czwartek, 16 lutego 2017

Zotter Chia Seeds with Nutty Power mleczna 50% nadziewana marcepanem i nugatem z orzechów włoskich z nasionami chia


Chia Seeds with Nutty Power to jedna z zotterowskich nowości w serii Handscooped, w której producent stawia na tzw. super foods - tutaj akurat mowa o ziarenkach chia (szałwii hiszpańskiej). Chia wywodzi się z Ameryki Środkowej, gdzie przez lata stanowiła podstawę diety Azteków. Będąc w Meksyku przekonałam się, jak łatwo i tanio można zakupić tam te magiczne ziarenka. Dziś w Europie trwa dietetyczny boom na chia - maleństwa, posiadające całą moc wartości odżywczych. Nie dość, że puddingi z chia są zdrowe, to jeszcze bardzo smaczne! Z radością sięgnęłam po Chia Seeds with Nutty Power (zakupioną na biokredens.pl) pewnego zimowego dnia przed wybraniem się na kilkunastokilometrowy nordic walking.


Tabliczka stworzona została z mlecznej czekolady o 50% zawartości kakao, otaczającej dwuwarstwowe nadzienie. U góry miejsce znalazł marcepan, zaś na dole nugat z orzechów włoskich, w którym to zatopiono liczne ziarenka chia (stanową 5% całości). Po przekrojeniu tabliczki na pół stwierdziłam, że coś mi ona przypomina... Po chwili zastanowienia już wiedziałam - Typisch Österreich! Wprawdzie tam zamiast chia i marcepanu mieliśmy rodzimy mak (makowy krem), ale pomimo tego faktu skład okazał się być bardzo podobny do tamtej przepysznej czekolady. Jednej z moich pierwszych zotterowskich miłości... (Ah! No i jeszcze Walnuss-Marzipan! Tu również jest mnóstwo podobieństw...)

 

Czekolada pachniała bardzo kawowo, ku naszemu zaskoczeniu. Ewidentnie jest to wpływ zastosowanego kakao, choć pewnie także swoje zrobiły orzechowe nuty przebijające się do kuwertury. Było to jednakże wrażenie na tyle mocne, że aż musiałam sprawdzić w składzie, czy aby na pewno nie ma tam kawy! U góry nadzienia gładką warstwą rozłożył się bielusieńki marcepan. Był niezwykle delikatny, co zganiam na fakt, iż cała kompozycja nie zawiera żadnego alkoholu (a w Zotterach z marcepanem alkohol częstokroć się pojawiał). Migdałowy aksamit pięknie komponował się z mleczną czekoladą pełną kawowych akcentów.


Wiele oczekiwałam od nugatu z moich ukochanych orzechów włoskich, tutaj jeszcze wzbogaconego w chia. Sam nugat jest o kilka tonów wyraźniejszy w smaku od marcepanu, co było dla mnie zaskoczeniem. Wyrazisty, leśny smak, podkręcony przez dodatek proszku sojowego - stary chwyt Zottera stosowany w nugatach z orzechów włoskich rzeczywiście zdaje egzamin. Nugat ma bardziej miąższystą strukturę niż arcyaksamitny marcepan, więc z łatwością w jego zakamarkach miejsce znalazły chrupiące chia.

Chia pełniło tu przede wszystkim rolę chrupacza, nie wnosząc do smaku zbyt wiele. Po prostu urozmaiciły kompozycję pod względem struktury. Doprawienie całości wanilią i anyżem nie było zbyt mocne, toteż żadnego pierniczkowego efektu nie uświadczyliśmy. Tabliczka ta to jednak przede wszystkim NUTTY POWER with chia seeds. O tak, nazwa powinna zostać skonstruowana odwrotnie, by w pełni oddawać ducha tej tabliczki.


Pomimo tego, iż nie można odmówić smakowitości Chia Seeds with Nutty Power, znalazłabym wiele innych orzechowych Zotter Handscooped (a także Labooko!) do których wróciłabym chętniej. Mam wrażenie, że chia odnalazło się tu w roli chwytu marketingowego - nie wniosło wiele do kompozycji. Z chęcią spróbowałabym zotterowskiego nadziewańca wypełnionego nawet najzwyklejszym puddingiem z chia na mleku.


Skład: marcepan (migdały, cukier, syrop cukru inwertowanego), surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, orzechy włoskie, pełne mleko w proszku, nasiona chia, syrop cukru inwertowanego, masło, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), sól, lecytyna sojowa, wanilia, anyż.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 544 kcal.
BTW: 8,7/37/41

wtorek, 14 lutego 2017

Amedei Cru Madagascar ciemna 70%

 

Po ekwadorskim debiucie z serią Cru od włoskiego Amedei, przenosimy się w zupełnie inne miejsce - na Madagaskar. Wydaje mi się, że moje doświadczenia z madagaskarskim kakao są najbardziej ugruntowane spośród wszystkich znanych mi dotąd źródeł kakao. W końcu przerobiłam wszystkie propozycje od Menakao, a także zawsze z chęcią sięgałam po madagaskarskie propozycje od innych marek. Dzięki temu, profil aromatyczny charakterystyczny dla madagaskarskiego kakao jest dla mnie bardzo rozpoznawalny, ponadto niezwykle go polubiłam. Zawsze sprawia mi przyjemność odkrywanie go na nowo, w interpretacji kolejnych czekoladników. Amedei Cru Madagaskar zakupiłam wraz z resztą tej kolekcji w Sekretach Czekolady. Rzeczona tabliczka zdobyła w 2013 roku złoto na Akademii Czekolady.


Czekolada różniła się barwą od ekwadorskiej, przede wszystkim poprzez posiadanie ciemno czerwonawych przebłysków, tak charakterystycznych dla madagaskarskich tabliczek - i tak były tutaj niezbyt intensywne. W przeważającej mierze czekolada przypominała raczej węgielek, na dodatek nieco szorstki w przekroju. Dla kontrastu, pachniała niezwykle delikatnie, świeżo. Specyficzna słodycz unosząca się nad tabliczką przywodziła na myśl owocowe żelki.

Tabliczka podczas dzielenia na kostki łamała się z cichym, łagodnym dźwiękiem. Pomimo tego wydawała się w dziwny sposób twarda, lecz jednocześnie krucha. Przypominała sypką wulkaniczną skałę, która rozpada się w rękach. Kostka położona na języku zachowywała się podobnie. Pomimo pozornej szorstkości, ta ziemista czekolada subtelnie i gładko rozpuszczała się w ustach. Sam początek zwiastował przygodę - niecodzienną, piękną, lecz mimo wszystko dość szczegółowo zaplanowaną i przewidywalną.


Oczami wyobraźni przeniosłam się na safari, ale nie takie zupełnie dzikie, lecz... ekskluzywne wręcz. Wiecie, z całym groteskowym wręcz ekwipunkiem i klimatem, gdzie ze specjalnego auta w pełni bezpieczna miałabym oglądać cuda natury na sawannie. Powietrze pachniało wysuszoną przez słońce trawą, gdzieniegdzie odsłaniały się placki nagiej i popękanej ziemi rozsiewającej hipnotyzującą woń. Z drugiej strony, świeże cytrusy i suszona żurawina serwowane jako przekąski podczas wyprawy nadawały atmosferze orzeźwienia (producent na opakowaniu wspomina o nutach mięty - akurat ja o ziołach nie pomyślałam w ogóle, lecz akcent rześkości jest tu oczywisty).


Na koniec degustacji pojawiła się wyraźna, kawowa nuta - bardzo gładka. Pomimo nut ziemistych, palonych i cytrusowych, które w madagaskarskim kakao potrafią być bardzo ostre, Amedei zażonglowało nim tak, iż stworzyło delikatną, dopracowaną czekoladę. Paloność i kwaśność odnalazły się na słodkiej, ziemisto-piaskowej podstawie, uładzonej jak tylko się dało - przy pozostawieniu tak typowej dla Amedei "bezowej" struktury, kryjącej w sobie sporo przestrzeni.


Ponownie jak w Cru Ecuador, również tutaj zabrakło mi choćby kawałka dzikości. Znów intrygujące posmaki proszą się o spuszczenie ich ze smyczy. Czekolada nie jest nudna - jadłam ją ze smakiem i zaciekawieniem, ale to wszystko było zbyt mocno zaaranżowane (nawet pomimo nietypowej konsystencji). Ciekawe, czy w kolejnych tabliczkach z kolekcji Cru także doznam tego wrażenia, że Amedei boi się powiedzieć wszystko na temat kakao akurat branego na tapetę. Może po prostu Włosi chcieli to zrobić zbyt idealnie?


Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.

niedziela, 12 lutego 2017

Zotter Muscaris Grapes mleczna 50% nadziewana karmelowym ganaszem z winem Muscaris i rodzynkami


Jedną z nadziewanych nowości Zottera inspirowanych winem, jakie zakupiłam dzięki biokredens.pl, jest Muscaris Grapes. Już sama grafika na opakowaniu sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z białym, dość subtelnym winem. To prawda - Josef Zotter ponownie sięgnął do piwniczki jednej ze styryjskich winiarni, tym razem wyciągając z niej musujące, białe półsłodkie wino Muscaris. Ów szczep spokrewniony jest z winogronami Muscat i charakteryzuje się nutami gałki muszkatołowej. Tyle pisze o Muscaris sam Zotter, natomiast na stronie internetowej winiarni Hirschmugl poznamy więcej szczegółów. Ma to być głębokie i żywiołowe wino o intensywnym aromacie ziołowo-kwiatowym, przechodzącym w akcenty egzotycznych owoców, takich jak mango, kiwi czy marakuja.
 

Zotter w swej tabliczce Handscooped nadał winu Muscaris bardzo łagodną otoczkę. Wkomponował je w ganasz na bazie karmelu i masła, który następnie oblał mleczną czekoladą o 50% zawartości kakao. W środku znajdują się także rodzynki maczane w Muscaris. Całość doprawiono wanilią, cynamonem i zielem angielskim. Można by rzec, że Muscaris Grapes to czekolada kobieco delikatna, jednakże i tak spodziewałam się, iż wino i przyprawy nadadzą kompozycji ostrzejszych nut. Jak było naprawdę?


Po rozpakowaniu czekolada zaskoczyła nas aromatem przypominającym... jogurt jagodowy. Był to bardzo, bardzo owocowy zapach, łączący w sobie całą mnogość skojarzeń. Po pierwszym intensywnym wrażeniu jakim był ów jagodowy jogurt, przyszedł czas na kandyzowane kiwi i malinowe landrynki. Nad wszystkim unosiła się delikatna aura bukietu kwiatów i ziół, no i gdzieś w tle majaczyła delikatna, acz oczywista alkoholowa nuta.

Jasna, soczyście brązowa mleczna czekolada kryje idealnie gładkie nadzienie, jaśniejsze o kilka dobrych tonów. Struktura całej kompozycji jest błogo aksamitna - zarówno kuwertura, jak i ganasz - miękko i maślanie rozpuszczają się w ustach. W ganaszu odnajdujemy jednak nieco drobnoziarnistej szorstkości, kojarzącej się z kolumbijskimi galaretkami z guawy i cukru trzcinowego (bocadillo).


Muscaris Grapes okazuje się zaskakująco słodką kompozycją. Ba, wydaje mi się, że to jedna ze słodszych Zotter Handscooped! Pierwsze skojarzenie związane ze smakiem i konsystencją to rzeczywiście bocadillo, co było dla mnie prawdziwą niespodzianką. Dalej konsystencja wygładza się, ale nadal atakuje nas intensywną słodyczą kandyzowanych tropikalnych owoców. Pomyślałam także o miseczce suto posłodzonych dojrzałych jagód, świeżo zebranych w jakimś wyjątkowo aromatycznym lesie. Udział karmelu w ganaszu jest niekwestionowany, przez co i tak słodkie nuty płynące z Muscaris zostają jeszcze bardziej podkręcone. Lekka paloność karmelu także uwypukla ziołowo-kwiatowy charakter wina, choć prosta słodycz do samego końca utrzymuje prowadzenie. Z zastosowanych przypraw najmocniej odczułam wanilię, zaś ziele angielskie chyba po prostu spójnie skomponowało mi się z naturalnym winnym posmakiem.


Tabliczką podzieliłam się jak zwykle na pół z Mężem i ku mojemu zdziwieniu, w mojej połowie nie odnalazłam żadnej rodzynki! Ukochany również nie uświadczył ich wiele, maksymalnie trzy sztuki. Wiem, że ręczne wyrabianie Zotter Handsooped obarczone jest ryzykiem braku powtarzalności, ale odrobina zawodu pozostała.

Zdecydowanie, Muscaris Grapes jest propozycją dla osób, które niekoniecznie są fanami wina w słodyczach (czy też w ogóle alkoholu). Ja poleciłabym tę tabliczkę ludziom, którzy akurat mają ochotę na... coś naprawdę słodkiego, a przy tym niebanalnego. Mnie Muscaris Grapes totalnie zasłodziła, co pomimo niezaprzeczalnej smakowitości tabliczki nieco mnie zawiodło. Choć w końcu Muscaris jest półsłodkim winem, spodziewałam się czegoś choć odrobinę poważniejszego.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, białe wino Muscaris, syrop cukru inwertowanego, proszek karmelowy (odtłuszczone mleko, serwatka, cukier, masło), masło, rodzynki, pełny cukier trzcinowy, grappa, sól, lecytyna sojowa, wanilia, cynamon, ziele angielskie.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 519 kcal.
BTW: 5,6/35/43

piątek, 10 lutego 2017

Idilio Origins 2ndo Seleccion Amiari Meridena ciemna 72%


Jakiś czas temu za pośrednictwem Sekretów Czekolady zakupiłam kilka tabliczek nieznanej mi dotąd marki - Idilio Origins. Siedziba manufaktury znajduje się w Szwajcarii, zaś w tworzeniu swych czekolad ekipa Idilio Origins korzysta z ziaren z różnych rejonów Wenezueli. Idilio Origins przyciąga wzrok prosto, lecz przepięknie opakowanymi tabliczkami. Wiele propozycji tej marki zostało docenionych w światowych konkursach. Dziś opisywana czekolada, opatrzona numerem drugim w kolekcji Idilio Origins, zdobyła złoto na Akademii Czekolady w 2011 roku.

 Kakao zastosowane w Selecion Amiari Meidena wyhodowane zostało w wenezuelskim rejonie Sur Del Lago, w stanie Zulia sąsiadującym z Kolumbią. Czekolada zawiera 72% kakao, zaś czas jej konszowania w tradycyjnych konszach wynosił aż 48 godzin.


Solidna 80-gramowa tabliczka podzielona została na klasyczne kostki, których zdobienie przywołuje na myśl raczej jakąś tanią czekoladę, a nie wysmakowaną single-origin. Po rozdarciu sreberka od razu uderzył mnie obezwładniający, smakowity zapach. Zapach, który zwiastował wysublimowaną słodycz, bogatą owocowość, kawową delikatność. Jeszcze chwilę temu denerwowałam się codziennymi zmartwieniami, a teraz, po rozpakowaniu tabliczki - czas jakby stanął w miejscu. To chwila, aby się delektować życiem!


Czekolada łamie się w wyraźnym trzaskiem, jednak ton tego głosu był łagodny, nieco przytłumiony. Bardzo ciemny, lecz jakby lekko przypudrowany kolor tabliczki również sugerował delikatność. Po pięknym wonnym preludium przy tak doskonałej otoczce - smak po prostu musiał być udany, błogi. Położona na języku kostka rozpuszczała się powoli, aksamitnie zdejmując z siebie kolejne warstwy. Niespiesznie uwalniała się rozkoszna słodycz i gładkość, bez jakichkolwiek uderzających znienacka nut. Czekolada spokojnym głosem opowiadała swoją historię. Kawiarnianą historię.


Oto przeniosłam się do przytulnie urządzonej kawiarni, gdzie pośród zgiełku miasta można znaleźć chwilę dla siebie, odetchnąć. Przy stoliku zasłanym kwiecistym, lecz skromnym obrusem popijałam cappuccino wykonane ze świeżo mielonej wykwintnej kawy, podane z tłustym spienionym mlekiem. Cappuccino zostało z wierzchu solidnie posypane aromatycznym cynamonem. Tak przyrządzony gorący napój nie potrzebował wcale cukru, by być słodkim. Mleczna pianka, bogata i wyważona kawa, rozgrzewający cynamon - wszystko to skumulowało się w błogą słodycz.


Kolejną wyrazistą nutą zawartą w Seleccion Amiari Meridena jest pomarańcza. Wkracza do akcji niemal na równi z kawowymi impresjami, uwodząc soczystą słodyczą miąższu, a także dosłownie szczyptą cytrusowej kwaśności. Więcej od kwaśności było tu goryczki pochodzącej z pomarańczowej skórki. I choć najpierw pomyślałam o śmietankowo-pomarańczowym kosztownym torcie, dalszy trop przywiódł mnie do czegoś prostszego, choć równie smakowitego. Na talerzyku postawionym obok filiżanki cappuccino podano mi gruby kawałek keksu. Nie byle jakiego.

Keks wykonany został z bardzo miękkiego, wilgotnego ciasta. Przebrzmiewają w nim cytrynowe nuty, zaś posypka z cukru pudru jest lekka niczym obłoczek. Kandyzowane owoce zatopione w środku: skórka pomarańczy i limonki, a także kawałeczki suszonych śliwek, moreli i jabłek - są jędrne i pulchne, soczyste. Łączą się w miłosnym uścisku z mokrawym ciastem tak, że nie sposób je od niego oddzielić. Raz po raz odnajduję także migdałowe słupki, dopełniające dzieła. Choć keks wydawał mi się zawsze pospolitym, mało wykwintnym ciastem - tu był esencjonalny, prawdziwie bogaty. A przecież to tylko (aż!) czekoladowa iluzja...


Moja pierwsza tabliczka od Idilio Origins była spokojna i w gruncie rzeczy prosta, ale uderzyła do głowy całą swą ukrytą mocą, uwalniając do mojej krwi pokłady endorfin. Jej konsekwentny, lecz łagodny smak bez krzty szorstkości pozostał w ustach długo po degustacji, a w głowie szumiało jeszcze dłużej. I wtedy, gdy w fali zakupoholizmu zamówiłam kolejne tabliczki w Sekretach Czekolady (ile można???), i podczas 17-kilometrowego nordic walkingu. Czekoladowa tajemna moc!

Skład: masa kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 80 g.