piątek, 8 listopada 2019

Beskid Venezuela 70% ciemna Hacienda Valdiviezo


Jakże ciekawa byłam tego, by wypróbować w końcu klasyczną ciemną czekoladę z naszej rodzimej manufaktury Beskid! Klasyczną, czyli słodzoną zwykłym cukrem (no dobra, może nie takim znowu zwykłym - bo nierafinowanym trzcinowym), a nie maltitolem czy erytrytolem. Moją pierwszą czekoladą z Węgierskiej Górki była doskonała mleczna tabliczka o 50% zawartości kakao pochodzącego z wenezuelskiej plantacji Hacienda Valdiviezo położonej na półwyspie Paria. Dziś przedstawiam Wam czekoladę ciemną o 70% zawartości tegoż właśnie kakao. Wszystkie moje czekolady z manufaktury Beskid zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

 Ta pokryta już leciuteńkim szarym nalotem tabliczka pachniała korzennymi perfumami i duszną starą szafą z drewna przesiąkniętą naftaliną. Dziwne to były skojarzenia, biorąc pod uwagę posiadaną w pamięciu wersję mleczną. Znane z niej nuty siana i łąkowych kwiatów tu przybrały o wiele mroczniejszego oblicza.


Nie rozpuszczała się w ustach wyjątkowo gładką, raczej trzeba było nad nią nieco popracować. Najpierw zdawała się nieco plastikowa, następnie ów dziwny posmak przeszedł w kwaskowatość niedojrzałego agresty, a dalej otwierało się przed nami coraz więcej słodyczy i delikatności. Wprawdzie odnalazłam tu kontynuację sfery zapachu - sugestie starego drewna, lecz poza tym było już raczej owocowo i orzeźwiająco. Pomyślałam o zbitym, jakby przypudrowanym miąższu banana oraz o bardzo dojrzałym grejpfrucie.


Wszystko było tu spokojnie - aż za bardzo. Nic szczególnego mnie w tej czekoladzie nie ujęło, co niemalże szokuje, w porównaniu do mlecznej interpretacji tego wenezuelskiego kakao. Wariant ciemny odebrałam jako przeciętny.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy nierafinowany.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.

środa, 6 listopada 2019

Choco Museo Peru Amazonas ciemna 70%


Spacerując po Limie, kątem oka szukałam sklepu z czekoladami. Chociaż jednego. Przecież musiał gdzieś tu być! Wszak w centrum Quito bez problemu obkupiłam się w cacuszka od Pacari, Minka czy Republica del Cacao. W Limie mój Mąż jakby prorokował: "za tym rogiem głównego placu powinien być sklep z czekoladą, w Quito było podobnie". To zabawne, ale sklep z czekoladą właśnie tam był! Choć sklep to w zasadzie mało powiedziane... Zastałam tam czekoladowe królestwo pod sztandarem Choco Museo - sklep połączony z pracownią i miejscem degustacji. Można się było w nim zaopatrzyć nie tylko w czekoladę w klasycznych tabliczkach, ale także w pralinki, marmolady, czekoladowe alkohole czy kosmetyki. Można było wziąć udział w czekoladowych warsztatach czy doedukować w wielu kwestiach związanych z kakao. Ja zaś ze względu na ograniczony czas kupiłam po prostu kilka tabliczek single origin z różnych regionów Peru oraz jedną mleczną z dodatkiem zmielonych liści koki.

 Już w Polsce, rozkładając sobie w czasie delektowanie się degustacjami tabliczek od Choco Museo - w pierwszej kolejności sięgnęłam po ciemną czekoladę o 70% zawartości kakao z regionu Amazonas.


Czekolada wręcz pachniała gęstością, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Wypełniona była intensywnym aromatem słodkiej, dojrzałej marakui. Sama tabliczka ze swymi zaokrąglonymi końcówkami i wyjątkowo mocnym połyskiem prezentowała się oryginalnie. W dotyku odczuwałam ją jako lekko śliską, choć nieprzesadnie tłustą.

 W ustach również sprawiała wrażenie śliskości, jakby można było zlizywać warstwy z każdej kostki aż do czekoladowego serca jakiejś przepysznej praliny. Przy tak specyficznym wrażeniu, które rzadko udaje mi się odczuć podczas degustacji, Choco Museo Amazonas była wyjątkowo lekka i soczysta


Dominowała w niej iluzja schłodzonego owocowego smoothie. Wyłapałam jabłko, marakuję i ukochaną guanabanę, a także mleko kokosowe. Wszystko wieńczy filuterna ziołowość przywodząca na myśl surowe ziarna kakao. Bardzo drobne szorstkości ukryte wewnątrz ślisko-soczystej czekoladowej masy tylko uwydatniają namacalność kakao. Ponadto, praktycznie nie ma tu smolistych nut - kompozycja smakowa jest niezwykle czysta, klarowna.

Degustacja Amazonas 70% była doskonałym preludium do dalszej eksploracji tabliczek od Choco Museo. Zdradzę, że na kolejny rzut poszła ichniejsza mleczne czekolada z koką - wypatrujcie recenzji, pojawi się już wkrótce.



Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Georgia Ramon Cahabón Estate Guatemala ciemna 72% Cooperative Fedecovera Q'eqchi Mayas Farmers Trinitario


Minęło już sporo czasu do wypróbowania ciemnej mlecznej Georgia Ramon stworzonej z gwatemalskiego kakao. W końcu sięgnęłam jednak po jej bezmleczny odpowiednik, zawierający jedynie 10% kakao więcej (mleczna miała 62%, zaś ciemna 72%). Obie czekolady zakupiłam oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady. Przytoczę krótką historię pochodzenia ziaren, z których zostały wykonane obie tabliczki, a którą umieściłam przy okazji recenzji mlecznej czekolady: "(...) stworzona została z kakao uprawianego w gminie Cahabón w północnej części Gwatemali, słynącej głównie z pozyskiwania szlachetnego drewna: mahoniu i cedru. Kakao zaklęte w ciemną mleczną tabliczkę wywodzi się spod skrzydeł FEDECOVERA (La Federación de Cooperativas de las Verapaces) - federacji zrzeszającej 42 kooperatywy niewielkich producentów wysokiej jakości kakao, kawy, kardamonu i herbaty. FEDECOVERA to przede wszystkim Majowie, z grup etnicznych Q´eqchí i Pocomchí".

 Ziarna w Georgia Ramon Cahabón Estate Guatemala 72% poddane zostały prażeniu na średnim poziomie, mieleniu przez 72 godziny, zaś całkowicie zrezygnowano tu procesu konszowania (rozumiem, że długie mielenie spełnia tu jego funkcję?), z czym notorycznie już spotykamy się przy czekoladach od Georgia Ramon.


Ciemna czekolada w swej barwie nie różniła się wiele od mlecznej - mleczna zdawała się być bardziej soczysta, wysycona, no ale wersja ciemna dłużej przeleżała w moich zapasach i z tego tytułu mogła stać się bardziej matowa. W zapachu otrzymaliśmy zapowiedź czerwonych owoców, drewna, kardamonu i mięty.

 W ustach czekolada zachowywała przyjemną szorstkość. Była sypka i wilgotna zarazem, niczym mokre wióry lub fusy z mokrej kawy. Nawet nuty smakowe się tu zgadzały. Brak mleka odebrał gwatemalskim wariacjom iluzje serowe i karmelowe - wszysko stało się bardziej poważne. Wędzony ser przekształcił się w wędzone wiśnie i śliwki, podane pod postacią gorącego kompotu lub świeżej konfitury. Nieustannie przewijał się gdzieś kardamon, nadając całości zarówno wytrawnego, jak i deserowego charakteru. Zestawienie niebanalnych owoców z silną przyprawą, na bazie mocno kawowo-drewnianej sprawia, iż prędko wyczuwamy kompleksowość czekolady, znajdujemy w niej równowagę.


Wbrew pozorom, całość charakteryzowała się przyjemną i specyficzną słodyczą, przywodzącą na myśl... owocowe żelki, co było dość zaskakujące. Już nawet wersja mleczna nie była nazbyt słodka, co powtarza się w opcji ciemnej. Kompozycję wieńczy odświeżające skojarzenie z miętową herbatą podaną na zimno.

Z ciekawością sięgnęłabym ponownie po obie gwatemalskie tabliczki od Georgii Ramon, najchętniej zestawiając je ze sobą podczas jednej degustacji, by jeszcze dobitniej wyłuszczyć różnice wynikające z obecności mleka.


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 541 kcal.
BTW: 9/42/33.

sobota, 2 listopada 2019

Republica del Cacao Peru Aguaymanto & Milk Chocolate mleczna 35% z miechunką


Podczas moich podróży do Ameryki Południowej za każdym razem spotkałam się z marką Republica del Cacao. W Kolumbii zakupiłam ich tabliczki wykonane z kakao kolumbijskiego, w Ekwadorze z ekwadorskiego, no a teraz czas na Peru. O ile w Kolumbii zabrakło mi funduszy na zakupowe szaleństwo, tak w Ekwadorze pławiłam się w proponowanych przez Republica del Cacao smakołykach z ekwadorskiego kakao. Sklep peruwiańskiej Republica del Cacao odnalazłam na lotnisku w Limie. Niestety, ichniejszy asortyment jakoś mnie nie porwał - wybrałam jedynie dwie czekolady. 

Podczas długiego trekkingu wzdłuż Warty w Wielkopolskim Parku Narodowym i jego okolicach wypróbowałam pierwszą z nich. Aguaymanto & Milk Chocolate to mleczna czekolada o 35% zawartości ekwadorskiego kakao, wzbogacona o kawałki suszonej miechunki. Całkiem niedawno opisywałam inną czekoladę z tym owocem, a mianowicie Naive Incan Berry. W tabliczce od Republica del Cacao mamy jednak do czynienia z wyraźnymi kawałkami owoców zanurzonymi w mlecznej czekoladzie, natomiast w Naive miechunki zostały sproszkowane i wplecione w jednolitą masę wraz z ciemną czekoladą.


Zaskoczyła mnie niezwykła jasność tej tabliczki. Pachniała bardzo słodko, mlecznie i delikatnie zarazem, mając w sobie tchnienie tropikalnych owoców. W ustach rozpuszczała się miękko i błogo, pod tym względem kojarząc mi się nieco z Michel Cluizel Grand Lait 45%, choć od tego blendu była zdecydowanie mniej kakaowa. Tu kakao niosło ze sobą kwieciste nuty, ale słodycz i mleczność zbyt mocno je zasłaniały, abym mogła powiedzieć o nich coś więcej. Na szczęście spośród wręcz zanadto błogiej czekolady wyłuszczyć można dodatek, który niezwykle podnosi walory tabliczki.

Kawałków suszonej miechunki odnajdziemy tu bowiem mnóstwo. Są miękkie i jędrne zarazem, sprawiają wrażenie świeżych. Wyraźnie czuć, że jest to właśnie miechunka - pachnie i smakuje tak typowo, przywodząc na myśl rodzynki doprawione pieprzem, wymieszane z gęstym sokiem marakujowym. Forma zaserwowania owoców jest ogromnym plusem tej czekolady.



Aguaymanto & Milk Chocolate podsumować mogę jako słodkie paliwo, idealnie do skonsumowania w terenie podczas wysiłku, a także przy wielkiej ochocie na coś bardzo słodkiego. Bez dodatku wspaniałych miechunek sama czekolada mogłaby być dla mnie wręcz nieznośna w swej słodyczy.

Skład: cukier, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, suszone miechunki.
Masa kakaowa min. 35%.
Masa netto: 100 g.