piątek, 15 maja 2020

Dick Taylor Orange Bourbon Pecan ciemna 65% Belize z orzechami pekan, syropem klonowym, burbonem i olejkiem pomarańczowym


Dziś przed Wami moja pierwsza i póki co jedyna czekolada kalifornijskiej marki Dick Taylor, którą udało mi się kupić w sklepie Sekretów Czekolady. Dick Taylor to manufaktura założona 10 lat temu przez Adama Dicka i Dustina Taylora, dwóch muzyków i szkutników (stąd tak oryginalne grafiki na opakowaniach). Cacuszko, które dołączyło do mojej kolekcji, stworzone zostało z myślą o świętach Bożego Narodzenia, zaś inspirowane rodzinnym przepisem na świąteczne ciasto.

Podstawą jest ciemna czekolada o 65% zawartości kakao z Belize, uprawianego przez zrzeszenie 302 farmerów Maya Mountain Coop w dystrykcie Toledo, a następnie eksportowanego przez Uncommon Cacao. Tabliczki od Dick Taylor są przepięknie zdobione, czego niestety nie udało mi się w pełni uchwycić na zdjęciach, gdyż żal mi było obracać czekoladę - pokrywająca ją kruszonka z każdym ruchem osypywała się, a nie chciałam jej tracić. Z czego ona jest? Otóż, tworzą ją maczane w burbonie orzechy pekan, kandyzowane z syropie klonowym z dodatkiem olejku pomarańczowego. Połączenie niezwykle oryginalne i kuszące.


Tabliczka od Dick Taylor zdawała się być prawdziwym skarbem, wszystko w niej było dopieszczone. Raz, iż sama czekolada przedstawiała się przepięknie, to samo opakowanie, grafiki je zdobiące, użyte czcionki, a także sreberko chroniące bezpośrednio czekoladową taflę - były opracowane w najmniejszym szczególe, niesamowicie estetyczne. Wszystko to sprawiało, iż degustacja stawała się prawdziwym świętem, wyjątkowym przeżyciem karmiącym wszystkie zmysły.

Zapach unoszący się nad Orange Bourbon Pecan był kwaskowaty, przywodzący na myśl żytni chleb na zakwasie oraz niedojrzałe brzoskwinie. Czekolada sama w sobie okazała się niesamowicie smolista, boska w strukturze - w mokry i aksamitny sposób rozlewała się w ustach. I w zasadzie czymkolwiek by nie smakowała, konsystencja ta dawała oszałamiający efekt. Jeśli zaś chodzi o smak, to dodatki na tyle mocno wpływały na całość kompozycji, iż wraz z trwaniem degustacji coraz bardziej rozmywała się mi charakterystyka kakao. Sama nie wiedziałam, czy traktować to jako wadę, czy jako zaletę. Wszak jakże mi to wszystko smakowało!


Kakao z Belize najwięcej miało do powiedzenia na początku, gdy esencjonalna kruszonka jeszcze nie zdążyła przeprowadzić pełnej inwazji na kubki smakowe. Tak jak sugerował zapach, było tu sporo roślinnych kwasków, ciemnego chleba z korzeniami, nachmielonego piwa, niedojrzałych brzoskwiń i miechunek, kwaśnych jabłek - a wszystko to na niebywale lejącym się, miękkim i wilgotnym podłożu. Brnąc dalej, robiło się coraz to bardziej słodko, za sprawą magicznej kruszonki.


Tak, kruszonka była przepyszna i stopniowo przenikała się ze smakiem czekolady próbując przejąć nad nim dominację, ostatecznie łącząc się w bardzo namiętnym uścisku. Pekany okazały się dość miękkie i przyjemnie chrupiące - skruszono je do bardzo delikatnej formy nie zaburzającej odbioru wyjątkowej konsystencji samej czekolady. Zatopione w burbonie, przejęły po nim całą waniliowość i słodowe nuty, alkohol zaś był niewyczuwalny - efekt godzien pochwały! Lekko karmelowo-miodowy posmak zapewne wypływał zarówno z owego burbonu, jak i z dodatku syropu klonowego, który niechybnie podkręcał słodycz całej kompozycji. Zaś olejek pomarańczowy, którego się trochę obawiałam, okazał się niemal niewyczuwalny solo - wydaje mi się, iż wkomponował się dobrze w kwaskowate i roślinne nuty płynące z kakao z Belize.


Zostałam urzeczona. Tak nietypowa czekolada wprost zawładnęła moim sercem, gdyż jej wykonanie okazało się mistrzowskie. Dodatki obok których trudno przejść obojętnie, z zamysłem otoczyły niesamowitą strukturę czekolady. Wszystko na długo wypełniło usta słodkawym, intrygującym posmakiem. Doświadczenie absolutnie nie do zapomnienia i mam nadzieję, że będzie mi jeszcze dane eksplorować asortyment manufaktury Dick Taylor.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, orzechy pekan, syrop klonowy, burbon, olejek pomarańczowy.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 57 g.

środa, 13 maja 2020

Auro ciemna 55% Filipiny z kawą arabika


 Idąc za ciosem, po degustacji Auro mlecznej z bananami oraz karmelowej z nerkowcami, sięgnęłam po następne maleństwo stworzone przez tę filipińską manufakturę bean-to-bar. Chcąc delikatnie podkręcać poziom kakao, tym razem wybrałam ciemną czekoladę o 55% zawartości ziaren, wzbogaconą o kawę arabikę z prowincji Benguet. Wszystkie moje tabliczki Auro kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

W przekroju 27-gramowego smakołyku widać było drobne nierówności, które zdawały się być mieloną kawą. Czekolada pachniała nieco jak tiramisu, a może raczej po prostu ciasto murzynek przełamane odrobiną kawy. Wszystko trąciło mi wonią słodkiej rozpuszczalnej kawy - nie spodziewałam się tego pod Auro, więc nie zastanawiając się dłużej sięgnęłam po pierwszy kęs, by zweryfikować swe obawy.


 Czekolada okazała się bardzo słodka. Wiem, 55% kakao nie pozwala spodziewać się niczego innego, ale... intrygujące nuty, które odkryłam w Auro o mniejszych zawartościach masy kakaowej naprowadzały mnie na odmienny trop. Tu pouczucie nadmiernej słodyczy jest potęgowane przez owe drobinki, które nad podniebieniu odczuwane są niby kryształki cukru. I tak naprawdę, sama nie wiem, co to jest - jakaś skarmelizowana mielona kawa? Chrupiące cząstki były na tyle małe, iż trudno było je wprost wyłuszczyć z czekolady. Poza tym, wcale nie były kawową bombą, zdawały się być po prostu słodkie, i tyle...

Oprócz niezbyt porywającej swym bogactwem słodyczy, zawiodłam się również kawą, która obecna w zapachu - w smaku niejako się rozmywa. To, co wydawało się kawowe, staje się orzechowe. Są to przede wszystkim orzechy laskowe (całkiem przyjemny krem w takowych) oraz odrobina orzechów włoskich. Niestety, to w zasadzie wszystko, co mogę o tej czekoladzie powiedzieć...


 Tym razem nie jest mi szkoda, iż Auro była tak maleńka. Nie mniej jednak, mam nadzieję, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy ta marka sprawia mi zawód.

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kawa arabika, lecytyna sojowa, ekstrakt waniliowy.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 27 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 590 kcal.
BTW: 6/38/58.

poniedziałek, 11 maja 2020

Morin Nicaragua Chuno ciemna 70%


 Również darzona przeze mnie wielką sympatią francuska manufaktura Morin zdecydowała się sięgnąć po ziarna z Nikaragui oferowane przez firmę Ingemann. Ostatnimi laty widać, iż w czekoladowym światu Ingemann intensywnie rozpropagował kakao z tego państwa, co bardzo się chwali. Morin Nicaragua Chuno Noir 70% to tabliczka, która ma charakteryzować przede wszystkim znaczną owocowością (w krótkim opisie na opakowaniu wyróżnione zostały nuty grejpfrutowe), kompleksową słodyczą opierającą się także na akcentach orzechowych i kwiatowych. Czekoladę kupiłam oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady.


 Jakże pięknie świeżą i żywą barwą charakteryzowała się nasza czekolada! Tak klasycznie wyglądająca, 100-gramowa tabliczka o prostym podziale na kostki, zawsze wywołuje u mnie uśmiech - jakiż ja mam sentyment do Morina! Czekoladowa ślicznotka pachniała skórką jabłka oraz soczystym grejpfrutem, sugerując dużo subtelnych i naturalnych słodyczy.

W ustach każda kostka rozpuszczała się miękko i gęsto, w typowy dla Morina sposób, który bardzo cenię. Sama ta konsystencja dobrze mi się kojarzy i czerpię z niej dużo przyjemności. Zaserwowała nam przede wszystkim świeże jabłka, nieprzesadnie dojrzałe pomarańcze oraz nabite wodą mandarynki. Prosta sałatka owocowa, podana na delikatnie kawowo-orzechowym tle. Bardzo charakterystycznym skojarzeniem okazała się młoda sałata w lekkiej śmietanie - zapewne przez nagromadzenie niezbyt ciężkich, roślinnych nut.


 Morin Nicaragua Chuno Noir 70% jest opowiastką o roślinnych obliczach spokojnej, wyważonej słodyczy. Kwasków tu mało, goryczki również, zaś po degustacji na długo w ustach pozostaje poczucie czekoladowej pełni, jasnej i harmonijnej. Nie działo się tu dużo, ale to co się wydarzyło, napełniało umysł ładem. Mam w zapasach jeszcze jedną czekoladę od Morina z kakao z Nikaragui i planuję w najbliższym czasie skosztować także jej, celem porównania.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

sobota, 9 maja 2020

Auro biała karmelowa 32% Filipiny z orzechami nerkowca


 Ciężki dzień w pracy, a po nim rozjaśniający wszystko intensywny trening... Cóż jeszcze prócz wysiłku fizycznego było mi potrzebne do idealnego zreperowania humoru? Oczywiście Prawdziwa Czekolada! Miałam ochotę na coś małego, nietypowego, słodkiego. Po ostatnio próbowanej mlecznej Auro z chipsami bananowymi, poszłam za ciosem i sięgnęłam po kolejne maleństwo z filipińskiej manufaktury bean-to-bar. Kupiona w sklepie Sekretów Czekolady dziś opisywana tabliczka należy do rodziny białych karmelowych czekolad, które w moim sercu znalazły sobie szczególne miejsce. Masła kakaowego wprost z Filipin użyto tu 32%, a urozmaicającym kompozycję dodatkiem stały się orzechy nerkowca. Na mój gust, brzmiało to zabójczo przepysznie.


Maleńka czekolada posiadała przepiękną karmelową barwę (nawet jak na karmelowe czekolady wyjątkowo ciemną), a zatopione w niej kawałki nerkowców jeszcze mocniej pobudzały śliniaki do pracy. Pachniała słonym karmelem, cudowną palonością oraz... pieczoną w ziołach świeżą rybą. Ta ostatnia nuta wyraźnie wskazywała na to, iż Auro także przy selekcji masła kakaowego nie idzie na łatwiznę i stawia na dziką autentyczność aromatów.


Czekolada okazała się nie być idealnie gładka i to nie tylko przez wzgląd na nerkowce, które odczuwałam jako przyjemnie miękkie i delikatne (na szczęście nie dołożono do pieca intensywnym ich prażeniem). Była niczym mokry proszek, jak zbita otoczka ciągnącej się krówki. I rzeczywiście, wręcz zdawała się tą swoją wilgocią przyjemnie ciągnąć w ustach. Kojarzyła się również z niedokładnie wymieszanym, mokrym ciastem. W smaku przede wszystkim przecudownie karmelowa, mocna i delikatna zarazem - a nietypowa struktura potęgowała to oksymoroniczne spostrzeżenie. W tej karmelowości filuternie próbowała się przebić jakaś niepokojąca ziołowość, która absolutnie upajała moje zmysły i czyniła czekoladę jeszcze bardziej uzależniającą. No i nerkowce, słodkie i miękkie nerkowce, jak spójna cząstka czekolady, jej idealne dopełnienie.


Chciałabym jej dużo, dużo więcej. Takie 27 g to jest śmiech... Ledwo co zdążyło mnie rozpalić, rozbudzić apetyt na niebanalną karmelowość, której nigdy nie za wiele. Oh, Auro, cóż Ty mi jeszcze pokażesz!


Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy nerkowca, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 32%.
Masa netto: 27 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 530 kcal.
BTW: 6/37/44.