środa, 26 lutego 2014

Mövenpick mleczna z wiórkami kakao


Chocolate Chips - for ambitious only. Because ambitious people aren't satisfied with simple things. They want more out of life - and more than just a simple chocolate. Treat yourself to chocolate chips - definitely more than chocolate! Napis na opakowaniu kolejnej czekolady Moevenpick, której przyszło nam spróbować sugerował, że możemy spodziewać się czegoś naprawdę dobrego. Muszę przyznać, że po przyjemnej konsumpcji Cacao 72% ten chwyt marketingowy odrobinkę mnie przekonywał. Tym bardziej, że Chocolate Chips to mleczna czekolada z podwyższoną zawartością masy kakaowej (38%). Dotychczasowe doświadczenia z tego typu produktami były bardzo satysfakcjonujące. Czy Szwajcarzy tym razem zaspokoją nasze apetyty na coś dobrego?

Chocolate Chips prócz wysokiej jak na mleczną czekoladę zawartości kakao cechuje się również prostym, nieprzekombinowanym składem. Dodatek w postaci kawałków ziaren kakao nie został zbędnie "podrasowany" cukrem, jak miało to miejsce w przypadku np. białego Wedla. Wszystko to przemawia na korzyść Moevenpick, ale nadal tylko na papierze...

Realia tym razem okazują się bardziej okrutne. Zapach tabliczki nie zapowiada rewelacji - aromat kakao wyczuwalny na takim samym poziomie, jak w zwyczajnych mlecznych czekoladach. No nic, może smak zaoferuje nam więcej?

Niestety nie. Byłam w szoku. Przecież nieraz nawet 35% kakao czyniło wyraźnie wyczuwalną różnicę. Tym razem absolutnie nie czułam, że kakao jest więcej niż standardowych 30%. To najzwyklejsza w świecie mleczna czekolada. Odrobinę za słodka jak na mój gust (na szczęście nie była to słodycz na poziomie Milki). Delikatnych śmietankowo-waniliowych akcentów przełamujących kakao trudno było tu szukać, a zawsze jestem na nie łasa... Tu prym wiódł cukier i zwyczajność, pospolitość do kwadratu. Tak naprawdę, to już Cacao 72% była słodkością bardziej wysublimowaną, przyjemniej rozpuszczającą się w ustach. Przyznał to nawet mój Ukochany, który to w pełni przekonał się już do gorzkich czekolad. Moevenpick zaprezentował nam bardzo przeciętną mleczną czekoladę. Zjadliwą, ale taką "zjeść i zapomnieć".

Wiórki ziaren kakao są wyczuwalne jako twardsze, odrobinę chrupkie elementy. Nadają kompozycji szczypty kakaowej goryczki, ale to jest zdecydowanie za mało, aby nazwać cały produkt smakowitym i udanym. Nawiązując do opisu na odwrocie opakowania - owszem, fajnie jest mieć więcej niż najprostszą czekoladę. Mimo wszystko, najpierw należy wykonać to, co najprostsze naprawdę dobrze. Dopiero potem żonglowanie dodatkami ma sens.

Skład: cukier, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, kawałki kakao 9%, laska wanilii, lecytyna słonecznikowa. 
Masa kakaowa min. 38%.
Masa netto: 100 g.
BTW: 8/35/48

poniedziałek, 24 lutego 2014

Mövenpick ciemna 72%


Trzy rodzaje czekolad Moevenpick pojawiły się w Lidlu z okazji Tygodnia DeLuxe, co wywołało moje zdziwienie. Dotąd markę Moevenpick kojarzyłam jedynie z lodami, jogurtami i kawą (swoją drogą, lody Moevenpick należą do moich ulubionych). Wizyta na stronie Moevenpick Foods Switzerland uświadomiła mnie, że kulinarna oferta tej firmy jest zdecydowanie bogatsza. Szkoda, że w Lidlu pojawiły się jedynie trzy czekolady Moevenpick - z chęcią spróbowałabym tych niedostępnych w Polsce: mlecznej z orzechami włoskimi i syropem klonowym, oraz białej z cytryną. Może kiedyś będzie mi dane...

 Jak na prawdziwą poznaniankę przystało, zakup tabliczek Moevenpick odkładałam do czasu, aż w Lidlu ogłoszono na nie przecenę :P. I tak, w Magicznej Szufladzie miejsce znalazły tylko dwie z trzech tabliczek oferowanych przez dyskont (72% Cacao i Chocolate Chips). Zrezygnowałam z zakupu Delicious Hazelnut, jako że spośród całego tria zawierał w sobie najmniej masy kakaowej.

Najpierw zdecydowaliśmy się spróbować 72% Cacao. Moevenpick opakował swe czekolady w kartonik oraz złotko, a więc zastosował bodaj najlepsze rozwiązanie z możliwych. Z tyłu opakowania umieszczono opis w języku angielskim, który głosi, iż produkt przeznaczony jest dla prawdziwych koneserów, potrafiących rozpoznać subtelności wykonanej z pasją szwajcarskiej czekolady. Taaa, oczywiście, znów producent migdali się do nas i próbuje sprawić, abyśmy poczuli się wyjątkowi. Ale to przecież nie opakowanie stanowi o wyjątkowości, lecz wnętrze...

Złotko otula podzieloną na 14 prostokątnych kostek dość cienką (lecz grubszą od Heidi) tabliczkę. Kostki wyglądają dokładnie tak, jak przedstawia zdjęcie na kartoniku. Tabliczka przyjemnie pachnie kakao muśniętym odrobiną wanilii. Jak na 72% masy kakaowej jest to zapach subtelny, nieświdrujący w nosie. Przy dzieleniu na kostki nie słyszymy charakterystycznego dla gorzkich czekolad mocnego chrzęstu.

W smaku czekolada jest zaskakująco delikatna. Rozpływa się w ustach. Nie przytłacza zarówno ostrą goryczą, jak i nadmierną słodkością. Nie uderza feerią nut smakowych, jest zbalansowana w swej prostocie i bardzo smaczna. Wysoka zawartość masy kakaowej sprawia, iż smakołyk jest bardzo kaloryczny (mamy więcej tłuszczu w porównaniu do cukru), ale mimo wszystko zdrowszy. Nie można zarzucić temu produktowi, że trąci tłustością - paradoksalnie, raczej sprawia wrażenie lekkiego. A przy tym, skład surowcowy jest naprawdę nienaganny - użyto tylko czterech półproduktów, bez dodatku jakiegokolwiek emulgatora. Jest to wyczuwalne, gdyż tabliczka pozbawiona jest specyficznej lekkiej gumowatości, jaką zauważyć można np. w gorzkiej czekoladzie Wedla.

Solidna dawka teobrominy została nam zaaplikowana w niezwykle subtelny sposób. Bez przesady, że zrobiono to z jakimś wysublimowanym kunsztem - było po prostu smacznie. Po skonsumowaniu czekolady, pełni energii, udaliśmy się po jeszcze więcej endorfin - 2,5-godzinny nordic walking w zaskakująco słonecznej lutowej aurze. Wszystko idzie po naszej myśli, IDEALNIE... :)

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, laska wanilii.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 607 kcal
BTW: 7/48/32

piątek, 21 lutego 2014

Heidi Pear & Almonds ciemna z gruszką i migdałami

Źródło: http://heidi-chocolate.com/en/chocolate/tablets/dark/Pear-&-Almonds/23/

Od czasu do czasu w Almie pojawia się promocja na produkty Heidi. Chętnie korzystam wtedy z cenowej okazji, aby wgłębić się w ofertę tej rumuńskiej firmy, która to potrafiła mnie bardzo pozytywnie zaskakiwać. I to nie raz. Że napomknę tylko o innowacyjnych letnich edycjach (a ileż wspomnień wiąże się z tymi czekoladami!)

 Ostatnio przyszła mi ochota na bliższe zapoznanie z asortymentem Heidi Dark. Niestety, lwia część tej serii to jedynie czekolady deserowe, o 50-procentowej zawartości kakao (a jednak przez ten fakt stają się łatwiej przyswajalne dla większości konsumentów). Tak jest i w przypadku Heidi Dark Pear & Almonds. 


Dlaczego zakupiłam akurat gruszkowo-migdałową tabliczkę? Ano dlatego, że z analogicznym połączeniem smakowym miałam bardzo miłe doświadczenia. Wszystko to za sprawą Cachet Pear & Almonds, która była wprost rewelacyjna. Rzeczony produkt miał więcej masy kakaowej niż Heidi, a migdały zostały użyte w formie płatków. Spodziewałam się, że Heidi nie dorówna Cachet i nawet nie liczyłam na zaskoczenie. Ale spróbować zawsze można :)

Wariacja Heidi na temat gruszek i migdałów w czekoladzie rzeczywiście nie powaliła mnie na kolana. Już samo powąchanie tabliczki nie zapowiadało czegoś wielkiego. Ot, bardzo delikatna woń gruszki przebijająca się przez zapach typowy dla deserowej czekolady (a więc bez bardzo intensywnych kakaowych aromatów).

Deserowa czekolada smakuje dobrze. Po prostu dobrze, bez szału. I nie ma co się nad nią rozwodzić. Wolałabym, gdyby była odrobinę mniej słodka, no ale cóż począć - w końcu nawet dodatki umieszczone w tej tabliczce zostały solidnie okraszone cukrem.

Kawałki gruszki, hmmm, gdzie one są? Jest ich naprawdę niewiele, a zawartość gruszki w gruszce pozostawię bez komentarza... Pozostawiają po sobie jedynie gruszkowy posmak. Fakt, dobrze komponuje się on z kakao, ale... Za mało! Za mało kakao, za mało gruszek...

...Migdałów też za mało. Karmelizowane kawałki migdałów to naprawdę drobnica. Ciężko wyczuć, że są to akurat migdały - można się jedynie domyślać po znów baaardzo delikatnym posmaku. Najbardziej wyczuwalnym efektem dodatku migdałów jest ich chrupkość. Ot, uprzyjemnienie konsumpcji.

Heidi Pear and Almonds is about surprising combinations. It's about welcoming the unexpected. Czyżby...??? Kompozycja jest bardzo delikatna, co może przypasować wielu osobom. Dla mnie jednak całość okazała się zbyt przeciętna. Za parę dni już nie będę pamiętać jak smakowała ta czekolada.

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, karmelizowane kawałki migdałów 6% (migdały 60%, cukier,), kawałki gruszki 5% (cukier, gruszka 10%), lecytyna sojowa, naturalny ekstrakt waniliowy, aromat amaretto.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 529 kcal.
BTW: 5,82/32,06/54,34

poniedziałek, 17 lutego 2014

Storck Merci Kaffee-Sahne mleczna kawowo-śmietankowa i biała

 Źródło: http://www.hausfreund.at/suesswaren-knabbereien~32/tafelschokolade-naps~70/merci-schokolade-kaffee-sahne~413289.html?&page=1

 Marka Merci będąca w ofercie firmy Storck kojarzy się przede wszystkim z bombonierkami. Tak, gdy chce się komuś za coś podziękować, najprościej iść do sklepu i kupić pudełko słodkości właśnie pod tą nazwą ;). Można by z tego wywnioskować, że świat nie jest mi za cokolwiek wdzięczny, bowiem typowych czekoladek Merci nie jadłam już od wielu lat (ależ nie! Ludzie po prostu wiedzą, że mi się sprawia klasyczne tabliczki czekolady, a nie bombonierki! :D). 

Na moim blogu zaprezentowałam już kiedyś Merci w atrakcyjniejszym dla mnie wydaniu - właśnie w formie tabliczki. Była to deserowa czekolada nadziewana marcepanem. Po jej degustacji wiedziałam, że warto będzie skosztować także reszty tabliczkowych propozycji Merci. Jak to jednak bywa, ciągle coś ciekawszego dostrzegałam na sklepowych półkach i kupno tych tabliczek odkładałam na później. Do czasu, aż w Netto natrafiłam na przecenioną Merci Kaffee-Sahne. Przy takich okazjach nie waham się ani chwili, zwłaszcza, że produkt wcale nie zbliżał się do daty ważności. Po prostu, na półce została ostatnia sztuka i sklep musiał się jej pozbyć :).

 Kupno Merci Kaffee-Sahne zbiegło się w czasie z posiadaniem w Magicznej Szufladzie sprezentowanej mi tabliczki Karina o analogicznym smaku. Stało się to idealną okazją do porównania podobnych do siebie produktów. Spójrzmy najpierw na skład. Merci posiada o 1% więcej masy kakaowej w czekoladzie mlecznej niż Karina. Ponadto, Storck podaje zawartość masy kakaowej w czekoladzie białej (jest to 28%, a więc więcej niż w mlecznych czekoladach Alpen Gold!) - Karina tego nie zrobiła. Proporcje warstw kawowo-śmietankowej do białej są bardziej wyrównanie w przypadku Merci: 57% i 43% (w Karinie było to 63% i 37% - tamtemu produktowi akurat wyszło to na dobre, bo biała warstwa była zdecydowanie mniej smaczna od ciemnej). Merci ma więcej mleka i śmietanki w proszku niż Karina. Nie wiem, jak przedstawia się sprawa kawy, bowiem w Merci nie podano procentowego udziału tego składnika. Merci posiada za to ekstrakt z prawdziwej wanilii, a nie tylko aromat.

Jak już wspominałam przy opisywaniu marcepanowego Merci, czekolady tej marki są niezwykle praktycznie opakowane (a przy tym schludnie!). We wnętrzu kartonika ukryte są cztery 25-gramowe, dość płaskie tabliczki, osobno owinięte w sreberka. W ten sposób, możemy bez problemu odmierzać sobie dawkę słodyczy. Muszę przyznać, że w przypadku tego produktu byłoby to nie lada wyzwaniem... Ciężko było skończyć po jednej małej tabliczce, naprawdę! :)

Po rozwinięciu ze sreberka ukazuje się nam nieduża tabliczka równomiernie podzielona na dwie części: górną kawowo-śmietankową i dolną białą. Po powąchaniu czekolady od razu wiedzieliśmy, że COŚ będzie na rzeczy... Zapach był cudowny! Jedno maleńkie niuchnięcie które przekonało nas, że Storck stworzył dobrą białą czekoladę, a nie tłusty ulepek. A do tego ten aromat kawy... Mmm... Nie ma na co czekać, trzeba jeść! :D

Odmiennie niż w przypadku Kariny, próba oddzielenia warstw od siebie spaliła na panewce - są one po prostu zbyt cienkie i mocno spojone z sobą. W tym przypadku, nie jest to żaden mankament. Obie warstwy smakują wybornie razem, trudno faworyzować którąś z nich. 

Tak, dokładnie tak - to smakowało wybornie! Biała czekolada jest dokładnie taka, jaka powinna być - lekka, aksamitna, mocno śmietankowa, z nutą wanilii. O niebo lepsza, niż w przypadku tego, co oferowała Karina! Budziła nawet skojarzenia z lindtowską białą czekoladą, a to naprawdę duży komplement... Zero podejrzanej kwaskowatości, nieprzyjemnej tłustości, natrętnej słodyczy. Czysta harmonia delikatnego smaku.

Owa anielska delikatność okraszona została odrobiną zadziorności w postaci warstwy kawowo-śmietankowej. Nie była to zadziorność w wulgarny sposób kontrastująca z białą czekoladą. Był to rodzaj zalotnego pazura, który tylko dodaje uroku kobiecej osobowości. Kakao jak najbardziej wyczuwalne, cudownie komponujące się z kawą.

Obie warstwy razem? Doprawdy, nie było potrzeby ich rozdzielać. Przewaga którejś z nich wyrządziłaby krzywdę całej kompozycji. Niewinność białej czekolady została umiejętnie połączona z przebojowością kawy i kakao. A połączyła je śmietanka i wanilia. Całość cudownie rozpływała się w ustach, mmmm.... A popicie kęsa mocną gorzką kawą było jak postawienie kropki nad i, dopełnienie rozkoszy. Naprawdę warto spróbować!!!

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku 11,4%, pełne mleko w proszku 11%, miazga kakaowa, serwatka w proszku, laktoza, kawa, maślanka w proszku, lecytyna sojowa, sól, ekstrakt z wanilii.
Masa kakaowa w czekoladzie mlecznej min. 33%.
Masa kakaowa w czekoladzie białej min. 28%.
Masa netto: 100 g.