Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 601 kcal.
BTW: 12/49/30.
Znane już nam i lubiane pole namiotowe w Krempnej było jednym z naszych miejsc noclegowych podczas wrześniowej wędrówki po Beskidzie Niskim. W słoneczny poranek, tuż przed wyruszeniem w dalszą trasę, posililiśmy się kolejną czekoladą amerykańskiej marki Taza. Dla Męża jeden dysk, dla mnie jeden dysk - każdy z nich wykonany z 60% dominikańskiego kakao rozcieranego na kamiennych młynkach. Do tego: cukier trzcinowy oraz sproszkowane chili guajillo - i tak oto mamy Chocolate Mexicano Guajillo Chili (choć zdziwiła mnie nazwa Chocolate Mexicano widoczna na opakowaniu; wydawało mi się, iż Taza zrezygnowała już z tej wprowadzającej w błąd nomenklatury). Dwa lata temu, na rajską wyspę Reunion zabrałam ze sobą starszą siostrę dziś opisywanej czekolady, a mianowicie 50% tabliczkę z chili chipotle (suszona wędzona dojrzała papryczka chili jalapeño).
Guajillo to suszona papryka Mirasol, o ciemnoczerwonej barwie. Czekoladę Taza z jej dodatkiem zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.
Pomiędzy Ożenną a Krempną znajduje się bodaj mój ulubiony szczyt w Beskidzie Niskim - Wysokie, z którego roztacza się przepiękny widok jakże typowy dla tego pasma górskiego krajobraz. Szczyt ten zdobyliśmy pierwszy raz w maju rok temu. Minionego września mieliśmy okazję być na nim po raz drugi, rezerwując sobie więcej czasu na relaks przy bezwietrznej pogodzie. Czekoladowym czasoumilaczem stała się nam 100-gramowa tabliczka francuskiej marki Pralus, wykonana z kakao Forastero z Ghany. Kupując ją w sklepie Sekretów Czekolady, spodziewałam się czegoś bardzo klasycznego.
Rzeczywiście, nie myliłam się. O tej tabliczce trudno powiedzieć wiele. O ile niektóre pozycje z serii Les Tropiques du Chocolat zabierały mnie na wyżyny czekoladowych doznań, tak tutaj było spokojnie. Aż za spokojnie. Czekolada była dość twarda i zwarta, mocno palona. Przeważały nuty drewniane, kawowe i ziemiste, próbujące z niewielką skutecznością wyrwać się w stronę bardziej intrygujących akcentów skórzanych. W zanikającym tle majaczyła mieszanka malin i suszonych wiśni z pomarańczą. Wszystko to zostało przykryte odrobiną zwietrzałego pieprzu czarnego i cynamonu, co potęgowało popielno-drewniane doznania.
Po kolejną propozycję z serii Coffee Time od manufaktury Beskid sięgnęliśmy o poranku w bazie Radocyna. Jest to jedna z najłagodniejszych czekolad w tej kolekcji, bowiem nie zawiera zupełnie miazgi kakaowej - to po prostu biała czekolada o 35% zawartości masła kakaowego przełamana 15% gwatemalskiej kawy Huehuetenango. Kupiłam ją w sklepie Sekretów Czekolady.
Oczywiście tabliczka była rozkoszne jaśniutka, niczym zapowiedź łagodności - cechował ją brąz wręcz cukierkowy. Pachniała karmelkowo, przeszywająco błogo. W ustach wydawała się nieco... rozwodniona. W porównaniu do Cappuccino - zdecydowanie mniej esencjonalna, ale nie ma się co dziwić - kawa nie ma tu do pary miazgi kakaowej, musi posiłkować się samym tłuszczem. Sama kawa została też solidnie złagodzona przez fuzję masła kakaowego, mleka i cukru. Zaserwowano ją z solidną ilością karmelu oraz syropu z prawdziwą wanilią, tak, iż najmocniej odczuwaliśmy właśnie jej karmelowość, w której nuty kawy zdają się być po prostu zbieżne z palonością.
Caffe Latte będzie dobrym wyborem w przypadku ochoty na coś delikatnie kawowego, a bardziej karmelowego - przy czym nadal spokojnego, wyważonego, wbrew pozorom nieprzesadzonego pod względem słodyczy.
Skład: tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, cukier trzcinowy, kawa.
Masa kakaowa min. 35%.
Masa netto: 50 g.