czwartek, 16 lipca 2020

Naive Ambrosia ciemna 67% z pyłkiem pszczelim i miodem leśnym


 Uwielbiam Naive. Tak, po zapoznaniu się ze znaczącą częścią asortymentu tej litewskiej manufaktury, z całą pewnością muszę przyznać, iż należy do czołówki moich ulubieńców. Za pomysłowość, za wykonanie, a także za wspomnienia, jakie wiążę z degustacjami czekolad ich produkcji. Jakoś zupełnie niepostrzeżenie, w ofercie sklepu Sekretów Czekolady umknęła mi Naive Ambrosia, na szczęście uzupełniłam ten brak przy pierwszej możliwej okazji ciesząc się, że jeszcze trochę Naive pozostało mi do odkrycia.

Ambrosia jest czekoladą z serii Forager, skupiającej fuzje kakao z niebanalnymi dodatkami. Tutaj kakao mamy 67% (niestety nie wiadomo skąd, nad czym ubolewam), a specjalnymi dodatkami stały się pszczele dary: pyłek oraz dziki leśny miód.


 Niezbyt ciemna, ciepłej barwy nieregularna tabliczka pachniała... podejrzanie. Z jednej strony, odznaczał się tu gęsty czekoladowo-śmietankowy budyń, zaś z drugiej - jakby glebą i sianem skropionymi moczem. W żaden sposób nie była to jednak woń obrzydzająca, a raczej intrygująca.

W ustach czekolada rozpostarła swa drobnopiaszczystą gęstwinę, lepką niczym skrystalizowany miód. Miodem tym, odznaczającym się zarówno w konsystencji, jak i w smaku, obtoczone zostały żyzna ziemia ogrodowa oraz aromatyczny, kwaskowaty tytoń. Jakiś element tej czekolady drapał lekko w gardle niczym zgaga, co jeszcze zwiększało poziom zafascynowania jej nietypowością. Tytoniowo-moczowa kwaśność mieszała się z przytulnością miodu i aromatycznej kawy. Szlag! Dlaczego takie coś tak doskonale smakuje?


 Podczas degustacji czekolada stawała się coraz bardziej słodka, lecz oczywiście nic w tej słodyczy nie było zwyczajnego. Kojarzyła się ona bowiem... z lekko przegniłymi już śliwkami oraz przejrzałymi, zarobaczonymi wiśniami. Wszystko to w ujmującym aromacie miodu. Trudno to opisać, gdy tak kontrowersyjne skojarzenia budzi czekolada, która jest niezwykle wciągająca i po prostu pyszna. Oryginalny i odważny styl reprezentowany przez Naive także w Ambrosia dał o sobie znać, choć mogłoby się wydawać, iż pyłek pszczeli oraz miód to dodatki raczej niewinne. Nic bardziej mylnego. W Naive wszystko nabiera niebywałej mocy...


Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, pyłek pszczeli 7%, dziki miód leśny 5%, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 67%.
Masa netto: 57 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 585 kcal.
BTW: 5/37,7/52.

wtorek, 14 lipca 2020

Auro Regalo ciemna 85% Filipiny


 Dziś przed Wami ostatnia już czekolada z asortymentu filipińskiej manufaktury Auro, który trafił w moje ręce dzięki sklepowi Sekretów Czekolady. Zebrane w 2018 roku ziarna uprawiane w okolicach miasta Davao, wrastające tak jak w przypadku Mano 85% w towarzystwie palm kokosowych, bananowców, mangostanów i durianów - stworzyły ciemną tabliczkę o nazwie Regalo. Według producenta jest to czekolada cierpka, gorzka i kwaśna zarazem, drzewno-przyprawowa, z nutami zielonych jabłek, zielonej herbaty i sosnowego drewna. Po doświadczeniach z Mano 85% spodziewałam się więc czegoś równie intensywnego.


 Czekolada charakteryzowała się matowo-fioletową barwą. Pachniała łanem dojrzewającego zboża, słodową słodyczą oraz ananasem w orientalnych przyprawach. To woń zdecydowanie mniej palona niż w Mano, za to przywołująca nieco skojarzenia z wyjątkowym Paquibato.

Jej konsystencja była niebywale przyjemna w swej masywności, gładkości, sytej gęstości. Ona wręcz ciężko lała się w ustach. Urzekała smakiem mocno słodowym, goryczkowym, przywodzącym na myśl chleb na zakwasie oraz lekko uprażone ziarna słonecznika. O tak, bardzo wiele w niej było nut zbożowych, ale zamiast iść w stronę szczególnie silnej paloności - raczej znalazły sobie miejsce w obrębie bardziej syropowym; jakby żytnią bułkę z ziarnami obtoczyć w melasie bądź w syropie klonowym.


 Prócz tego, bardzo ważne miejsce w kompozycji zajmują słodko-kwaśne owoce, takie jak kiwi oraz grejpfrut sweetie. Wszystkie te elementy spowijała tajemnicza i egzotyczna przyprawowość oraz pewna mulista soczystość, która rzeczywiście przywoływała wspomnienia o Paquibato. Regalo zdawała się tworzyć pełny, konkretny posiłek. Mocna, ale jednak bardziej żywiołowa i prostsza w odbiorze niż Mano. Na pewno pozostawiła po sobie niedosyt... Niedosyt związany z tym, że to już koniec mojej przygody z marką Auro, która pozwoliła zanurzyć się w urokach rzadko używanego filipińskiego kakao.


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 85%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 570 kcal.
BTW: 10/43/35.

niedziela, 12 lipca 2020

Menakao Dark Bar & Cocoa Nibs ciemna 100% z nibsami kakaowymi


Już od ponad roku zwykłam nie kupować czekolad o 100% zawartości kakao. Ich degustacje sprawiają mi o wiele mniej przyjemności niż w przypadku innych tabliczek, bowiem zazwyczaj zostaję z nimi sama - mój Mąż ciężko znosi kosztowanie setek. Gdy jednak w sklepie Sekretów Czekolady pojawiła się nowa stówka od Menakao, zdecydowałam się na zakup. Pamiętałam o wyśmienitej Bold & Punchy próbowanej już tak dawno i poczułam pociąg do najnowszej wersji 100% czekolady o Menakao - tym razem z dodatkiem kakaowych nibsów.


Dark Bar & Cocoa Nibs na pewno nie cechuje się tak intensywnie czerwonawą barwą jak Bold & Punchy, a szkoda, bo było to dla niej bardzo charakterystyczne, bardzo madagaskarskie. Zamiast tego mamy klasyczny ciemny brąz z lekkimi tylko refleksami. W zapachu jednak Madagaskar ukazuje się nam w pełnej krasie - maślankowo, cytrusowo, ziemiście, żurawinowo.  Na spodzie tabliczka w czterech garstkach pokryta została apetycznie wyglądającą kruszonką z kakaowych nibsów.


Obecnie ciężko jest mi się doszukiwać wyjątkowego bogactwa w setkach. Tę Menakao zjadłam oczywiście na raty i każde podejście do niej owszem, utwierdzało mnie w przekonaniu, iż Menakao ma na swym koncie jedne z przyjemniejszych setek. Nie umiem jednak ocenić jej tak, jak "normalne" czekolady. Nie zatrważała kwasotą czy goryczą, była bardzo wyważona. Była niczym maślanka z pulpą cytrynową i suszonymi żurawinami, do tego z akcentami ziemistych kawowych fusów. Niezbyt tłusta, miała w sobie ciekawą owocową soczystość. Dzięki nibsom, soczyście chrupiącym, jej wytrwale utrzymujące się dominujące nuty smakowe nie pozwalały popaść w monotonię.

Tak jak się spodziewałam, Menakao dało radę, w bardzo przystępny i szlachetny sposób przemieniając kakao z doliny Sambirano w 100% czekoladę. Nie sprawiło to jednak, iż zapałałam wielką chęcią do eksploracji setek innych marek, co jednak nie leżało w moich oczekiwaniach do tej degustacji.

 
Skład: ziarna kakao, nibsy kakaowe.
Masa kakaowa 100%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 635,74 kcal.
BTW: 13,6/51,02/30,54.

piątek, 10 lipca 2020

Beskid Wenezuela Carenero Superior mleczna 55% z kozim mlekiem


 Moją pierwszą czekoladą z manufaktury Beskid mieszczącej się w Węgierskiej Górce była mleczna tabliczka o 50% zawartości wenezuelskiego kakao z plantacji Hacienda Valdiviezo. Wywarła na mnie kolosalne wrażenie. Z zaciekawieniem sięgnęłam więc po kolejną, nową mleczną wenezuelską czekoladę z Beskidu. Zawiera ona w sobie o 5% więcej kakao niż poprzedniczka, pochodzącego z innej plantacji - z okolic Carenero nad Morzem Karaibskim. Mleko krowie zastąpione zaś zostało mlekiem kozim, a ja uwielbiam czekoladowe wariacje na temat koziego mleka! Beskid na różne mniej klasyczne sposoby rozszerza swą ofertę, co bardzo mnie cieszy. Tą, oraz inne czekolady z naszej rodzimej beskidzkiej manufaktury zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Kozia czekolada miała taki sam wzór, jak wyżej wspomniana klasyczna mleczna tabliczka. Pachniała przepięknie, z intensywnymi akcentami kawowej paloności. Typowe kozie sugestie były wyraźne, jednakże często pojawiają się one także w dobrych mlecznych czekoladach na krowim mleku, więc tak naprawdę zapach jedynie rozbudzał wyobraźnię, a sam w sobie niczego nie obiecywał.

w smaku w pierwszej kolejności urzekła kawą, tytoniem i tabaką. Dopiero gdy porządnie daliśmy się już opętać jej gładkiej strukturze, która powoli, masywnie i z głębią rozpuszczała się w ustach - wyraźne nuty koziego mleka dały o sobie znać, zupełnie bezsprzecznie. Siano, solidnie rozgrzane na słońcu, a do tego specyficzna, nęcąca goryczka - idealny obraz koziego mleka w czekoladzie. Generalnie, cała kompozycja okazała się dość mocno goryczkowa. Słodycz odebrałam tu jako bardzo subtelną. Zdecydowanie, prócz koziego spektrum, najważniejszymi nutami były tu kawa, prażone zboża, tytoń oraz sezam. Podczas degustacji czekolada stawała się coraz bardziej soczysta, niemalże owocowo - lecz w smaku owoce się nie pojawiały i paradoksalnie owa soczystość nadal pozostawała palona.


 Z względu na swą wyrazistość i umiarkowaną słodycz, kozia czekolada z Beskidu zasługuje na szczególną uwagę. Mocniejsza niż Georgia Ramon, Jordi's czy superdelikatna Domori, lecz słabsza od potężnej In't Veld - pod względem manifestacji koziej mocy chyba najbliżej Beskidowi było do kozich Zotterów (tu w wersji bez innych dodatków) - choć nadal należy tę tabliczkę traktować jako oryginał. Jak zresztą wszystkie dotąd próbowane przeze mnie czekolady z kozim mlekiem, gdyż każda wyrażała całkowicie coś innego.


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, mleko kozie w proszku, cukier trzcinowy nierafinowany.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 60 g.