poniedziałek, 10 września 2018

In't Veld Jungle Please Mexico Soconusco ciemna 80%


 Pierwsze doświadczenie z berlińską marką In't Veld wzbudziło w nas mieszane uczucia. Noixsette Apart, czyli gianduja oparta na piemonckich orzechach laskowych i 60% zawartości kakao meksykańskiego i gwatemalskiego - była bardzo specyficzna, nie do końca "nasza". Nie mniej jednak, w sklepie Sekretów Czekolady zakupiłam ostatnimi czasy parę tabliczek tej marki, która generalnie wzbudzała moje wielkie nadzieje. Działo się tak przede wszystkim przez wzgląd na zestawienie kakao o atrakcyjnym pochodzeniu z niebanalnymi dodatkami - tworząc niecodziennie kompozycje, na dodatek zapakowane w sposób przyciągający wzrok.

 Tym razem czekało nas mocne uderzenie - 80% dzikiego kakao z meksykańskiego regionu Soconusco (położonego w pobliżu granicy z Gwatemalą). Jungle Please Soconusco to jedynie ziarna kakao, pełen cukier trzcinowy, czysty tłuszcz kakaowy i... nibsy kakaowe do tego. Zapowiadało się surowe uderzenie! Tym bardziej, gdy wspomniałam charakterystyczne dla Meksyku nuty smakowe...


 Urokliwie ciemna, lekka nawet jak na te i tak niewielkie 50 g tabliczka - pachniała zapowiedzią czegoś niezwykłego. Była to woń dzika, zarówno świeża i duszna, wyraziście ziołowa, z nutą soczystych owoców. Automatycznie przenieśliśmy się do wioski ukrytej gdzieś w środku dżungli.

Smak w pełni nas zdetronizował. Z początku powściągliwa i zwarta, za chwilę nadal bez wielkiej wylewności rozpuszcząca się - i tak zalała nas feerią ekstremalnych doznań. Najpierw poczuliśmy narastającą kwasność, typową dla dzikiego kakao i ziół. Producent sugeruje szalone połączenie szampana z imbirem i rzeczywiście coś w tym jest. Napastliwy atak świeżej kwaśności białego wina, duszności ziół i aromatu przypraw - przełamany słodyczą tropikalnych owoców (guawa!). Podany na konkretnej (niezbyt lejącej się), lecz tym samym lekkiej strukturze.


 Zidentyfikowaliśmy pikantność papryczek chili, spod których wypłynęła bardzo intensywna... grzybowość. Nuty grzybów zawsze fascynują mnie w czystych czekoladach. Tutaj były to podgrzybki i maślaki podane w śmietanie, doprawione aromatycznym pieprzem. Na dodatek inwazja ziołowa cechująca Soconusco podbita była suchym kamiennym zacięciem, jakby owe dzikie podsuszone rośliny zostały dopiero co rozdrobione w moździerzu. Suche akcenty przypominały także wonny popiół z ogniska oraz skorupy orzechów włoskich.

Chrupiące, lecz nienarzucające się nibsy zatopione zostały wewnątrz tafli w ilości umiarkowanej. Brawa dla producenta, że potrafił znaleźć w tym równowagę. Tym samym, nibsy stanowiły umiejętne podkręcenie walorów diabelsko bogatego i silnego kakao z Soconusco. Świetnie to wypadło.


 Podsumowując... jedząc Soconusco w istocie przenieśliśmy się do wioski ukrytej w środku tropikalnej wioski. Półnadzy, zgromadziliśmy się przy ognisku. Zbliża się zmierzch. Szykujemy mięso do pieczenia nad żywiołem ognia. W tym celu, na kamieniach rozcieramy wonne przyprawy. Zaspokajając bieżący głód pałaszujemy soczyste guawy. Wprawiając się w magiczny stan sięgamy po halucynogenne grzyby...

Po Noixsette Apart, nasza Soconusco było niczym przywalenie obuchem w głowę. Genialna, szokująco bogata, nietypowa, meksykańsko dzika. Chcę więcej!

Skład: ziarna kakao, pełen cukier trzcinowy, czysty tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 599 kcal.
BTW: 10/48/26

piątek, 7 września 2018

Republica del Cacao Ecuador Antigua Hacienda la Concepción ciemna 85%


Przyszedł czas na rozpakowanie ostatniej tabliczki Republica del Cacao, jaką zakupiłam w firmowym sklepie tej marki w Quito - stolicy Ekwadoru. Ta 100-gramowa, elegancko opakowana czekolada została wykonana z kakao Arriba wyhodowanego na plantacji Antigua Hacienda la Concepción, położonej w ekwadorskiej prowincji Los Rios.

Solidna 100-gramowa tabliczka o wysokiej, bo aż 85% zawartości kakao, pachniała cudownie bardzo słodką kawą przyprawioną kardamonem i gałką muszkatołową. Ów duszny i słodki zapach skojarzył mi się z Maroko. Aromat był mocno palony, intensywny, tytoniowy wręcz - z jaśminowym tłem. Zapowiadała się ostra jazda.


Smak niestety nie okazał się już tak zachwycający. Odniosłam wrażenie, że producent przesadził trochę z zawartością tłuszczu kakaowego, bowiem w przeciwieństwie do pozostałych Republica del Cacao ta czekolada była wyjątkowo oleisto-woskowa. Sprawiała wrażenie wręcz chemicznej, śliskiej, plastikowej. Pochodziliśmy do niej dwa razy - na szczęście za drugim podejściem odkryliśmy więcej soczyście szorstkich nut, tak charakterystycznych dla czekolad tej marki. Nie mniej jednak, mocne nuty smakowe lepiej zaprezentowałyby się bez tego śliskiego filmu.


Jeśli chodzi o wyróżniające się akcenty, poruszaliśmy się głównie w przestrzeni kwiatowego tytoniu i kawy palonej na włoską modłę. Pojawiły się elementy wędzonych śliwek, podfermentowanych winogron oraz złudzenie przesadzenia z korzennymi przyprawami. Pod koniec pojawia się wiśnia przełamana miętą.

Całość wydaje się kompozycją, która miała potencjał, ale coś nie pozwoliło w pełni go rozwinąć. Zamulała, zdawała się być przesuszona, trochę sztuczna, ślisko-smolista. To była chyba najsłabsza próbowana przeze mnie czekolada od Republica del Cacao. Szkoda, że trafiła się nam akurat na sam koniec zapasów produktów z tej firmy...


Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 85%.
Masa netto: 100 g.

wtorek, 4 września 2018

Duffy's Corazon del Ecuador ciemna 72%


Jakiś czas temu sklep Sekretów Czekolady umożliwił mi zakup tabliczek dotąd nieznanej mi angielskiej marki Duffy's (z siedzibą w Lincolnshire). To znaczy, napotkałam ją nieraz w internecie, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji próbować żadnej czekolady spod ich skrzydeł. Gdy powstała taka możliwość, w ciemno zdecydowałam się na parę bardzo atrakcyjnych single-origin. Na pierwszy ogień postanowiłam wypróbować czekoladę w kakao ekwadorskiego, pozostając w logicznym ciągu degustacji tabliczek z tego pięknego kraju.

Duffy's Corazon del Ecuador przyciąga uwagę nie tylko uroczą nazwą ("serce Ekwadoru"), lecz także prostą i rzeczową grafiką przedstawiającą drugie obok kakao prawdziwe serce tego państwa - wulkany, z których część było dane mi zdobyć.


Corazon del Ecuador została stworzona z ziaren Nacional wyhodowanych przez farmerów zrzeszonych w Camino Verde (prowincja Guayas), którzy dostają specjalne wynagrodzenie od Duffy's za wysoką jakość kakao. Jest to też pierwsza czekolada jaką stworzyła Duffy's.
Zdobyła brąz Akademii Czekolady w 2011 roku.
 
Co istotne, Duffy's podobnie jak Taza rozdrabnia ziarna na kamiennych młynkach, ale nie robi z tego wielkiej ideologii (pewnie nie są to też jakieś specjalne młynki, no i czekolady Duffy's mają "normalną", a nie przesadnie szorstką strukturę - w przeciwieństwie do Taza).

Tabliczka cechuje się bardzo specyficznym dla marki wyglądem. Nie jest podzielona na kostki.


Czekolada pachniała bukietem delikatnych kwiatów i plejadą przyprawowych subtelności (producent sugeruje ziele angielskie). Woń zapowiada bardzo duże bogactwo smaku, jednocześnie przy zachowanej aksamitnej błogości całej kompozycji. Słowem - boskie zestawienie.

W istocie, Corazon del Ecuador rozpuszcza się w ustach niewyobrażalnie gładko i mięciutko, niczym delikatne pianki czy maślane ciasteczka - tym samym robiąc to w sposób bardzo gęsty. Również w smaku jest kosmicznie ciasteczkowa, cudownie słodka, waniliowa, obłędna!!! Oprócz wanilii są tu także inne przyprawy, kwiatowo-ziołowe. Częściowo zahaczają one o typową dla Nacional kwiatowość, lecz także niosą ze sobą skojarzenia z po prostu świetnie doprawionymi mięciutkimi ciasteczkami (nie są to pierniki... ale biszkopty lub bardzo maślane ciastka, nietypowo przyprawione). Konsystencja zachwyca i ten rozkoszny smak również!

Spod ciasteczek wydobyła się cudowna nugatowość - mieszanka orzechów laskowych i nasion koponi. Dalej ponownie uderzyły przyprawy, i to w bardzo nietypowy sposób - nawet nieco warzywny. Pomyśleliśmy o... pieczonych pomidorach.

W finiszu uderzyły owoce - delikatny i słodki grejpfrut, słodkie białe winogrona, dojrzałe maliny. A wszystko to ukryte w pieczonej, cieplutkiej, przytulnej owsiance.


Corazon del Ecuador jest absolutnie wyjątkowa. Mój debiut z Duffy's okazał się spektakularny. Jestem gotowa stwierdzić, że to jedna z najlepszych czekolad, jakie jadłam w ostatnim czasie. Podczas degustacji po prostu pialiśmy z zachwytu. Cudo!

Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 60 g.

sobota, 1 września 2018

Michel Cluizel Colombie Plantation El Jardin ciemna 69%


Gdy tylko dowiedziałam się, że Michel Cluizel wypuścił czekoladę wykonaną z kolumbijskich ziaren - wiedziałam, iż muszę ją mieć (podobna rzecz stała się w przypadku kolumbijskiej Original Beans, której degustacja dopiero przede mną). Mój wielki sentyment do Kolumbii sprawia, iż każda czekolada z tamtejszego kakao będzie wzbudzała moje szczególne zainteresowanie. Tabliczka Colombie El Jardin trafiła w moje ręce dzięki sklepowi Sekretów Czekolady.

El Jardin to nazwa plantacji położonej w centralnej Kolumbii, na południowy wschód od Bogoty - w dolinie rzeki Ariari. Intrygowało mnie, czy odnajdę w niej pewne nuty, specyficzne dla większości dotąd próbowanych kolumbijskich czekolad. A przy tym, już nieco zapomniałam, jak dobre produkty oferuje Cluizel... To miała być ekscytująca degustacja!


70-gramowa piękna tabliczka z typowym dla marki grawerem pachniała cudowną pikantnością - zapowiedzią tego, że smak będzie prawdziwie charakterny! Kęsy rozpuszczały się w ustach gładko, lecz z zadziorną dozą subtelnej szorstkości - skojarzyło mi się to momentalnie z niektórymi nadziewanymi Zotterami. Gdy po chwili czekolada uwolniła swój bukiet, zotterowe skojarzenia jeszcze bardziej się skrystalizowały - oto pojawiła się przed nami Handscooped Tequila with Salt and Lemon. El Jardin skojarzyła się nam z tamtą tabliczką nie tylko przez wzgląd na konsystencję, ale również nuty smakowe.

W smaku odkryliśmy to, co zostało zasugerowane już w zapachu - pieprzna i papryczkowa pikantność, z lekko alkoholową sugestią. Wszystko to podane na pysznej, wilgotnej kakaowej bazie - urokliwie słodkawej w sposób dość klasycznie czekoladowy (jednak 69% masy kakaowej to wcale nie kosmicznie dużo), może odrobinę karmelowy (ale był to karmel niesamowicie aromatyczny, niebanalnie doprawiony, z ziołową nutą).


Do tego wszystkiego należy dodać ogromną dozę limonki i innych fikuśnych kwaśnych nut, nietypowo cytrusowo-ziołowych, nieco przypominających także solidnie wysuszone owoce. A właśnie ta kwaśność jest tym, co tak bardzo kojarzy mi się właśnie z większością kolumbijskich czekolad, co bywa w nich tak unikalne!

W finiszu na chwilę uciekamy z intrygujących kwasków ponownie w stronę akcentów bardziej karmelowych i palonych. Wyraźnie pojawiły nam się prażone orzeszki ziemne, tłuste i pyszne. El Jardin skończyła się nam zdecydowanie za szybko... Przypomniała mi, jak cudne kakao oferuje Kolumbia... I jak świetne czekolady robi Michel Cluizel! Nie mogę zapominać o tej marce... Jakże cieszy fakt, gdy kolejna manufaktura wysokiej klasy bierze na warsztat ziarna z mej kochanej Kolumbii!


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 69%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 571,5 kcal.
BTW: 7,4/42,3/44,5.