Czas na powrót. Gdyby nie fakt, że mój Ukochany musiał tej niedzieli wieczorem dojechać pociągiem do miasta w którym pracuje, zrobilibyśmy jeszcze jeden szlak (nawet wiem jaki!). Pogoda była nadal tak samo piękna, jak w dwa poprzednie dni, więc nogi rwały się, oj rwały. Musiałam je jednak przestawić z trybu "lewa-prawa" na tryb "gaz-sprzęgło-hamulec". Aby pożegnanie z górami przebiegało mniej boleśnie, do zaparzonej przed wyjazdem kawy wyciągnęłam Zottera, który nie mógł nas zawieść. Na ostatni dzień w górach nie przeznaczam już czekolad niepewnych. Rok temu przed wyjazdem z Węgierskiej Górki jedliśmy paskudną Ritter Sport Kaffee+Nuss i wtedy naprawdę strasznie wyruszało się w drogę. Taaaakie widoki z tarasu, a tu taaaka zimna margaryna...
Pora odrzucić te niemiłe wspomnienia i skupić się na Zotterze obecnym w ofercie jesienniej i bożonarodzeniowej (jako Merry Christmas). Pikantny marcepan i cynamonowy nugat? Dla mnie, ogromnej fanki orzechów oraz przypraw korzennych, to brzmi niebiańsko! To dwuwarstwowe nadzienie otoczone zostało cudną zotterowską mleczną czekoladą o wysokiej, bo 50% zawartości masy kakaowej.
Po rozpakowaniu tabliczki unosi się nad nią boski zapach rozchodzący się zaraz po całym pokoju. Jest to miks aromatów soczystego marcepanu oraz licznych korzennych przypraw. Pomiędzy tym przebija się leśna woń orzechów laskowych, a wszystko to doprawione jest słodyczą pomarańczy.
Po przekrojeniu tafli na pół dostrzegamy, że Zotter znów nie przyoszczędził na warstwie czekolady, która jak na Zotter Handscooped jest nadzwyczaj gruba. Wnętrze utrzymane jest w bardzo naturalnych, ciepłych barwach. Górną warstwę stanowi pikantny marcepan, który przybrał lekko zielonkawy kolor i kusił widokiem miąższystej konsystencji. Nieco obfitsza zdawała się być jasnobrązowa warstwa cynamonowego nugatu z orzechów laskowych, wydając się przy tym bardziej kremową, ale nadal zwartą i treściwą.
Najpierw odkroiłam kawałeczek czekolady. Jest ona wspaniale gładka, tłusta i bardzo mleczna. Odniosłam wrażenie, że sama w sobie posiada mocno owocowy posmak. Ponadto, przesiąknęła od dołu aromatami korzennymi, migdałowymi i pomarańczowymi, co wraz z bogactwem kakao i delikatnością mleka uczyniło ją jeszcze bardziej wartościowym skarbem.
Podczas wgryzania się we wszystkie warstwy najpierw poczułam bardzo wyraźne pomarańcze, co nieźle mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się, że będą aż tak wyraziste, choć w końcu w składzie pojawiają się często: w formie likieru, koncentratu oraz olejku. Pomarańcze po chwili znikają, ale podczas degustacji będą o sobie przypominać nieraz, pojawiając się niespostrzeżenie i kokietując swoim urokiem. Przy tym - co ważne - alkoholowy posmak pomarańczowego likieru nie jest mocny, na pierwszy plan wysuwają się w nim rzeczywiście pomarańcze. Sam alkohol po prostu rozgrzewa jeszcze mocniej całą kompozycję, idąc w parze z całym ogromem przypraw korzennych. Nawet marcepan pozbawiony jest tutaj typowych spirytusowych nut, przez które częstokroć nie jest lubianym produktem.
O tak, marcepan w tej czekoladzie jest wybitnie soczysty, miąższysty, o boskiej strukturze jak z najlepszego ciasta z gęstą marcepanową masą. Migdały dały tutaj nieźle czadu, a zastosowanie likieru pomarańczowego zamiast spirytusu to idealny chwyt, nadający marcepanowi naprawdę wykwintne zacięcie. W tym produkcie nazwano go pikantnym i rzeczywiście, prócz bogactwa smaku samego w sobie - jest bardzo pikantny. Jedząc go odkrywamy coraz to nowe pokłady pieprzności oraz kardamonowej duszności, które w pełni zdominowały przyprawowy świat w tym marcepanie.
Oprócz tego gdzieś tam do głosu dochodzi imbir, goździki oraz wyrazista wanilia, dopełniając marcepanowego ideału. Nigdy dotąd nie jadłam tak charakternego i bogatego marcepanu. Miąższysta migdałowa masa, w tej całej swojej pieprzności, otoczona aromatem pomarańczowego likieru i błyskotkami przypraw korzennych - stała się tworem nieprzyzwoitym, erotycznie kuszącym.
Pod marcepanem - dla równowagi - znajduje się słodsza warstwa nugatu z orzechów laskowych. Jest ona bardziej gładka od marcepanu, ale dla odmiany posiada w sobie drobne kawałki orzechów laskowych, cudownie chrupiące. Bardzo wyrazisty smak orzechów laskowych, nie do pomylenia z czymkolwiek innym, łączy się w rozkosznym uścisku z mocnym słodko-ostrym cynamonem, a w tle przygrywa im również taka słodko-ostra wanilia. Nugat staje się przez to tworem anielsko słodziutkim, gładkim i chrupiącym zarazem, ale różki i ogonek cały czas nie dają się totalnie zakryć przez białe skrzydła niewinności.
W całej kompozycji na przyprawowe prowadzenie wybija się cynamon, co mam nadzieję ucieszy wielu z Was, bowiem kto by nie kochał cynamonu? Przez strukturalność kompozycji wydaje się ona być chwilami drobno-granulkowata, bardzo treściwa - rzeczywiście niczym ciasto z masą stworzoną na bazie grubo mielonych orzechów.
O ile Cinnnamon Apple + Honey była przytulaśnie błoga, kołysząca do snu - tak Spiced Marzipan on Cinnamon Nougat jest pobudzająca, nieprzyzwoita, idealna na wigilijny wieczór dla dorosłych. Taki, na którym panie frywolnie poprzebierane w sprowadzone na złą drogę Śnieżynki i Panie Mikołajowe nic sobie nie robią z poważnej tradycji. Ta kompozycja pełna jest mocnych, ostrych akcentów, przeplatających się z łagodnymi nutkami, z których i tak prędzej czy później wychodzi ukryty diabeł. Boska czekolada otaczająca to kipiące wnętrze zwartym uściskiem dopełnia piekielnej smakowitości.
Na zakończenie relacji z wypadu do Korbielowa - dwa kadry z naszych wieczornych uczt w Karczmie Pod Borami. Nie ukrywam, że idealnym dopełnieniem w naszych wyprawach lubi być obfita kolacja. Przyjemność sprawia mi odkrywanie skarbów restauracji zlokalizowanych w górskich miejscowościach, często urządzonych na góralską modłę. Gdy tylko istnieje możliwość takiego kulinarnego zwieńczenia wędrówki - zawsze ją wykorzystuję. Choć czasami zdarzało się, że wizyta w restauracji była przerywnikiem na szlaku - jak na przykład stało się w Beskidzie Małym, gdzie dwa razy w połowie drogi mijaliśmy Karczmę na Kocierzu i aż żal było tam nie wstąpić. Polubiłam też zlokalizowany w Rzykach Czarny Groń (gdzie pierwszy i jedyny dotąd raz jadłam mięso z daniela), karczmę na Przełęczy Kubalonka, czy zaskakującą Melaxę w Węgierskiej Górce. Nie mówiąc już o ulubionym deserze lodowym w polanickiej Karambie (patrz mój avatar), chodzeniu od knajpy do knajpy w Świeradowie Zdrój, biesiadach U Ducha Gór w Karpaczu, pizzerii-spelunie w Janowickach Wielkich z zaskakująco smaczną pizzą...
Trochę mam tych kulinarnych wspomnień związanych z górami, nieopartych jedynie na czekoladach. Zupełnie odrębnymi historiami są: poznawanie obcych kuchni podczas wyjazdów za granicę, oraz... gotowanie na szybko samemu (straszliwa kłótnia za pozbijane na podłodze jajka w Górach Sowich... o matko, co za wspomnienia!), a także przeróżnej jakości jedzenie w górskich schroniskach...
PS Co najmniej do końca roku muszę zrezygnować z dodawania wpisów co dwa dni. Póki co przechodzę na tryb publikacji recenzji co trzy dni.
Skład: surowy cukier trzcinowy, marcepan (migdały, cukier, syrop cukru inwertowanego), tłuszcz kakaowy, orzechy laskowe 12%, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, koncentrat pomarańczowy, pomarańcze, syrop glukozowo-fruktozowy, likier pomarańczowy, masło, cynamon 0,3%, imbir, sól, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, kardamon, wanilia, goździki, pieprz, olejek pomarańczowy, olejek cytrynowy.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 553 kcal.
BTW: 8,4/37/43


















