sobota, 23 stycznia 2021

Beskid Dominican Hispaniola Bio mleczna 50%

Jeszcze w dawnej szacie graficznej oraz mniejszym formacie, mieliśmy okazję wypróbować ciemną czekoladę o 80% zawartości dominikańskiego kakao Hispaniola Bio, stworzoną przez naszą rodzimą manufakturę Beskid z Węgierskiej Górki. Była to tabliczka mocno palona, a przy tym wilgotna, z wieloma owocowymi akcentami. Dziś, mam dla Was jej mleczną siostrę, o 50% zawartości tego samego kakao - już w wersji 60-gramowej, zakupiłam ją w niezastąpionym sklepie Sekretów Czekolady.

Był to kolejny listopadowy wieczór, w którym potrzebowałam dużo przytulności. Gdy tylko spojrzałam na tę czekoladę o ciepłym odcieniu jasnego brązu, gdy tylko poczułam jej zapach niczym mleczny obłoczek - od razu zrobiło mi się miło. Tak, jej zapach kojarzył mi się z dobrym cappuccino - mocna kawa otulona dobrze spienionym, tłustym mlekiem.

W ustach rozpuszczała się gładziutko - ewidentnie, Beskid coś zmienił w swojej technologii. Było intensywnie mleczne, błogo, łagodnie i prosto zarazem. Pierwszy plan to dobra i nieskomplikowana mleczna czekolada, o solidnej bazie. Drugoplanowo, pojawiały się ciekawe przebłyski. A to coś cytrusowego, a to wyjątkowo słodkie truskawki. Mignął gdzieś tłusty kozi ser, a następnie znów aromatyczna kawa. Raptem, przeniosłam się do Kazachstanu, gdzie ponad trzy lata temu podczas górskiej wyprawy ssałam często miękkie pastylki witaminowe.

 Dominican Hispaniola Bio to propozycja znacznie mniej złożona, niż mleczne odpowiedniczki z Wenezueli, Kolumbii czy Madagaskaru, dostępne w ofercie manufaktury Beskid. Nie mniej jednak, w moją potrzebę chwili, dominikańska prostota wpasowała się należycie.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, cukier trzciowy nierafinowany.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 570 kcal.
BTW: 8,6/42/43.

czwartek, 21 stycznia 2021

Bonnat Chocolat au Lait et aux Noisettes mleczna 55% z orzechami laskowymi

Był jeden z listopadowych długich wieczorów; akurat tego dnia praktycznie cały czas trzymał mróz. Chciałam otaczać się samymi przytulnościami: kojącą muzyką, miękkim swetrem, ulubioną herbatą, ciepłym kocem oraz oczywiście... ukochanym Mężem. Do dopełnienia ideału brakowało jeszcze jakiejś niezbyt zobowiązującej czekolady. Wybór padł na mleczny blend z francuskiej manufaktury Bonnat, o 55% zawartości kakao, uświetniony zatopioną w tafli kruszonką z orzechów laskowych (10% całości). Bonnat Chocolat au Lait et aux Noisettes kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

 Tak naprawdę, dopóki nie rozpakowałam czekolady, nie wiedziałam, w jakiej formie zastosowano tutaj orzechy. Całych raczej się nie spodziewałam - można by je było wyczuć przez opakowanie. Czułabym się nieco zawiedziona, gdyby wpleciono je w tabliczkę w formie nugatu (w zasadzie nie wiem, dlaczego byłby to zawód). Bonnat postanowił włącząć tu orzechy laskowe w formie kruszonki: nie za drobnej i nie za grubej zarazem, co dobrze widać na fotografiach.

Choć miałam ochotę na coś bezrefleksyjnie słodkiego, pojawiła się we mnie lekka obawa przed degustacją. Przypomniałam sobie mleczną siostrę bez dodatków dziś opisywanej czekolady, również o 55% zawartości kakao w blendzie, którą jedliśmy w Peru po zdobyciu Huascaran. Była dziwacznie goryczkowa, nieszablonowa, z mocnymi akcentami koziego mleka - dziś w zasadzie zastanawiam się, czy wysokość i różnice temperatur tak jej nie zmodyfikowały? A może po prostu taka była? W każdym razie, jej koleżanka z orzechami laskowymi okazała się jej zupełnym przeciwieństwem.

Była mięciutka i słodka, ze specyficznym bonnatowym posmakiem tłustości, bardzo przyjemna. Drobinki orzechów radośnie chrupały - nie były na tyle małe, by wchodziły nieproszone między zęby. Przy wyborze takiej formy orzechów, ich rozdrobnienie określam wręcz jako idealne. Jakże klasyczny smak orzechów laskowych połączony z mleczną czekoladą - bardzo delikatną, nawet jak na relatywnie wysoką zawartość kakao. Wszystko tu było takie, czego oczekiwałam tego wieczoru. Słodycz, choć znaczna, nie wyskakiwała na jakiś niebotyczny poziom; pozwalała taplać się w miękkiej mleczności , smacznych orzechach, subtelnych posmakach z rozwagą palonej kawy. Życzyłabym sobie takiej czekolady podczas każdego kocykowego wieczoru zimną porą.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko w proszku, orzechy laskowe 10%.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 630 kcal.
BTW: 7,9/49,4/40,5.

wtorek, 19 stycznia 2021

Zotter Pekannusse mit Tamarinde ciemna mleczna 50% nadziewana nugatem z orzechów pekan i ganaszem tamaryndowym

Zotter polubił się z owocem tamaryndowca w tym sezonie - dziś wami druga po Portwein & Feige nowość w serii Handscooped z dodatkiem pasty tamaryndowej. Ba, w Pekannusse mit Tamarinde znajduje się całkiem wysoko w składzie, toteż słusznie został uchwycony w nazwie tabliczki. Kupiona w foodieshop12.pl czekolada jest mleczna, zawiera 50% kakao i została nadziana oprócz rzeczonej pasty tamaryndowej - nugatem z niezwykle lubianych przeze mnie orzechów pekan.

W przekroju podział pomiędzy nadzieniami nie jest wyraźnie widoczny; podczas degustacji odbierałam je jako całość, wraz z cudownie delikatną i soczystą kuwerturą. Kompozycja kusząco pachniała przypaloną skórką od chleba, zaś po wgryzieniu się w tabliczkę nadal pozostajemy w tym klimacie. Jest mocno chlebowo - porządny żytni ciemny chleb na zakwasie, dobrze  wypieczony, a do tego... posmarowany jakimś osobliwym dżemem. W tym sezonie wybitne soczystości pojawiają się w Handscooped tam, gdzie zupełnie bym się ich nie spodziewała.

Oczywiście, co bardzo mnie cieszyło, nugat z orzechów pekan przesycony był ich specyficznym smakiem i nie mogłam się nim nacieszyć. Otoczony był posmakiem czegoś kwaskowato-ziemistego, w takim oto wydaniu prezentowały się nam owoce tamaryndowca. Łącząc się z ową wciągającą soczystością, nie wiadomo za bardzo jakiego pochodzenia, sprawiał wrażenie galaretek pomarańczowo-żurawinowych, w towarzystwie wiśni z kompotu. Dzieła dopełniała intrygująca słoność.

Prosto, niebanalnie, smakowicie. Zotter dał popis. Czuję, że zbyt szybko umnkęła mi ta czekolada.


 Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, orzechy pekan, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, pasta tamaryndowa (tamarynd, woda), odtłuszczone mleko w proszku, pełne mleko, syrop skrobiowy, masło, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), pełny cukier trzcinowy, słodka serwatka w proszku, lecytyna sojowa, sól, wanilia, cynamon, chili bird's eye.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 560 kcal.
BTW: 6,5/40/42.

niedziela, 17 stycznia 2021

Marou Cafe Arabica Lam Dong ciemna 64% Wietnam z kawą

 
W końcu nadszedł ten wiekopomny dzień - pierwsza w mym życiu degustacja czekolady wietnamskiej marki Marou. Ileż ja się o niej naczytałam, ileż namarzyłam! Gdy tylko sklep Sekretów Czekolady umożliwił mi ich zakup, poprosiłam o cały aktualnie dostępny asortyment. Zaczęliśmy całkiem niepozornie - od ciemnej czekolady o 64% zawartości kakao uprawianego pośród lasów deszczowych dystryktu Madagui, wzbogaconej o 4% kawy arabika z chłodnych gór okalających miasto Da Lat. Zarówno kawa, jak i kakao, pochodzą z prowincji Lam Dong, położonej w południowym Wietnamie.
 
 
Podoba mi się jakże oryginalne, a zarazem klasyczne opakowanie czekolady, które na dodatek pachnie w niesamowity sposób, od razu przenosząc nas do odległego Wietnamu. Sama również przepiękna tabliczka, przesiąknięta jest wonią kawy z kardamonem, a także nutami ziemistymi i popielnymi.

Dość twarda, niespiesznie rozpuszcza się w ustach, rozpościerając w nich smak słodkiego kawowego stouta z gęstą pianą, przywołując także skojarzenia o cold brew. Może to też być po prostu kawa zaparzona z ziołowym miodem, gdyż mnóstwo jest tu nieoczywistych ziołowych akcentów. Było w niej trochę proszkowości, jakby z efektem musującym, nieco lekowym.

Kryła w sobie wiele, naprawdę wiele tajemnic. Niestety, w dużej mierze zostały one przykryte nadmierną słodyczą. Szczerze żałowałam, iż nie zaserwowano tu większego kakaowego kopa, który uczyniłby czekoladę wytrawniejszą i zapewne pozwolił pełniej rozwinąć się zarówno kakao, jak i kawie. Pod koniec degustacji byłam już po prostu zmęczona cukrem. Jestem jednak przekonana, że prawdziwe zachwyty nad Marou dopiero przede mną.
 

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy 64%, cukier trzcinowy 32%, kawa 4%.
Masa kakaowa min. 64%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 573 kcal.
BTW: 8,49/37,4/50,5/