do moich pierwszych Beskidów prezencja nowszych czekolad jest znacznie lepsza - fakt, może to tylko kwestia pór roku. Nie mniej jednak, Dominikana Hispaniola Bio 80& wyglądała przepięknie - mroczna w swej ciemności, a jednocześnie zdrowo połyskliwa.


 Czekolada łamała się miękko, co wzbudziło wręcz moje zdziwienie. Pachniała kwaśną kwiecistością: kwiatem wiśni, świeżą kiszoną kapustą. Spodziewałam się, że słodyczy odnajdę tu ledwie tchnienie. W aromacie przebrzmiewała bowiem również zapowiedź wysokiej paloności.

W ustach również czekolada zachowywała się dość miękko, co wypadło zaskakująco przyjemnie - jak na 80% kakao i to bez dodatku masła kakaowego. W pierwszej kolejności uderzyła nas ziołowość, tak lubiana przeze mnie, w typie surowego ziarna kakao. Stopniowo przechodziła w czystą goryczkę, mocno osiadającą na języku, coraz to bardziej paloną. Pomyślałam o niedojrzałych, a jednocześnie przypadkowo przypalonych w piekarniku owocach. By skonkretyzować swe skojarzenia, zwizualizowałam jabłka, czerwone porzeczki oraz wiśnie - niesłodzone, niezbyt dojrzałe, umieszczone w cieście, które nie dość, że wyszło zakalcowate, to jeszcze przypaliło się od spodu, praktycznie zwęgliło. Gdzieś w tym wszystkim zagubiła się jeszcze skórka surowej cytryny. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, słodycz w tej czekoladzie okazała się nikła.


 Pomimo tak ostrych kwasków i goryczek, czekolada była niebywale wilgotna jak na 80%, przez co odebrałam ją jako bardzo przystępną. Zawarte w niej nuty smakowe były mocne, o niezbyt zuchwałej dynamice, a jednak przyjemne, zapadające w pamięć. Gdy tylko zaczynała ocierać się o ordynarność, miękka struktura wszystko łagodziła. To niezbyt skomplikowana, ale całkiem udana czekolada.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy nierafinowany.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 50 g.
 

piątek, 12 czerwca 2020

Menakao Cashew & Sea Salt ciemna 63% z orzechami nerkowca i solą morską


 Zatęskniłam za Menakao. Minęło już parę lat od czasu, gdy ostatni raz próbowałam czekolad tej madagaskarskiej manufaktury. Mam do niej szczególny sentyment, gdyż marka ta była jedną z pierwszych, jaką eksplorowałam zaczynając przygodę z Prawdziwą Czekoladą. Wprawdzie później, zdarzało mi się na Menakao zawieść, nie mniej specjalnie miejsce w serduszku nadal pozostało.

Jakiś czas temu w sklepie Sekretów Czekolady pojawiły się najnowsze propozycje od Menakao i oczywiście nie omieszkałam się ich zakupić. Dziś pragnę Wam zaprezentować ciemną czekoladę o 63% zawartości kakao pochodzącego z doliny rzeki Sambirano, wzbogaconą o orzechy nerkowca i sól morską.


 Gdy rozpakowałam tabliczkę, parsknęłam śmiechem na widok skąpo rozsianych na jej spodzie kawałków orzechów nerkowca. Spodziewałam się, iż obfitość i forma nerkowców będą choćby takie, jak zostało to rozwiązane na przykład z orzechami laskowymi w Fudgy & Smooth. Soli też pożałowano, przynajmniej tej widocznej gołym okiem.

Na szczęście czekolada już samym swym zapachem wynagradzała niedociągnięcia, urzekając wonią skorupek orzechów, wulkanicznej ziemi, korka od wina, kefiru z owocami żurawiny. Aromat dawał nadzieję na to, iż Menakao pokaże wszystko, co najlepsze w madagaskarskich ziarnach.


 Pierwsze skojarzenie smakowe okazało się zaskakujące, a mianowicie były to... pieczone ziemniaki podane z solą i kefirem! Po chwili jednak zanurzyłam się w bardziej standardowych akcentach typowych dla tego kakao, co ważne - kryjących się w miękkiej i soczystej konsystencji. Tak, struktura czekolady była bardzo wciągająca i już zapomniałam o tym, że Menakao w zasadzie zawsze było właśnie takie.

Poza pierwszym wrażeniem słoności, później nie odczuwamy soli już mocno - zdaje się ona zlewać z charakterem kakao. Mamy więc kontynuację tej ciekawej "korkowości",  cierpkie i zarazem soczyste wino (bardziej półwytrawne i wytrawne), liczne nuty ziemiste - wyjątkowo kusząco przeplatające się z korkiem i winem. Pojawiły się oczywiście oczekiwane w madagaskarskich ziarnach cytrusy, tu wyjątkowo delikatne. Podniebienie pieścił kefir, przełamany rozsądnie posłodzoną żurawiną. Nerkowce, będąca same w sobie tak pysznymi orzechami, starały się uświetnić kompozycję i każde ich przeplatanie się ze smakiem czekolady odczuwałam jako dodatkową przyjemność. Niestety, miłosne uściski nerkowców i czekolady stanowiły tu jedynie krótkie, ulotne chwile.


 Degustacja rozbudziła sentymenty, przepełniła mnie ciepłem, wywołała szczery uśmiech - choć przecież nie wszystko zagrało tu idealnie, to jednak powrót do Menakao należy zaliczyć do udanych.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa, sól morska.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 597,5 kcal.
BTW: 11,6/41,82/44,28.

środa, 10 czerwca 2020

Auro Paquibato ciemna 70% Filipiny


 W końcu, nie ukrywając ekscytacji, zdecydowałam się na degustację pierwszej z posiadanych czystych ciemnych czekolad z filipińskiej manufaktury Auro. Dotychczas próbowane małe tabliczki ich produkcji, z dodatkami, wywołały u mnie skrajne odczucia. Wiedziałam, że filipińskie kakao w rękach Auro ma bardzo wiele do zaoferowania i żywiłam nadzieję, że w wysokoprocentowych wersjach czystych nic nie będzie mi przeszkadzać w pełnym zanurzeniu się w jego walorach. Moje czekolady Auro kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

 

Dziś prezentowana czekolada wykonana została z ziaren uprawianych w dystrykcie Paquibato, leżącym na północ od miasta Davao. Tamtejsze plantacje, położone na wysokości 305 m n.p.m., znajdują się pomiędzy pasmami tropikalnych gór. Kakaowce wrastają tam pomiędzy palmami kokosowymi, mangostanami, chlebowcami oraz słodliwkami. Prócz kokosa, owoce pozostałych drzew nie są mi znane, co kazało mi się spodziewać, iż sporo nut w czekoladzie wykonanej z tamtejszego kakao będzie dla mnie trudnych do nazwania.

 Dźwięcznie łamiąca się twarda tabliczka pachniała duszno, przyprawowo, dymnie. Tak, jakby spowić tropikalne owoce dymem szlachetnego drewna. Wąchając tę tabliczkę myślałam o cygarach, kadzidłach, tytoniu... Woń jednym słowem można skwitować jako niepokojącą. Intrygowała, pobudzała.


 W ustach gładka, lecz mało tłusta, zwarta i mocna - z wyrafinowaniem raczyła nas kolejnymi, wielce oryginalnymi akcentami. Zdawało się, iż czekolada posiada w sobie dodatek alkoholu, czy w zasadzie kilku różnych trunków, bo wyłapałam ich nieco. Likier jajeczny, ziołowa nalewka, whisky, a nawet szampan. Dalej poszłam już w stronę dębowych beczek po leżakowaniu wysokiej jakości alkoholi, gdyż narastać zaczęły skojarzenia drzewne. Na tyle, że przeniosłam się znów na chwilę do degustacji To'ak Aged Edition.

Słodycz w tej czekoladzie osiągała znaczący poziom, jednak była absolutnie niebanalna. Ekscytujące nuty eksplodowały raz za razem, a ja głęboko w pamięci szukałam skojarzeń, które w należyty sposób opisałyby takowe indywidua. Pomyślałam o jedzonym w Ekwadorze owocu zapato oraz o... duszonych w orientalnych przyprawach marchwi, pietruszce, selerze. A może były to owe warzywa wymieszane perwersyjnie z lukrecją, oblane gryczanym miodem (bardzo istotna nuta!), skropione sokiem z yuzu i limonki. Smaki obce i smaki znane, wymieszane w sposób nieprawdopodobny. Czułam się, jakbym ze stwardniałego tropikalnego błota wyłuskiwała aromatyczne nasiona. Jakbym rozdmuchiwała korzenno-drzewny dym unoszący się nad górską łąką.


 Paquibato dała mi dokładnie to, czego spodziewałam się po Auro - moc tajemniczych smaków, wciągających w swą mroczną, a jednocześnie jakże barwną otchłań. Jestem przekonana, że kolejne pełne ciemne czekolady od Auro ukażą mi następne sekrety Filipin.

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 550 kcal.
BTW: 8/38/46.