wtorek, 15 listopada 2016

Domori Porcelana ciemna 70%


Z racji, iż w mojej Magicznej Szufladzie uzbierało się nieco czekolad wykonanych ze szlachetnego, rzadkiego i bardzo pożądanego wenezuelskiego ziarna Criollo Porcelana, postanowiłam zafundować mojemu Mężowi serię degustacji porównawczych. Wprawdzie już wcześniej mieliśmy okazję wspólnie wypróbować Porcelanę od Valrhony oraz od naszej rodzimej Manufaktury Czekolady, lecz teraz na rozpracowanie czekały trzy tabliczki pod rząd. Na razie co nie zdradzę, o jakie dwie pozostałe czekolady chodzi - póki co, dziś przed Wami Porcelana w interpretacji włoskiego Domori.

Porcelana od Domori należy do "genetycznej" kolekcji czekolad z kakao Criollo uprawianego na wenezuelskiej plantacji Hacienda San Jose. Cała powyższa kolekcja została przeze mnie zakupiona poprzez Sekrety Czekolady. Producent na odwrocie opakowania informuje nas o nutach chleba, masła i dżemu oraz o "wyniosłej gładkości" charakteryzujących tę czekoladę. Ba, cechy typowe dla Porcelany, można by rzec. Jeśli chcecie zapoznać się z innymi niż moja opiniami na temat tej tabliczki, macie duże pole do popisu - w sieci jest mnóstwo recenzji - że ja odwołam się tylko do Kimiko i One Golden Ticket.


Nieco "przykurzone" 25-gramowe maleństwo wygląda niczym posypane drobnych brokatem tudzież gwiezdnym pyłem. Ciekawe, że pozostałe Porcelany próbowane wcześniej przeze mnie również prezentowały się tak niepozornie i mało spektakularnie, wydając się być wręcz suchymi. Porcelana pachniała słodko, karmelowo i kawowo, niczym najlepsze kakao przyrządzone na tłustym mleku. Tak, wąchając czekoladę czułam się, jakbym zanurzała się powoli w wielkiej kadzi kakao.

W dotyku tabliczka jest zaskakująco twarda i bardzo szklista, łamie się z głośnym trzaskiem pozostawiając ostre krawędzie - to takie czekoladowe szkło. Kęs o dziwo dość ciężko rozpuszcza się w ustach, ale gdy już to zrobi wydobywa z siebie bardzo miłe smaki, rozpościerające się gładkim, delikatnym filmem. Zalepia usta w nieco gliniasty sposób, lecz nie jest tak ciężka i oleista jak wiele innych ciemnych Domori. Ma w sobie wprawdzie nieco ciemnych mocy, lecz jest tą "lżejszą z ciężkich" Domori. Ot, w końcu to wykwintna Porcelana. W zasadzie lepszym porównaniem niż glina będzie lepki, lecz sypki wilgotny piasek plażowy, bardzo drobny.



Najpierw dociera do nas kwasek, przechodzący w głęboką paloność. Od razu pomyślałam o przypalonej skórce od tosta. Sam tost podany jest z brzoskwiniowym dżemem z dodatkiem soku z cytryny. Pojawia się również dojrzała suszona śliwka, duża i wilgotna, zanurzona w malinowym syropie. Nie odnajdujemy tu ani krzty ściągania, choć finisz jest odrobinę suchy, lecz jednocześnie przewrotnie mleczny, czy wręcz tłusto-jogurtowy (przez miłą kwaskowatość i maślaność). W tym wszystkim miejsce znajdują również karmel i kawa, stanowiąc o klasycznej wręcz głębi tej czekolady.


Wszystko bardzo spójnie układa się w świetną śniadaniową kompozycję, tak typową dla Porcelany. Domori utrzymało bardzo delikatny charakter tego ziarna, jednocześnie nadając mu odrobinę zawadiackiego pazura. Przyznam szczerze, że pod względem konsystencji ze względu na brak przesadnej ciężkości i syropowości charakterystycznej dla Domori, na pierwszy rzut nie zidentyfikowałabym tej czekolady w powyższą firmą. Niewątpliwie jednak jest ona wykonana na najwyższym poziomie, a właśnie taki poziom reprezentuje Domori. Taka interpretacja Porcelany bardzo mi się podoba - delikatność i moc odnajdują równowagę. Co zaś przedstawią nam pozostałe "porcelanowe" tabliczki?


Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 25 g.

niedziela, 13 listopada 2016

Zotter Asparagus Season ciemna 70% nadziewana migdałowo-maślanym ganaszem z białej czekolady ze szparagami, białym winem, jabłkowym octem balsamicznym i wanilią


Sezon na szparagi już daaawno za nami... Czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta, że parę miesięcy temu noce były tak krótkie, dni tak słoneczne, a szparagi wraz z truskawkami jeść można było non stop? Uwielbiam ten czas, gdy codziennie na obiad zajadam się jędrnymi, świeżymi szparagami - najprościej w świecie przyrządzonymi na parze, bez żadnych eksperymentów. Bez wątpienia, należą one do moich ulubionych warzyw.

Rok temu w sezonowej ofercie Zottera pojawiła się nadziewana czekolada o nazwie Asparagus Season. Wtedy dziwnym trafem przeoczyłam jej zamówienie. W tym roku nie mogłam sobie odpuścić. Czekałam wytrwale na moment, aż chłopcy z
biokredens.pl zamówią te niezwykłe tabliczki. I choć miałam swój egzemplarz w Magicznej Szufladzie jeszcze dawno przed nadejściem jesieni, postanowiłam otworzyć ją dopiero w tej ponurej porze - gdy tęsknota za szparagowym sezonem będzie już naprawdę silna.


Asparagus Season można nazwać nieco szaloną, eksperymentalną kompozycją. Jak bowiem inaczej traktować tabliczkę, gdzie pod kuwerturą z ciemnej czekolady o 70% zawartości kakao kryje się ganasz na bazie białej czekolady, masła i migdałów, uświetniony 7% dodatkiem szparagów, podlany białym austriackim winem Gruner Veltliner oraz jabłkowym octem balsamicznym, doprawiony wanilią, cynamonem i płatkami róż. To brzmi naprawdę wyjątkowo i zapewne nie każdy odważyłby się na wypróbowanie takiej kompozycji. W naszej blogosferze czekoladę recenzowała już Kimiko, która była na szparagową tabliczkę równie mocno napalona co ja.

Wraz z Mężem z wielką ciekawością rozpakowaliśmy skarb. Nad ciemną niczym do bólu dojrzałe wiśnie kuwerturą kryjącą tajemnicze wnętrze unosił się intrygujący octowy zapach z maślanymi przebłyskami. Od razu skojarzył mi się z aromatem szparagów ze słoika, zaprawionych w occie. Pojawiła się również subtelna nuta alkoholowa, od razu wskazująca na udział białego wina. Wszystkie nuty zapachowe wraz z głębią kakao układały się w mojej głowie w jedno dziwne skojarzenie... Przekonałam się co do niego także po wgryzieniu się w czekoladę.



Pewnie zas zaskoczę, albo nawet pomyślicie, że jestem chora na umyśle - ale mój Mąż przyznał mi pełną rację. Pierwsze wrażenia związane z eksplorowaniem bogactwa tej kompozycji kojarzą się z... końskim kałem. Specyficzny poniuch wilgotnej stajni i lekko przesuszonego końskiego gnoju, mieszający się z sianem i słomą. Spokojnie, czytajcie dalej, nie plułam nią jak w przypadku Kandierte Preiselbeeren. Wręcz przeciwnie... pomimo tak kontrowersyjnych skojarzeń momentalnie wciągnęłam się w degustację. W sumie, aromatyczne szparagi w połączeniu z białym winem jak najbardziej mogą uderzać w stajenne klimaty... Przypuszczam, że nie byłoby to dla wszystkich oczywiste, ale być może ktoś, kto spędził w stajni tyle czasu co ja, mimo wszystko przyzna mi rację. Co ważne, taka fiksacja układa się w głowie podczas jedzenia kuwertury i nadzienia razem - znaczy się, że kakao też dokłada tu do pieca.


Przy próbowaniu samej czekolady przekonujemy się jednak, że i ona mocno przesiąknęła bogactwem nadzienia, niosąc jednak ze sobą nieco orzechowych oraz kwiatowych nut. Łatwo się rozpuszcza w ustach, a że białe wnętrze robi to jeszcze łatwiej... Asparagus Season bardzo szybko znika. 

Samo nadzienie okazuje się być bardzo mleczne, gładkie i aksamitne. Pomimo bazowania na białej czekoladzie jego słodycz jest bardzo wyważona. W smaku wnętrze jest niczym delikatna główka szparaga podsmażona na maśle, podlana białym winem. Pojawia się również nuta migdałów, niczym przy posypaniu potrawy leciutkimi migdałowymi płatkami. Spośród przypraw najwyraźniej odznacza się wanilia, która cudnie podkreśla maślaność i mleczność kompozycji. Dalej pojawia się również sugestia jabłkowego musu, co rzucam na karb udziału jabłkowego octu balsamicznego. Ta specyficzna winność i octowość nieustannie przewija się, podkreślając walory szparagów i cudnie kontrastując z słodziutką maślanością.


Asparagus Season niesamowicie mnie wciągnęła. Szczególnie uwodzicielska okazała się aksamitna, rozpływająca się konsystencja. Samo odwołanie do moich ukochanych szparagów było na tyle wyraźne, a przy tym wyważone, iż kompozycja zupełnie skradła moje serce. Czekolada ta jest niczym wykwintny krem ze szparagów, przyprawiony w odważny sposób. Jakże miłe wspomnienie lata...


Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, szparagi 7%, syrop kukurydziany, masło, słodka serwatka w proszku, białe wino, ocet balsamiczny jabłkowy, odtłuszczone mleko w proszku, migdały, nierafinowany cukier trzcinowy, sól, wanilia, lecytyna sojowa, cynamon, płatki róż, proszek cytrynowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 512 kcal.
BTW: 6,7/38/34

piątek, 11 listopada 2016

Akessons's Bali Sukrama Farms mleczna 45% z kwiatem soli morskiej i cukrem z kwiatów palmy kokosowej


Poprzednia recenzja opisywała moje pierwsze doświadczenia z kakao kongijskim, tym razem czas na inny pierwszy raz. W sieci roi się od pochlebstw odnośnie marki Akesson's (chociażby u Kimiko), a że bez trudności można nabyć ich tabliczki w Sekretach Czekolady - nie omieszkałam spróbować. Zapraszam Was do odwiedzenia strony internetowej Akesson's, gdzie możecie zapoznać się z historią oraz ofertą tej niezwykle utytułowanej manufaktury.


Moja pierwsza Akesson's to swoista perełka - mleczna czekolada o 45% zawartości kakao pochodzącego z Bali, wyhodowanego przez rodzinę Sukrama na plantacji położonej we wschodniej części wyspy, w regionie Melaya. Jako słodzidło prócz cukru trzcinowego użyto również cukru z kwiatów palmy kokosowej. Czekoladę doprawiono ponadto solą morską.


Przepięknej barwy tabliczka prezentuje się niezwykle elegancko, lecz muszę zarzucić jej niezbyt praktyczny podziału na kostki. Pachnie słooooodko, cudnie mlecznie i lekko palono, jak mleko kokosowe i kozie w jednym. Wydaje się być bardzo mokra. Mój Mąż od razu skojarzył sobie ów aromat z mleczną Bonnat Java 65%, choć ja nie do końca się zgadzam z jego opinią. W sumie, gdyby dołożyć do niej nieco nut z Michel Cluizel Mangaro 50%, to może złożyłoby się to na część bogatego aromatu naszej Akesson's.


Zakochałam się w tej czekoladzie od pierwszego kęsa. Od razu rozlała się w ustach boską słodyczą, rozpuszczając się gęsto, lepko, błotniście i aksamitnie. W każdej sekundzie obcowania z tabliczką mamy pełną świadomość, iż mamy do czynienia z produktem najwyższej klasy i jakości. Jest idealnie śmietankowo, idealnie karmelowo, a spod tych dwóch przewodnich nut samych w sobie stanowiących o smakowitości czekolady - wydobywa się uwodzicielski posmak kokosa. Karmelowa, mocna paloność kakao wraz z rozkoszną śmietankowością i nutką kokosa już same w sobie tworzą genialną kompozycję, ale to nie wszystko... Tutaj ich walory - razem i z osobna - zostały podkreślone drobinami soli morskiej, intensywnej i wyrazistej.


To jedna z lepszych mlecznych czekolad jaką kiedykolwiek jadłam i myślę, że więcej słów już nie potrzeba...


Skład: ziarna kakao, cukier z kwiatów palmy kokosowej, cukier trzcinowy, mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, sól morska.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 591 kcal.
BTW: 9,72/42/43,5

środa, 9 listopada 2016

Zotter Congo 68% ciemna


Dzięki biokredens.pl zakupiłam pierwszą moją czekoladę wykonaną z kakao pochodzącego z Kongo. To 68% cudeńko zostało stworzone przez mistrza Josepha Zottera, z ziaren zebranych na kongijskich wyżynach. Zgodnie z moimi przypuszczeniami w jaki sposób może pachnieć Kongo, czekolada uraczyła nas aromatem wilgotnej ziemi, dojrzałych orzechów oraz soczystych owoców - pierwszym skojarzeniem były truskawki i pomarańcze. Ot, woń rajskiego ogrodu! Barwa jej była zaś przydymiona i soczysta zarazem, ciepła.


Czekolada okazuje się być dość chrupka, w specyficzny sposób zbita i gumowata. Nie rozpuszcza się w ustach najłatwiej, tak jakby ciamkać skórkę chleba. Nuty smakowe wydobywają się powoli, lecz są bardzo sugestywne. Zgodnie z konsystencją, w smaku także odnajdujemy prędko skojarzenie ze skórką od chleba, z chlebowym zakwasem. Ów specyficzny smak przechodzi następnie w ciężką, syropową słodycz, nieco kojarzącą się z Domori. W efekcie mamy do czynienia z iluzją chleba zamoczonego w cukrowym syropie.


Dalej pojawiają się orzechy laskowe i arachidowe w słodkiej skorupce, ewentualnie coś na kształt truskawek w syropie. Podsumowałabym ją jako soczystą polędwiczkę wieprzową podaną w towarzystwie sosu na bazie octu balsamicznego i owoców z puszki. Finisz okazuje się być przyjemnie maślany. 

Congo 68% pozostawia po sobie uczucie sytości, jest pełna - niczym ciężki tropikalny deszcz, jak przedzieranie się przez bujną dżunglę. Pomimo pozornej ciężkości, czekolada ma w sobie mnóstwo soczystej i urokliwej słodyczy, przez co bardzo dobrze się ją je, nie jest ona przytłaczająca. Niezwykle zaciekawiło mnie, jak smakowałaby, gdyby użyto choćby 10% kakao więcej.


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sól.
Masa kakaowa min. 68%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 598 kcal.
BTW: 9,6/45/37