środa, 21 czerwca 2017

Pacari Raw 70% with Salt & Nibs ciemna surowa z solą i nibsami


Uparcie pozostajemy na ekwadorskiej ziemi. Dziś mam dla Was kolejną tabliczkę od Pacari, którą otrzymałam od Yarosa podczas naszego spotkania w Warszawie (jeszcze raz bardzo dziękuję!). Propozycja z solą i nibsami kakaowymi znacznie różni się od marakujowego obłędu. Po pierwsze, w Raw 70% with Salt & Nibs mamy do czynienia z czekoladą wykonaną z surowych ziaren kakao, jak zresztą sama nazwa wskazuje. Na temat surowych czekolad od Pacari rozpisałam się mocno przy czystej Raw 70%, odsyłam Was do tamtej recenzji po szczegóły (swoja drogą, jakże ja popłynęłam przy opisie tamtej czekolady!). Surową Pacari jadłam także w bardzo kontrowersyjnej wersji ze spiruliną. Tak jak obie powyższe tabliczki, Salt & Nibs zawiera 70% masy kakaowej. Posłodzona została cukrem kokosowym, z czym spotkałam się pierwszy raz przy czekoladach Pacari (co jest za to typowe dla Surovital).


Czekolada łamała się z trzaskiem, choć w środku kryła sporo pęcherzyków powietrza. Pomimo swej grubości (lubię formę tabliczek Pacari!) zdawała się być lekka, także przez olbrzymią świeżość aromatu. Najprostszym skojarzeniem było ciepłe i pulchne ciasto czekoladowe, ale zaraz woń rozwinęła się w coś o wiele bogatszego. Pacari Raw 70% with Salt & Nibs jest bardzo leśna, drewniana. Przywiodła na myśl nagrzany słońcem las.


Od samego początku czekolada cudnie błotniście rozpuszcza się w ustach, niosąc ze sobą wiele soczystości i ogrom leśno-drewnianych nut. Tak, w kwestii smaku samej czekolady nie potrafiłam wybiec dalej ponad las, drewno, ściółkę, glebę, liście, igliwie. Nie zaatakowała mnie feeria różnorodnych akcentów jak w czystej Raw 70%, tu cały czas brnęłam w jedną, głęboką dzicz. Bardzo mi się to podobało, a odczucie tematycznego zbalansowania czekolady napawało mnie spokojem.


Co jeśli chodzi o dodatki? Nibsy kakaowe są bardzo drobne, przy ewentualnym przegryzieniu czekolady w ogóle ich nie czuć. Trzeba spokojnie rozpuszczać czekoladę, by napotkać się na ich chrupkość z octowymi akcentami, dopełniającą leśne bogactwo czekolady.

W trakcie degustacji nieustannie odczuwamy delikatną słoność. Na tyle subtelną, że nie przełamuje ona kakao, lecz dyskretnie je podkreśla. Trochę tak, jakby sól wypływała z kakao. Sól umieszczono w czekoladzie raczej w bardzo drobnych kryształkach. Czasem napotykając się na maleńkie kakaowe nibsy odnosimy wrażenie, że to grudka soli, co jednak mija się z prawdą.



Lubię dodatki takie jak nibsy kakaowe oraz sól. Nie przeszkadzają mi nawet wtedy, gdy są zastosowane ordynarnie, gdy mocno mieszają w czekoladzie. Pacari jednak połączyło te składniki ze swoją czekoladą w bardzo subtelny i wyważony sposób. Szczególnie jeśli chodzi o nibsy, ich rola chwilami zdawała mi się być zbyt nikła. Sól za to, choć użyta oszczędnie, wyciągnęła z surowej czekolady niesamowity potencjał. Myślę, że tej czekolady nie powinny się bać osoby, które dotąd miały problem z połączeniem soli i kakao. Pacari umiejętnie wprowadza w świat odważnych połączeń - tak, że odnosimy wrażenie, jakby sól i kakao zawsze występowały razem.


Skład: masa kakaowa, cukier kokosowy, nibsy kakaowe 3%, sól 1%, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 592 kcal.
BTW: 8,6/42/45

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Hoja Verde ciemna 100% z Ekwadoru


Swego czasu w sklepie Sekretów Czekolady dostępnych było całkiem sporo czekolad o 100% zawartości kakao, pochodzących z różnych firm i krajów. Wybrałam wówczas dla siebie kilka najciekawszych egzemplarzy. Niektóre z nich miały być moim pierwszym kontaktem z daną marką. Stało się tak chociażby w przypadku ekwadorskiej marki Hoja Verde (tak, tak - po Pacari nadal pozostajemy w Ekwadorze!)

Czekolady Hoja Verde powstają z kakao Arriba uprawianego przez kooperatywę Aproca z prowincji Esmeraldas w północnym Ekwadorze. Aproca zrzesza około 400 rodzin, a każda z nich opiekuje się plantacją o wielkości od 1 do 3 akrów. Kakao rośnie pośród bananowców, papai oraz sancha inchi, co niewątpliwie wpływa na profil aromatyczny ziaren.


Wszystkie tabliczki Hoja Verde liczą sobie 50 g. Większość z nich różni się jedynie procentową zawartością kakao, choć w ofercie znajdziemy także czekoladę mleczną, oraz deserówki 58% z dodatkiem ziaren chia i quinoa. Prócz tego Hoja Verde oferuje szereg kuwertur, pralin, a także kawę i quinoa w czekoladzie.

Prosto, lecz elegancko opakowana w kartonik tabliczka podzielona została na długie, rzeźbione rządki. Od początku niesamowicie spodobał mi się jej przekrój, oleisty i miąższysty zarazem, pełen przebłysków obiecujących feerię smaków. Piękno przekroju było potęgowane przez dość znaczną grubość tabliczki.



Zapach sugeruje wysoką zawartość kakao, ale niekoniecznie obstawiałabym 100%. Na pewno kierując się wonią spodziewałam się w niej wiele owocowych nut. Czekolada okazała się nie za mocno goryczkowa, raczej kwaskowata w sposób rzeczywiście typowo owocowy. Od pierwszego kęsa zdała się być przystępna jak na setkę. Jej błotnistość i gładkość zarazem sprawiała, że rozpuszczanie jej w ustach było prawdziwą przyjemnością, bez cienia proszkowatości. Tworzyła w ustach zwięzłe, lecz aksamitne błoto.


Ekwadorska stówka jest mocno owocowa (przede wszystkim miks jabłek i pomarańczy), lekko ziemista, pozostawiająca po sobie kokosowe wrażenie. Nie jest mocno ściągająca, kojarzy się bardziej z bryłami wilgotnego węgla niż z sypką sadzą. Po owocowej eksplozji cały czas przytłumionej ziemistością kakao, wyłaniająca się w tle świeżość kokosa tworzy iluzję słodyczy, która miałaby zaraz uderzyć, tak jak w słabszej procentowo czekoladzie. Mocniejsza słodycz jednak się nie pojawia. Podobnego uczucia doznałam przy Michel Cluizel Noir Infini 99%.


To nie była niezwykle bogata stówka, lecz nie można odmówić jej smakowitości. Jak na taką czekoladę jadło się ją naprawdę lekko - częściowo przez jej bardzo przystępną strukturę, częściowo przez świeże i proste smaki. Ciekawa jestem, jak odebrałabym Hoja Verde o niższej zawartości kakao. Mam nadzieję, że będzie mi kiedyś dane spróbować - może w samym Ekwadorze?


Skład: masa kakaowa.
Masa kakaowa 100%.
Wartość energetyczna w 100 g: 650 kcal.
BTW: 12/54/24

sobota, 17 czerwca 2017

Pacari Passion Fruit ciemna 60% z marakują


Zakończenie wyprawy w Bieszczady wcale nie wiązało się dla mnie z powrotem do domu. Weronika i mój Mąż wprost ze Smereku zawieźli mnie do Warszawy, skąd kolejnego dnia czekała mnie służbowa podróż. Moja osoba nie znosi próżni, toteż parę wolnych godzin w stolicy postanowiłam wykorzystać na czekoladowe spotkanie. Chłopaki z foodieshop24.pl akurat nie mieli czasu w niedzielne popołudnie, ale za to udało mi się umówić z wiernym czytelnikiem mojego bloga. Tak oto poznałam Yarosa, który z okazji spotkania sprezentował mi kilka tabliczek ekwadorskiego Pacari. Nie omieszkałam się otworzyć ich podczas spotkania, byśmy mogli wspólnie ich skosztować, chociaż po kosteczce. Resztę zostawiłam na domowe degustacje z Mężem. Otwarte Pacari nie były w stanie długo czekać na swoją kolej - sięgnęłam po nie już w kolejny weekend (przepraszam za zdjęcie już napoczętej tabliczki... brakuje jej jednego rządka po warszawskim spotkaniu).


W pierwszej kolejności sięgnęłam po szczególnie ekscytującą czekoladę - wykonaną wprawdzie jak zawsze u Pacari z ekwadorskiego kakao, ale przywołują moje wspomnienia z sąsiedniej Kolumbii. Smak świeżego soku z marakui to jedno z najintensywniejszych doznań kulinarnych, jakich doświadczyłam podczas wyprawy do tego przepięknego kraju.

Warto nadmienić, że jeszcze jakiś czas temu Pacari Passion Fruit wykonana była z surowego ziarna kakao, zawierała o 10% więcej masy kakaowej niż moja tabliczka, a ponadto jako słodzidła używano w niej cukru kokosowego (a nie trzcinowego). Szkoda, że prawdopodobnie nie będzie mi dane wypróbować Pacari Passion Fruit w wersji surowej... Ale kto wie?



Zapach i jednolity wygląd nie zdradzają obecności tego owocu w czekoladzie. Czekolada pachnie wprawdzie owocową rześkością, kojarzącą się ze chłodnym torcikiem z galaretką brzoskwiniową, świeżo dostarczonym do cukierni - ale jeszcze nie upatrywałabym się tu samej marakui. Wąchając czekoladę można naciąć się, że owocowy charakter woni to tylko kwestia bogactwa kakao. O samego początku degustacji urzeka nas mięsistość, konkretność czekolady. Przygodę rozpoczyna lekkim kwaskiem kakaowo-cytrynowym, a gdy pozwalamy powoli rozpuszczać się jej w ustach uderza.... ONA. Bezpretensjonalna, boska marakuja, z każdą sekundą ujawnia się coraz mocniej.

Najpierw wraz z kakao tworzy iluzję nibsów kakaowych - ich kwaskowatej dzikości i surowości, by po chwili zamienić się w idealny miks kakao z marakują. Marakuja stopniowo przejmuje dominację. Intensywna owocowość narasta tak, jakby miała zaraz eksplodować! Czekolada z czasem wręcz ginie pod jej naporem, co akurat w przypadku marakui zupełnie mi nie przeszkadza. To kolejne po piwie Raduga Trapeze uzmysłowienie moich wspomnień z Kolumbii!!! (jeszcze doskonalsze niż w Zotter Passion Fruit and Caramel with Thyme). To powrót do kolumbijskiego świeżego soku z marakui...



Podczas przegryzania czuć drobinki owocowe, jakby musująco-przyklejające się. Podczas ssania niezauważalnie się rozpuszczają. Jak oni to zrobili? W składzie napisane jest - po prostu marakuja 6%, nie wiadomo w jakiej formie jej zastosowano. Cokolwiek by to nie było, Pacari Passion Fruit jest obłędnie wykonaną czekolada. Zakochałam się! Na pewno będę chciała powrócić do niej i to nie raz. Sprawdzi się w każdych warunkach - do delektowania się w domu, a także jako rześki energetyczny kop na górskim szlaku. Polecam każdemu, koniecznie! Marakujowa bomba zaklęta w bardzo dobrej, Prawdziwej Czekoladzie...

Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy, marakuja 6%, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 598 kcal.
BTW: 7/42/48

czwartek, 15 czerwca 2017

Zotter Cherry-Almond with Cinnamon wiśniowa z migdałami i cynamonowym dyskiem


Zotter Cherry-Almond with Cinnamon była czekoladą, którą jedliśmy już nie górskim szlaku, ale w samochodzie - podczas powrotu w Bieszczadów. Ta barwna Mitzi Blue (kupiona oczywiście w biokredens.pl) swą strukturą przypominała mi nieco świetną Gingerbread, toteż otwierając ją przygotowywałam się na coś smakowitego. Biała wiśniowa czekolada kryła w sobie mnogość migdałowych okruchów, zaś biały cynamonowy dysk kusił wyraźnie widocznym cynamonowym pyłkiem.


Co na pewno muszę przyznać po degustacji tej czekolady - kruszone orzechy wtopione w duży dysk są świetnym posunięciem. Ciekawie urozmaicają całą kompozycję i sprawdzają się dużo lepiej niż dziwnie namoknięta posypka orzechowa (np. w Milk + White with Almonds). Tu były miłym przełamaniem i tak czy siak przyjemnego smaku wiśniowego dysku. Wiśnie nie były tu nachalnie kwaśno-cierpkie, ale także nie mdłe - ot, ich naturalna słodycz i specyfika została delikatnie złamana mlecznością i wanilią. Choć można by na siłę więcej wymagać od tego dysku, uważam go za dobrze zbalansowany. Pokuszenie się o więcej wiśni czy więcej mleka mogłoby doprowadzić do przesady w którąś ze stron, a tego nie chcemy! Zwłaszcza, że taki zrównoważony wiśniowo-mleczny smak dobrze współgrał z migdałami.


Mały cynamonowy dysk odebrałam dokładnie tak samo, jak duży dysk w Happy Buzz. Słodkie mleko z tubki mocno doprawione cynamonem, muśnięte wanilią - o wiele bardziej smakowite niż tłusta przesadzona maź z Cinnamon Nuts. Cherry-Almond with Cinnamon jest jednym z przykładów na to, jak przemyślane i złożone potrafią być Mitzi Blue. Tutaj wszystko zdawało się być na swoim miejscu, w idealnie dobranych proporcjach, bez krzty mdłości czy przesady. Bardzo przyjemna tabliczka.



Jeszcze trochę pięknego Bukowego Berda dla Was...










A właśnie tak wyglądała nasza degustacja Amedei Toscano Red!





To już zejście do Mucznego...


A w Mucznem pyszna zupa z botwinki w Domku Myśliwskim...


...oraz obłędne nalewki domowej roboty oraz piwa z tamtejszego browaru - w magicznym Siedlisku Carpathia!


Gdy przesiadywaliśmy w Siedlisku dojechała do nas Weronika. Po chwilach relaksu ruszyliśmy obejrzeć zagrodę żubrów znajdującą się nieopodal...


...a potem ruszyliśmy na naleśniki do Chaty Wędrowca w Wetlinie. Do dziś nie mogę pojąć, dlaczego z Mucznego nie obraliśmy azymutu na Dolinę Sanu! Przecież była na wyciągnięcie ręki, a mieliśmy jeszcze czas. Cóż, po coś trzeba jeszcze wrócić w Bieszczady...


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, suszone wiśnie 9%, odtłuszczone mleko w proszku, migdały 3%, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon 0,1%, wanilia, sól.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 573 kcal.
BTW: 5/38/52