niedziela, 15 marca 2020

Chocolate Tree Milk Chocolate Peru mleczna 50%



Gdy spędzam weekend poza domem w delegacji, brakuje mi wielu rzeczy - między innymi czekoladowych rytuałów. Rzadko kiedy w dni powszednie mam czas spokojnie usiąść do degustacji, ale że szykował mi się właśnie pracujący weekend - wieczorem przed wyjazdem postanowiłam otworzyć coś niedużego, słodkiego i podumać nad tym z Mężem bez najmniejszego pośpiechu. Milk Chocolate Peru 50% to dopiero nasze drugie doświadczenie ze szkocką manufakturą Chocolate Tree, w której asortyment zaopatrzyć możecie się w sklepie Sekretów Czekolady.
 

 

40-gramowa tabliczka tym razem również ozdobiona była uroczymi jednorożcami, tu obecnymi także na opakowaniu. Prawdziwa bajka! I jeszcze ta ten jej aksamitno-śliski wygląd, jasna i ciepła barwa... Zapach zaś wyraźnie wskazywał na przełamanie mlekiem całkiem charakternego kakao.

Pierwszy kęs poprowadził nas w kwaśność i tłustość (ta ostatnia chyba wynikała bardziej z mleka w proszku niż z masła kakaowego, które znajduje się na samym końcu składu). Kwaśność zdała mi się typowo peruwiańska, a mianowicie kwiecista, nektarowa, idąca gdzieś w stronę jaśminu, a także odrobinę bzu; z tchnieniem miodu. Do głowy przyszło też skojarzenie ze świeżo usmażonym pączkiem wypełnionym śliwkowymi powidłami wymieszanymi z kakao.


 

Dalej pojawiała się lekka słoność, która wraz z mlecznością i wyżej wymienionymi nutami kojarzyła się z tłustym serem typu bryndza, oscypek bądź też jakimś żółtym, lecz delikatnie podwędzanym. Cała czekolada okazała się bardzo delikatna, jednakże przez cały czas towarzyszyła nam wyrazista aromatyczność kakao - mleko jedynie ją przełamywało, uładzało.

Skład: ziarna kakao, mleko w proszku 25%, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 40 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 510 kcal.
BTW: 8,8/34,6/47,9.

piątek, 13 marca 2020

Georgia Ramon Ghana Kuapa Kokoo Forastero ciemna 75%


Spośród afrykańskich państw najwięcej kakao uprawia się oczywiście na Wybrzeżu Kości Słoniowej, zaś na drugim miejscu plasuje się Ghana. Są to przede wszystkim uprawy ziaren odmian wysokoplonujących, nie aromatycznych, toteż w gruncie rzeczy na mym blogu nie pojawiło się dotąd wiele czekolad zdefiniowanych wprost jako ghanijskie. Zdecydowana większość czekolad niemieckiej marki Georgia Ramon posiada certyfikat ekologiczny, a co znamienne - ich tabliczka z ghanijskiego kakao ma "jedynie" certyfikat fair trade. To i tak całkiem sporo. Kuapa Kokoo to kooperatywa  licząca sobie około 100 000 członków, założona w 1993 roku przy wsparciu brytyjskich firm. Wewnątrz kooperatywy uprawiane jest głównie kakao brazylijskiego kultywaru amelonado, które dzięki wyważonym, łagodnym kwaskom i goryczkom często wykorzystywane jest jako punkt odniesienia podczas degustacji.

Jak to zwykle bywa w przypadku czekolad od Georgii Ramon, ciemną Ghana Kuapa Kokoo Forastero 75% zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


Nad czekoladą dźwięcznie łamiącą się z odgłosem przypominającym stukanie pionków od warcabów unosił się delikatny, zwietrzały aromat kawy, ale także ceglanego muru i skruszałego betonu.

Czekolada okazała się bardzo klasyczna. Dobrze rozpuszczała się w ustach, bez jakiejkolwiek grudkowatości, za to kojarząc się z gęstym, gładkim ciastem. W smaku również była dość ciastowata - niczym trochę za mocno przypieczone brownie, które jednak w swym wnętrzu kryje śmietankową delikatność. Bardzo wiele w tej czekoladzie kryło się palonych goryczek, wyważonych lecz wyrazistych. Tak, jak przy przegryzaniu na włoską modłę palonego ziarna kawy. Nuty, które oscylowały na granicy dusznego przepalenia, lecz ostatecznie pozostawały łagodne.


Dalej do głosu dochodziły owocowe słodkości. Najpierw pokazały się pod pospolitą postacią wieloowocowej marmolady, a następnie wyłuszczył się uwodzicielski smak owoców granatu. Miła to była odmiana, bowiem następnie znów otrzymaliśmy uderzenie akcentów w bardziej wytrawnym tonie - skorupy orzechów, skórka od chleba, chlebowy kwas.

Nie spodziewałam się po tej czekoladzie wielkich odlotów. W istocie, otrzymałam poprawną, łagodną, przyjemnie paloną tabliczkę, pełną klasycznej harmonii.


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 566 kcal.
BTW: 10/42/31.

środa, 11 marca 2020

Soklet ciemna kokosowa 60% Indie z prażonymi wiórkami kokosowymi


Zapoznałam się już z podstawową ofertą indyjskiej marki Soklet, zawierającą czekolady mleczną 55% oraz ciemne 70% i 82%. Teraz, również dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, ruszyłam w świat eksploracji tabliczek z dodatkami, stworzonych z ziaren z gór Anaimalai. W pierwszej kolejności zdecydowałam się na niezwykle kuszącą opcję o nazwie Coconut Crunch. Po całkiem niedawnym zachwycie nad Goodio Coconut, byłam przeogromnie ciekawa kolejnej czekolady stworzonej na podobną modłę.

Soklet Coconut Crunch jest bowiem ciemną czekoladą o 60% zawartości indyjskiego kakao, słodzoną cukrem kokosowym, wzbogaconą o mleko kokosowe oraz prażone wiórki kokosowe. Kokosowy zawrót głowy! Przy specyficznym, dość wytrawnie poważnym charakterze czekolad Soklet, zestawienie z kokosem zdawało mi się być szczególnie intrygujące.


Dość jasna, matowa czekolada swym wyglądem sugerowała obecność mleka - choć tego prawdziwego oczywiście tu nie było, a jedynie kokosowe. Po przełamaniu dość twardej i chrupkiej tabliczki na część, dostrzec można było wewnątrz umiarkowanie liczne drobne wiórki kokosowe. Co ciekawe, nie były one sterylnie białe jak w wielu kokosowych słodyczach. Ich forma w Coconut Crunch potęgowała wrażenie naturalności.  Zapach czekolady był zaś tak mocno kokosowy, że w połączeniu z dzikim kakao dawał zadziwiające wręcz wrażenie... dobrze przyprawionego smażonego mięsa.


W smaku Coconut Crunch prezentuje nam milion odsłon kokosa na kwaskowatej kakaowej bazie. Całość jest generalnie mało słodka, o wiele bardziej wytrawna od Goodio Coconut, ale właśnie tego się spodziewałam, znając już indyjskie kakao używane przez Soklet. Samo kakao, tak bardzo przyprawowe (pieprz, kardamon), dymione, śliwkowe, torfowe... To kakao, całkiem serio przepychało się z kokosem, który pod trzema postaciami mieszał szyki. Kakao i kokos walczą, aż do pojawiania się pewnej granicy, gdzie dzikość kakao z nieokrzesaniem kokosa zamieniają się w przepaloną niemal goryczkę. Tak, kokos jest tutaj bardzo nieokrzesany. Ma w sobie kwasek wody kokosowej pitej wprost z kokosa. Wiórki kokosowe szczególnie potęgują owe skojarzenie, w strukturze zaś są miękkie, lekko chrupiące i nienarzucające się wielce - sama czekolada i tak intensywnie przesiąknięta jest kokosem. Jak to ujęłam wcześniej, kokos tutaj jest niebanalnie niesterylny, co w połączeniu z charakternym indyjskim kakao musiało przynieść mocny efekt. Jest surowo, kwaskowato z jakimś cytrusowo-przegnitym przełamaniem - owa fuzja balansuje wręcz gdzieś na granicy dziwaczności.


Każde kolejne podejście do czekolad od Soklet zachwyca mnie, intryguje, wzbudza respekt - są to bowiem całkiem poważne czekolady, jakoby dumne ze swej specyficzności.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier kokosowy, mleko kokosowe w proszku, prażone wiórki kokosowe.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 530,7 kcal.
BTW: 10,8/31,9/50,57.

poniedziałek, 9 marca 2020

Naive Orange Liquorice ciemna 66% Ekwador z lukrecją, pomarańczą i solą


Czekałam na odpowiedni moment na degustację tej czekolady, kupionej w sklepie Sekretów Czekolady. Przede wszystkim musiałam ukryć przed Mężem, jakie dodatki posiada w sobie - chciałam, aby bez jakiejkolwiek wiedzy o niej zanurzył się w doznaniach z niej płynących. Orange Liquorice to kolejna czekolada z serii Equator od litewskiej manufaktury Naive. Jest to tabliczka ciemna, o 66% zawartości kakao, wzbogacona o skórki pomarańczy, olejek pomarańczowy, lukrecję i sól morską. Jak się zapewne domyślacie, przed Mężem chciałam ukryć obecność lukrecji, za którą generalnie nie przepada (to mało powiedziane, choć z drugiej strony Zotter Liquorice De Luxe oraz Toms Lakrids zniósł bardzo dzielnie, a nawet polubił). Nie chciałam jednak, by z góry nastawiał się negatywnie.


Przyzwyczaiłam się już do szalonego kształtu, w jaki część swych czekolad ubiera Naive. Głęboki i soczysty brąz matowej tafli pieścił oko, zaś dla nosa całkiem przyjemna okazała się silna pomarańczowa woń - sugerująca żelki lub galaretki - pod koniec jednak przełamana czymś wytrawniejszym, przez co przywodziła na myśl także likier pomarańczowy. Na etapie zapachu spodziewaliśmy się przede wszystkim czekolady bardzo owocowej.

Orange Liquorice posiada bardzo wciągającą konsystencję, którą uwielbiam w większości Naive. Gęsta i aksamitna, a jednocześnie odrobinę szorstka i niejednolita, mająca w sobie mnóstwo soczystości, niczym świeżo wyciśnięty owocowy sok. Tu zatopiliśmy się po uszy w hiperaromatycznej pomarańczowo-czekoladowej polewie. Już dawno nie czułam tak genialnej fuzji pomarańczy z kakao, tak bardzo spójnej, tak dobrze uzupełniającej się. Samo kakao o owocowym charakterze, słodkie i bogate - po dodaniu rozdrobionych na pył skórek pomarańczy oraz olejku pomarańczowego - nabrało niebywałych walorów. Naive dobrało pomarańczowe dodatki w niesamowicie przemyślany sposób, to pewne. Równe ważne jest jednak to, iż po przejściu przez czekoladowo-pomarańczową gęstwinę pojawia się coś jeszcze...


Na końcu odczuwamy coś korzenno-gorzkawego, odrobinę kwaśnego w sposób ziemisty, o anyżkowym charakterze. Coś, co dla mnie okazało się idealnie przełamującym zwieńczeniem, spokojnym aczkolwiek mocnym dopełnieniem. Niestety mój Mąż w tym momencie poległ - zaczął odczuwać, że coś jest nie tak, krzywy grymas pojawił się na jego twarzy. Momentalnie zidentyfikował lukrecjowe nuty i to tak silne, że dalsza degustacja była dla niego niemożliwa - tak bardzo napawało go to obrzydzeniem. Kontrastowo, wcale nie odczuwałam lukrecji jako wyjątkowo mocnej. Dla mnie, ona wypływała całkiem harmonijnie z owocowej czekolady, czyniąc finisz wytrawniejszym, przyprawowym, nieco ściągającym. W efekcie otrzymujemy wyjątkowy gęsty likier, w którym czekolada, pomarańcza i lukrecja przeplatają się w perwersyjnym uścisku.


Ostatecznie ucieszyłam się z reakcji Męża, gdyż dzięki niej zdecydowana większość czekolady przypadła mi. Jego odbiór jest tym bardziej cenny w ujęciu tej recenzji, pokazując, że obecną tu lukrecję można odebrać w różnoraki sposób. Na pewno osoby, dla której lukrecja jest kontrowersyjna, muszą sobie wziąć poprawkę na jej obecność, mogącą dać we znaki. A może mimo wszystko docenią jej urok?

Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, lukrecja 10%, skórka pomarańczy 5%, olejek pomarańczowy 1%, sól morska.
Masa kakaowa min. 66%.
Masa netto: 57 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 550 kcal.
BTW: 7,5/33,5/53.