sobota, 20 lutego 2016

Pacari Raw 70% Espirulina ciemna surowa ze spiruliną



Z dziś opisywaną czekoladą wiąże się kawał historii. Miałam mieć ją w posiadaniu już dawno, jednakże ileś miesięcy wstecz przy kompletowaniu paczki z Sekretów Czekolady nastąpiła pomyłka i w moje ręce trafiła Pacari Raw 70% bez dodatków. Zaklepałam sobie wersję ze spiruliną i czekała na mnie aż do kolejnego zamówienia. Z perspektywy czasu wiem, że dobrze się stało, iż najpierw miałam okazję wypróbować czystą ekwadorską surową czekoladę od Pacari. Dzięki temu doświadczeniu mogłam bardziej racjonalnie podejść do wariantu z kontrowersyjnym dodatkiem. No właśnie, z bardzo kontrowersyjnym dodatkiem, bo... co Wy wiecie o prozdrowotnej czekoladzie?

Pacari Raw 70% Espirulina. Raz, że jest to czekolada surowa, a więc ziarna kakao wykorzystane do jej wykonania zostały prażone w temperaturze nie wyższej niż 42 stopnie Celsjusza. Dzięki temu, nie naruszono termostabilności wielu aktywnych biologicznie związków obecnych w kakao. Dwa, jako słodzika użyto tutaj cukru z palmy kokosowej o bardzo niskim indeksie glikemicznym (stosowany m.in. przez Surovital). Co ciekawe, wersja bez dodatków była słodzona pełnym cukrem trzcinowym, a w oficjalnym sklepie internetowym Pacari w składzie opcji ze spiruliną występuje także pełny cukier trzcinowy. Skład na opakowaniu mojego egzemplarza nie pozostawia jednak wątpliwości - próbowana przeze mnie tabliczka zawiera cukier z palmy kokosowej.



Po trzecie, i bodaj najważniejsze, w surową czekoladę został wkomponowany 1% spiruliny. 1% i odwieczne pytanie - to dużo czy mało? W przypadku spiruliny zdaje się to być w pełni wystarczająca ilość. Czym jest spirulina? To handlowa nazwa ciemnych niebieskozielonych sinic Arthrospira platensis, które prócz obrzydliwego smaku posiadają same zalety. Bardzo dobrze przyswajalne wartościowe białko, działanie detoksykacyjne i antynowotworowe, wzmacnianie układu odpornościowego, regulacja ciśnienia krwi, źródło licznych witamin i minerałów. To jeden z hitów superżywności, szczególnie wśród sportowców i wegan. Dodając spirulinę do surowej czekolady słodzonej cukrem kokosowym Pacari stworzyło prozdrowotny produkt do potęgi entej. Niech no jeszcze raz usłyszę od kogoś, że czekolada to śmieciowe żarcie!

Pomimo wielu przeciwnych argumentów, od lat w świecie funkcjonuje porzekadło, że jedzenie zdrowe jest niesmaczne. Choć sama tak nie uważam, to spirulina potrafi rozłożyć smakiem na łopatki nawet najbardziej zagorzałych hardkorów dietetycznych. W sieci roi się od przepisów, jak wkomponować wartościową spirulinę w posiłki, aby za nadto nie uprzykrzała życia swoim smakiem. Na dowód istoty problemu, pozwolę sobie zacytować tekst, jaki towarzyszy Pacari Raw 70% Espirulina, gdy ta dostępna jest do zakupu w sklepie Sekretów Czekolady.

<<Czekolada, która na naszych łódzkich spotkaniach degustacyjnych wywołała największe poruszenie i na długo pozostanie nam w pamięci. Niekoniecznie będziemy wspominać ją z czułością, widać nie było wśród nas raczej fanów spiruliny. Z kronikarskiego obowiązku wymieniamy opinie pojawiające się podczas degustacji (lub, jak kto woli, "seansie spirulistycznym"):
- zapach: szpitalny, techniczny, chemiczny. coś pod salmiak, środki dezynfekcyjne, bukiet nawozów,
- "smak: gorzkie, do wyplucia, fleczer, ropa naftowa, bilardowa kreda"
- "Fukuszima?"
- "DNA Szatana"
- "dla żądnych wrażeń"
- "zaskakująca, nie da się jej zapomnieć"
- "prezent dla teściowej"
- "jakbym jadł dywan"
- "całkiem niezła"
- "pobudza kreatywność, zwłaszcza w obszarze łaciny podwórkowej"
- "Hiroszima o poranku"
- "czekolada na koniec świata"
- "dla emo"
- "wstrząsająca"
- "piwniczanka"
- "gwarancja, że podzielisz się ze znajomymi"
- "szpitalna/szkolne toalety"
- "numer na raz"
- "domestosowate"
- "dla śmiertelnego wroga"
- "do wykonywania kary śmierci"
- "umarłego stawia na nogi">>


Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości, że właśnie chcę Wam zaprezentować niezwykle ekstremalną czekoladę? Przygotujcie się na jazdę bez trzymanki!


Wyglądem tabliczka mocno przypomina zwykłą surową Pacari 70%. W zasadzie zapach również nie wróży niczego niepokojącego. Prócz nut znanych z wersji bez dodatków pojawia się odrobina aromatu mchu, ale jest on całkiem przyjemny. Oprócz tego odznacza się ziemistość kakao oraz słodycz mocnej kawy z miodem. Dzielona na kostki tabliczka trzaska, aż miło.

Z pewnym przerażeniem mój Mąż i ja umieszczamy po pół kostki w swoich ustach. Czekamy, aż rozpuści się odkrywając karty. Skupiamy się, patrzymy po sobie i... ryba. Ryba w czekoladzie. Totalnie dziwaczne odczucie. Było tu coś tranu, albo z wodnistego fileta rybnego podsmażonego na dużej ilości niezbyt świeżego oleju. Po pierwszym rybnym skojarzeniu pomyślałam także o czymś chemicznym i plastikowym. Spod tych niezbyt miłych doznań wyłania się owocowość - miąższ jabłka i soczystej pomarańczy. Dziwna słodkawość połączona z rybim posmakiem przywodzą na myśl karmę dla rybek.



W buzi zostaje kwaśno-lekowy posmak, z bardzo charakterystycznym finiszem. Przełykany kęs jest zarówno w smaku jak i konsystencji niczym lepka tabletka, trudna do połknięcia, która pozostawia nieprzyjemny film na podniebieniu. Mój Mąż wspomniał również o płynie Lugola, który musiał wypić w dzieciństwie. Dziwny posmak wypełnia całą buzię, kojarząc się też z... wymiocinami. Ja upieram się również na wyraźną pleśniową nutę, choć mój Mąż niezbyt zgadza się z tym porównaniem. To właśnie ową pleśń szczególnie mocno czułam w finiszu i jej posmak pozostał ze mną na długo po degustacji.


Ah, jak dobrze, że próbowałam wcześniej czystą surową Pacari (choć wkurza mnie fakt, że tu zastosowane inne słodzidło, bo i tak to czyni różnicę nieco zaburzając porównanie) - wiadomo było, co konkretnie wnosi tu spirulina. Miodowość i szorstkość ekwadorskiego kakao miesza się z posmakiem i mięsistością tłustej ryby. Lekowe posmaki sprawiają, że czujemy, jakbyśmy jedli rybę w czekoladzie podaną w szpitalu. Albo jeszcze gorzej - w szpitalnej toalecie. Gdyby nie mimo wszystko mocno odznaczająca się sama czekolada, obrzydliwość spiruliny byłaby nie do zniesienia. Jej 1% udział w składzie w zupełności wystarczył. Pyszna sama w sobie czekolada równoważy i maskuje to, co najgorsze.


Im dalej w las, tym do naszych głów przychodziły coraz to dziwniejsze skojarzenia. Pojawiał się roślinny posmak, jakbym zjadła miąższystą łodygę niejadalnej rośliny. Pomyślałam o woni pawilonu dla gadów w ogrodzie zoologicznym oraz o osikanym starym dywanie pełnym roztocza. Ta czekolada to absolutne dziwactwo, lecz po kilku kostkach człowiek na to dziwactwo przystaje i w pewien sposób się przyzwyczaja. Może fakt, iż dość często czyściłam kubki smakowe doprowadził do tego, że nie czułam się nazbyt przytłoczona. Z zaciekawieniem brnęłam w to dalej, choć tą czekoladą w żaden sposób nie można było się delektować. Mimo wszystko, chyba lepiej nie dało by się wykonać czekolady z tak ekstremalnym dodatkiem.

Wraz z Mężem umieramy z ciekawości, jaka byłaby nasza reakcja, gdyby ktoś poczęstował nas Pacari Raw 70% Espirulina w ciemno. W jaką stronę poszłyby nasze skojarzenia, gdybyśmy nie wiedzieli, z czym jest ta czekolada? Chyba zupełnie bym zgłupiała. Ponadto, zamarzyłam o wypróbowaniu równie hardkorowej czekolady z lukrecją i mam nadzieję, że kiedyś na takową natrafię. Na pewno dziś opisywana tabliczka jest obowiązkową pozycją dla wszystkim freaków, którzy są żądni czekoladowych eksperymentów. To jedna z tych czekolad, którą pamięta się do końca życia.



Skład: surowe ziarna kakao, cukier z kwiatów kokosa, tłuszcz kakaowy, spirulina 1%, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 600 kcal.
BTW: 10/40/50

środa, 17 lutego 2016

Zotter A Piece of Forest mleczna kasztanowa nadziewana ganaszem żurawinowym i nugatem z orzechów włoskich


Jak wspomniałam już przy niedawno opisywanych Zotter Handscooped, jako ostatnie nadziewańce do wypróbowania (zakupione jesienią dzięki Czekolady Zotter Polska) zostawiłam najbardziej kuszące mnie warianty. Jednym z nich był właśnie A Piece Of Forest, który przyciągnął mnie prostymi, ale jakże wyjątkowymi smakami: kasztan, żurawina i orzech włoski. Recenzję tej czekolady mogliście już wcześniej przeczytać u Kimiko, teraz pora na moją opinię.

Największą ciekawostką w A Piece of Forest jest kuwertura wykonana z mlecznej czekolady o 40% zawartości kakao i dodatkowym udziale sproszkowanych kasztanów (3%). Nigdy w życiu nie jadłam kasztanów solo, a jedynie w potwornie słodkim kremie Bonne Maman oraz jako nadzienie w czekoladzie Pichler (ale to już było daaawno temu - moje pierwsze zakupy w sklepie R.Rajsigl w Innsbrucku w 2011 roku). Z tej też przyczyny, nie miałam specjalnego porównania i trudno mi określić, czy smak kasztanów mocno odznacza się w samej czekoladzie, jak i w całej kompozycji.



Tafla A Piece of Forest pachnie bardzo mlecznie i bardzo orzechowo, a nad wszystkim króluje bogactwo kakao. Intensywność mleka i orzechów zmienia się w zależności od miejsca, w którym wąchamy tabliczkę. Jeśli zrobimy to od spodu, zostajemy uderzeni esencją włoskich orzechów - bowiem dolną warstwę nadzienia stanowi nugat. Od góry zaś nozdrza pieści wspaniałą mleczność, gdyż to właśnie tutaj znajduje się grubsza warstwa mlecznej czekolady.

Po przełamaniu tabliczki na pół dochodzimy do wniosku, że warstwa dość jasnej kasztanowej czekolady jest wyjątkowo gruba. Łagodna pastelowa barwa żurawinowego kremu oraz obfita połać na pierwszy rzut oka jednolitego nugatu z orzechów laskowych wyglądają na zgrany duet, choć ich struktura pozwala mi przypuszczać, że kompozycja jest bardzo uładzona, bez jakichkolwiek nagłych wyskoków i spektakularnych niespodzianek.




W istocie, właśnie tak jest. Cieńsza, kremowa warstwa bardzo jasnego żurawinowego ganaszu jest bardzo delikatna, aż nieco mdła. To po prostu dobrej jakości mleczny krem, wzbogacony o żurawinowy koncentrat (nieco przypominający gładki i gęsty jogurt). Jak słusznie zauważyła Kimiko, jedynie napotykane raz po raz kawałki owoców żurawiny urozmaicają sprawę swoją naturalną kwaskowatą cierpkością. Było smacznie, lez wolałabym poczuć tutaj coś bardziej soczystego.

Znajdujący się pod żurawinowym kremem nugat z orzechów włoskich to prawdziwa orzechowa uczta, obfita i esencjonalna. Wprawdzie jest on dość suchy, co stanowi istotny element w całej kompozycji (ponieważ dzięki temu kojarzy się z... drewnem) - ale przez to wydaje nam się, że zmielono jedynie orzechy włoskie i stworzono z nich ten oto nugat. Orzechy włoskie w tym nugacie są pyszne i bardzo naturalne, występujące zarówno pod postacią zmielonej zbitej masy, jak i licznych drobnych kawałków. Orzechowe okruchy wspaniale urozmaicają degustację, chrupią i uwodzą swoją świeżością. Wydaje mi się, że jednak bardziej smakował mi nugat z orzechów oskich w Walnuss-Marzipan, który pamiętam jako mniej suchy i jeszcze intensywniejszy.




Zaraz zaraz, a co z gwoździem programu - kasztanową czekoladą? Cóż tu o niej napisać... Przede wszystkim, jest w głęboki sposób mleczna, kakaowo poważna, a obecność kasztanów dla mnie laika odznacza się jedynie ciekawym posmakiem. Posmakiem, który wyraźnie skojarzył mi się z nieco zmienionym nugatem konopnym, znanym już z innych czekolad Zottera. Tyle tylko, że w kasztanowej czekoladzie było więcej ziemistości, niż siana charakterystycznego dla konopi.

Przegryzając się przez wszystkie warstwy A Piece of Forest stwierdzamy, że jest to kompozycja mocno poukładana, niczym bale ściętego drewna złożone na poboczu równej leśnej drogi. Jedynym przełamaniem jest kwaskowata żurawina (i to tylko ta w formie cząstek owoców). Reszta jest "drewniana", w surowy spsoób sucha, nieco goryczkowata na specyficzną modłę. Simon z Chocablog uznał, że A Piece of Forest to najsłodszy Zotter jakiego kiedykolwiek jadł. Absolutnie nie mogę się z nim zgodzić, choć rozumiem, że wyjątkowa delikatność poszczególnych warstw może doprowadzać do podobnych wniosków. Na mój gust, słodyczy nie jest tu wiele (inna kwestia, że jedzony przez Simona A Piece of Forest został stworzony w 2012 roku, więc mogła to być zupełnie inna czekolada).



Inaczej wyobrażałam sobie tą czekoladę, jako bardziej radosną i dynamiczną - niczym rześki wiatr hulający po dzikim lesie. Tym czasem otrzymałam coś odmiennego, choć również smacznego. To stary, aczkolwiek zadbany miejski las, w którym pomimo starannej pielęgnacji nieubłaganie unosi się zapach próchna. Żurawinowy podmuch wiatru wprowadza życie w stateczną, kasztanowo-orzechową kompozycję, idącą powoli słoneczną alejką w jesienny dzień. Na myśl przyszła mi moja ukochana pobliska Dębina, czyli poznański miejski las, który doskonale znam od dzieciństwa i z chęcią eksploruję do teraz. Niby uładzona i miejska, z drugiej strony pełna zakątków, gdzie mało kto zagląda. Moja ostoja niby-dzikości w poukładanym świecie.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, orzechy włoskie 8%, żurawina 7%, cukier puder, sproszkowane kasztany 3%, koncentrat żurawinowy 2%, syrop glukozowo-fruktozowy, odtłuszczone mleko w proszku, masło, mleko, słodka serwatka w proszku, soja w proszku, pełny cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 519 kcal.
BTW: 6,2/35/43

niedziela, 14 lutego 2016

Domori Sur del Lago Venezuela ciemna 70%


Wenezuela jest krajem, w którym to znajduje się własna plantacja Domori. Nazywa się ona Hacienda San Jose i położona jest na półwyspie Paria. Do wykonania dziś opisywanej tabliczki nie użyto jednak kakao wyhodowanego na tej plantacji, lecz w zupełnie przeciwległej części państwa. Sur Del Lago to rejon Wenezueli położony na południe od jeziora Maracaibo. Wróć, właściwie Maracaibo nie jest jeziorem, lecz największą laguną świata. Jak informuje strona internetowa Domori, nasza czekolada powstała z rożnych hybryd ziaren Criollo i Trinitaro wyhodowanych w rejonach Sur del Lago, Maracaibo, Merida, Zulia i Tachira. Dosyć tej geografii, przejdźmy do sedna!


Sur Del Lago 70% potraktowałam jako rozgrzewkę przed degustacjami wenezuelskich czekolad Criollo z Hacienda San Jose, bowiem wszystkie posiadane przeze mnie Domori single-origin z innych regionów świata niż Wenezuela już wypróbowałam. W sieci spotkałam recenzje nie tylko Sur Del Lago opakowanej w ten sam sposób co mój egzemplarz (1), ale również starszej wersji Clasificado (1, 2) - w zupełnie innej szacie graficznej i... 75-gramowym rozmiarze. Nie wiem wprawdzie, czy to w 100% zupełnie ta sama czekolada, nie mniej jednak dałabym wiele za 75-gramowy rozmiar tabliczek Domori!

Odziane w czerwień cacuszko samo w sobie kryje również wiele czerwonanych refleksów. Nie wiem, czy to siła autosugestii, ale mam wrażenie, że barwy opakowań Domori single-origin dość dobrze odzwierciedlają odcienie i nuty smakowe zawarte w poszczególnych czekoladach. Sur Del Lago ze swoją elegancką czerwienią idealnie wpisało się w Święto Zakochanych.



Zapach czekolady jest upajający. Pierwszym i bodaj najmocniejszym skojarzeniem zapachowym jest wysokiej jakości marcepan oraz dorodne migdały. Pojawia się nieco nut kwiatowo-ziołowych, na myśl przychodzi lukrecja. Przez to, woń wydaje się w głęboki sposób gorzko-słodkawa. Ponadto, ważną rolę w aromacie spełniają ciemne owoce - jędrne suszone śliwki oraz dojrzałe czarne porzeczki. Jak się po chwili okazało - wszystkie te akcenty bez problemu odnaleźliśmy w smaku.

W ustach czekolada rozpościera swój bukiet w sposób miękki i błotnisty, a także lepki niczym plastelina. Jest trochę niczym stwardniałe błoto, które wewnątrz kryje lepką pułapkę. Choć od samego początku zapadamy się w głębię kawowego syropu, czekolada bardzo urokliwie przemienia się. Za goryczkową kawą od razu podąża wyraźna lukrecja, generalnie podobnie jak w zapachu odnajdujemy tu sporo suszonych ziół. Ot, syropowa zalepiająca słodycz, z ziołowo-kawowym posmakiem. Słodycz, która wydaje się bardzo głęboka i poważna, pozostawia w ustach pikantny posmak, właśnie jak w lukrecjowej herbacie.



Z lukrecji następuje gładkie przejście do marcepanu, w zasadzie mamy do czynienia z marcepanowo-lukrecjową esencją. Pomyślałam o mocno czekoladowym cieście świątecznym, czy właściwie torcie. Sporo marcepanu, migdałowego olejku i siekanych migdałów (szczególnie ich wierzchniej części, tej cienkiej skórki), a wszystko cudnie przyprawione cynamonem, odrobiną chili, a także prawdziwą wanilią. Wyraźne nuty dobrych suszonych śliwek oraz nabrzmiałych czarnych porzeczek wraz z powyższymi wrażeniami stworzyły w mej głowie wizję czerwonego wina.

Zgodnie z moimi przypuszczeniami, Sur Del Lago jest bardzo gęsta i gładka jednocześnie, a więc typowa dla Domori. Nie ma tu ani odrobiny ściągania - cały czas obcujemy z ubitą i zwartą lepką mazią, która to na dodatek jest bardzo konsekwentna smakowo, bez gwałtownych przeskoków. Jest nieco mroczna, ale także stonowana, elegancka, wilgotna. Zarówno przy ssaniu, jak i gryzieniu, odczuwamy ją równie harmonijnie.




Mój Mąż uważa, że ta Domori była wyjątkowo syropowa, z czym ja nie mogę się zgodzić. O wiele bardziej syropowa wydawała mi się Arriba, która przez swą niesamowitą konsystencję aż mnie przytłaczała i tłumiła zawarte w niej smaki. W moim odczuciu, Sur Del Lago to wprawdzie zwarta zalepiająca fala, ale poprzez swe delikatne opadanie i unoszenie się okazuje się być bardzo zmysłowa. Poruszamy się cały czas w tej samej przestrzeni smaków, które to naprzemiennie drobnymi akcentami dochodzą do głosu. Czekolada pozostawia cudowną gładkość na języku i kończy się bardzo dłuuugim posmakiem zawierającym w sobie całe bogactwo, jakiego zaznaliśmy wcześniej. Kolejna świetna, niezwykle sensualna Domori...

PS Domori szukajcie w sklepie Sekretów Czekolady.


Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 566,5 kcal.
BTW: 10/38,5/42

czwartek, 11 lutego 2016

Zotter Verjuice Green Grapes mleczna nadziewana nugatem z orzechów brazylijskich i okruchami karmelizowanego chleba z cynamonem oraz karmelowym ganaszem z sokiem z niedojrzałych winogron, batatami i morelami


Verjuice Green Grapes to kolejna z nowych Zotter Handscooped, na którą to miałam szczególną ochotę. Dlaczego właśnie na nią? Przede wszystkim, nugat z ukochanych orzechów brazylijskich zadziałał na mnie liczym lep na muchy. Ponadto, zaciekawiła mnie obecność verjuice, bowiem nigdy dotąd nie spotkałam się z tym napojem. Gwoli wyjaśnienia, verjuice to bardzo kwaśny sok przyrządzany głównie z niedojrzałych winogron. Tego typu napoje charakterystyczne są dla kuchni francuskiej, a także perskiej i syryjskiej.

Spoglądając na zdjęcie i opis czekolady w sklepie internetowym Zottera wszystko wydaje się oczywiste. Na dole ganasz oparty na białej czekoladzie z dodatkiem soku z niedojrzałych białych winogron, u góry nugat z orzechów brazylijskich upstrzony skarmelizowanymi okruchami cynamonowego chleba - wszystko to otula mleczna czekolada o 40% zawartości kakao. Przekrojenie na pół własnej tabliczki oraz przeczytanie jej opisu wewnątrz opakowania (połączone z przestudiowaniem składu) sprawiają, że rzecz staje się o wiele bardziej skomplikowana. Ba, wgryzienie się we wszystkie warstwy czekolady na raz, a także próbowanie ich z osobna - nadal nie rozwiązuje zagadki. To co takiego naprawdę kryje w sobie Verjuice Green Grapes?



Oprócz orzechów brazylijskich, winogronowego soku i ciekawego skądinąd skarmelizowanego chlebka drożdżowego (wykonanego z: mąk żytniej i orkiszowej, smalcu i korzennych przypraw), w składzie odnajdziemy bataty, suszone morele, olejek migdałowy i proszek karmelowy. Istne szaleństwo! Na pierwszy rzut oka wzbudza to jeszcze większą ciekawość, jednakże zderzenie z rzeczywistością jest brutalne. Zaraz przekonacie się dlaczego...


Wprawdzie czekolada bardzo ładnie pachnie cynamonem i orzechami, ale węchem trudno mi było zidentyfikować, z jakimi orzechami mamy do czynienia. Po przekrojeniu tabliczki na pół, usilnie próbowałam dostrzec tak jednoznaczną granicę pomiędzy dwoma warstwami nadzienia, jak widać to na fotografii w sklepie internetowym Zottera. Masakrowałam wnętrze czekolady nożem, próbując oddzielić poszczególne składniki - sukcesu nie osiągnęłam. Poddałam się i większość swojej połowy tabliczki zjadłam bez rozdzielania jej na części.

Dobrze zrobiłam. Próbując uszeregować smaki warstwami wyczułam jedynie, że na dole zlokalizowana jest miła kwaśność, którą jednak z trudem można określić jako winogronową (posmaku tych owoców brak) i jakoś szczególnie charakterystyczną. Nugat? Owszem, w tej czekoladzie znajduje się na pewno, ale nie dałabym sobie nic uciąć za to, że jest wykonany z orzechów brazylijskich. Każdy kolejny kęs Verjuice Green Grapes był smaczny, ale.. dziwny i na pewno niezaspokajający moich oczekiwań. Batatów czy moreli zupełnie nie byłam w stanie zidentyfikować. Po co one komu w tej czekoladzie?




Łagodna mleczna czekolada tym bardziej nie pomaga w oddzieleniu od siebie smaków, które powinny być wręcz kontrastowe. Za nic nie powiedziałabym, że ta tabliczka kryje w sobie taką skomplikowaną kompozycję nadzienia. Jedyne, co naprawdę mi tutaj przypasowało, to kruszonka z chleba. Zdecydowanie wyróżniała się ona na tle dość kremowego nadzienia. Przypominała ona czekoladowe chrupki, podprażone w cukrze, twardawe i lekko przyschnięte, wspaniale doprawione cynamonem. Dla odmiany - mojemu Mężowi bardzo przeszkadzała jego konsystencja, więc dla niego już w ogóle Verjuice Green Grapes znalazła się na przegranej pozycji. Dla mnie okruchy tego chlebka to jedyny naprawdę wyrazisty element kompozycji.


 Niestety, Verjuice Green Grapes jest w mojej ocenie totalnie przekombinowana. Przepiękna grafika na opakowaniu sugerowałaby naprzemienne przeplatanie się dwóch wyrazistych smaków, a tymczasem... Przesadzono z ilością składników, przez co charakterystyczne smaki poszczególnych składowych rozmywają się w jedną słodko-kremową masę z lekkim kwaśnym echem. Najbardziej zawiodło mnie zupełne pozbawienie mocy orzechów brazylijskich, które przecież znajdują się całkiem wysoko w składzie. Warstwy się mieszają, za dużo tu wszystkiego...

Eh! Chyba jeszcze nigdy degustacja nadziewanego Zottera nie była dla mnie tak irytująca... Chcę jak najszybciej zapomnieć o tej czekoladzie i liczę na to, że producent pójdzie po rozum do głowy i za jakiś czas stworzy na nowo tą tabliczkę w sposób prosty i wyrazisty - tak jak w moim wyobrażeniu... A może po prostu nie zrozumiałam co autor miał na myśli?

 

 

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, chleb (mąka żytnia, mąka orkiszowa, smalec, sól, przyprawy, drożdże), orzechy brazylijskie, verjuice - sok z niedojrzałych winogron, bataty, cukier inwertowany, olejek migdałowy, suszone morele, proszek karmelowy (odtłuszczone mleko, serwatka, cukier, masło), masło, odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, lecytyna sojowa, cynamon, sól, pełny cukier trzcinowy, wanilia, chili bird's eye.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 508 kcal.
BTW: 5,5/33/45