sobota, 15 sierpnia 2020

Georgia Ramon Madagascar Mava Plantation-Ottange Farm Trinitario ciemna 70%


 Nowa madagaskarska czekolada od Georgia Ramon była dla mnie nie lada gratką. Jest złożona w 70% z kakao uprawianego na plantacji Maya, a dokładniej z farmy Ottange, czyli najmniejszej z ośmiu farm wchodzących w skład całej plantacji - jej roczna produkcja ziaren wynosi zaledwie 6 ton. Ottange położona jest wzdłuż brzegu rzeki Ramena płynącej północno-zachodniej części wyspy. Według producenta, czekolada ma cechować się nutami tropikalnych owoców cytrusowych. przypraw, miodu i prażonych orzechów. Tabliczkę zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Czekolada zwracała uwagę swoją niezwykle jasną barwą, wręcz pomarańczową, bardzo słoneczną. Madagaskarskie czekolady często posiadają różnorakie czerwonawe odcienie, lecz tu, u Georgii Ramon, było naprawdę wyjątkowo. Pachniała cudownie intensywnie: parującą ziemią, pieprzem oraz skondensowanym kefirem (o ile coś takiego w ogóle istnieje).


 Wystarczył kęs, abyśmy zaniemówili. A w zasadzie wcale nie zamówiliśmy, lecz wydawaliśmy z siebie niecenzuralne wręcz odgłosy pełne zachwytu. Bogactwo i oryginalność tej czekolady porażały; mając świeżo w pamięci wyjątkowo Venezuela Chuao uznaliśmy, iż Georgia Ramon ostatnimi czasy dosięga mistrzostwa. Najpierw do myślenia dały nam akcenty jakby surowego, a zarazem lekko zwietrzałego ciasta. Pojawiła się wyrazista paloność tytoniu okraszona ostrym kwaskiem cytrusów. Zaraz potem zalał nam podniebienie słony, maślany karmel, wymieszany z lekko przepalonym kefirem.

Aksamitna, miękka i coraz to bardziej mleczna wraz z biegiem degustacji, raczyła nas pieczonymi bananami z fantazją doprawionymi pieprzem, skropionymi sokiem grejpfrutowym, posypanymi wysokiej jakości prażonymi orzechami laskowymi. Dziwna karmelowo-tytoniowa poświata snująca się nad czekoladą sprawiała magiczne wrażenie, jakby ze słoności wypływała słodycz - było to absolutnie transcendentne doznanie.


 Choć po moim opisie wydaje się, że jak na Madagaskar wcale jakoś wiele się nie działo, lecz w niektórych czekoladach głębia tak bardzo obezwładnia, iż trudno odzwierciedlić doznania w słowach - każdy epitet wydaje się niewystarczający. Georgia Ramon Madagascar Mava Plantation-Ottange Farm Trinitario to wyjątkowa czekolada, jedna z lepszych propozycji z tej manufaktury - kompleksowo madagaskarska i porażająco czarująca. Obowiązkowo, należy ją wypróbować, nawet jeśli bez wielkiego entuzjazmu podchodzi się do specyficznego bukietu madagaskarskiego kakao.

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 537 kcal.
BTW: 12/40/35.

czwartek, 13 sierpnia 2020

Raaka Coconut Milk ciemna surowa 60% Uganda z mlekiem kokosowym


 Ukochany sklep Sekretów Czekolady umożliwił mi rozpoczęcie przygody z nowojorską manufakturą Raaka, specjalizującą się w surowych czekoladach (czyli z nieprażonego kakao). Wybrana jako pierwsza spośród ich zakupionego przeze mnie asortymentu - Coconut Milk - była też moim debiutem jeśli chodzi o doświadczenia z ziarnami z Ugandy. A dlaczego zdecydowałam się najpierw spróbować właśnie Coconut Milk? No cóż, fala kokosowego szaleństwa trwa i mając jeszcze świeżo w pamięci inne kokosowe czekolady, pragnęłam kolejnego porównania.

Raaka bardzo dba o plantatorów używanego przez siebie kakao. Dziś opisywana czekolada stworzona została z ziaren Semuliki Forest Cacao uprawianych w ugandyjskim dystrykcie Bundibugyo przez zrzeszenie 1002 organicznych farmerów posiadających niewielkie plantacje. Wewnątrz opakowania Raaka dokładnie opisuje swoje zasady współpracy z plantatorami, którym za cenny surowiec płaci 5 dolarów za kilogram, czyli prawie dwa razy więcej niż wymagają minimalne zasady fair trade. Według Raaka, ugandyjskie kakao charakteryzuje się klasycznym czekoladowym bukietem z akcentami cukru trzcinowego, fig i cynamonu. Taka kompozycja smakowa wzbogacona o mój ulubiony kokos brzmi doprawdy smakowicie.


Przepięknie prezentująca się, oryginalnie zdobiona tabliczka pachniała przede wszystkim kokosem urokliwie przełamanym słodyczą miodu. Aromat sugerował, że degustacja przeniesie nas do krainy łagodności, aczkolwiek obawiałam się, czy kokos nie przysłoni wszystkiego? Lubię go, ale szkoda by było, gdyby tak rzadko spotykane kakao zostało całkowicie zdominowane przez ów dodatek.

Czekolada gładko i gęsto rozpuszczała się w ustach, będąc jednocześnie lekką - to bardzo przyjemna konsystencja. W pierwszej kolejności w smaku uderzyła nas kwaskowatość kokosa - było mocno kokosowo w naturalny sposób, co zostało podkreślone nutami cytryny i niedojrzałego ananasa. Co ważne - czekolada nie odznacza się na mój gust niczym, co sugerowałoby jej surowość. Wraz z biegiem degustacji staje się coraz bardziej bogata, co okazało się miłym zaskoczeniem - niwecząc moje obawy o totalnej przewadze kokosa nad bogactwem kakao z Ugandy.


 Dalej czekolada stawała się coraz słodsza. Pojawiły się wspominane przez producenta figi w karmelu z cukru trzcinowego, ale także truskawki dojrzewające w pełnym słońcu. Przebłyskami urzekał nas aromatyczny miód, przełamany lekkim złudzeniem soli. Im dalej w las, tym wszystko zdawało się być delikatniejsze, tak, że aż całkiem zapomniałam, że na początku jakże wyraźnie wyczuwalny był kokos! Kokos - ważny w tej czekoladzie, ale nie najważniejszy. Moc kakao zrobiła swoje.

To był naprawdę dobry start eksploracji asortymentu Raaka. Efekt braku przyćmienia kakao przez dodatek cieszy mnie tym mocniej, iż wszystkie posiadane przeze mnie czekolady tej marki są właśnie wzbogacone o różne ciekawe dodatki. Oj, to będzie smakowita przygoda!!!


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, kokos, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 51 g.

wtorek, 11 sierpnia 2020

Beskid Wenezuela Chuao ciemna 90%


 Ostatnią próbowaną przeze mnie czekoladą wykonaną z wenezuelskiego kakao z okolic Chuao była zaskakująca Georgia Ramon Chuao Venezuela Trinitario 75%. Biorąc pod uwagę mnogość dziwacznych i mocnych nut w niej zawartych, można by się było spodziewać, że tabliczka o aż 90% zawartości kakao z rzeczonego regionu okaże się wyjątkowo ciężka. Z taką obawą sięgnęłam po Wenezuela Chuao 90% z naszej rodzimej manufaktury Beskid. Kupiłam ją w sklepie Sekretów Czekolady.

Umiarkowanie ciemna jak na tak wysoką zawartość kakao czekolada pachniała dobrym czerwonym winem, wiśniami, porzeczkami, ciemnymi winogronami oraz intrygującą nutą musującego alkoholu. Z resztą, jej zabarwienie rzeczywiście nieco przypominało wino, bądź gęsty sok z czarnych porzeczek.


 Już w pierwszym kontakcie z podniebieniem zachwyciła swą soczystością - zarówno w smaku, jak i w konsystencji. Jej owocowość natychmiastowo oceniłam jako wybitną i choć początkowo wydała się monotematyczna (wyczuwalne w zapachu wiśnie, winogrona, czarne porzeczki i nuty charakterystyczne dla mocniejszego czerwonego wina), z biegiem czasu uderzała w coraz to nowe tony - tak jak w aromacie, w zaskakujący sposób sugerując też pewne odświeżające musowanie.

Wyżej wymienione owoce zostały zanurzone w ciemnej czekoladzie wymieszanej z wiśniówką i galaretkami, tworząc naturalne i zarazem wykwintne praliny. Dalej do głosu doszły dojrzałe morele, a także iluzja morelowego wina (kocham, gdy czekolada przywołuje do mnie odległe wspomnienia... piłam pięć lat temu wyśmienite morelowe wino w Armenii). Następnie, niesamowitą porcję odświeżenia przyniosło skojarzenie z sorbetem cytrynowo-grejpfrutowym. Nagle uderzył nas też zdecydowany i jakże charakterystyczny posmak owoców granatu. W finiszu urzekały akcenty aromatycznego tytoniu, swą wytrawnością i powagą wieńcząc żywiołową plejadę.



Beskid Wenezuela Chuao 90% niezmiernie mnie zaskoczyła, dostarczając wyjątkowych wrażeń. Bezapelacyjnie mogę ją uznać jako jedną z najlepszych propozycji manufaktury Beskid. Zrobić tak dynamiczną czekoladę przy 90% poziomie kakao to prawdziwa sztuka - oczywiście same ziarna musiały być doskonałe, ale należało je poprowadzić w odpowiedni sposób, by podczas degustacji swobodnie uwolniły cały swój bukiet. Coś wspaniałego!

Skład: ziarna kakao, nierafinowany cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 90%.
Masa netto: 50 g.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Bonnat Apotequil Variete Porcelana de Perou ciemna 75%



Po wypróbowaniu klasycznego, to znaczy wenezuelskiego wariantu ziaren Porcelany zaklętego w tabliczkę przez francuską manufakturę Bonnat, przyszedł czas na wariant peruwiański. Jest on w świecie Prawdziwej Czekolady unikatem - występowanie dwóch "porcelanowych" czekolad w ofercie Bonnat wzbudziło moje zainteresowanie - choć do Porcelany nie pałam generalnie wielkim uczuciem, a i sam Bonnat porafił sprawić mi zawód. Klasyczna Bonnat Porcelana 75% dała mi jednak wiele przyjemności, toteż jej porównanie z Bonnat Apotequil Variete Porcelana de Perou (również 75%) szczególnie mnie ciekawiło. Tak jak poprzedniczkę, również tę czekoladę kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. 100-gramowa tabliczka kosztowała ponad 50 zł, plasując się tym samym wśród jednych z najdroższych czekolad marki Bonnat.


Piękna, masywna tabliczka posiadała głęboko nasyconą barwę z wiśniowymi przebłyskami. Tak jak wersja wenezuelska - pachniała przede wszystkim kawą, tym razem podaną wprost na nadmorskiej plaży. Aromat świeżo palonej kawy mieszał się ze świeżością bryzy, tworząc duet rześki i kojący zmysły.

Oczywiście, w kwestii struktury czekolady Bonnat nie spuścił z tonu jeśli chodzi o tłustość. Jednakże, tutaj ponownie odczuwaliśmy ją jako wyjątkowo zgraną ze specyfiką ziaren Porcelana. Gliniasta, tłusta, lekko gumowata, a przy tym bardzo delikatna, przy pierwszych kęsach zaprezentowała nam kwaskowate nuty tytoniowe. Dalej oczywiście pojawiła się kawa, zapowiedziana już w sferze zapachu. Owa kawa, cudownie przełamana została lodami na maślance, udoskonalonymi wyśmienitymi owocami - tu na myśl przyszła mi moja ukochana guanabana. Delikatnie próbowały dość do głosu także charakterystyczne akcenty miechunki.


Dalej czekolada uderzała w tony coraz to bardziej oleiste, taninowe i żywiczne zarazem - mniej było tu typowej śniadaniowej owocowości, ukazanej w wenezuelskiej Bonnat Porcelana 75%. Nasze skojarzenia były dziwne, jednakże wbrew pozorom - całkiem przyjemne. O ile rozmyślania o sardynkach w oleju słonecznikowym podanych z pszennym pieczywem, podczas degustacji czekolady mogą przyprawiać czytelnika o skrzywienie, to my z tytułu kilkukrotnych górskich doświadczeń z takowym jedzeniem jako najwykwintniejszym daniem pałaszowanym ze smakiem - jedynie dodatkowo oblizaliśmy się z narastającym apetytem. Choć o tybetańskiej herbacie z masłem jedynie czytałam, to jakoś też nieuchronnie przyszła mi do głowy. Specyfika czekolady kazała zatrzymać się również przy mocnym naparze z czystka, niemalże zawiesistym od licznych ok żywicy.

Peruwiańska Porcelana w interpretacji Bonnata zdawała się być nieco bardziej charakterna i mniej subtelna od wersji wenezuelskiej. Obie jednak na tyle urokliwie i niebanalnie zaprezentowały nam specyfikę ziaren, iż z czystym sumieniem mogę je uplasować jako jedne z ulubionych "porcelanowych" czekolad, jak i dzieł marki Bonnat w ogóle. Tłusty Bonnat lubi się z Porcelaną - te ziarna są niemal stworzone do interpretowania ich właśnie w tej sposób.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.