poniedziałek, 25 lipca 2016

Domori mleczna 45% z owczego mleka


Dziś pragnę Wam przedstawić kolejną czekoladę od Domori z serii nietypowych tabliczek mlecznych. Po wersji koziej przyszedł czas na wariant owczy. Na pozostałe dwie jeszcze bardziej oryginalne opcje musicie trochę poczekać. Wszystkie z nich zakupiłam dzięki Sekretom Czekolady.

Naturalnie, tak jak przy wersji koziej, i tutaj będę się odnosić do owczej czekolady od Zottera - Schafmilch. Podczas gdy w kozich czekoladach w zawartości kakao dominował Zotter, tak w tym przypadku więcej kakao w owczej czekoladzie zaoferowało Domori. Mamy tutaj 45% udziału kakao odmiany Criollo, zaś w Schafmilch odnajdziemy 34% kakao nieokreślonego na opakowaniu pochodzenia.


W porównaniu do próbowanej wcześniej tego samego dnia koziej Domori, wersja owcza cechuje się zdecydowanie jaśniejszym odcieniem brązu (przypominam, że zawartość kakao i mleka w obu Domori jest identyczna; różnią się jedynie rodzajem mleka). W zapachu raczy nas o wiele większą słodyczą niż kozia, zakrawającą o miód. Spod owej słodyczy wyraźnie przebija się jagnięcina - tak, jakbym wąchała świeżo przyrządzone mięso, lub jakbym znalazła się w owczarni.

Owczy Zotter był niebywale delikatną czekoladą, bezpośrednio kojarzącą się z tłustym i słodkim owczym mlekiem, pełną spokoju i beztroski. Kozia Domori była dla mnie zaskakująco subtelna, toteż tym bardziej po owczej Domori spodziewałam się istnej krainy łagodności. Tymczasem, doznałam szoku!



Oczywiście, jak na Domori przystało, czekolada idealnie rozpuszczała się w ustach, tworząc w nich aksamitną gęstwinę. Jednakże sam smak naprawdę dał tutaj mocny popis - owczy posmak zdominował w pełni całą kompozycję, niosąc ze sobą pewne goryczkowate i bardzo specyficzne nuty. Czekolada jest o wiele tłustsza od wersji koziej, co nie dziwi, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż generalnie mleko owcze zawiera więcej tłuszczu od koziego. Wrażenie tłustości jest potęgowane przez oczywistą dla Domori bardzo aksamitną strukturę i błogie, bardzo gęste rozpuszczanie się w ustach.

Kompozycja zdaje się być wręcz nieco ordynarna (tu mój osąd nie zbiega się z opinią Kimiko) i za nic nie przypomina mi błogiego smaku owczego mleka - bardziej kojarzy mi się z mięsem. Ponieważ uwielbiam jagnięcinę, absolutnie mi to nie przeszkadzało, choć bardzo mnie zaskoczyło. Autentycznie, czekolada calutka przesiąknęła mi aromatycznym tłuszczem jagnięcym. Momentalnie w mej głowie ustawił się smakowity przegląd wszelkich potraw z jagnięciny, jakie próbowałam w swoim życiu. To wręcz esencja tego specyficznego mięsa zaklęta w tabliczkę czekolady. W połączeniu z intensywnością palonego kakao tworzy to intrygujący efekt.


Zdaję sobie sprawę, że bardzo mocny owczy posmak charakteryzujący tę tabliczkę nie musi każdemu przypasować, dlatego odwrotnie niż przy czekoladach kozich - spośród owczych osobom nieśmiałym polecę na pierwszy raz Zottera. Jeśli jednak wśród moich czytelników znajdują się zdeklarowani fani jagnięcych steków - owcze Domori jest dla nich pozycją obowiązkową do wypróbowania!


Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, owcze mleko 22%, masa kakaowa Criollo, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 25 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 618 kcal.
BTW: 8,5/46/43

sobota, 23 lipca 2016

Bahen & Co. Chili & Salt ciemna 70% z chili i solą


Podczas już kilkukrotnie wspominanej na moim blogu kameralnej kwietniowej degustacji w Łodzi, miałam okazję spróbować dwóch tabliczek australijskiej marki Bahen & Co. Po ich skosztowaniu dostałam wyjątkową okazję na zakup całych tabliczek dla siebie, którą oczywiście wykorzystałam. Bahen & Co. nie jest wszak marką, którą na co dzień można zdobyć dzięki Sekretom Czekolady. A że podczas degustacji obie tabliczki wywarły na mnie dobre wrażenie, pragnęłam podzielić się nimi z Mężem i jeszcze raz skosztować ich w domowym zaciszu. Single-origin Papua Nowa Gwinea od Bahen & Co. już pojawiła się na moim blogu, teraz czas na kolejne dzieło autorstwa tej firmy.

Bahen & Co. Chili & Salt przykuwa uwagę nie tylko nazwą informującą nas o obecności wyrazistych dodatków. Mnie zauroczyła przede wszystkim przepięknym opakowaniem. Nie dość, że tekstura opakowań Bahen & Co. jest wyjątkowo przyjemna w dotyku, to jeszcze ta niesamowita grafika wyjęta wprost z podręcznika botaniki. Nie mogę napatrzeć się na to opakowanie, które stało się jednym z moich ulubionych. Nie pogardziłabym nawet sukienką z takowym botanicznym wzorem. Wyjątkowo estetyczne opakowanie Bahen & Co. ma jednak zasadniczą wadę - bardzo trudno je otworzyć. Choć stylizowany papier jest z tyłu tabliczki złożony niczym koperta, to owo złożenie przypieczętowane zostało na całej długości naklejką z opisem produktu. W efekcie, musiałam bardzo uważnie nacinać opakowanie nożyczkami, próbując jak najdelikatniej wydostać tabliczkę ze środka. Chcąc nie chcąc, śliczne opakowanie i tak zostało naruszone.




Szkoda, iż nie dowiadujemy się, z jakich ziaren kakao została wykonana czekolada. I tak czy siak, wygląda ona pięknie, a posypka z chili i płatków soli nie jest przesadzona. Tabliczka sprawia wrażenie, jakby spadła na podłogę i zebrała z niej trochę kolorowego kurzu. Bardzo podobał mi się fakt, iż wyraźnie było widać na niej płatki soli. Nie musiałam się ich na siłę doszukiwać pośród fragmentów chili, co bardzo dobrze wróżyło. 

Czekolada pachniała lekko i świeżo, choć zarazem wyraziście - po prostu bardzo apetycznie czekoladowo, jeszcze bez zapowiedzi przyprawowego szaleństwa. Mój Mąż, spoglądając na soczysto-włóknisty przekrój tabliczki oprószonej w wierzchu chili i solą, przyrównał go do przekroju przez dość dobrze wysmażony wołowy stek.


Po ułożeniu kawałka czekolady na języku zaczyna się on łagodnie rozpuszczać, pozostawiając gęsty, acz nie zalepiający film. Tak jak w zapachu, również w smaku odnajdziemy w niej wiele świeżości i lekkości. Czekolada jest w bardzo wyważony sposób słodka, nie jest syropowo ciężka, ale właśnie z takim odczuciem jedzenia świeżo rwanych, nieprzejrzałych owoców. Pojawia się w niej nieco palonych nut, ale ledwo ledwo podpalonych, tylko muśniętych ogniem - czy właściwie promieniami słonecznymi. Lekkie smaki słonecznego ogrodu pełnego owocowych tajemnic - oto jak w najprostszy sposób można streścić tą czekoladę. Jedzenie jej - nieskomplikowanej, lecz bogatej - było prawdziwą przyjemnością.



Nie wystraszcie się, degustacja Chili & Salt nie przypomina lizania słonej lizawki. Nie sypnięto na tabliczkę całej solniczki. To grube, smakowite płatki soli morskiej, które rzeczywiście zdają się wręcz pachnieć morską głębiną. Lekka i słodka czekolada o mimo wszystko słusznej zawartości bogatego i dobrej jakości kakao tworzy wymarzoną parę z taką solą, zastosowaną w przemyślany sposób. Chili również zostało tu pięknie dobrane, wyważone, pozostające nieco w tle, lecz dopełniające dzieła.


Bahen & Co. nie poszedł po bandzie, celem firmy jak widać nie było stworzenie na siłę ekstremalnej czekolady. Pomimo na pozór ekstremalnych dodatków, wszystko jest tu piękne w swej prostocie i doskonale wyważone, niczym to urzekające opakowanie. Nic nie jest tu skomplikowane, ale perfekcyjnie dobrane i po prostu przepyszne! Z chęcią bym wróciła do tej czekolady i to nie raz... Pozostawiając w buzi bogaty i świeży smak niesie ze sobą ogromną przyjemność.


Skład: ziarna kakao, organiczny cukier trzcinowy, chili, płatki soli morskiej.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 492 kcal
BTW: 8/33,1/43,5

czwartek, 21 lipca 2016

Domori mleczna 45% z koziego mleka


Zotterowskie Overdose i Minty Goat miały być preludium do eksploracji niestandardowych mlecznych czekolad od włoskiego Domori. Czwórka mlecznych eksperymentów wprost od mistrza Franzoni czekała już dość długo w Magicznej Szufladzie na swój czas. W zasadzie, to dwie z nich jeszcze czekają... Dzień po degustacji Minty Goat postanowiłam dokonać małego porównania, otwierając mleczną Domori na bazie koziego mleka. Ze względu na mały rozmiar tabliczki, wraz z Ukochanym tego samego dnia skosztowałam również owczego wariantu. Dzisiejszy wpis poświęcam jednak jedynie wersji koziej. Wszystkie Domori zakupiłam poprzez niezastąpione Sekrety Czekolady.


Warto zaznaczyć, że cała czwórka mlecznych wariacji Domori zawiera w sobie 45% kakao odmiany Criollo, czyli tej najszlachetniejszej i tak bardzo umiłowanej przez Gianlucę Franzoni. Wszystkie tabliczki różnią się jedynie rodzajem wykorzystanego mleka, którego to zawsze w czekoladzie są 22%.

Nasza kozia tabliczka cechuje się dość ciemną barwą jak na mleczną czekoladę o powyższej zawartości kakao. W porównaniu do koziego Zottera pachniała o wiele delikatniej. Przywodziła na myśl najaksamitniejszy kozi twarożek. Gdzieś w tle przebrzmiewał aromat wędzonego mięsa, a owa wędzoność po części zdawała się płynąć z charakterystyki mleka, a po części z palonych akcentów kakao.



Od pierwszego kęsa wyczuwamy, że to mogło być tylko Domori. Czekolada jest niesamowicie gęsta, choć delikatna zarazem. Ma w sobie mnóstwo miękkości i doskonale, przeaksamitnie rozpuszcza się w ustach. Jeśli chodzi o kozi posmak, nie jest on tak wyrazisty jak w kozich Zotterach. Na przykład Overdose można by wręcz posądzić o ordynarność, zaś tutaj koza jest bezapelacyjnie wyczuwalna, ale odznacza się o wiele łagodniejszym tonem.

W tej czekoladzie odnalazłam sporo nut palonych i wędzonych, płynących jakby na równi z mleka i kakao - te dwa substraty spajały się w jedno. Podczas gdy kozie Zottery były "bardziej kozie niż koza", tu w istocie mamy więcej delikatnego i gładkiego twarożku, nadal z charakterystycznymi kozimi nutami. Rozkoszujemy się błogością czekolady i nieprawdopodobnym wyważeniem smaków.


Trudno mi wybrać, które z kozich eksperymentów bardziej mi przypadły do gustu. Z chęcią sięgnęłabym ponownie zarówno po koziego Zottera, jak i kozią Domori, lecz w zupełnie innych okolicznościach. Dla fanów prawdziwie mocnych wrażeń zdecydowanie polecam Zottera, zaś dla kogoś, kto woli coś subtelniejszego - idealne będzie Domori. Domori sprawdzi się również wspaniale dla osób, które mają obawy przed kozim mlekiem w czekoladzie. Wątpię, żeby w przypadku tak błogiej i subtelnej tabliczki doznali zawodu.


Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko kozie 22%, masa kakaowa Criollo, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 25 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 609 kcal.
BTW: 8/45/42

wtorek, 19 lipca 2016

Zotter Minty Goat ciemna 65% z kozim mlekiem, dyskiem miętowym i ziołami



Jak już wspominałam przy recenzji Zotter Overdose, w tym sezonie wiosenno-letnim obrałam sobie za cel zdobycie innej koziej Mitzi Blue, a mianowicie Minty Goat. Przegapiłam ją w zeszłym roku (podobnie jak szparagową Handscooped) i tym razem nie chciałam popełnić tego samego błędu. Udało mi się ją zakupić oczywiście dzięki biokredens.pl. Dlaczego ta genialnie opakowana tabliczka (kozy w ziołowo-kwiatowymi wianku nie widuje się na co dzień) tak bardzo przykuła moja uwagę?

Dwa główne elementy składające się na Minty Goat poznałam już wcześniej. Duży dysk to ciemna czekolada z kozim mlekiem, w wersji solo występująca jako wspaniała Ziegenmilch (stanowi ona także część wspominanej już Overdose). Mały dysk to ciemna czekolada z olejkiem miętowym, którą próbowałam rok temu w duecie Labooko Contest Mint 40% & Mint 70%. Zarówno Ziegenmilch jak i Mint 70% bardzo mi smakowały, więc pragnęłam wypróbować ich odważnego połączenia. Poza tym, duży dysk został posypany mnogością ziół (mięta kędzierzawa, melisa, mięta wonna, aksamitka, koniczyna, chabry, róże), co stanowiło dodatkowe urozmaicenie.



Czekolada prezentowała się wspaniale, nawet pomimo niezbyt obfitego posypania ziołami. Jej brąz był pełen głębi, wręcz błyszczał - przez co tabliczka wydawała się być soczysta. Pachniała bardzo specyficznie - typowe dla koziego mleka słono-pikantne nuty mieszały się z orzeźwiającą miętą i mocą kakao. Mały dysk był nieco ciemniejszy od dużego. Przypuszczam, że tak jak w Ziegenmilch i Mint 70%, po prostu te dwie czekolady różniły się pomiędzy sobą zawartością masy kakaowej.


Degustacja dostarczyła nam wielu niezapomnianych, naprawdę mocnych wrażeń. Widziałam, że to będzie nietypowa tabliczka, ale nie spodziewałam się aż tak wyrazistej kompozycji. Duży dysk wydaje się uderzać swoim kozim posmakiem jeszcze mocniej, niż robiła to klasyczna Ziegenmilch. Jest tu więcej charakterystycznej pikantności. Nie wiem, z czego to wynika - być może olejki eteryczne, które wypełniły czekoladę swymi aromatami spotęgowały jej naturalne walory. Same ziółka wydają się stanowić jedynie dodatek wizualny, choć śmiem przypuszczać, że z tymi olejkami eterycznymi jest coś na rzeczy. Ponadto, kozia czekolada zdaje się być w specyficzny sposób śliska. Wysoka zawartość dobrego kakao plus moc koziego mleka to dla mnie cały czas zabójcze połączenie, którego nigdy nie mam dość. I tutaj sprawdziło się świetnie, na dodatek w oryginalnej odsłonie.


Mały dysk jest dokładnie taki, jak zapamiętałam Mint 70%. Pyszna ciemna czekolada została wzbogacona o smak autentycznego naparu ze świeżo zerwanych liści mięty. Ponownie, jest to zupełnie odmienny smak od tego, który znamy z chamskich popularniejszych miętowych czekolad (szczególnie mam na myśli warianty nadziewane). Zotter jest dla mnie mistrzem mięty w czekoladzie, czego dowiódł nie tylko świetnym duetem Mint 40% & Mint 70%, ale także nadziewaną Chocolate Mint. Teraz po raz kolejny zaszalał z miętą, na dodatek łącząc ją z innym, również bardzo mocnym i specyficznym smakiem. 


Kozie mleko z kakao oraz mięta z kakao - przegryzane naprzemienne tworzą w ustach coś niesamowitego, bardzo mocnego. Nie każdy to zaakceptuje, ale dla fanów ostrych wrażeń będzie to nie lada gratka. Kompozycja ma w sobie sporą dozę wytrawności i zdaje się w swej intensywności wręcz balansować na granicy przesady. Ponownie kłaniam się w pas Zotterowi, bo zaskoczył mnie tą czekoladą bardziej, niż się tego spodziewałam. Bardzo się cieszę, że w końcu miałam szansę na jej wypróbowanie.

PS To nie koniec kozich wariacji na moim blogu!


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, kozie mleko w proszku 10%, tłuszcz kakaowy, zioła 1% (mięta kędzierzawa, melisa, mięta wonna, aksamitka, koniczyna, chabry, róże), sól, olejek miętowy 0,02%.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 601 kcal.
BTW: 12/46/33