poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Georgia Ramon Bütten-Tafel Streugut Grune Pistazien biała 37% z pistacjami


Długo wahałam się przed zakupem serii Bütten-Tafel od Georgii Ramon (dostępnej w sklepie Sekretów Czekolady). Całkiem zwyczajne tabliczki z dodatkami, wprawdzie w większej gramaturze niż zwykle (80 g), pakowane w ręcznie czerpany papier Zerkal-Bütten. Przypuszczam, iż to głównie owo opakowanie wpływa na wysoką cenę tabliczek z kolekcji (ponad 40 zł). W końcu, zaopatrując się w zapas czekolad na lato, zdecydowałam się na trio Bütten-Tafel, przede wszystkim stwierdzając, że będzie to bardzo dobra jakościowo propozycja na jakiś wypad w góry. Rzeczywiście, pierwszą czekoladę z serii zjedliśmy na Chełmcu w Górach Wałbrzyskich, przed wejściem wieżę widokową.


Grubaśna jak na Georgię Ramon tabliczka prezentowała się przepięknie. Jej karmelowa barwa jakże zachęcająco zgrywała się z równie karmelowym zapachem. Z jednej strony podzielona na kostki, z drugiej posypana sycylijskimi pistacjami. Pistacji było całkiem sporo, co się chwali. Całość wyglądała naprawdę konkretnie.

W smaku również czekolada nie zawiodła. Okazała się jedną z tych białych tabliczek, które całym swym bukietem pokazują, że i ów twór dumnie należy do grona Prawdziwych Czekolad. Maślanie i zarazem lekko rozpuszczająca się w ustach, z posmakiem świeżego, skarmelizowanego mleka, z wyraźnym akcentem wyważonej słodyczy cukru trzcinowego. Umiarkowanie tłusta - po prostu bardziej karmelowa - uświetniona została wspaniałej jakości pistacjami, aromatycznymi i chrupiącymi, o naturalnie intensywnym smaku. Nie spodziewałam się, że aż tak dobrze będą pasować do tej czekolady.


Kolejne czekolady z serii Bütten-Tafel zapewne również wypróbuję w terenie i spodziewam się, że będą to pełne relaksu chwile.

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, pistacje 21%, pełne mleko w proszku, sól morska.
Masa kakaowa min. 37%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 616 kcal.
BTW: 10/49/36.

sobota, 29 sierpnia 2020

Taza Chocolate Raspberry Crunch ciemna 70% z komosą ryżową i olejkiem malinowym


Po bardzo przeciętnej Taza Cacao Crunch 80% sięgnęłam po o 10% uboższą w kakao Raspberry Crunch. Zabrałam ją ze sobą na szlak w Góry Sowie, wiedziałam już bowiem, że Taza nie jest marką, która zaoferuje mi górnolotne doznania - a jako oryginalny dopalacz energetyczny sprawdzi się dobrze. Tą, jak i inne czekolady tej amerykańskiej marki, rozdrabniającej stosowane przez siebie kakao w sposób tradycyjny na granitowych młynkach - kupiłam poprzez sklep Sekretów Czekolady.

Seria crunch wzbogacona jest o prażoną komosę ryżową, która dodatkowo podbija i tak już charakterystyczną dla marki chrupkość oraz szorstkawą, ziarnistą strukturę. Spodziewałam się, iż zastanę tu także przyjemne kawałeczki liofilizowanych malin. Naiwna, nie zerknęłam na skład przed zakupem produktu. Raspberry Crunch nie ma w sobie malin, a jedynie twór nazwany olejkiem malinowym, który nawet nim nie jest (składa się z bliżej nieokreślonego oleju roślinnego oraz naturalnych aromatów). Rzeczywiście, nad tabliczką unosi się intensywny, słodki, rześki, owocowy zapach - czerwone owoce z malinową dominacją. W smaku również pojawia się cukierkowa malinowość, nadająca kompozycji świeżości. I to by było na tyle, gdyż w innych aspektach Raspberry Crunch jest po prostu lżejszą wersją Cacao Crunch, oczywiście dodatkowo aromatyzowaną. Naprawdę, producent mógł pokusić się chociaż o odrobinę prawdziwych owoców.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, prażona komosa ryżowa, tłuszcz kakaowy, olejek malinowy (olej roślinny, naturalne aromaty), wanilia.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.

czwartek, 27 sierpnia 2020

Raaka Pure Cacao & Strawberry & Coconut ciemna surowa bez cukru 80% Tanzania z truskawkami i kokosem


 Po pierwszym doświadczeniu (Uganda 60% z mlekiem kokosowym) z amerykańską marką Raaka produkującą surowe, organiczne czekolady - dalej pozostajemy w mym ulubionym klimacie kokosowym, lecz teraz podanym w zupełnie nieoczywistej formie. Zdobyta dzięki uprzejmości sklepu Sekretów Czekolady, Pure Cacao & Strawberry & Coconut składa się wyłącznie z kakao (ziarna i masło), truskawek oraz prażonego kokosa - nie dodano tu grama cukru. Kakao mamy 80% - są to tanzańskie ziarna Kokoa Kamili uprawiane w dolinie Kilombero, w rejonie Morogoro. Według producenta, charakteryzują się one mocno czekoladowym profilem smakowym, z nutami ziemistymi oraz czerwonych owoców. O tym, jak marka Raaka mocno dba o sowite wynagrodzenie dla plantatorów, pisałam już przy okazji pierwszej recenzji.


Czekolada zdaje się być dość krucha, jakby zabrakło jej mocnego spoiwa. W przekroju wyraźnie widoczne są kawałki truskawek (wraz z pesteczkami) oraz kokosa, co czyni strukturę tabliczki jeszcze mniej zwartą. Kokos i truskawka przeważają w zapachu, przeplatają się w uwodzicielskiej harmonii.


W smaku serwuje nam skrajne doznania. Mój Mąż najpierw wręcz skrzywił się, dobitnie odczuwając brak dodatku cukru. Zdecydowanie, zabrakło mu tu słodyczy, szczególnie na początku - wydawała mu się nazbyt goryczkowa, sucha, jakby przyszło mu wyjadać zaschnięte resztki pochodzące ze smażenia truskawkowego dżemu wymieszanego z kokosem, na dodatek nieco przypalone - to efekt mocy kakao. Dla mnie zaś, subtelnej i bardzo przyjemnej słodyczy nadawały czekoladzie same truskawki. Wyczuwalność ich drobinek nadawała kompozycji jeszcze większego uroku, jakże dobitnie odczuwało się wpływ naturalnych truskawek na tak mocną z definicji czekoladę. Kokos balansował sobie na drugim planie, stanowiąc miłe zwieńczenie.


Jakże ciekawie łączyła się w niej suchość i łatwe rozpadanie się w ustach ze słodką świeżością truskawek, kuszącym posmakiem kokosa oraz kakaową kwaśnością - mającą w sobie elementy surowego ziarna kakao (całkiem słusznie, wszak to surowa czekolada), bogactwo ściągających, ziemistych tanin oraz orzeźwiające akcenty różowego grejpfruta i żurawiny. Niebywale kusząca jest dla mnie taka autentyczność - surowa czekolada bez cukru, w której nie są zastosowane żadne zamienniki, a pełnię smaku definiuje czysta natura w składnikach najwyższej jakości. Za to warto docenić manufakturę Raaka.


Skład: ziarna kakao, truskawki, prażony kokos, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 51 g.

wtorek, 25 sierpnia 2020

Beskid Earl Grey Ekwador National Arriba ciemna 75% z olejkiem z bergamotki


W grudniu 2019 opublikowałam recenzję ciemnej czekolady 73% kakao z manufaktury Beskid, wzbogaconej o herbatę earl grey. Wówczas, producent nie udostępnił informacji o kraju pochodzenia wykorzystanych ziaren, więc przypuszczam, że mógł być to blend. Gdy po czasie, w sklepie Sekretów Czekolady pojawiła się inna tabliczka z Beskidu sygnowana nazwą Earl Grey nie wiedziałam, czy warto po nią sięgać. Okazało się jednak, iż zamysł nowej czekolady jest nieco inny. Zamiast suszu herbacianego użyto tu po prostu olejku z bergamotki. Mamy również o 2% więcej kakao, tym razem wiadomego pochodzenia - ekwadorskie ziarna National Arriba.


W zapachu czekolada kojarzyła mi się mocniej z białą herbatą z jaśminem, niż z earl grey. W ustach wyraziście miąższysta, masywna, lekko szorstka, rozpuszczająca się powoli, lecz skutecznie. Niosła ze sobą delikatny efekt chłodzenia. Od samego początku czułam, iż czekolada ta ma w sobie więcej goryczki i kwiatowości kakao, niż poprzedniczka. Sugestia wyperfumowania była mocna, jednakże nie przytłumiła całości - odniosłam wrażenie, iż w wersji z herbatą o dziwo owa aromatyzacja odznaczała się wyraźniej, niż tu, w wersji z olejkiem. Budził skojarzenia z... żółtym serem, lekko podwędzanym, doprawionym ziołami prowansalskimi. Pomyślałam także o pralince wypełnionej dobrym ziołowym alkoholem.

Mniej oczywista niż wcześniejsza czekolada Earl Grey, a mimo to konsekwentna w prezentowanych przez siebie nutach smakowych. Przyznam, że to właśnie ta degustacja sprawiła mi więcej przyjemności - oby Beskid zawsze wprowadzał zmiany w swym asortymencie idące wyłącznie w tę stronę.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, olejek z bergamotki.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 50 g.