wtorek, 5 kwietnia 2016

Georgia Ramon ciemna 80% Dominikana Conacado


Dziś przedstawię Wam kolejną czekoladę otrzymaną w napoczętej formie od Piotra z Sekretów Czekolady podczas mojej wizyty w Łodzi. Georgia Ramon to niemiecka manufaktura, którą od jakiegoś czasu śledzę na Facebooku. Marka ta związana jest z George'm Bernardini, autorem czekoladowej encyklopedii "The Chocolate Tester". Intrygowały mnie tabliczki tej firmy, opakowane w bardzo nietypowy, prymitywny wręcz sposób. Bardzo chciałam wejść w posiadanie którejś z nich, więc prezent od Piotra był kolejną miłą niespodzianką. Tym bardziej, że Georgia Ramon zmienia szatę graficzną. Wprawdzie ich tabliczki są teraz ubrane w barwne i przepiękne kostiumy, będące gratką dla każdego kolekcjonera opakowań, ale... tamte proste papierowe paczuszki miały w sobie wiele uroku.

Po pierwsze - mimo, iż z zewnątrz zdają się być jedynie słabo chroniącym papierem pochodzącym z recyklingu, to w środku czekolada chroniona jest plastikową wylewką przytwierdzoną do owego wątłego kartonika. Opakowanie posiada również zamknięcie ze zgrzewką, co pozwala wielokrotnie powracać do jednej tabliczki bez ryzyka utraty świeżości. Prawdziwym hitem jest dla mnie opis produktu, umieszczony z przodu i tyłu opakowania na białych nalepkach. Prosty do bólu, lecz zawierający najważniejsze informacje dotyczące czekolady. Moim zdaniem, wszystkie tabliczki powinny być opisywane w podobny sposób!

Nazwa firmy: Georgia Ramon. Czekolada wykonana metodą bean-to-bar. Kakao odmiany Trinitario pochodzące z Republiki Dominikany, a dokładnie z kooperatywy Conacado. Mamy 80% zawartości kakao w składzie przedstawiającym się następująco: masa kakaowa z Dominikany, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy. Profil prażenia ziaren (czas i temperatury) umieszczony zost na czytelnym wykresie. Czas konszowania to 24 godziny. Profil aromatyczny: "owocowo-kwaskowaty, łagodny w finiszu. Z nutami tropikalnych owoców cytrusowych i orzechów arachidowych, lekko pikantnie-torfowa". Informacje o ekologicznym pochodzeniu składników oraz o możliwości wystąpienia śladowych ilości alergenów. Namiary na firmę i adres strony internetowej. Masa produktu, termin ważności... Wszystko co istotne zawarte na tak prymitywnym opakowaniu!


Gdy powąchałam kostki umieszczone jeszcze wewnątrz opakowania, zostałam zszokowana wysoką octowością aromatu. Po wyciągnięciu na zewnątrz bardzo ciemnych kostek, wpadających w fiolet i wyglądających niezwykle surowo - byłam przygotowana na prawdziwą czekoladową siekierę, godną najbardziej szatańskich 80%. Wyjęta na powietrze czekolada okazała się być jednak bardziej przystępna i już po chwili z czystego octu rozwinęła się cała paleta innych, przyjemniejszych nut. Nadal zapach był kwaskowaty, ale bardziej w sposób cytrynowy. Pojawiły się również przyprawowe motywy, kojarzące się z pikantnym pieprzem. Czekolada miała w sobie mnóstwo dziwnych wilgotno-suchych nut, niczym stare mury z piaskowca zlane deszczem lub też jak mokra sól.


Kostka położona na języku rozpościera na nim mroczną wilgoć, wręcz wodnistość. Od razu przenosi nas dzięki temu doznaniu do tajemniczej piwnicy pełnej staroci i skarbów. Spod samego odczucia wodnistości wypływa naraz perfidny pieprz, bardzo specyficznie pikantny. Można by było uznać, że naprawdę dodano tutaj pieprzu jakiejś wyjątkowo aromatycznej odmiany. Połączony z pewną rozmytą, lekko dymno-octową wilgocią rzeczywiście kojarzy się z torfem.

Choć spodziewałam się po tej czekoladzie nawet sporej dawki ordynarności, nie ma tu ani trochę ściągania czy typowej goryczki. Jest przede wszystkim kwaskowatość, rozchodząca się - o dziwo - maślanym filmem, niczym krem ukręcony na bazie cytryny i pieprzu. Pewna ziemistość i paloność unosząca się nad czekoladą sprawia, że odczuwa się ją jak trzymaną w wilgotnym, mrocznym pustostanie. Bardzo dobrze rozpuszcza się w ustach, gęsto, w gliniasty sposób, bez krzty szorstkości - co przy połączeniu z kwaśnością i ziemistością daje nietypowy efekt.



Przy każdej kolejnej kostce miałam już wrażenie, że to nie pieprz był tu pierwszy - tak, jakby owa przyprawowość wynikała z cytrusowości, z przypalenia skórek od cytryny i grejpfruta. Uznałam, że cytrusowa pikantność przypomina mi nieco zielony sos salsa (a także konfiturę mocno doprawioną goździkami), a wydobywająca się z dna naprawdę mocna surowość kwasku kojarzy mi się z piciem rozpuszczonej w wodzie 100% witaminy C w proszku. Wprawdzie nie zidentyfikowałam tutaj orzechów arachidowych zasugerowanych na opakowaniu, lecz być może jest to jedna z nut wynikających z palety ziemisto-torfowej.

Dominikańska Georgia Ramon to dla mnie bardzo nieoczywista i specyficzna osiemdziesiątka. Na pewno nie zasmakuje każdemu, lecz mnie ujęła niesamowitą fuzją bardzo gładkiej struktury z mocnymi, surowymi wręcz smakami. Z ciekawością przetestowałabym to ziarno złagodzone mlekiem. Intryguje mnie fakt, iż owa specyficzna "sucha wilgoć" i motywy podpalonych, przyprawionych cytrusów pojawiły się mniej lub bardziej we wszystkich próbowanych dotąd przeze mnie dominikańskich ciemnych czekoladach (Morin, Cluizel, Zotter). W różnych odsłonach - bo w końcu ziarna pochodziły z innych rejonów i zostały inaczej obrobione - nie mniej jednak daje mi to ogólny pogląd, jakie kakao rodzi dominikańska ziemia.



Skład: miazga kakaowa z Dominikany, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 80%
Masa netto: 50 g.
Czas konszowania: 24 godziny.

32 komentarze:

  1. Jejku,ale mieli pomysl z tym opakowaniem :D A sama czekolada ciekawa,choc na pewno nie dla tak malowytrawnego smakosza jak ja,bo na oeewo nie wyczulabym w niej tyle co ty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często proste pomysły są najlepsze!

      Spróbowałabyś, to byś się przekonała ;)

      Usuń
  2. Wygląda tak dziko, jak by ktoś przed chwilą ją wykopał z ziemi :D Ale wydaje się być bardzo smaczna, a i skład na to wskazuje, nawet przy nie odnalezieniu tylu aromatów to na pewno wartościowy smak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba stwierdzenie zawarte w pierwszym zdaniu :D

      Usuń
  3. Brzmi niezwykle ciekawie... wydaje się być taka "moja", mimo naprawdę dziwnych nut (witamina C rozpuszczona w wodzie). Chociaż to chyba właśnie one dodatkowo napędzają moją chętkę na nią. Ależ bym jej spróbowała!

    OdpowiedzUsuń
  4. charlottemadness5 kwietnia 2016 06:34

    Takie nieokiełznanie i dzikość to moje smaki w 100%-chcę ją !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyżej, na szczęście niedługo powinna być łatwiej dostępna :)

      Usuń
  5. Ciekawy opis:) ale opakowanie bardzo oryginalne :) . Wczoraj spróbowałam lindt excellence acai brombeere . Czekolad mnie bardzo zaskoczyła spodziewałam się czegoś bardziej gorzkiego a czekolada jest bardzo słodka na poczatku mi to przeszkadzało,ale za chwilę pojawiły się malutkie kawałki owoców które były lekko kwasowe i bardzo soczysto-orzeźwiające w smaku. Pyszna czekolada dziękuję za jej poleceni kiedyś jeszcze ją kupuje jak tylko spotkam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ proszę! :D Również miło ją wspominam.

      Usuń
  6. Opakowanie mnie zdziwiło. Na moje oko wygląda jakby marka Golden Rose postanowiła się zająć sprzedażą eko produktów typu chia, spirulina czy inna konopia. Ale nie jestem pewna czy by mi ta czekolada posmakowała. Ta kwasowość trochę mnie zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, jednak logo jest nieco inne ;)

      Być może miałabyś z tą czekoladą podobną zagwozdkę, jak przy Menakao 80% ;)

      Usuń
  7. Opakowanie rzeczywiście fajne, intrygujące, ale smaki już nie moje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta niestety nie dla mnie - kwaśność powoduje u mnie niestety wzdryganie się. Jeszcze jestem w stanie znieść pewną surowość czy gorycz po prostu, ale kwaśności nie lubię, przepraszam za to, bo pewnie taką miłośniczkę urażę takim stwierdzeniem, ale mi to się kojarzy po prostu ze starą czekoladą, która za długo leżała w barku u dziadków. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, wiem o jakiej kwaśności piszesz - ale ta obecna tutaj była zupełnie inna :) Na szczęście!

      Usuń
  9. Samo już opakowanie kusi niemiłosiernie aby po tą tabliczkę sięgnąć ;) chociaż już samym wyglądem czekolada aż tak nie ujmuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to Ania napisała: "Wygląda tak dziko, jak by ktoś przed chwilą ją wykopał z ziemi" ;)

      Usuń
    2. W sumie jak by ją tak własnie przedstawić to już wygląd bardziej zaczyna intrygować niż odpychać :D

      Usuń
  10. Dominikańskie kakao jest bardzo ciekawe, chętnie spróbuję tej tabliczki, jak będę miał okazję. Cieszy to, że producent szanuje klienta i umieszcze dokładną(!) informację o tym, co kupujemy - to wciąż jeszcze rzadkość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natomiast aż tak dokładne informacje to już w ogóle unikat!

      Usuń
  11. Prędzej bym powiedziała, że to kakao albo kawa, a nie czekolada. Nie podoba mi się taki typ opakowania. Za octowy zapach tez podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to opakowanie w moje gusta trafiło idealnie :)

      Usuń
  12. Opakowanie fantastyczne, unikatowe! :) Kuszące.
    Wnętrze natomiast.. Mimo tej złożoności. Jakoś chyba nie w me gusta :)
    Ale na bank jeszcze nie raz i nie dwa w kwestii czekolad się zgodzimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście świat czekolad jest tak bogaty, że każdy znajdzie coś dla siebie :). Opakowanie przyciąga swoją prostotą, prawda?

      Usuń
  13. Ojej, nie brzmi jak czekolada wymarzona dla mnie. Lubię cytrynę, lubię pieprz, w daniach zawsze ich używam, ale do czekolady średnio mi pasuję ;)
    ..
    Jej, jak dawno nie pisałam tu tego typu komentarza, jakaś odmiana od ochów i achów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, coś mi się wydaje, że jakbyś spróbowała, to już by było oh i ah :D :>

      Usuń