środa, 31 stycznia 2018

Georgia Ramon Carolina Reaper ciemna 70% z chili Carolina Reaper


 Dziś opisywaną czekoladę zakupiłam już ponad rok temu. Choć byłam jej niezwykle ciekawa, nigdy nie było dobrego momentu, żeby ją otworzyć. Wprawdzie kocham pikantne jedzenie, lecz ciągle brakowało mi odwagi, bądź po prostu miałam ochotę na coś mniej szokującego. Niemiecka marka Georgia Ramon, z którą przygodę w zasadzie dopiero co zaczynam (to moja czwarta tabliczka z ich bardzo bogatej oferty), wypuściła blend o 70% zawartości kakao, zawierający dodatek 0,3% papryczki chili Carolina Reaper. W 2013 roku została ona wpisana do księgi rekordów Guinessa jako najostrzejsza papryka świata. W skali Scoville'a osiąga średnio 1 569 300 SHU, zaś jej rekordowe egzemplarze mogą pochwalić się ostrością powyżej 2 200 000 SHU (dla porównania - popularny sos Tabasco charakteryzuje się jedynie poziomem 2 500 do 5 000 SHU!). Aż do zeszłego roku Carolina Reaper wiodła palmę pierwszeństwa w kategorii pikantności, niedawno prześcignęła ją wyhodowana "przez przypadek" Dragon's Breath.

Swoje tabliczki od Georgia Ramon kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Obok opakowania 50-gramowej czekolady GR Carolina Reaper nie sposób przejść obojętnie. Od razu widać, iż w środku znajdziemy coś ekstremalnie odlotowego! Co bardzo istotne, na opakowaniu zawarto informację, iż produkt nie jest odpowiedni dla dzieci. Wszak dziecko mogłoby się skusić na smakołyk z diabełkiem, a mogłoby się to skończyć naprawdę tragicznie... Poza tym, totalnie rozbroiła mnie informacja dotycząca składu produktu. Jako piąty składnik (po miazdze kakaowej, surowym cukrze trzcinowym, tłuszczu kakaowym i chili) podano... ból. Hohoho! No to zapinamy pasy, zakładamy kask i jedziemy...

Niestety moja tabliczka całkowicie się połamała. Z tego powodu nie opublikowałam jej zdjęcia w całości - nie chciało mi się składać czekoladowych puzzli. Zdawała się być sama w sobie dość krucha, choć mimo to masywna i pełna. Wrażenie pełności podkręcał bardzo kompleksowy zapach. GR Caroline Reaper pachnie obezwładniająco pięknie i przywołuje na myśl smaczne potrawy. Momentalnie skojarzyłam sobie jej woń z meksykańskim daniem mole poblano - czyli w skrócie ujmując - kurczakiem w pikantnym sosie czekoladowym. Potem do głowy przyszedł mi też soczysty stek wołowy w pieprzowym sosie na bazie octu balsamicznego. Dla mnie to bardzo smakowite skojarzenia. Czekolada pachniała zarówno łagodnie, jak i zdecydowanie - ta woń była zapowiedzią czegoś spektakularnego.


 Ze skupieniem położyłam na języku pierwszą maleńką kosteczkę, czekając na inwazję. Najpierw zaskoczyła mnie jednak gładkość i łagodność czekolady. Na pewno użyto w niej sporo tłuszczu kakaowego, dzięki czemu łatwiej znieść późniejszy atak papryczek. Łagodność czekolady zdaje się być wręcz mleczna, lecz przy dłuższym jedzeniu jej solo prawdopodobnie doszukałabym się tu mnóstwo rześkich nut owocowych i przyjemnie nugatowych. Nie mogłam jednak długo cieszyć się kunsztem tego blendu, bowiem po chwili do głosu dochodzi ONA.

Nie tępo ostra, lecz pełna bogatej pikantności. Takiej z nutą papryki i pieprzu, a nie wręcz chemicznej. Najpierw puka do drzwi, by po chwili je wyważyć - i począć narastać z zatrważającą mocą. Czekolada prędko odchodzi na daleki plan, choć jej aksamitna łagodność stanowi genialne tło dla ekstremalnej pikantności. Ponieważ degustacja sprawiała mi ogromną przyjemność, zdecydowałam się na kilka kostek pod rząd (choć do towarzyszącej czekoladzie kawy musiałam dodać trochę mleka). Ostatecznie pikantność zaczęła nacierać głęboko do gardła i prawdziwie uderzać do głowy... To była niebanalna pieszczota, na tyle natarczywa - że musiałam ją powstrzymać. Nie wiem, do jakiego stanu doprowadziłaby mnie, gdybym jadła dalej. Poza tym... tak bardzo chciałam móc podchodzić do niej jeszcze i jeszcze raz...


 Znaczną część czekolady zostawiłam sobie na później. Jest idealna do tego, by fan pikantności mógł sięgać sobie po kosteczkę, gdy tylko będzie mieć ochotę na coś szalonego. Mój Mąż ma chyba mniejszą tolerancję na ostre jedzenie (choć również za nim przepada), toteż ku mojemu wielkiemu zadowoleniu odstąpił mi część swojej połówki. W najbliższym czasie mam zamiar raz po raz fundować sobie te masochistyczne przyjemności.

To zdecydowanie najostrzejsza czekolada z chili, jaką przyszło mi próbować. Z definicji spodziewałam się, że tak będzie - ale nie spodziewałam się, iż te ekstremalne doznania będą aż tak rozkoszne! Papryczka niesamowicie daje czadu, nieumiejętnie użyta mogłaby wyrządzić sporo niezbyt dobrego zamieszania - ale tu, w połączeniu z aksamitną czekoladą - tworzy symfonię dwuznaczności. Papryczka gra pierwsze skrzypce, lecz jej 0,3% ilość ("tylko"!!!) musiała być bardzo dokładnie przemyślana - aby uzyskać taki, a nie inny efekt. To samo tyczy się doboru ziaren do blendu oraz ich obróbki. To genialne dzieło, idealnie na prezent dla fanów ostrego żarcia. Jeśli macie z gronie znajomych takiego maniaka, koniecznie musicie mu sprawić Georgia Ramon Carolina Reaper!!!


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, chili Carolina Reaper w proszku 0,3%, ból.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 571 kcal.
BTW: 7/51/35

8 komentarzy:

  1. To czekolada, która starczy na długo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w gruncie rzeczy dość szybko ją wciągnęłam ;)

      Usuń
    2. Już wróciłaś z wyprawy? Mam nadzieję, że była udana :)

      Usuń
    3. Czytałem, że jeszcze nie, miłej zabawy.

      Usuń
    4. Dzięki! To dopiero początek wyprawy. Jeśli akurat śpimy w hostelach, to mamy WiFi.

      Usuń
  2. charlottemadness31 stycznia 2018 10:44

    Ja to dopiero jestem "hardkorowa" :D
    Tą tabliczkę w minioną sobotę zjadłam "na raz". Chilli tak dawało czadu,że nie sposób było się skupić na samej czekoladzie. Masz rację chilli było tak natarczywe,że docierało aż do głowy. Ta czekolada była tak pobudzająca i niczym lepsza niżeli kilka filiżanek kawy. To były na prawdę masochistyczne doznania..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szacun! Całej naraz na pewno nie dałabym rady, albo może bym dała, ale nie wiem co na to mój mózg :D

      Usuń
  3. Teraz to już sama nie wiem, czy zamawiać ją, czy nie. Fajnie, że taka moc chili i w ogóle, ale jednak wolałabym, żeby czekolada nie była tak łagodna. Niee, taki kontrast chyba nie dla mnie, ale kocham jej opakowanie. Je to bym bardzo chciała.

    OdpowiedzUsuń