czwartek, 15 grudnia 2016

Zotter Vanilla Mousse with Honey mleczna 40% nadziewana miodowo-waniliowym ganaszem z białej czekolady i migdałów


Kolejny długi weekend w listopadzie? W to mi graj! Wraz z Mężem nie próżnowaliśmy. W zasadzie, to już rok temu zaplanowałam nam trasy na wyjazd związany z wolnym na 11 listopada. Planowałam zebrać "brakujące" ogniwa w Beskidzie Żywieckim i Śląskim, które nie dawały mi spokoju.

Po czwartej nad ranem 11 listopada wyjechaliśmy z Poznania do Bielska-Białej, gdzie na parkingu w pobliżu wyciągu na Szyndzielnię zostawiliśmy auto. Wyruszyliśmy na szczyt Szyndzielni od strony góry Dębowiec. Dotąd dwa razy byłam na Szyndzielni, jednak zawsze podchodziłam na nią od strony Szczyrku. Potwornie zazdroszczę mieszkańcom Bielska-Białej bliskości pasm górskich. Po pracy na spacer można wybrać się w góry, po prostu...



Wyciąg na Szyndzielnię jest w remoncie, więc przedpołudniem nie było na górze tłumów. Chociaż, może były takie w schronisku, ale my usiedliśmy na zewnątrz. Szkoda tylko, że wieża widokowa była nieczynna... Trudno, nie można mieć wszystkiego. My za to mieliśmy obiecującą czekoladę do posilenia się, w towarzystwie kawy z termosu. Kolejny nadziewaniec Zottera spośród świeżo wypuszczonych na rynek nowości który chcę Wam zaprezentować to Vanilla Mousse with Honey (biokredens.pl).

Nazwa brzmi wręcz banalnie, może nawet pospolicie. Doświadczenie nauczyło mnie jednak, że Zotter nawet najprostszą kompozycję potrafi wykonać w sposób zaskakujący. Tutaj pod kuwerturą z mlecznej czekolady o 40% zawartości kakao umieścił ganasz z migdałów i białej czekolady, suto doprawiony wanilią i miodem. Kraina łagodności?


Już w samym zapachu bardzo intensywnie odznaczał się miód. Ooo tak, antyfani miodu nie mają czego tutaj szukać! Ponadto, nad tabliczką unosiła się słodka woń cynamonu, wanilii oraz delikatnego marcepanu. W przekroju beżowe nadzienie jest dwuwarstwowe, ale... szczerze powiedziawszy skupiłam się na tym dopiero oglądając zdjęcia. Realnie różnica barw i konsystencji pomiędzy dwoma warstwami była bardzo subtelna. Zakładam, że dolna część oparta jest przede wszystkim na migdałach, a górna na białej czekoladzie z miodem, lecz tabliczkę jadłam i tak przedzierając się przez wszystkie warstwy na raz. W sumie to mi wszystko jedno, która część jest która... Wnętrze Vanilla Mousse with Honey upstrzone jest raz po raz waniliowymi kropeczkami.

Czekolada była słodka, mocno mleczna, lekko karmelowa i palona. Całe nadzienie okazało się być bardzo gładkie, lecz nie maziste. Wanilia pokazała tu swoją zdecydowaną, przyprawową stronę. Bardzo lubię wanilię w takim mocnym wydaniu. Mocny okazał się również miód, smakujący niczym mieszanina lipowego i rzepakowego (chyba bardziej skłaniając się w stronę tego drugiego). Fuzja tych dwóch pozornie delikatnych, lecz tutaj bardzo mocnych i charakternych smaków zdominowała całą kompozycję. To zgodnie z moimi przypuszczeniami było bardzo niebanalne połączenie, dające w efekcie niezwykle oryginalny smak.


Gdy dodamy do tego błogość mlecznej czekolady lekko rozpuszczającej się w ustach, subtelny posmak migdałów, słodycz mleka z białą czekoladą oraz muśnięcie cynamonem - otrzymujemy ciepłą, wręcz rozgrzewającą kompozycję, idealną na zaśnieżony górski szlak. Chyba lepiej nie mogłam trafić z wyborem tej tabliczki. Jeśli macie ochotę na coś w jesienno-zimowych klimatach, lecz delikatniejszego niż boska Spiced Marzipan on Cinnamon Nougat - wybierzcie właśnie dziś opisywaną czekoladę. Warto dodać, iż mimo wszystko, nie jest ona tak błoga jak na przykład Cinnamon Apple + Honey. Miód i wanilia w rękach Zottera potrafiły okazać się naprawdę specyficznym i przewrotnym duetem.

Skrzyczne wyłania się zza chmur...

Na Klimczoku.

Skrzyczne widziane w pełnej okazałości z Klimczoka.

 

Naszą trasę tego dnia można pi razy drzwi przedstawić następująco, z tymże schodziliśmy z okolic malowniczego zalewu Wapienicy bezpośrednio drogą przez las z powrotem do Dębowca. Powtarzaliśmy wprawdzie Szyndzielnię i Klimczok, ale nigdy nie widzieliśmy ich w śnieżnej aurze. Tego dnia chodziło nam przede wszystkim o szczyt Błatni, na którą dotychczas było nam nie po drodze. Sylwia szczególnie mocno przekonała mnie do tego, że warto nie pomijać tej góry. Miała rację... Widok z polany szczytowej Błatni był niezwykle malowniczy. Szkoda, że nie mieliśmy jeszcze lepszej widoczności, ale... czego chcieć więcej. Było i tak bardzo urokliwie, a schronisko pod Błatnią okazało się bardzo klimatyczne i zaciszne.







Śniegu w niższych partiach Beskidu Śląskiego 11 listopada jeszcze nie było...



Po zatoczeniu pętli z Bielska-Białej pojechaliśmy do Korbielowa - do DW Lidia, gdzie nocowaliśmy rok wcześniej "robiąc" Beskid Żywiecki właśnie od strony Korbielowa. Po rozpakowaniu się udaliśmy się na obiad do Karczmy Pod Borami, gdzie czekało nas niemałe zaskoczenie - kelnerka pamiętała nas sprzed roku! Nie da się ukryć, jesteśmy specyficzną parą - ale że aż tak? :)

Kolejnego dnia planowaliśmy dłuższą trasę...

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, mleko, miód 6%, miazga kakaowa, migdały, odtłuszczone mleko w proszku, cukier inwertowany, słodka serwatka w proszku, pełen cukier trzcinowy, wanilia, lecytyna sojowa, sól, cynamon, płatki róż, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier).
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 514 kcal.
BTW: 5,9/34/46

wtorek, 13 grudnia 2016

Akesson's Bali Sukrama Farms 75% Trinitario ciemna


Chcąc rozpocząć przygodę z marką Akesson's, swego czasu zakupiłam u Piotra z Sekretów Czekolady dwie tabliczki - recenzowaną już boską mleczną Bali Sukrama Farms z kwiatem soli morskiej i cukrem z kwiatów palmy kokosowej oraz ciemną tabliczkę o 75% zawartości kakao - także balijskiego Trinitario, z tej samej plantacji. Od czegoś trzeba było zacząć! Dziś w mojej Magicznej Szufladzie czeka na degustację niemal cały asortyment Akesson's, co oznacza, iż dwie powyższe czekolady zdecydowanie przekonały mnie do asortymentu marki.

Spośród recenzji Akesson's Bali Sukrama Farms 75% Trinitario dostępnych w sieci, przywołam oczywiście wpis naszej Kimiko, a także opinie z blogów One Golden Ticket oraz Bean-To-Bar. Jak zawsze intryguje mnie splot podobieństw i różnic w odczuwaniu tej samej czekolady przez różnych ludzi. Chyba szczególnie mocno różnią się moje (i mojego Męża) odczucia w porównaniu do Kimiko, no ale o tym wszystkim przekonacie się w dalszych akapitach.



Nasza 60-gramowa tabliczka pomimo zgrabnego wyglądu wydawała się także przewrotnie masywna, tłusta, mokra, mimo wszystko potężna, głęboko ciemna. Przy przełamaniu z soczystym trzaskiem ukazała swoje bardzo apetyczne wnętrze - drobnoziarniste i gładkie zarazem. Czekolada pachniała delikatnie, nieco leśnie - jak połączenie igliwia, gleby i drewna. Spod tego bogatego aromatu wypływa słodko-palona woń, jak w drożdżówce z maślaną kruszonką z lekko przypalonym spodem. Mniam!

Oj tak, mniam... Czekolada rozpuszcza się powoli, lecz bardzo przyjemnie i gładko. Pracując nad nią językiem czujemy się tak, jakbyśmy stopniowo zsuwali z serca czekolady kolejne warstwy, rozpracowując ją dogłębnie. Szczególnie odznacza się mocna paloność, ale zupełnie odmienna od kopa, jakie zafundowała nam Pralus Indonesie Criollo 75%. Wprawdzie w Pralusie mieliśmy do czynienia z kakao z Jawy, a nie z Bali, ale jednak region zbliżony, nuty niby podobne - a jednak jakże inne. Pomimo tego, iż Pralus zastosował pozornie delikatniejsze Criollo, przy balijskim Trinitario obrobionym przez Akesson's mocno prażone jawajskie Criollo to siermiężny młot.



Paloność ukazuje nam tutaj swoje liczne twarze. Najpierw delektujemy się skórką świeżego chleba na naturalnym zakwasie, który za chwilę przechodzi w aromat kromek pieczonych nad ogniskiem. Jakże apetyczna była ta fuzja kwaśności i goryczy. Dalej - przychodzą skojarzenia z prażonymi orzechami. Pojawia się coraz więcej słodyczy, im mocniej rozpuścimy w ustach czekoladę. Przez przypieczony spód drożdżowego ciasta docieramy do słodkiego, pszennego miąższu. Pojawia się lekko cytrynowy lukier oraz cudna maślana kruszonka.

Pomimo tak wyrazistych palonych nut czekolada ma w sobie wiele delikatności - im dalej w las, tym odczuwamy coraz więcej słodkich niuansów. Rzeczywiście czułam się, jakbym rozpracowywała drożdżowe ciasto poczynając od przypieczonego spodu, przesuwając się w górę aż ku mojej ukochanej kruszonce. Pomiędzy tym wszystkim pojawiają się również owoce, których sok cudnie nasączył miękkie ciasto. Czujemy słodkie wiśnie z kompotu, truskawki, może także jagody.



Lepkie od owocowego soku ciasto po raz kolejny kieruje nas w stronę lasu, czy może raczej samej ziemi. Ziemiste nuty są tu mimo wszystko dość lekkie i rześkie. Przewrotnie, nie można jednak nazwać tej czekolady lekką. Jest tu wyraźny pierwiastek ciężkości, ale nie jakoś bardzo syropowej, raczej jak w lekko przepalonym lukrze. Paloność po prostu już na wstępie mocno nas uderza i cały czas dominuje, pomimo uroczych słodkich przebłysków. Lekki kwasek jest tutaj naturalną konsekwencją paloności.

Dalej pojawia się również wyrazisty dym w towarzystwie kolejnych, innych owoców. Owiany dymem z ogniska banana oraz podwędzana gruszka zapiekana pod kruszonką - one dopełniają wyrazistą kompozycję. Niesamowity jest fakt połączenia dymnych, drzewnych i ziemistych, ciężkich nut z świeżością i beztroską owoców. To tak, jakbyśmy rozpalili wielkie ognisko na nadmorskiej plaży. Choć w ogniu kotłuje się od piekielnych wyziewów, dookoła owiewa nas rześka bryza, otacza nas nieskrępowana przestrzeń. Dym koniec końców umyka w górę, przez co nasza czekolada nie jest skrajnie przysadzista, ma w sobie... wiele nieba.

Równowaga pomiędzy palonością i słodyczą zachwyciła mnie. Akesson's zafundował nam mocne, typowo indonezyjskie nuty w cudnie smakowitym wydaniu. Mmmm... Będę bardzo podekscytowana przy otwieraniu kolejnych tabliczek od Akesson's!



Skład: masa kakaowa min. 75% (ziarna kakao, tłuszcz kakaowy), cukier trzcinowy, lecytyna sojowa non-GMO.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 575 kcal.
BTW: 9,3/45,81/31,37

niedziela, 11 grudnia 2016

Zotter Sauvignon Blanc mleczna 40% nadziewana ananasowo-karmelowym ganaszem z winem Sauvignon Blanc, pieprzem, rodzynkami i miodem


Jesienią przyszła do mnie wielka paczka z biokredens.pl. Dla Zottera jesień do bardzo płodny czas - również rok temu o tej porze wypuścił wiele nowości, ale w tym roku naprawdę zaszalał z ich mnogością. Oczywiście musiałam mieć je wszystkie (no niemal wszystkie... coś tam po drodze przegapiłam). Dzisiaj przed Wami pierwsza świeżynka wypuszczona spod skrzydeł Zottera - nadziewaniec Sauvignon Blanc.

Od kuwerturą z mlecznej czekolady o 40% zawartości kakao ukryty został ganasz ananasowo-migdałowy z miodem i pieprzem, podlany bohaterem tytułowym - białym winem Sauvignon Blanc z austriackiej Styrii. Zotter ponownie stawia na promocję regionu, wykorzystując jedno z lokalnych, tradycyjnych win. Choć już same bazowe składniki produktu wskazują na wyjątkowość kompozycji, jest ona jeszcze bardziej złożona. W składzie znajdziemy nawet suszone pokrzywy, czarny bez czy paprykę w proszku. Mistrz zapewne przemyślał recepturę co do cala.


Apetyczny, soczysty brąz mlecznej kuwertury otacza nadzienie wyglądające niczym gładki marcepan. Zresztą, kompozycja również pachnie marcepanowo (bardzo delikatnie). Odczuwaliśmy również kwaśnawą woń wina, wymieszaną z feerią przypraw.

 Czekoladowa powłoczka jest delikatna i słodka, barrrdzo mleczna i tłuściutka. Idealnie pasuje to dość charakternego, jak się po chwili okazało, ganaszu. Nadzienie jest niezwykle gładkie, lekko się rozpuszcza pozostając w ustach maślany film. Z jednej strony charakteryzuje się tłustością niczym w migdałowym kremie, z drugiej zaś - ma w sobie wiele rześkiej kwaśności (choć także w specyficzny sposób wytrawnej). Pośrodku jasnobeżowej gładzi odnaleźć można raz po raz maleńkie, jędrne rodzynki. Nie było ich wiele, lecz stanowiły miłe urozmaicenie, nie wpływające mocno na smak całości.


Wyraźnie wyczuwamy białe wino, wymieszane z charakternymi przyprawami. Szczególnie mocno rzeczywiście odznacza się pieprz, którego w składzie znajdziemy aż 3%. W zaskakująco smakowity sposób komponuje się z mocno kwiatowym, nieco egzotycznym w posmakach winem. Świetnie również pasuje do aksamitu migdałowego o kremu o lekkim jak chmurka smaku. Za to największym zaskoczeniem było, jak bosko pieprz łączył się z ananasem, który także stanowi istotny element ganaszu. Zresztą, takie połączenie to nie debiut w twórczości Zottera, że wspomnę tylko o genialnej Strawberry + Pineapple and Pepper. Skąd w ogóle spłynęło na Zottera to odkrycie, iż soczysty ananas tak doskonale komponuje się z aromatycznym pieprzem?


Alkoholowy posmak przebrzmiewa gdzieś w tle, jednak nie dominuje. Myślę, że w obliczu pozostałych elementów: pysznej czekolady, subtelnych migdałów, kwiatowości wina, rześkości ananasa i przyprawowego pazura - alkohol sam w sobie stanie się znośny nawet dla jego antyfanów w słodyczach. Nad wszystkim unosi się lekka karmelowość. To bardzo ciekawa, spokojna i elegancka kompozycja, którą bez skrępowania wręczyłabym w formie wyszukanego prezentu dla wymagającej osoby. Bez dwóch zdań, sprezentowana czekolada przebije najlepszą, okazjonalną bombonierkę.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, wino Sauvignon Blanc 9%, syrop cukru inwertowanego, miazga kakaowa, masło, pieprz 3%, sproszkowany karmel, suszone ananasy 2%, suszone pokrzywy, czarny bez, rodzynki, miód, grappa, słodka serwatka w proszku, sok cytrynowy, nierafinowany cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, papryka w proszku 0,1%, sól, wanilia, proszek cytrynowy, cynamon, chili Bird's Eye.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 524 kcal.
BTW: 4,8/33/48

piątek, 9 grudnia 2016

Amedei Toscano Nut Brown mleczna 32% z nugatem z orzechów laskowych


W poniedziałek 31 października rano podjechaliśmy z Limanowej do miejscowości Żegocina, znajdującej się już w gminie Bochnia. Stamtąd wyruszyliśmy zdobywać kolejne najdalej wysunięte, graniczne wyspy Beskidu Wyspowego, a nasza trasa przebiegała tak. Najpierw podeszliśmy na szczyt Kamionnej, spod którego wyrastają wyciągi narciarskie. Na polance pod szczytem urządziliśmy sobie przerwę na kawę i czekoladę.

 Przed Wami kolejna Amedei, tym razem naprawdę barrrdzo włoska. Prócz 32% kakao, cukru trzcinowego i pełnego mleka w proszku, Toscano Nut Brown zawiera w sobie miazgę z orzechów laskowych Tonda Gentile Trilobata z Piemontu (będących chlubą tamtego regionu) oraz nieduży dodatek migdałów. Nie zabrakło oczywiście ulubionej przez Amedei wanilii. Ah, gdy tylko zakupiłam tę orzechową tabliczkę w Sekretach Czekolady od razu wiedziałam, że jej przeznaczenie spełni się w górach!


Jasnobrązowa barwa tabliczki od razu przywodzi na myśl pyszny nugat. Zresztą, zapach już w ogóle nie pozostawia złudzeń - Toscano Nut Brown przepięknie pachnie pastą z orzechów laskowych. Znajdziemy tu także bardzo intensywną mleczną nutę. Głęboka woń kakao dodana do tego wszystkiego sprawia, iż całość kojarzy sie nam z aromatem gorącego czekoladowego budyniu.

Czekolada dość dobrze rozpuszczała się w ustach pomimo panującego na dworze chłodu. Wydaje mi się, że w cieple byłaby rozkosznie bagienkowata. Nie była jednak w pełni zalepiająca czy niewyobrażalnie gładka - kryła w sobie nutkę zawadiackiej szorstkości, dzięki czemu orzechowa bomba ukryta w środku odczuwana była jeszcze autentyczniej.

Tak, w smaku orzechy laskowe dawały czadu, idealnie wymieszane z mlekiem, cukrem i kakao - ponownie tworzyły iluzję budyniu, doprawionego prawdziwą wanilią. Mleczność była na tyle bogata, iż zakrawała wręcz o śmietanę. To bardzo spójna kompozycja, idealna dla fanów orzechów. Migdały wprawdzie nie zagrały tu istotnej roli, ale same orzechy laskowe są tutaj naprawdę wyborne. Generalnie, Toscano Nut Brown nieco przypominała mi Nougsusy od Zottera, jednak była od nich zdecydowanie mniej słodka. To wielka zaleta tej czekolady - żadna nadmierna słodycz nie przeszkadza w czerpaniu radości z tej prostej, klasycznej i przepysznej kompozycji.



 A oto widoczki z Kamionnej i okolic... W dole Mogielica w pełnej okazałości.



Po zdobyciu Kamionnej udaliśmy się nieco dalej na Pasierbiecką Górę, po której ponownie wróciliśmy na Kamionną i innym już szlakiem zeszliśmy w dół, ku Przełęczy Widomej.



Ostatnimi zdobytymi przez nas wyspami były Łopusze Wschodnie i Zachodnie - niewysokie, mało uczęszczane, ale bardzo malownicze. Z nich powróciliśmy do Żegociny... Ostatnie kroki na szlaku podczas tego wyjazdu, ale żal nie był za wielki - wkrótce czekał nas kolejny długi weekend!





Skład: cukier trzcinowy, orzechy laskowe Tonda Gentile Trilobata, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, migdały, wanilia. 
Masa kakaowa min. 32%.
Masa netto: 50 g.