niedziela, 11 sierpnia 2019

Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo mleczna 51%


Wyjeżdżając na weekendową wędrówkę w Góry Kamienne i Wałbrzyskie, tę czekoladę francuskiej marki Michel Cluizel dorzuciłam do plecaka w ostatniej chwili. Po niedawnej degustacji jej ciemnej siostry, miałam przeogromną ochotę jak najprędzej wypróbować mleczny wariant czekolady wykonanej z brazylijskiego kakao z plantacji Riachuelo. Wersja mleczna zawiera 51% ziaren uprawianych w regionie Bahia. Kupiłam ją oczywiście również w sklepie Sekretów Czekolady.

 Na ławce w pobliżu szczytu Waligóra schroniliśmy się w cieniu i siegnęliśmy po upragnioną czekoladę. Było upalnie, więc prędko topiła się w dłoniach. Podczas marszu jednak nic się z nią nie stało, gdyż dobrze wiem, jak przechowywać czekolady w plecaku nawet podczas wysokiej temperatury. Nasza mleczna Brazylia pachniała przytulnie śmietankowym serkiem wymieszanym z plejadą dojrzałych i słodkich czerwonych owoców. Jej barwa była cudownie ciepła.


W ustach rozpuszczała się lepko, gęsto i bardzo przyjemnie. Nie porażała zarówno tłustością ani słodyczą, była idealnie wyważona. Wyraźna śmietankowa woń przerodziła się teraz w coś na kształt skondensowanego mleka, choć nie tak słodkiego jak to zwykle bywa. Ta słodycz była raczej tchnieniem delikatnego akacjowego miodu. 

Żywiołowe wrażenia znane z wersji ciemnej zostały złagodzone pysznym mlekiem. Czekoladowy napój z przyprawami korzennymi zamienił się w gęsty budyń na tłustym mleku, zaś wieloowocowy sok w słodki sos na bazie owoców, który polewał ów budyń. Był to sos, w którym dominowały dojrzałe wiśnie, choć pomyślałam również o truskawkach z kompotu. Wszystko wieńczyło karmelowe, łagodne echo.


Mleczna Bresil Plantation Riachuelo podobnie jak ciemna siostra pozostawiła po sobie wrażenie dynamicznej słodyczy, buzującej energii - choć w tym przypadku mleko czyniło ją bardziej subtelną i dziewczęcą. Brazylijski duet od Michel Cluizel przysporzył mi mnóstwo prostej, a jakże smacznej czekoladowej radości.

Skład: pełne mleko w proszku, ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 51%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 611 kcal.
BTW: 11/48/36

czwartek, 8 sierpnia 2019

Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo ciemna 70%


Cudownie jest w niedzielni letni wieczór niespiesznie popijać kawę i smakować Prawdziwą Czekoladę - a to wszystko z Ukochaną Osobą. Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo 70% wprost czekała na taką okazję. Kupiłam ją już jakiś czas temu w sklepie Sekretów Czekolady wraz z mleczną siostrą (na nią przyjdzie jeszcze czas). Najpierw pragnęłam wypróbować wersji ciemnej. Plantacja Riachuelo znajduje się w brazylijskiej Bahii, a na stronie Michel Cluizel możecie zobaczyć filmik nagrany właśnie tam.

 Choć na tabliczce osiadł już leciutki nalot, po przełamaniu okazała soczyste i jednocześnie zwarte, konkretne oblicze. To wrażenie zostało spotęgowane przez zapach: jednoznacznie kojarzący się z dojrzałymi wiśniami oraz nektarem z czarnych porzeczek. Automatycznie zadziałało to pobudzająco na moje ślinianki. Po jedzonej po poranku ponurej Caicara del Orinoco z Beskidu, byłam spragniona bardziej dynamicznych wrażeń.


Na całe szczęście otrzymałam je. Bresil Plantation Riachuelo 70% należy do tego typu ciemnych czekolad, które mogę jeść bez opamiętania. Choć nie była tak bogata jak choćby Valrhona Andoa czy Zotter Ecuador Arriba Los Rios, to przez swą niesamowitą żywiołowość skojarzyła mi się właśnie z tymi propozycjami. Brazylijskie szaleństwo od Michel Cluizel wręcz prosiło się o pochłanianie kostki za kostką. Każda z nich rozlewała się miękko na języku eksplozją soczystych smaków. Dominowały owoce: przede wszystkim wiśnie, a także czereśnie, porzeczki, truskawki, soczyste jagody. Jedząc tę czekoladę czułam się trochę tak, jakbym bardzo spragniona dorwała się do schłodzonego soku z owoców jagodowych. Paradoksalnie - ta czekolada gasiła pragnienie.

Finisz przy tym był delikatnie mleczny i karmelowy, budząc przy tym skojarzenia z jakimiś wyjątkowo udanymi landrynkami. Słodycz i kwaśność mieszały się tu w niebywale przystępny sposób, zaś typowo kakaowa goryczka stanowiła jedynie tło, budząc skojarzenie z jakimś obłędnie wciągającym czekoladowym napojem przyprószonym cynamonem, wanilią i panelą (znów coś do picia!).


Rzadko zdarza się, by ciemna czekolada wciągała aż tak bardzo, będąc jednocześnie niezbyt bogatą w dynamiczny przepływ poszczególnych nut smakowych. Moje skojarzenia były proste i jednoznaczne, a jednak tak żywe i świeże, że mogłabym się w nich wręcz tarzać, a czekoladą objadać do obrzydzenia. Zdecydowanie trafiła w mój gust. Coś czuję, że wersję mleczną wciągnę z podobnym apetytem.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 570 kcal.
BTW: 7/42/45

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Beskid Wenezuela 80% ciemna z maltitolem Caicara del Orinoco

 
Po pierwszych doświadczeniach z naszą rodzimą marką Beskid, nadal pozostajemy przy kakao wenezuelskim. Teraz jednak z półwyspu Paria przenosimy się do centralnej Wenezueli, a dokładniej w rejony miasta Caicara del Orinoco w gminie Cedeño. Przedtem mieliśmy do czynienia z czekoladą mleczną, a teraz nie dość, że sięgnęłam po czekoladę ciemną o wysokiej 80% zawartości kakao, to jeszcze zamiast cukru posłodzona została maltitolem. Dotąd próbowałam dwóch czekolad z maltitolem, ale były to zupełnie inne propozycje (deserowa z jagodami, truskawkami i stewią oraz biała z jagodami goji), a więc ciężko będzie o rzeczowe porównanie. W cały asortyment czekolad Beskid z Węgierskiej Górki zaopatrzyłam się w niezastąpionym sklepie Sekretów Czekolady.
 

50-gramowa tabliczka podzielona na dość klasyczne kostki była matowa i mocno ciemna z bordowymi refleksami. Pachniała świeżo niczym jeszcze ciepłe brownie przyprawione odrobinę na piernikową modłę lub jak czekolada na gorąco ze szczyptą chili i skórką limonki. W ustach okazała się twarda, chrupiąca, wyraźnie goryczkowa od pierwszego momentu. Odebrałam ją jako suchą, choć absolutnie nie piaskową. Rozpuszczała się dość ciężko i... w gruncie rzeczy zdała mi się płaska i monotonna, choć ciekawe nuty w sobie kryła.

Jej goryczka aż gryzła w podniebienie. Prócz skojarzeń z mocną gorzką kawą doprawioną jeszcze czymś pikantnym, pomyślałam o ziołach - nawet o piołunie - choć znalazły się tu również inne, bardziej przystępne rośliny (na przykład czystek). Stanęłam przed wejściem do skalnego, bazaltowego labiryntu, porośniętego dzikimi ziołami. Coś jednak nieustannie blokowało mnie, by się w niego w pełni zagłębić, dotknąć skał, zaciągnąć wonią. Kładąc na język kolejne kawałeczki czekolady czułam się tak, jakbym trzymała w dłoni nazbyt starannie wypolerowany szlachetny kamień, który przez ów zabieg stracił wiele ze swojej natury. 

 

Mogę tylko przypuszczać, że za owe zblokowanie czekolady odpowiedzialny jest maltitol. Owszem, stwierdzam, iż wolałabym poczuć tutaj zwykły cukier, lecz staram się spojrzeć na twórczość marki Beskid z innej perspektywy. Ta czekolada to wszak doskonała żywność funkcjonalna. Chociażby dla cukrzyków, dziś prezentowana tabliczka to świetna alternatywa w gamie czekolad ciemnych. Jednakże ja sama, mogąc jeść cukier, drugi raz nie wybrałabym Caicara del Orinoco 80%. Z ciekawością skosztowałabym tych ziaren w klasycznym połączeniu.

Skład: ziarna kakao, maltitol, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 50 g.

piątek, 2 sierpnia 2019

Krakakoa Saludengen Sulawesi ciemna 75%


Tym razem dzięki indonezyjskiej marce Krakakoa przenosimy się na Celebes, a dokładniej w zachodnie jego części. Saludengen Sulawesi to ciemna czekolada o 75% zawartości kakao właśnie z tego rejonu świata. Została nagrodzona srebrem Academy of Chocolate w 2017 roku. Tak jak pozostałe tabliczki od Krakakoa, również tą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Z każdą kolejną degustacją Krakakoa, moja sympatia do tej firmy wzrasta - miałam nadzieję, że Saludengen Sulawesi pozwoli kontynuować ten proces.

Ciemna i matowa tabliczka podzielona na charakterystyczne dla Krakakoa kostki cechowała się lekkim ziołowym zapachem, rozwijającym się w trzy wyraziste kierunki. Pierwszym z nich był wilgotny drewniany budynek położony w środku mglistego lasu. Drugim - parująca czarna herbata z bergamotką i miodem. Trzecim - ciemne piwo z wyraźnie wyczuwalnymi kwiecistymi chmielami.


 W ustach zachowywała się słodko i miękko. Niby zdawała się tłusta w tej swojej miękkości, ale moc nut w niej ukrytych niweluje to wrażenie. Po prostu zatopiłam się w lepkiej gładzie przenoszącej mnie do lasu. Przytuliłam się do mokrego drzewa częściowo odartego z kory, a zapach żywicy i leśnej ściółki pozwolił mi poczuć się bezpiecznie pośród deszczowego lasu. Sporo w niej było syropowych nut, iluzji olejków eterycznych, herbacianych esencji.

Spośród subtelnej kwaskowatości młodych warzyw wybijała się błoga, lecz w pewien sposób surowa słodycz - rodzynek zatopionych w ciężkim serniku, naparu z czarnego bzu, świeżego leśnego miodu. Pomyślałam również o gęstym piwie typu stout, lepiącym się do ścianek szklanki. Dalej pojawił się posmak, który paradoksalnie trudno było mi zidentyfikować, gdyż balansował gdzieś pomiędzy ziołowością surowych ziaren a taniością pospolitej bombonierki z wiśniowo-alkoholowym nadzieniem.


 Podsumwowując, Saludengen Sulawesi to czekolada spokojna, choć złożona. Jej degustacja pozwoliła mi głęboko odetchnąć i zrelaksować się. Poszczególne akcenty płynnie się przeplatały, zaś specyficzna konsystencja czekolady sprawiła, iż nie byłam w stanie w pełni się rozpłynąć i oderwać od ziemi. Przytulałam drzewo - byłam częścią ziemi. A to też piękny stan.
 
Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 620 kcal.
BTW: 8/46/44