niedziela, 29 września 2013

Orion Studentska mleczna z rodzynkami, orzechami arachidowymi i galaretkami


Procedura zakupu tej czekolady była iście dramatyczna. Wracając z Czarnogóry, po kilkunastu godzinach morderczej podróży (nieprzespana nocka wypełniona dreszczami, wymiotowaniem i innymi atrakcjami) - o 4tej nad ranem zatrzymujemy się na 5 minut na słowackiej stacji benzynowej. Wraz z Ukochanym ostatkami sił wyczołgujemy się z busa. Mój Mężczyzna kupuje wodę mineralną, bez której byśmy umarli. Ja zaś, z bladą jak ściana twarzą i przekrwionymi białkami kieruję się w stronę półek ze słodyczami - celem zakupu którejś z tabliczek Orion, bez której też byśmy umarli ;).

Trafiliśmy akurat na stację z uszczuplonym asortymentem Studenstkiej tj. bez limitowanych edycji z różnorakimi owocowymi dodatkami. Może i dobrze - mój wybór padł na najzwyklejszą mleczną Studentską, której o dziwo nie mieliśmy jeszcze okazji konsumować. Po eksperymentach ze Studentską jeżynową, malinową i gruszkową, i tak najbardziej podpasowały nam klasyczne wersje z rodzynkami - gorzka i biała. Czas więc na mleczną. Z sklepowej półki kusiły jeszcze Oriony wielkoformatowe np. z orzechami włoskimi, ale przy takim osłabieniu uniesienie ciężkiej tabliczki i przeniesienie jej do busa mogłoby zanadto nadwyrężyć moje wycieńczone rączki ;). No nic, przynajmniej będzie po co wracać do naszych południowych sąsiadów :).

 Każdą inną tabliczkę, która ma w sobie jedynie 25% masy kakaowej zjechałabym od góry do dołu. Ale nie mogę zrobić tego Studentskiej. Ta czekolada jest po prostu pyszna! Słodka mleczna czekolada o jakości niezbyt górnolotnej zupełnie mnie nie razi, bo jest nadziana w dużej ilości idealnie dobranymi dodatkami. Powątpiewam nawet, czy dobra gorzka czekolada z identycznymi dodatkami smakowała by mi tak bardzo... Rzadko tak bywa, ale czasem słodki ulepek po prostu z jakichś względów ma przewagę :D.

Galaretki o orzeźwiającym cytrusowym posmaku, mięciutkie i soczyste rodzynki, chrupiące i pyszne orzeszki. Zalepiam sobie buzię czekoladową mazią, chrupię, ciamkam, cieszę się jak małe dziecko. Mniam, mniam, mniam!

I tak bardzo cieszy mnie fakt, że w końcu mogę wyczytać na opakowaniu, jakie oleje kryją się pod tajemniczą nazwą "tłuszcz roślinny"! Całą sobą popieram rewolucję w opisywaniu składu produktów spożywczych - opis zawsze powinien być jak najrzetelniejszy, jak najbardziej szczegółowy. Niech ludzie będą coraz bardziej świadomi tego, co jedzą - nawet jeśli wybiorą śmieć, niech to będzie ich wybór, a nie przypadek czy pomyłka.

Skład: cukier, galaretki 12% (cukier, syrop glukozowy, woda, pektyny, kwas cytrynowy, wosk karnauba, aromat), orzechy arachidowe 12%, rodzynki 12%, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, miazga kakaowa, tłuszcze roślinne (palmowy, shea, sal, illipe, kokum gurgi, olej z pestek mango), tłuszcz mleczny, laktoza, serwatka w proszku, lecytyna słonecznikowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromat, pasta z orzechów laskowych.
Masa kakaowa min. 25%.
Masa netto: 200 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 508 kcal
BTW: 6,9/27,5/56,9

czwartek, 26 września 2013

Cachet Pear & Almonds ciemna z gruszką i migdałami


Jako, że w Almie ponownie pojawiła się promocja na czekolady Cachet, a w mojej Magicznej Szufladzie pozostały jeszcze 2 tabliczki zakupione podczas poprzedniej promocji - wypadałoby stary zapas w końcu wypróbować :). Nie mam pojęcia, dlaczego tak topornie idzie nam zjadanie tych tabliczek - przecież wrażenia związane z konsumpcją Orange & Almonds oraz Blackberry & Ginger były bardzo pozytywne.

Z racji pierwszego dnia jesieni Ukochany wyjął z Magicznej Szuflady właśnie ten jesienny smak - Pear & Almonds. Ślinka ciekła na samą myśl, to nie mogło być niesmaczne. 

Nad czekoladą unosił się delikatny aromat migdałów, co było miłym zaskoczeniem. W smaku dominowała już gruszka, ale na całe szczęście nie był to ani słodki ulepek (jako nośnik w granulkach prebiotyczna inulina), ani sztuczny posmak (mamy gruszkę w proszku plus aromat naturalny). Gruszkowa nuta, która w żaden sposób nie przytłaczała smaku kakao. Migdały jak w przypadku Orange & Almonds miały formę cienko siekanych płatków, idealna puenta. Niebo w gębie. Kolejny raz się nie zawiodłam.

Skład: miazga kakaowa, cukier, migdały 8%, granulki gruszki 3%, (inulina, gruszka w proszku 5%, naturalny aromat), tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 57%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 509 kcal
BTW: 6,7/34,9/40,7

poniedziałek, 23 września 2013

SuroVital ciemna surowa z migdałami, białą morwą i kawą





Zachęcona degustacją czekolady Smoky Joe, nie omieszkałam się przy najbliższej okazji sięgnąć kolejny raz po coś naprawdę dobrej jakości. Nie mogłam przejść obojętnie obok promocji w Almie na produkty firmy SuroVital. Spośród czterech tabliczek, jakie owa marka ma w swojej ofercie, po długim namyśle wybrałam właśnie tą. Teraz już wiem, że będę czekać na kolejną promocję, aby skosztować także pozostałej trójki.

 W przypadku tego typu smakołyków, warto odwołać się do informacji, jakie producent zawarł na opakowaniu (a samo opakowanie to sklejany od góry kartonik - schludny i skromny zarazem - bardzo ładne). Otóż, mamy do czynienia z certyfikowanym produktem ekologicznym. Każdy składnik tej czekolady pochodzi z upraw ekologicznych. Ileż to na moich studiach nasłuchałam się o rolnictwie ekologicznym... Nie jestem jego przeciwniczką ani też fanatyczką, staram się na to zagadnienie patrzeć w sposób jak najbardziej trzeźwy. Cena tej czekolady nie zniechęciła mnie zupełnie do zakupu (na promocje poluję zawsze i wszędzie ;)), więc nie mam powodów, aby psioczyć, że jest to produkt w 100% eko.

Dlaczego czekolada jest surowa? Informacja na opakowaniu mówi, iż: "Rozcieranie i konszowanie nieprażonego ziarna kakaowego odbywa się w temperaturze niższej niż 45 stopni Celsjusza, co pozwala na zachowanie pełnej wartości antyoksydacyjnej oraz bogactwa makro i mikroelementów". Dobra, super, ale w takim razie dlaczego tylko 55% kakao? :D Jak miało być zdrowo w pełni i na bogato, to powinno być więcej... 

Kolejne akapity na odwrocie opakowania mówią nam o tym, z jak niespotykanym połączeniem składników mamy do czynienia. Zapewniają, że jest to pobudzenie dla wszystkich zmysłów... "Wykwintna kombinacja smaków łączy gorzka nutkę czekolady i kawy z łagodną słodkością migdałów. Cała tabliczka wzbogacona jest roztartymi morwami dodającymi kompozycji miodowego akcentu". To wszystko brzmiało na tyle ciekawie, że właśnie dlatego skusiłam się akurat na tą tabliczkę.

No i cukier palmowy. Z nim w czekoladach jeszcze się nie spotkałam. Ponoć ma w sobie bogactwo witamin i minerałów, niesie ze sobą subtelną słodycz, no i do tego wszystkiego ma niski indeks glikemiczny. Nic, tylko wcinać - wszak "cukier krzepi" ;). Tja :D.

Dobra. Otwieramy kartonik. Producent życzy nam "Smacznego", a oczom ukazuje się zgrabne maleństwo opakowane w folię. Maleństwo, ale dość grube, co w tym przypadku jest dużym plusem. Na połowie tabliczki wyrzeźbiony jest wyraz COCOA, taki jak widniejący na opakowaniu. Druga połowa ma klasyczną formę kostek. Oryginalnie i estetycznie. Czas zerwać folię i zacząć pobudzać te nasze i tak mocno pofiksowane zmysły ;).

Zapach to oczywiście dooobre kakao, ale w delikatnej formie. Pierwszy kęs i... ah, ten cudny dźwięk! Tylko dobra czekolada łamie się z tym głębokim dźwiękiem. Poezja dla uszu! :)

Co mamy w środku? Hm, zdziwienie. Myślałam, że zobaczę choć drobinki migdałów czy morwy. Wszystkie dodatki zostały jednak zmielone w pył, widoczny jedynie jako jaśniejsze smugi wewnątrz tabliczki. No i właśnie ten fakt wprawił mnie w zakłopotanie. Przyznam się bez bicia - gdyby ktoś dał mi spróbować tą czekoladę w ciemno, miałabym problem ze zidentyfikowaniem użytych tutaj dodatków...

Całość? Bardzo smaczna. Ukochanemu także barrrdzo smakowała. Cóż, jest to staranie wykonany produkt i ta specyficzna moc kakao niezwykle nas urzekła. Bo nie był to gorzki walec, który przejechał nam po łbach, ale właśnie coś wykwitnie subtelnego. Może to zasługa zastosowanych dodatków... Może. Rzeczywiście, można tu się doszukać skojarzeń z miodem. Słodycz jest właśnie taka miodowa, inna. 

Nazwa "Cappucino migdałowe" jest bardzo trafna. Bo kawa tutaj też nie jest siekierą, ale majaczącą się gdzieś po kubkach smakowych przyjemną łagodnością. Generalnie, cała kompozycja skłania do zastanowienia się nad tym każdym rozkosznie łamiącym się na zębach kęsem - skąd ja znam te nuty smakowe? Nic nie było tu bezpośrednie, żaden składnik nie narzucał się... I choć przecież tak bardzo lubimy mocne wrażenia - podobało się nam. Delikatność też ma moc. Magia niedopowiedzeń.


Skład: surowe ziarno kakaowca, cukier palmowy, tłuszcz kakaowy, migdały 9%, morwa biała 2,8%, kawa mielona 0,5%.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 594 kcal
BTW: 6,6/45/36,8


piątek, 20 września 2013

Kandit mleczna z rodzynkami, orzechami arachidowymi, migdałami i orzechami laskowymi



Kolejny produkt chorwackiej firmy Kandit, kupiony z myślą o górskich wyprawach - wypróbowaliśmy w dwóch formach - tabliczki 100 i 200 gramowej. Na stronie producenta zauważyłam, że Tutti Frutti dostępne jest także w jeszcze większym formacie. Hmm, seria tych czekolad dowodzi, że wielkość jednak ma znaczenie... ;)

Tabliczka 100 g to zwykła mleczna czekolada, podzielona na kostki. Zatopione są w niej nieduże kawałki różnego rodzaju orzechów - w ilości ani nie za dużej, ani nie za małej. No i mamy jeszcze drobne rodzynki. Dobry smakołyk, no ale o żadnym szaleństwie nie ma tu mowy.

Tabliczka 200 g diametralnie różni się od mniejszej wersji. Po pierwsze, jest podzielona na paski, a nie kostki. No i... ah, jest naprawdę solidnie nadziana. Orzechów jest całe mnóstwo i co najważniejsze - są w całości. Ponadto, ich jakość jest zadowalająca, a szczególnie pyszne okazały się być prażone migdały. Do tego słodycz soczystych rodzynek i... solidny górski dopalacz gotowy! :). Gdyby to była gorzka czekolada, byłabym totalnie zachwycona. W przypadku mlecznej czekolady - to sama w sobie ma ona hmm... nieco nietypowy posmak, inny od mlecznych czekolad, do których jestem przyzwyczajona. Nie wiem z czego on wynika, skład nie przywodzi na myśl nic podejrzanego. W każdym bądź razie, nie jest to cecha negatywna, nie jest to posmak chemiczny. Po prostu subtelny niuans. Całość bardzo nam smakowała.

Masa kakaowa min. 30%.

Wersja 100 g.
Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, rodzynki min. 6%, serwatka w proszku, orzechy arachidowe min. 5%, tłuszcz mleczny, orzechy laskowe min. 3%, migdały min. 3%, pasta z orzechów laskowych, lecytyna sojowa, wanilina.
Wartość energetyczna w 100 g: 543 kcal
BTW: 9/33/50

Wersja 200 g.
Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, rodzynki 8,5%, miazga kakaowa, orzechy arachidowe 7%, serwatka w proszku, orzechy laskowe 4%, migdały 4%, tłuszcz mleczny, pasta z orzechów laskowych, lecytyna sojowa, wanilina.
Wartość energetyczna w 100 g: 540 kcal.
BTW: 9/34/49