sobota, 23 maja 2020

Morin Nicaragua Nicalizo ciemna 70%


 Niedawno sięgnęłam po czekoladę francuskiej manufaktury Morin wykonaną z kakao Chuno pochodzącego z Nikaragui. W sklepie Sekretów Czekolady zakupiłam także inną tabliczkę tej jakże lubianej przeze mnie marki, stworzoną również z ziaren z tego kraju, lecz innych - Nicalizo; także dystrybuowanych przez Ingemann. Nicalizo pochodzi z upraw z górskiej, północnej części państwa. Czekolada o 70% zawartości ziaren Nicalizo ma według Morina charakteryzować się nutami ciemnych owoców i aromatem przypraw. Według Ingemann, kakao to jest mocno czekoladowe, gładkie, kwiatowe, niosące akcenty winogron, rodzynek i drzewa. Dziś opisywana tabliczka zdobyła brąz International Chocolate Awards w 2019 roku.


 Kolor Nicalizo wydawał mi się spokojniejszy i nieco jaśniejszy od Chuno - choć przecież zawartość kakao w obu tabliczkach była taka sama. Nad czekoladą unosił się intrygujący zapach kawy, jabłka z pieprzem (!) oraz suchej, lecz żyznej ziemi.

Pierwszy kęs rozlał się w ustach gładkością. Czekolada oczywiście była masywna jak na Morina przystało; nie da się uciec od typowej dla tej manufaktury konsystencji, a ja za nią przepadam. Choć przyznam, że w Nicalizo wszystko zdawało mi się głębsze, niż to najczęściej u Morina bywa.


W smaku najpierw atakuje nas goryczka. Wspaniała - kawowa, drzewna, ziemista - ze szczególnym naciskiem na kawę. Następnie przychodzą owoce. Sama nie wiem, czy bardziej słodkie, czy cierpko-kwaśne. Ten ich dualizm, balansujący na granicy niedojrzałości, jest bardzo wciągający. To cierpkie winogrona, czarne porzeczki, aronie, kwaśne odmiany jabłek, nie do końca dojrzałe wiśnie oraz agrest. Wszystkie te owoce zostały zanurzone w gęstym owocowym musie, bądź przemienione w jednolite nadzienie wypełniające jakieś ekskluzywne kawowe ciasteczka.

Było tu poważniej, mroczniej i bardziej elegancko niż w Chuno. Spośród tego duetu na dłużej zapamiętam Nicalizo - mocniej przypadła mi do gustu, szczególnie owymi pysznymi wariacjami na temat kawy.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

czwartek, 21 maja 2020

Auro ciemna 64% Filipiny z nibsami kakaowymi


 Już kolejnego wieczora po spróbowaniu mlecznej Auro z nibsami kakaowymi zdecydowałam się na wypróbowanie jej ciemnej odpowiedniczki. W ten sposób miałam zakończyć moją przygodą z miniaturkami od Auro - filipińskiej manufaktury bean-to-bar - po niej czekały mnie już tylko ich większe ciemne tabliczki single-origin bez dodatków. Dotychczas miałam do czynienia z tylko jedną ciemną czekoladą od Auro. Była to ledwie 55% tabliczka z dodatkiem kawy arabika, która sprawiła mi niemały zawód. W dziś opisywanej tabliczce kakao mamy więcej, bo 64% - liczyłam, iż uczyni to sporą różnicę.

Wszystkie moje czekolady od filipińskiego Auro zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Tak jak w mlecznej koleżance z nibsami, również tutaj nie wyróżniały się one mocno w przekroju; wyraźniej było je widać podczas oglądania 27-gramowej tabliczki od spodu. Stonowanej barwy czekolada pachniała delikatnie dość powściągliwą ziołowością. Kierując się jedynie zapachem zupełnie nie wiedziałam, czego spodziewać się w kwestii smaku.

Już po pierwszym kęsie poczułam ulgę - nie będzie powtórki z wersji kawowej. 9% więcej kakao wystarczyło, by pokazać więcej bogactwa filipińskich ziaren. Poczułam się, jakbym znalazła się na wysokogórskiej łące, którą właśnie złapał poranny przymrozek. Moc ziół została otulona przez szron. Drobne, lecz silne krzewinki pachniały już wschodzącym słońcem, ale nadal otaczał je lód, nie tak łatwą puszczając z uścisku. Zioła, mnóstwo dziwnych ziół.


 Przy tej całej ziołowości, czekolada była przyjemnie słodka. Słodycz ta kojarzyła się z ciągnącym, lekko przypalonym karmelem, a także z batatami. Pomyślałam również o tropikalnych owocach, które jakoby stanowiły kontynuację ziołowości. Jakież to owoce? Tak samo trudne do nazwania, jak zioła. A jednak przydała mi się tu wiedza z podróży do Ameryki Południowej - posmak skojarzył mi się z owocem borojó, z którego piłam sok w Ekwadorze i ów smak bardzo mocno wrył mi się w pamięć. Troszkę było tu też akcentów lucumy.

Cóż, wydaje mi się, że maleństwa od Auro dobrze przygotowały mnie na poważniejsze filipińskie doświadczenia, jakie jeszcze na mnie czekają w mych zapasach...


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, nibsy kakaowe, lecytyna sojowa, ekstrakt waniliowy.
Masa kakaowa min. 64%.
Masa netto: 27 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 570 kcal.
BTW: 7/39/46.

wtorek, 19 maja 2020

Beskid Piri Piri Wenezuela Caicara del Orinoco ciemna 75% z papryczkami piri piri


Jakże wiele oblicz potrafią mieć czekolady z pikantnymi papryczkami! Lubię ostre smaki, kocham czekoladę, a duet tych dwóch tytanów już nieraz wyniósł mnie na wyżyny smakowych doznań. Tym razem po papryczki piri piri sięgnęła nasza rodzima manufaktura Beskid z Węgierskiej Górki. Połączyła je z czekoladą o 75% zawartości kakao pochodzącego z upraw z okolic miasta Caicara del Orinoco leżącego nad rzeką Orinoko, w wenezuelskim stanie Bolívar. Ziarna z tego regionu w interpretacji Beskidu poznałam już w 80% ciemnej czekoladzie słodzonej maltitolem. W recenzji tejże tabliczki wspominałam, iż bardzo bym chciała wypróbować owego kakao w klasycznym połączeniu z cukrem. No i oto mamy fuzję z cukrem, ale nadal trudno mówić o klasyce - oczywistością było dla mnie, iż papryczki piri piri wpłyną mocno na odbiór kompozycji.

Wszystkie moje czekolady z manufaktury Beskid kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


Tabliczka o pięknie wysyconej barwie łamała się z twardym, krótkim trzaskiem. Pachniała mało wyraziście, w sposób przytłumiony, kojarzący się z niezbyt górnolotnymi pralinkami z bombonierki. Wyczuwalne było lekkie kwiatowe tchnienie.

W ustach na początku czekolada rozlała się masywnie, ze smolisto-drzewnymi nutami, czym zyskała moją aprobatę. Pozwalając jej dalej stopniowo rozpuszczać się w ustach, z tego wilgotnego mroku wyłoniły się papryczki. Drażniły tak, jak potrafią to robić strzelające cukierki, co było wręcz zabawne. Czekoladowe błoto stawało się zarazem coraz to bardziej śmietankowe, a położone na nim papryczki przyjemnie piekły, szczególnie mocno stymulując tylną część podniebienia, jakby chciały zdobyć szturmem gardło, wedrzeć się głębiej do środka.


Piri piri nadaje czekoladzie charakteru. Dla fanów ostrego żarcia ta tabliczka to gratka, aczkolwiek trzeba przyznać, iż w moim odczuciu pikantność osiąga tu bezpieczny, bardzo znośny pułap. Z drugiej strony, moja tolerancja na pikantność jest względnie wysoka i trudno mi uznać, czy osoba o większej wrażliwości uznałaby tę czekoladę za równie przystępną. Jednocześnie przyznam, iż niedawno recenzowana indyjska Soklet Bhut Jolokia Chili 70% mocniej przypadła mi do gustu, przede wszystkim dlatego, że zastosowane tam kakao wniosło do kompozycji więcej bogactwa.

Wenezuelskie kakao z Caicara del Orinoco zachowuje się tutaj nazbyt statecznie. To spokojna baza pod papryczkowe wyczyny - piri piri całkowicie je zdominowało. Sama czekolada ma miłą, wciągającą strukturę, a początkowe smoliste, drzewne i błotniste doznania wciągają po czubek głowy. Nie mniej jednak, następnie dominacje przejmuje papryczka, odbierając niemal całkowicie głos czekoladzie, która pozostaje jedynie śmietankowo-błotnistym tłem. W finiszu prócz pikantnej poświaty pozostaje w ustach jeszcze nęcąca ziołowa iluzja. Czuć też całkiem długo tę przyjemną ziemistą wilgoć, ale samego wpływu kakao odczułam tu zdecydowanie zbyt mało, by móc zapamiętać tę czekoladę na dłużej.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, papryczki piri piri 0,1%.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 50 g.

niedziela, 17 maja 2020

Auro mleczna 42% Filipiny z nibsami kakaowymi


 Po niezbyt udanej ciemnej Auro z kawą, musiałam wykonać mały reset, sięgając po drugą (i ostatnią już posiadaną przeze mnie) mleczną czekoladę tej filipińskiej manufaktury bean-to-bar. Mleczna miniaturka z bananami była moim pierwszym doświadczeniem z Auro i podbiła moje serce, spodziewałam się więc, iż analogiczna opcja z nibsami kakaowymi również sprosta wymaganiom mojego podniebienia. Wszystkie tabliczki od Auro zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Przez 27-gramowe maleństwo o 42% zawartości filipińskich ziaren, od spodu przebijały się wypukłości kakaowych nibsów. W przekroju były już one mniej widoczne - sprawiały wrażenie czekoladowej posypki do ciast, zatopionej w tabliczce. Znów poczułam zapach, które tak zaintrygował mnie przy pierwszych doświadczeniach z Auro - szlachetny tytoń przełamany mlekiem, niepokojące nuty ziołowe na gładkim mlecznym tle.


 Gładziutka, słodko-tłusta czekolada smakowała niczym cappuccino stracciatella - o tak, te dwa słowa najlepiej ją charakteryzują! Ewentualnie jeszcze gęsty jogurt wymieszany z grubo tartą ciemną czekoladą, ale jako takich kwaskowatych jogurtowych nut tutaj nie odnalazłam. Mleczność jest przyjemnie głęboka, zaś nibsy kakaowe bardzo delikatne i rzeczywiście najbliżej im po prostu do czekoladowej posypki. Smakują też niczym ciemna czekolada, bez wyrazistszej paloności bądź surowego posmaku, jakie często charakteryzują nibsy. Spod tego wynurzała się ten intrygujący ziołowo-tytoniowy akcent i iluzja tropikalnych owoców, których to elementów w tak smutny sposób zabrakło mi przy ciemnej tabliczce z kawą arabiką.


 Wśród maleństw od Auro czeka mnie jeszcze ciemna tabliczka z nibsami, a potem tylko i wyłącznie większe single-origin bez dodatków i... ma nadzieję, że to dopiero one prawdziwie wyrobią moje zdanie o tej jakże odległej manufakturze.

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, nibsy kakaowe, lecytyna sojowa, ekstrakt waniliowy.
Masa kakaowa min. 42%.
Masa netto: 27 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 540 kcal.
BTW: 7/37/44.