czwartek, 31 października 2019

Goodio Coconut ciemna kokosowa 51%


Goodio to fińska marka kierująca się bardzo klarownymi zasadami w produkcji czekolady. W swej manufakturze w Helsinkach, korzystają jedynie z organicznych ziaren kakao pochodzących z Ekwadoru, Peru i Kongo, które poddawane są trzydniowemu procesowi mielenia w kamiennych młynkach, celem uzyskania jak najbardziej jedwabistej konsystencji. Czekolady Goodio dosładzane są wyłącznie cukrem kokosowym z Indonezji i Sri Lanki, który w porównaniu do cukru buraczanego czy trzcinowego charakteryzuje się niższych indeksem glikemicznym. Jeśli w tabliczkach Goodio pojawiają się jakieś dodatki, w większości wywodzą się one wprost z Finlandii (oczywiście w przypadku dziś opisywanej Coconut nie ma o tym mowy). Ciekawe pod względem graficznym opakowania czekolad są w pełni biodegradowalne.

Moje tabliczki Goodio zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Dziś pragnę Wam zaprezentować Coconut, czyli czekoladę o 51% zawartości kakao (najprawdopodobniej jest to blend), która w pozostałych 49 częściach składa się z kokosa w formie cukru kokosowego oraz płatków kokosowych. No, może nie w pełni w 49%, bo w składzie na samym końcu pojawia się jeszcze wanilia.



Maleńka, niespełna 50-gramowa tabliczka podzielona została na proste kostki. Jej barwa była dość jasna, ale wszak nie mamy tu ogromnej ilości kakao. Niesamowicie pachniała kokosem, czymś na kształt wyidealizowanego, rzemieślniczego Bounty.

W istocie, proces mielenia ziaren w Goodio musi być bardzo dokładny, bowiem czekolada była cudownie aksamitna. Gdy połączyć jej gładkość i gęstość z inwazją autentycznego kokosowego smaku - otrzymujemy wyjątkowy efekt. Nie ma tu ani śladów wiórków kokosowych, tego nie należy się obawiać! Słodycz w tej czekoladzie jest wyrazista, ale też kojarząca się bezpośrednio z kokosem - wyczuwa się różnicę, iż zastosowano niecodzienny rodzaj cukru. Ponadto, przebijający się przez wszystko smak kokosa jest w bardzo niebanalny sposób przełamany tym, co płynie od kakao. A kakao prezentuje się ziołowo, przywodząc na myśl surowe ziarno, świeżość mięty oraz szałwii. Chwilami odczuwałam czekoladę tak, jakby owa filuternie słodka ziołowość chciała przejąć dominację nad aromatycznym kokosem. Ostatecznie nigdy się to jej nie udało.



Goodio Coconut niesie w sobie dualizm - jest zarówno mocna, jak i delikatna. Zapewne na długo zapamiętam ten smak. Jako fanka kokosa jestem tym bardziej urzeczona, a dodatkowo kakao tak umiejętnie wplatało się w kokosowy smak, nadając całej kompozycji niebywałej lekkości. Ta czekolada w przemiły sposób mnie zaskoczyła.


Skład: ziarna kakao, cukier kokosowy, płatki kokosowe, tłuszcz kakaowy, wanilia.
Masa kakaowa min. 51%.
Masa netto: 48 g.

poniedziałek, 28 października 2019

Zotter Berry Emulsion in White biała nadziewana żurawiną, czarnymi porzeczkami, jagodami i malinami


Beerenemulsion in Weiss była drugim Zotterem, którego wypróbowałam w swoim życiu. Znajdowała się wśród zbioru tabliczek, które zakupiłam jeszcze w stacjonarnym sklepie z czekoladami w Innsbrucku. Zamawiając najnowsze Zottery na biokredens.pl zdecydowałam się na ponownie spróbowanie owego białego nadziewańca z owocami lasu. Z biegiem lat, Zotter zmienił dość znacznie skład Berry Emulsion in White. Choć nie posiadałam nawet zdjęć starszej wersji, a czas też już mocno zatarł dokładne wspomnienia jej smaku - zapragnęłam konfrontacji.

Berry Emulsion in White to biała kuwertura wypełniona nadzieniem z owoców żurawiny, czarnych porzeczek, jagód i malin. Poprzednia wersja tej czekolady zawierała inne proporcje zastosowanych owoców (mniej żurawiny). Owocowy mus dosłodzony był zniesławionym syropem glukozowo-fruktozowym, natomiast obecnie użyto syropu ryżowego.


Wielce żałuję, iż pięć lat temu nie fotografowałam jedzonych przeze mnie czekolad. Mogłabym wtedy zestawić ze sobą wygląd nadzień w obu wersjach. W tej nowej, kolorystyka była wręcz szałowa - intensywny fiolet zdawał się wręcz nierealny, tak bardzo nasycona owocami była czekolada. Ta barwa sugerowała, iż rzeczywiście dominującą pozycję w tabliczce zajmują owoce żurawiny.

Tabliczka wyraziście pachniała maślano-waniliową białą czekoladą, spod której przebijał się aromat kojarzący się z lodami jagodowymi. W pierwszej kolejności sama warstewka białej czekolady wydawała mi się nazbyt mydlana, zaś cała kompozycja - bardzo mało słodka. Wyraziście uderzyła owocowa kwaśność, w której najwięcej czuć było oczywiście żurawinę, ale wyłapać dało się również akcenty porzeczkowe, a dalej malinowe i jagodowe. Szczególnie od tych dwóch ostatnich płynął przyjemny słodki ślad.



Nadzienie wybitnie kojarzyło się z naturalnymi domowymi konfiturami, wypełnionymi po brzegi owocami, zaś ubogimi w cukier. Wydawało się, jakby nadzienie zawierało w sobie także wiórki kokosowe, co zapewne związane jest po prostu z dość grubym zmieleniem owoców. Wyczuwałam także zmielone rodzynki, których oczywiście w składzie nie było - ot, iluzja. Z tytułu owocowej eksplozji wypełniającej usta, mydlaność białej czekolady odeszła w niepamięć (zresztą, nigdy dotąd nie odczuwałam białych Zotterów jako mydlanych). Teraz odczuwałam białą czekoladę jako bardziej ryżowo-kokosową, doprawioną wanilią, o średnim poziomie kremowości.

Przede wszystkim, nowa Berry Emulsion in White jest o wiele bardziej żurawinowa niż dawna wersja. Czekolada bardzo mi smakowała, choć poprzedniczka również - nie wiem, czy mniejsza dominacja żurawiny nie robiła ostatecznie tej tabliczce dobrze.



Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, żurawina 10%, odtłuszczone mleko w proszku, pełne mleko w proszku, syrop ryżowy, suszone czarne porzeczki 3%, mleko, jagody 3%, suszone maliny 2%, suszone jagody, słodka serwatka w proszku, koncentrat soku cytrynowego, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sól, wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 474 kcal.
BTW: 4,4/30/47

piątek, 25 października 2019

Naive Incan Berry ciemna 65% Ekwador z miechunką


Otwierając kolejną z czekolad od litewskiego Naive, spodziewałam się znów magicznej wkładki ze szczegółowym opisem historii pomysłu na daną tabliczkę. Niestety takowej nie znalazłam. Nie wiem, czym kieruje się producent jeśli chodzi o wybiórcze umieszczanie tych oryginalnych wkładek w swych tabliczkach. Przejdźmy jednak do sedna - kolejną moją Naive, którą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady, jest Incan Berry, pochodząca z serii Equator.

Kolekcja Equator - toteż ziarna kakao użyte w Incan Berry pochodzą z barwnego Ekwadoru. Mamy ich w tej tabliczce 65%. Pozostała część składu to cukier oraz owoce miechunki peruwiańskiej (inaczej jagody inkaskiej bądź physalis. Zaś po hiszpańsku aguaymanto lub uvilla :)). Niegdyś bardzo słabo znałam te owoce, a zakupione w Polsce często bywały mało dojrzałe, a przez to niesmaczne. Podróże po Ameryce Południowej przybliżyły mi jednak aromatyczne miechunki, które potrafią być niesamowicie soczyste i obezwładniające w swym słodkim, charakterystycznym smaku. W swych zapasach mam parę czekolad różnych marek z tym owocem, co bardzo mnie cieszy.



Nad czekoladą unosił się delikatny aromat kwaśnych owoców otulonych chłodnym wiatrem. W smaku, rozpościerającym się w ustach równie gęsto jak i aksamitnie, najpierw zaskakuje nas iluzja... mokrego kartonu. Samo to wrażenie było niezbyt przyjemne. Następnie ukazała się tropikalna słodycz mieszająca się z rześkim kwaskiem - wyłuszczyć można było niezbyt dojrzałą miechunkę, właśnie taką znaną z polskich marketów. Wyjątkowo gęsta czekolada coraz to mocniej uderzała w przecudnie owocowe nuty, przede wszystkim typowo miechunkowe (wszak właśnie ten owoc znajduje się w składzie), ale wyczuć można było również marakuję. Intensywność owocowości wzrastała tak, że już sama nie wiedziałam, czy płynie ona przede wszystkim z dodatku owoców, czy też z bogactwa ekwadorskiego kakao.


Zbliżając się do finiszu do akcji zaskakująco wkroczył znów mokry, gruby karton. Gdy przeszliśmy już przez te mocne, konsekwentne nuty - pojawił się spokój, wszystko się ustabilizowało. Przez całą degustację odnosiłam intrygujące wrażenie, że poszczególne składniki tabliczki połączono i wymieszano jakby przez przypadek. Dziwna kartonowość plus bardzo mocna owocowość to nie jest codzienna fuzja, lecz ta oryginalność smaku bardzo się przysłużyła Incan Berry. To nie była po prostu ciemna czekolada z owocami. Zresztą, Naive nie ma czekolad, które są "po prostu"...

Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, miechunki.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 57 g.

wtorek, 22 października 2019

Morin Perou Absolu ciemna 63%


Francuską markę Morin darzę szczególnym sentymentem - przede wszystkim ze względu na to, iż to od spotkania degustacyjnego z czekoladami Morin rozpoczęłam na dobre przygodę z Prawdziwą Czekoladą. Prowadziłam już wtedy bloga, ale owa poznańska degustacja stanowiła dla mnie pewien przełom. Do dziś lubię od czasu do czasu raczyć się tabliczkami od Morin, solidnymi 100-gramowymi przysmakami - zawsze różniącymi się od siebie w zależności od pochodzenia kakao, ale posiadającymi pewną charakterystyczną dla marki bazę (szczególnie jeśli chodzi o konsystencję).

Limitowaną edycję Perou Absolu 63% zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Tabliczkę tę wyróżnia fakt, iż wszystkie trzy surowce wchodzące w jej skład - ziarna kakao, cukier trzcinowy i tłuszcz kakaowy - pochodzą z Peru. O ile z cukrem rzecz nie jest zazwyczaj tak oczywista, tak z tłuszczem kakaowym, no cóż... niestety nie zawsze czekolady składają się z miazgi i masła tego samego pochodzenia, co moim zdaniem wprowadza pewien chaos. Wszak pochodzenie masła kakaowego nie jest obojętne dla smaku całej kompozycji. Kakao to kakao! Skoro dana tabliczka mianowana została peruwiańską single-origin, to dlaczego masło kakaowe w niej zawarte miałoby pochodzić z innego kraju?



Przyjemnie było znów poczuć w dłoniach masywną, słuszną tabliczkę od Morin. Pachniała przede wszystkim kwiatowo, z apetyczną nutą pieczonego banana. Konsystencja była gęsta i oblepiająca, z iluzją pewnej grudkowatości, co nieco przypominało kleik ryżowy - to takie typowe dla Morina i w jego wykonaniu naprawdę to lubię. W smaku również pojawiły się pieczone banany, oblane jakimś kwiatowym syropem. Ów aromat przywodził też na myśl słodkie i mocne czerwone wino. Generalnie słodycz tej niezbyt obfitej w kakao czekolady była wyrazista, kojarzyła się z brownie. Im dalej w las, tym jej nektarowa kwiatowość przechodziła w nieco dziki smak, uderzający w klimaty ziemiste i surowego ziarna kakao. Absolu syciła, naprawdę syciła swoją słodyczą, a owa typowo morinowa konsystencja wciągała - toteż tabliczka znikała bez problemu, lekko.

Próbowałam już peru peruwiańskich czekolad od Morina: Rio Ene, Piura Lait, Pablino, Piura. Wszystkie były inne, wciągające na swój indywidualny sposób - cóż, przecież takie właśnie jest samo Peru!


Skład: ziarna kakao z Peru, cukier trzcinowy z Peru, tłuszcz kakaowy z Peru.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 7,2/41,6/39,7.