wtorek, 12 lutego 2019

Minka El Refugio Cocoa Farm ciemna 55%


Oto przedostatnia już tabliczka ekwadorskiej marki Minka, jaką udało mi się zakupić u źródła - w sklepiku położonym na rogu głównego placu w Quito, stolicy Ekwadoru. Tym razem to niby zwyczajna deserowa czekolada, gdyż zawierająca jedynie 55% masy kakaowej. Niby zwyczajna? Ano, gdyż Minka pokazała mi już niejednokrotnie, iż zwyczajnych czekolad nie produkuje. Tym razem użyte kakao pochodzi z plantacji El Refugio, położonej w nadoceanicznym regionie Atacames w prowincji  Esmeraldas.

Gruba, lecz nieduża tabliczka pachniała melasą, suchymi liśćmi, korą i żywicą. W konsystencji okazała się dość krucha, przez co automatycznie wzbudziła skojarzenie z zasuszoną żywicą. Potęgowane ono było przez fakt, iż w smaku rzeczywiście była mocno żywiczna.


Ta niepozorna czekoladka niosła ze sobą ogromne pokłady ziół, żywicy, kwiatów, leśnych i drewnianych woni. Jej melasowa słodycz, wynikająca z niedużej zawartości kakao, cudownie przełamana była bardzo wyrazistymi roślinnymi nutami. Ta czekolada to buzująca dynamika łąki i lasu, sprowadzona do postaci słodkiego maleństwa. To piękne, jakże nieoczywista okazała się jej natura.

Samą słodycz, połączoną z tymi roślinnymi aromatami, określiłabym jako płatki hibiskusa zatopione w miodzie oraz orzeszki ziemne podsmażone w karmelu i posypane korzennymi przyprawami. Intensywność, tak niespodziewana intensywność, paradoksalnie połączona z łagodnością deserowej czekolady... Zawsze pociągało mnie zróżnicowane kwiatowe bogactwo w ekwadorskim kakao, ale tutaj zostałam naprawdę zaskoczona.


Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 50 g.

sobota, 9 lutego 2019

Duffy's Panama Tierra Oscura ciemna 72%


Sięgając po kolejną czekoladę angielskiej marki Duffy's, naturalnie spodziewałam się czegoś przepysznego, dopracowanego, bogatego. To jedna z firm, która ostatnimi czasy bezsprzecznie ujęła moje serce. Ziarna użyte do wyprodukowania dziś opisywanej tabliczki pochodzą z regionu Tierra Oscura ("Ciemna Ziemia"), położonej na wyspiarskiej części Panamy. Uprawa ta znajduje się na jednej z wysepek całkowicie pozbawionej dróg - kakao transportowane jest za pomocą czółen. Producent przyznaje, że sporą ilość tabliczek Tierra Oscura 72% sprzedaje czekoladnikom do produkcji ekskluzywnych trufli i lodów.

Degustując Tierra Oscura możemy spodziewać się nut wiśniowych, lukrecjowych, skórzanych, a także bakaliowych (z naciskiem na rodzynki). Taka zapowiedź umieszczona na opakowaniu bardzo mnie zaintrygowała. Zapowiadało się, iż mam przed sobą złożoną, niebanalną czekoladę...


Pachniała pikantnością, ocierającą się o wątki zupowo-gulaszowe. Pomyślałam o mocno pieprznym gulaszu na bazie soczystej wołowiny duszonej z papryką i pomarańczami. W tle majaczyły cukierki lukrecjowe. Woń Tierra Oscura intrygująco kręciła w nosie.

W ustach zachowywała się najpierw szorstko, by po chwili rozpuszczać się już gładziutko niczym ciepłe masło. Z początku wydawała się mocno kwaśna, niczym kompot z nie do końca dojrzałych wiśni. Czuć było, iż ów kompot został solidnie posłodzony, jednakże specyficzny bukiet wiśni górował nad tą słodyczą. Dalej czekolada przemieniała się w coraz to bardziej goryczkową. Uderzała w stronę smażonych bakalii, błota i wilgotnej skórzanej odzieży. Była przy tym lekka i jakby nadmuchana, co ciekawie kontrastowało z tak dosadnymi akcentami.

Pod koniec Tierra Oscura ujawnia swą trzecią twarz - bezapelacyjnie słodką. Wyraźnie jawiła się jako świeże ciasto drożdżowe z wiśniami i maślaną kruszonką, takie rozpadające się błogo na języku...


Znów Duffy's mnie uwiodło... Chyba tak już pozostanie - ta marka ma u mnie szczególne miejsce... A wszystko to stało się możliwe oczywiście dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, która umożliwiła mi zapoznanie się z Duffy's.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 597 kcal.
BTW: 8/43/45

środa, 6 lutego 2019

Zotter Happy Birthday (Butter Caramel) mleczna 50% nadziewana maślanym karmelem i migdałowym nugatem z chrupiącymi kawałkami karmelu


 Nadeszła ta okropna chwila... Wyjęłam z zapasów ostatnią Zotter Handscooped, a nie mam już czego zamówić z nadziewanego asortymentu na biokredens.pl, bowiem wszystkich dostępnych pozycji już próbowałam! Wiedziona apetytem, a przy tym przepełniona dziwacznym żalem - pewnego leniwego niedzielnego wieczora sięgnęłam po Happy Birthday, czyli Butter Caramel. Opis tabliczki przedstawiał się bardzo kusząco - mleczna kuwertura o 50% zawartości kakao, kryła w sobie dwie warstwy nadzienia: maślany karmel oraz migdałowy nugat z chrupiącymi kawałkami karmelu. Zapowiadało się bardzo słodko i bardzo pysznie.

W przekroju czekolada prezentowała się obłędnie. Ciągnący się, jaśniutki maślany karmel momentalnie przywiódł na myśl analogiczną warstwę w boskiej Coffee Toffee. Natomiast migdałowy nugat z chrupiącym karmelem skojarzył mi się z innym słodkim nadziewańcem, a mianowicie z Caramel Nougat Fudge. Butter Caramel zdawało się być fuzją tych dwóch pysznych tabliczek.


 Czekolada pachniała przewspaniałym maślanym karmelem, odrobiną migdałów i delikatnych korzennych przypraw - a wszystko to otulone wonią bogatej mlecznej czekolady. Karmel jednak przewodził nad wszystkim, intensywnie krówkowy, maślany, prawdziwy, łagodny. Gdy przeszliśmy do smakowania prędko okazało się, że i w sferze smaku ów karmel wiedzie prym. Nazwa tabliczki - Butter Caramel - jest więc absolutnie trafiona, w samiuteńki punkt.

Tak wykonany karmel jest kosmicznie uwodzicielski. Ciągnący się, miękki, łagodny i intensywny zarazem, rozkosznie słodki. Zachwycił mnie i stanowił najistotniejszą część całej kompozycji. Jego smak najdłużej utrzymywał się w ustach.

Dolnej warstwie nadzienia również nie można niczego zarzucić. Migdałowy nugat jest bardzo słodki i bardzo chrupiący - przez wzgląd na dużą zawartość kawałków karmelu, które jednak nie wchodzą między zęby i nie są przesadnie twarde czy przepalone. Nie jest tak, że karmel przyćmiewa zupełnie migdały - ich nuta stale obecna jest w tle i jest bardzo istotna dla bogactwa całości, umiejętnie podkreślona wanilią i cynamonem.


 Kuwertura z 50% mlecznej czekolady idealnie zwieńcza kompozycję. Nie przesładza jej (a tak by mogło być, gdyby użyto 40% mlecznej czy białej), ani też nie przeciąża (kontrast przy użyciu ciemnej czekolady mógłby być zbyt duży). Słowem - Happy Birthday jako prezent urodzinowy na pewno sprawdzi się dla każdego łasucha... Ja mogłabym dostać cały karton tych czekoladek i byłabym przeszczęśliwa. Nasza tabliczka zniknęła w mig, nie sposób było jej się oprzeć...
 
Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, masło 11%, śmietanka 9%, miazga kakaowa, migdały, pełne mleko w proszku, chrupki karmelowe 6% (cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, masło), syrop cukru inwertowanego, mleko, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, sól, lecytyna sojowa, koncentrat soku cytrynowego, wanilia, płatki róż, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 550 kcal.
BTW: 5,5/38/45.

niedziela, 3 lutego 2019

Kallari ciemna 85% Ekwador


 Dzień po degustacji ekwadorskiej Alexandre wykonanej z ziaren z amazońskiej prowincji Napo, postanowiłam sięgnąć po ostatnią tabliczkę od marki Kallari. Choć producenci kakao dla Kallari zrzeszeni są w innej kooperatywie, ziarna Nacional użyte do produkcji obu wspomnianych czekolad wywodzą się z tożsamego regionu. Kooperatywa Kallari działa wszak również na terenie Napo, ponadto także składa się z członków plemienia Kichwa. Dotąd miałam już okazję próbować kilku czekolad Kallari, które oferowały o wiele więcej bogactwa, niż ekwadorska propozycja od Alexandre. Przypomnę, iż moje Kallari zakupiłam rok temu w sklepie połączonym z kawiarnią, należącym do tejże marki, położonym w stolicy Ekwadoru - Quito.

Kallari 85% to czysta ciemna tabliczka wykonana z amazońskich ziaren Nacional. Wcześniej, prócz Kallari z dodatkami, miałam okazję próbować analogicznej ciemnej czekolady, o 10% uboższej w kakao. Zabrała nas ona na ciekawy, choć bardzo bezpieczny spacer po dżungli. Podkręcenie zawartości kakao o 10% intrygowało mnie. Wiedziałam, że teraz doznania mogą być zupełnie inne...


Według producenta, czekolada niesie ze sobą nuty ziemi i kwiatów, zaś w finiszu oferuje czekoladową gorycz. Kallari proponuje sparować tabliczkę z bourbonem, szkocką whisky, winami Merlot i Cabernet Sauvignon. My jak zwykle przystąpiliśmy do degustacji po prostu w towarzystwie kawy.

W sferze zapachu, czekolada nas zszokowała. Najpierw uderzyła mnie słodka, lekowa woń, która przywiodła mi na myśl tabletki scorbolamid. Dziwna słodycz poszła dalej w stronę drożdżówki z kruszonką oraz lodów śmietankowych. Niepokojące nuty świeżości i surowości zarazem, przeniosły mnie następnie do iglastego lasu położonego nad rwącym, górskim potokiem.

W ustach czekolada okazała się mocno sucha - znacznie wysuszała śluzówkę - lecz jednocześnie rozpuszczała się całkiem dobrze i gładko. Miała w sobie wiele powietrza i ziołowej świeżości, choć jednocześnie była to roślinna pierwotność i surowość izolowanych przestrzeni. Okazała się mnie słodka, niż zapowiadał to zapach. Kojarzyła się z piołunem, lukrecją, szałwią, trochę z koprem, oraz oczywiście z iglastym suchym lasem, bardzo mrocznym.

Znalazłam się w na pewnej przełęczy w Kazachstanie... Lodowaty górski potok wijący się wśród kamieni, spływający wprost z czeluści mruczącego lodowca. Wokół niego, niczym przeniesione z innej krainy, rosną drobne, lecz kolorowo kwitnące zioła, drżące na wietrze wśród kamieni.

Zbliżając się ku finiszowi, pojawiła się dziwna słodycz specyficznych egzotycznych owoców - pomyślałam o zapato i miechunce. Spadła ona na nas wyrywając z mroźnej monotonii, wywierając duże wrażenie.


Kallari 85% to czekolada na swój sposób monotonna, lecz trudna i niebezpieczna, a przez to intrygująca. Większa moc kakao niż w wersji 75% dołożyła przeogromnej surowości i tajemniczości. Czułam się tak, jakbym obcowała z szamańskim naparem z ziół, który miałby wywołać przerażające halucynacje. Podobało mi się to... Pojawił się niepokój, a za nim tęskniłam przy 75%.

Jednocześnie nie można stwierdzić, że Kallari 85% okazała się czekoladą wyjątkowo w moim guście. Na pewno kontrast po degustacji ekwadorskiej Alexandre był ogromny, bowiem Kallari proponuje coś o wiele bardziej głębszego. Już tęsknię za możliwością dalszej eksploracji wyrobów tej lokalnej marki...


Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier, wanilia.
Masa kakaowa min. 85%.
Masa netto: 70 g.