środa, 28 sierpnia 2013

Cachet Blackberry & Ginger ciemna z jeżyną i imbirem





Przyszedł czas na kolejną tabliczkę Cachet - wiedziałam, że to będzie duża przyjemność. Widok dużych, specyficznie podzielonych kostek po rozdarciu sreberka wywołał uśmiech na mojej twarzy. Zwłaszcza, że już po chwili do mych nozdrzy dotarł przepiękny zapach - mieszanki kakao i leśnych owoców. Zapowiedź rozkoszy dla podniebienia!

Ciemna czekolada i w tej tabliczce nie zawiodła - naprawdę bardzo, bardzo dobra. Zawiera w sobie dwa rodzaje granulek - ciemne jeżynowe oraz jasne imbirowe. Pierwsze do kubków smakowych uderzają nuty owocowe. Podobne jak w przypadku jeżynowej duńskiej Toms, choć pokuszę się o stwierdzenie, że jeszcze bardziej rześkie i soczyste. Wraz z ciemną czekoladą tworzą głębię, w której można by błogo zatonąć. Cytrusowo-mydlane nuty imbirowe docierają do nas dopiero na samym końcu - tuż po rozpuszczeniu kęsa na języku. Są bardzo subtelne i stanowią jedynie wieńczące wszystko, harmonijne dopełnienie. Nie są rozgrzewające, a raczej orzeźwiające. Wszak dodano tu jedynie naturalny aromat, a nie sproszkowany imbir.

Duży plus dla producenta za nośnik w granulkach - nie mamy tutaj sacharozy czy innego prostego cukru jak w przypadku wielu innych tego typu wyrobów. Inulina jako baza dla granulek to świetny pomysł, także ze względów dietetycznych - prebiotyki w czekoladzie to rzadko spotykana rzecz :).

Mmmm... Jak wspaniale. Właśnie dzięki takim smakołykom mój Ukochany przekonuje się do gorzkich czekolad i ku mojej uciesze myślę, że dalej będziemy podążać właśnie tą drogą... :)

Skład: miazga kakaowa, cukier, granulki jeżyny 3,5% (inulina, naturalny aromat, jeżyna w proszku 2%), tłuszcz kakaowy, tłuszcz masłowy, granulki imbiru 1,5% (inulina, naturalny aromat imbiru z innymi naturalnymi aromatami), lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 57%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 500 kcal.
BTW: 5,7/33,7/41,5

wtorek, 27 sierpnia 2013

Bohme ciemna z kremowym nadzieniem z marakują


Gdzieś na dnie Magicznej Szuflady znalazłam jeszcze jedną z letnich edycji Bohme, zakupioną na stoisku z produktami sprowadzonymi z Niemiec. Zawsze przy okazji opisywania tych specyficznych tabliczek Bohme zaznaczałam, że darzę wyjątkową sympatią charakterystyczne dla nich wilgotne, zbite i obfite nadzienie. Chyba przypomina mi ono konsystencją cukierki z Mieszanki Teatralnej od Goplany, do których mam duży sentyment (oczywiście w tych czekoladach brak alkoholowego posmaku, typowego dla powyższych cukierków). 

Bohme Maracuja to kolejna lekka słodycz na lato - orzeźwiająca i owocowa. Nadzienie słodko pachnie marakują i tak też smakuje - bez zbędnej przesady. Deserowa czekolada dobrze komponuje się we słodkim wnętrzem. Poprawnie i przyjemnie. Plus za zastosowanie jako barwnik ekstraktu z papryki - zawsze milej to wygląda, niźli koszenila ;).

Skład: cukier, miazga kakaowa, woda, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowy, tłuszcz roślinny, modyfikowana skrobia ziemniaczana, sok z marakui z koncentratu 2,1%, lecytyna słonecznikowa, aromat, kwas cytrynowy, ekstrakt z papryki.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 100 g.

Manufaktura Czekolady Smoky Joe ciemna 70% ze słodem whisky


Nie wiem, czy z którąkolwiek czekoladą, jaką dotąd jadłam, wiąże się tak długa historia, jak z tą. Żeby ją opisać, aż nie wiem od czego zacząć... No, ale wypadałoby zacząć od początku ;).

Wraz z Ukochanym rozsmakowuję się nie tylko w czekoladach, ale i w piwach. W moim mieście dostęp do dobrego piwa jest o wiele łatwiejszy, niż do dobrej czekolady. Dlatego też, zimą tego roku, z wielkim podekscytowaniem czekaliśmy na premierę piwa, o którym wiedzieliśmy, że będzie wyjątkowe. Sam jego opis nam o tym mówił. Kupiona w dniu premiery butelka, prędko otwarta w domu... Mmm... Smoky Joe z AleBrowaru to wyjątkowy stout i można by się o tym rozpisywać. Jednakże nie jest to blog o piwach, dlatego ciekawskich odsyłam do źródła: http://www.alebrowar.pl/smoky-joe/#more-1390 .

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Smoky Joe jest tak wyjątkowym piwem. Na jego premierę została specjalnie przygotowana... czekolada. Prawdziwa gorzka czekolada, wędzona słodem whisky - tym samym, co w piwie. http://www.alebrowar.pl/prawdziwe-piwo-i-prawdziwa-czekolada/#more-1434 Niestety, w dniu premiery nabycie tej czekolady okazało się dla nas problemem. A później było jeszcze trudniej... Mimo dostępności piwa w specjalistycznych sklepach i pubach - poszukiwania czekolady spaliły na panewce. Owszem, była dostępna w sklepie internetowym, ale nie chciałam łamać zasady, którą sobie postawiłam - nie zamawiam czekolad przez internet, bo gdy zacznę, to wtedy już popadnę w totalny czekoladowy zakupoholizm. (Coś jednak czuję, że wkrótce ta zasada zostanie złamana...)

Trzeba mi było czekać do kolejnej warki Smoky Joe, gdy od słowa do słowa, przez łut szczęścia i życzliwość kilku ludzi - pijąc smakowite piwo w ulubionym pubie - stałam się właścicielką czekolady Smoky Joe. Przechowywanej w lodówce na czarną godzinę (Tabliczka miała termin ważności do 30 września 2013, więc czarna godzina i tak nie mogła nadejść nie wiadomo kiedy :D). Aż oczy mi się zeszkliły, gdy trzymałam w rękach ten skarb i nie wiedziałam, co z nim począć. Szybko jednak znalazł się bezpiecznie w mojej torebce, a po powrocie do domu zajął przytulne, honorowe miejsce w mojej Magicznej Szufladzie. Długo w niej jednak miejsca nie zagrzała - butelka Smoky Joe została zakupiona i przy najbliższej okazji zasiadłam z Ukochanym do degustacji. Wyjątkowej degustacji. Na ten jeden raz blog może zostać przemianowany na "Sex, Beer & Chocolate" ;).

Sprawa nabiera jeszcze większej mocy, gdy wezmę pod uwagę fakt, że jest to pierwsza tak wysokiej jakości tabliczka czekolady, jaką przyszło mi jeść w calutkim moim dotychczasowym życiu. Ok, była ręcznie robiona mleczna austriacka czekolada nadziewana kremem z kasztanów, ale... No właśnie, mleczna. Tu mamy prawdziwą moc kakao. I to jeszcze podrasowaną oryginalnym dodatkiem.

Pełna ekscytacja. Butelka otworzona, piwna ambrozja przelana do sniftera. Pierwszy łyk na rozgrzanie podniebienia i można z namaszczeniem otwierać drugą część kompletu. Czekolada. Opakowana nad wyraz skromnie, ale w tej prostocie jest metoda. Czarne pudełko przepasane etykietą Smoky Joe, zawierającą krótki opis oraz skład surowcowy. "Smoky Joe to kompozycja stworzona przez Manufakturę Czekolady we współpracy z AleBrowarem. Jaśminowe nuty ziarna kakao z Ekwadoru idealnie pasują do dymnego charakteru Whisky Extra Stout'a warzonego przez AleBrowar na bazie słodu whisky." Po otwarciu pudełka ukazuje się nam cieeeeemne maleństwo podzielone na 15 kostek, owinięte w folię. Niby maleństwo (55 g), ale wcale nie odczuwało się tego, że jest tej czekolady na pozór tak mało. Wewnątrz pudełka odnajdujemy dalszy ciąg historii czekolady, czy też właściwie jej genezę. Dlaczego powstała Manufaktura Czekolady i jak robi się tam najwspanialszą słodycz świata. Jak? W 100% naturalnymi i tradycyjnymi metodami.

Otwieramy folię. Uniosłam tabliczkę w dłoniach, by sztachnąć się jej zapachem i... to było wręcz odurzające. To już nie jest tylko zapach kakao. O tym można powiedzieć o wiele więcej. To jest o stokroć głębsze. Tak jak już nie jestem w stanie powiedzieć, że dobre piwo pachnie jedynie "piwem" (bo pachnie miliardem rzeczy) - tak i feerię aromatów dostarczyła ta czekolada. Jakieś niepokojące, kwiatowo-owocowe nuty, a przy tym ten rozgrzany asfalt, wędzony torf, surowe pierdolnięcie - piekielny Smoky Joe!

Nawet mój Ukochany, który dotąd zawsze miał problem z gorzkimi czekoladami (ale pracuję nad tym i jak widać efekty są...), rozpływał się nad smakiem tego cacuszka. Co więcej, jako fan piwa Smoky Joe przyznał, że czekolada bardziej mu smakowała, niż owe piwo z najnowszej warki! 

Mam zbyt małą wiedzę, aby rozpisywać się nad tym, co czułam jedząc tą czekoladę. To była głębia. Słód whisky bardzo dobrze wyczuwalny, w konfrontacji z piwem - absolutny czad. I to intensywne kakao, które z bezbożną siłą uderza do głowy. Ogromna przyjemność z jedzenia czegoś przepysznego. Pozwalałam każdemu kęsowi rozpuszczać się w ustach i na długo po degustacji ten wyjątkowy smak zachowałam dla siebie, aż nie chciało się myć zębów, ehh...

D-Z-I-Ę-K-U-J-Ę!!!
Stworzenie czekolady inspirowanej piwem to był strzał w dziesiątkę. Ciekawe, jak przy innych rodzajach piwa wypadłby taki eksperyment? Przy tak dobrej jakościowo czekoladzie - to musiałoby być kolejne niebiańskie doświadczenie...

Skład: ziarno kakao z Ekwadoru 70%, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, słód whisky.
Masa netto: 55 g.


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Lindt Creation Luscious Caramel mleczna nadziewana truflą i karmelem


Zabieraliśmy się do degustacji tej czekolady z pewną ostrożnością. Z jednej strony - postać karmelu potrafi zepsuć nawet najlepszy smakołyk, z drugiej - Luscious Caramel została wyprodukowana w francuskiej filii Lindta, co zwiększa prawdopodobieństwo jakichś niedociągnięć. Czy nie będzie zbyt słodko, sztucznie, twardo bądź lepko?

Zapach przyciąga kolejne obawy - barrrdzo, barrrrdzo słodki. Wystarczył jednak jeden kęs, aby poczuć ulgę - ów charakterystyczny posmak mlecznej czekolady Lindta miażdży wszystko. Uwielbiam ten smak kakao przełamany mleczną delikatnością. Lindt robi to doskonale i jakiekolwiek nie byłoby nadzienie - sama czekolada punktuje. I to ona jest tutaj gwoździem programu.

Karmel jak to karmel - naprawdę słodki, ale o odpowiedniej konsystencji - ani zbyt zbity, ani też nie lejący się. Dobrze komponuje się z nieprzesłodzoną czekoladą. Truflowa warstwa nadzienia w połączeniu z tak intensywnymi dwoma innymi smakami gdzieś umyka. Może to i dobrze - zapewne w większości składa się z tłuszczy roślinnych, a posmak margaryny w czekoladzie nigdy nie jest pożądany.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, skondensowane słodzone pełne mleko w proszku (pełne mleko w proszku, cukier), tłuszcz mleczny, tłuszcze roślinne, laktoza, cukier inwertowany, syrop glukozowy, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, ekstrakt słodowy jęczmienny, aromat naturalny, wanilina, kawa.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 543 kcal
BTW: 6/33/56