Gdy jakiś czas temu po raz enty przeglądałam internetowy sklep Sekretów Czekolady, moją uwagę przykuły eleganckie, a przy tym proste opakowania marki Willie's Cacao. Jak się okazało, oferta tej brytyjskiej manufaktury to nie tylko kuszące czyste tabliczki single-origin, ale również rozmaite wariacje na temat czekolad z dodatkami. Zresztą, co ja się będę tutaj produkować, skoro Willie's Cacao posiada przepiękną stronę internetową. Zapoznacie się na niej nie tylko z ofertą firmy, ale i z historią pasji właściciela firmy - Willie Harcourt-Cooze. Oprócz tego: garść cennych informacji o historii i tworzeniu czekolady, świetna mapa aromatów czekolad single-origin, a także... zbiór czekoladowych przepisów. Koniecznie zajrzyjcie na tą witrynę, zaczytując się w nią można przepaść na dłuższy czas - jest naprawdę urokliwa. Polecam!
Gdy w końcu zdecydowałam się złożyć zamówienie w Sekretach Czekolady, pomimo mojej coraz to silniejszej chęci do eksplorowania świata ciemnych czekolad single-origin - mój wybór co do Willie's Cacao był oczywisty. Zdecydowałam się na białe cacuszko, o którym wspominałam już przy recenzji Vivani z chili. Biała czekolada w ofercie tej marki to kolejny niezbity dowód na to, że traktowanie białych pereł jako NIECZEKOLADY jest dla nich bardzo krzywdzące. Zwłaszcza, gdy przyjrzymy się składowym naszego El Blanco.
Nie mniej jednak, El Blanco to unikat wśród bieli. To tylko trzy składniki uformowane w mały gruby kwadracik. Willie w żaden sposób nie poszedł tu na łatwiznę, ba - rzucił się na głęboką wodę. El Blanco zostało bowiem wykonane bez dodatku lecytyny sojowej. Nic tutaj nie jest na siłę emulgowane - to wręcz pierwotna biała czekolada. Kolejnym fenomenem jest brak zastosowania wanilii. Owszem, prawdziwa wanilia jest cennym i smakowitym dodatkiem w czekoladach, jednakże w tak surowej białej czekoladzie mogłaby być czynnikiem korygującym ewentualne wady produktu. Tutaj nie ma szansy na takie udogodnienie. Trio masła kakaowego, mleka oraz cukru trzcinowego musi zagrać idealnie - bez suflera, playbacku i korekcji dźwięku. I to zagrać nie z byle jakiej okazji, bo... na moim ślubie.
Tak, dobrze czytacie. Upatrzyłam sobie El Blanco właśnie po to, by zdegustować ją wraz z moim Ukochanym do kawy pitej o poranku w dniu naszego ślubu. Na szczęście mogliśmy stworzyć nasz ślub takim, jaki sobie wymarzyliśmy, więc w ten dzień nie musiałam być od świtu strojona w białe falbany i zdobiona perfekcyjnym makijażem. O umówionej godzinie nie przyjeżdżała po nas biała limuzyna ani kareta zaprzężona w siwe andaluzy, aby zawieźć nas pod zabytkowy kościółek (co to by była za herezja!), z którego tłum gości dosłownie by się wylewał. Do urzędu zabraliśmy się wraz z ósemką gości dwoma samochodami, a ubrana byłam w czekoladową sukienkę kupioną dzień wcześniej w sklepie z używaną odzieżą. Nie mieliśmy obrączek, bo i tak byśmy ich nie nosili, a na kameralnym obiedzie po każdy mógł zamówić sobie co chciał z głównego menu restauracji. "Wesele" i "poprawiny" odbyły się w jeszcze bardziej kameralnym gronie w poznańskich piwnych multi-tapach. Skoro nic na naszym ślubie nie było niewinnie i czysto białe, to przed warto było chociaż zjeść białą czekoladę. Oczywiście wyjątkową.
Śliczny zgrabny kartonik kryje w sobie również bardzo ładne i proste złotko. Po jego rozcięciu naszym oczom ukazała się niepodzielona na kostki gruba biała tafla. Jedynym zdobieniem było wyrzeźbione w centralnej części tafli logo Willie's Cocoa (znajdowało się ono tylko na wierzchniej stronie). Wygląd tabliczki jest prosty i bardzo estetyczny. Małe dzieło sztuki, które swym zewnętrznym nieprzekombinowaniem skłania do głębokiej kontemplacji przy badaniu pozostałymi zmysłami.
Podzielilśmy taflę na dwie równe części, po czym z wielkim zaciekawieniem zaciągnęliśmy się zapachem El Blanco. Doznaliśmy szoku. Węch zwariował. Wszystko to, co dotąd wydawało się być zapachem dobrej białej czekolady - runęło. Gdybym dostałam El Blanco do powąchania jako zagadkę, z zawiązanymi oczami - nigdy bym nie odgadła, że to biała czekolada! Uderzył nas bardzo bogaty bukiet aromatów - kwiatowych, kawowych, lekko tytoniowych. Śmietankowe i waniliowe nuty tylko przebrzmiewały w tle. Obstawiałabym, że to dobrej jakości czekolada z zawartością kakao na poziomie ok. 60%. Naprawdę!
Tabliczka łamie się łatwo i w bardzo specyficzny sposób, niczym tafla twardego tłuszczu kakaowego - lekko topiąc się w palcach. Kęs umieszczony w ustach bardzo prędko zalepia buzię, robiąc to z ogromną mocą. Konsystencja jest zupełnie inna niż w białych czekoladach, a mianowicie mazisto-szorstka i mocno tłusta (ale jest to zdecydowanie przyjemna tłustość). Szczelnie oblepia kubki smakowe pierwotną niby-gładką mazią, atakując je szokującym jak na białą czekoladę bogactwem. Węch już zwariował, teraz szaleje zmysł smaku.
To tak, jakbyśmy wwąchiwali się w bukiet złożony z mnóstwa gatunków polnych i ogrodowych kwiatów, nasyconych słońcem i ciepłym letnim deszczykiem. Następnie do gry wchodzi tłuste, tak bardzo naturalne mleko, ze swoją specyficzną słodyczą. O tak, słodycz w tej czekoladzie jest wyraźna, bardzo miła - ale absolutnie nie można tu mówić o jakimkolwiek przesłodzeniu. Słodycz jest bardzo wyważona, delikatna, czuła. Wraz z odczuciem mlecznej słodkości przychodzi wanilia, której przecież i tak nie ma w składzie. Czujemy tłustość domowej śmietany i świeżo ubitego masła - które są tyle gładkie, ile jeszcze szorstkie i surowe.
Dalej pojawiają się jakby ciemniejsze nuty, choć w połączeniu z wszystkim tym, co odnaleźliśmy tu wcześniej - wydają się być bardzo świetliste. Czujemy las - ściółkę o przypalono-wilgotnym tytoniowym odcieniu, mech, igliwie, korę, wiatr hulający radośnie pomiędzy gałęziami pełnymi jędrnych liści. Potem znów powraca łąka pełna polnych kwiatów i nieco przesuszonej słońcem trawy - by lawirować w stronę czerwonych owoców: jarzębiny, dojrzałej czerwonej porzeczki i... a któż by nazwał, co tam jeszcze było. Ba, w końcu cukier trzcinowy też nadaje tutaj dodatkowego bogactwa, tak jakby subtelnie orzechowego.
El Blanco to niespotykana w innych białych czekoladach dzikość i świeżość. To tabliczka, którą bez problemu można degustować wraz z ciemnymi single-origin, zupełnie im nie urągając. To 100% czekolady pomimo braku miazgi kakaowej. Niezwykle naturalna, niespotykanie bogata - klasyczne białoczekoladowe nuty manewrują tutaj gdzieś w tle, dając wyjść na pierwszy plan kwiatom, liściom, owocom...
Jednym zdaniem - El Blanco jest niezbitym dowodem na to, jak ogromne znaczenie ma jakość TŁUSZCZU KAKAOWEGO. Starannie wyselekcjonowany, odpowiednio traktowany - niesie ze sobą całe mnóstwo nut, które z pewnością odnalazłabym w ciemnej czekoladzie stworzonej z kakao z wenezuelskiego Belovento. Bez cienia wątpliwości stwierdzam, iż moje podniebienie jest dumne z tego, że poszło do ślubu ubrane w piękną suknię z El Blanco.
Skład: tłuszcz kakaowy 36%, mleko w proszku 34%, surowy cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 36%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 612 kcal.
BTW: 8,6/45,7/41,3











