sobota, 7 marca 2020

Chocolate Tree Pisco Sour Nibs ciemna 70% Peru z kakaowymi nibsami, pisco i olejkiem limonkowym


Dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, zaopatrzyłam się w sporo tabliczek od wcześniej dotąd przeze mnie niepróbowanej szkockiej manufaktury Chocolate Tree. Szeroka gama przeróżnych, częstokroć niebanalnych smaków - czekała na rozpieczętowanie w moich czekoladowych zapasach. W pierwszej kolejności postanowiłam sięgnąć po tabliczkę, która w oczywisty sposób kojarzyła mi się z jeszcze świeżym w mej pamięci wyjazdem do Peru. Pisco Sour Nibs to ciemna czekolada o 70% zawartości peruwiańskiego kakao z plantacji wokół miejscowości Chililique w regionie Piura, wzbogacona o nibsy kakaowe, tradycyjny peruwiański napój alkoholowy pisco, olejek z limonki oraz barmański bitter.

Pisco sour to koktajl na bazie pisco, soku z limonki, białek jaj oraz gorzkiego likieru angostura, popularny w Peru i Chile. Miałam okazję spróbować go w Huaraz i niespecjalnie przypadł mi do gustu, aczkolwiek jego specyficzny smak mocno wrył mi się w pamięć. 
 

Urocza 40-gramowa tabliczka w jednorożcowy wzór (choć chciałoby się widzieć tu alpaki, jak na opakowaniu!), od razu po wyciągnięciu jej z folijki rozpostarła wokół siebie silny aromat kojarzący się mi bezpośrednio z pisco sour. Alkohol, limonka, goryczka - a wszystko to złączone w mocnym, zdecydowanym uścisku. Pojawiła się też iluzja zapachu mięty, przez co dla mniej zaznajomionych z pisco czytelników mogłabym pokusić się o skojarzenie z wyjątkowo mocnym wykonaniem mojito.

Każdy kęs prędko rozpada się w ustach na mniejsze kawałeczki, a dzieje się tak za sprawą mięciutkich nibsów. Tak, nibsy kakaowe są tu drobne i wyjątkowo delikatne w strukturze - trudno nawet nazwać je chrupiącymi, nie są mocno wyczuwalne. Nadają całej kompozycji przestrzenności i lekkości, co jest wyjątkowe wśród czekolad z nibsami. Trudno wprost oddzielić je od samej czekolady. Przypominają nieco czekoladową posypkę po prostu wymieszaną z czekoladową masą.


Czekolada zaś jest ogólnie rzecz ujmując mocno kwaskowata, niczym sok - olejek z limonki zrobił swoje, wysycił całość - akcenty limonki oraz gorzkiej pomarańczy przewodzą całości. Siostrzane skrzypce gra alkohol, dość mocny, rozgrzewający - bardzo specyficzny, z goryczkową nutą. W dalszej kolejności pojawia się przyjemna słodycz, owocowo-landrynkowa. Wszystko to jest soczyste, przez co czekoladę je się bardzo dobrze. Daleko w tle przemyka gdzieś posmak lekowy (znów dochodzi do tego iluzja mięty), po zastanowieniu kojarzący się choćby z propolisem na spirytusie.


Choć na początku wydawało mi się, że 40-gramowa tabliczka będzie zbyt mała jak na dwie osoby, z końcem degustacji przyznałam, iż ta wielkość okazała się idealna. Czekolada była naprawdę intensywna - większa dawka doznań mogłaby zwyczajnie przytłoczyć. Smaki są wyraziste, tak jak wyraziste jest pisco sour. Należy to potraktować jako wielki plus tej tabliczki, bowiem jej nazwa rzeczywiście opisuje to, czy jest - nie ma tu żadnej zwodniczej kokieterii. Dodatki tak rzetelnie wykonały swoją robotę, iż niewiele mogę napisać o samym kakao - na szczęście w asortymencie Chocolate Tree jest również wiele czekolad bez dodatków. Cieszę się, że czeka mnie jeszcze ich długa eksploracja.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, nibsy kakaowe 10%, pisco 6%, olejek limonkowy 10%, kwas cytrynowy, bitter.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 40 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 491 kcal.
BTW: 8/37,1/50,3.

czwartek, 5 marca 2020

Georgia Ramon Belize Trinitario ciemna 70%


 U początków mej przygody z niemiecką marką Georgia Ramon, miałam okazję wypróbować ich czekoladę 100% Belize Trinitario. Ponad dwa lata później, sięgnęłam po bardziej klasyczną interpretację tych ziaren, zamkniętą w tabliczce 70%. Kupiona w sklepie Sekretów Czekolady, miała być bardzo delikatna, aromatyczna, lekko orzechowa, w finiszu owocowa, z nutami zbóż, winogron i wanilii. Zbyt mało pamiętałam Belize 100%, by zrobić bezpośrednie porównanie. Potraktowałam siedemdziesiątkę jako zupełnie oddzielny byt.


 Do degustacji przystąpiłam mając sporą ochotę na słodycze i dostałam to, czego chciałam. Tabliczka utrzymana w stonowanych barwach pachniała łagodnie orzechami i nieco przestudzonym już, lecz świeżo upieczonym czekoladowym ciastem. Bardzo klasycznie.

Choć producent wskazuje na opakowaniu, iż ziarna z Belize użyte w tej tabliczce zostały poddane lekkiemu prażeniu, w czekoladzie odnalazłam mnóstwo palonych nut. Nie były one przepalone, owszem, ale samo kakao zdawało się mieć właśnie taki charakter. Iluzja przypalonego mleka i dość wysoka słodycz sprawiały wrażenie, iż mamy do czynienia z ciemną mleczną czekoladą. Wciągała w prosty, przystępny sposób.


 Jej łagodność uwodziła. Nabierała waniliowo-korzennego charakteru, a jej paloność podążała w stronę zbożowej kawy, dobrze wypieczonego chleba, ciepłej owsianki. Nieustannie budziła również skojarzenia nugatowe. Akcenty siana, znane z innych czekolad z kakao z Belize - tu zdecydowanie mocniej poszły w stronę zbożową. Wśród gamy owoców, z tą tabliczką kojarzyć będę mięciutkie i rozpływające się w ustach borówki amerykańskie oraz drobne brzoskwinie - takie, jakie rosną w mym ogrodzie.


Po taką smaczną prostotę chciałoby się sięgać codziennie, jako krótki przerywnik od zabieganych spraw...

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 541 kcal.
BTW: 8/41/34

wtorek, 3 marca 2020

Tibitó Meta Coffee ciemna 70% z kawą


 Z wyjazdu do Kolumbii w 2016 roku, przywiozłam ze sobą dwie tabliczki od bogotańskiego Tibitó stworzone z ziaren uprawianych w departamencie Meta. Była to mleczna 42% oraz ciemna 70% - obie o niezwykłym, serowym charakterze. Teraz dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, tabliczki Tibitó mogę nabyć bez udawania się w daleką podróż. Tak też trafiła w moje ręce kolejna wariacja na temat kakao z Mety - ciemna 70% czekolada z dodatkiem kawy.


Solidnie, tak klasycznie wyglądające 80-gramowe tabliczki od Tibitó przyciągają wzrok smakowitą prostotą. Bardzo twarda czekolada pachniała wyraźnie nabiałowo, przypominając od razu dotychczasowe doznania zdobyte dzięki kakao z Mety. Prócz iluzji sernika, dodatkowo otrzymaliśmy teraz woń kawy z ciepłym mlekiem. 

Pomimo swej twardości, chrupkości i bardzo topornego rozpuszczania się w ustach, czekolada zdawała się wodnista, wilgotna - przywodząc na myśl ogórki, arbuzy i melony - te dwa ostatnie także w kwestii wyczuwalnych nut smakowych. Było tu bowiem przede wszystkim słodko, na modłę owocową - no i oczywiście - sernikową. Wyczuwaliśmy ten twardszy miąższ arbuza, jaki można spotkać tuż przy skórce - w zasadzie już bardziej kwaskowato-wodnisty niż słodki.


Cała reszta to przede wszystkim puszysty, nieco nadmuchany wręcz sernik, a nawet i sam twarogowy tłusty ser z delikatnie sączącą się serwatką. Odnalazłam tu słodycz brzoskwiń z syropu, zanurzonych w serowej masie. Kawa? Ah, no tak, gdzież jest owa kawa? W obliczu jak widać wielce dominującego w kakao z Mety sera, kawa bardzo delikatnie objawia swą obecność. Gdybym nie wiedziała o jej dodatku, zapewne potraktowałabym ją wyłącznie jako część charakterystyki kakao. Myślę, że najlepszym miejscem obrazującym pozycję kawy w tej czekoladzie będzie znalezienie jej istotnej roli w samym serniku. Ot, niech więc Meta Coffee będzie sernikiem na ciemnym, kawowym spodzie.


Meta Coffee 70% to przede wszystkim czekolada prosta i w gruncie rzeczy mało esencjonalna, dość powierzchowna - po spektakularnych wspomnieniach związanych z siostrzanymi poprzedniczkami odebrałam ją jako przyjazną, lecz przeciętną.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, kawa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.

niedziela, 1 marca 2020

Naive Platinum Grade Ferment Nicaragua ciemna 68%


Ostatnia już moja tabliczka z unikatowej serii Nano_Lot litewskiej marki Naive stworzona została z kakao pochodzącego z Nikaragui. Nie jest to wprawdzie czekolada jednoplantacyjna, zaś tożsamość genetyczna poszczególnych ziaren też nie jest w pełni jasna - mimo to, czekoladnik Domantas Uzupalis sięgnął po właśnie takie zestawienie ziaren z Nikaragui i włączył ją do jakże wyjątkowej kolekcji. Uzupalis oddaje część laurów należnych za stworzenie Platinum Grand Ferment Nicaragua agronomowi Peterowi Macfadyenowi, choć jego rola nie jest dla mnie w pełni jasna. O ile dobrze dedukuję, jest to osoba odpowiedzialna za całą techniczną drogę przebytą przez zastosowane ziarna - przede wszystkim z poziomu fermentacji. Tak liczne informacje zawarte z mych ulubionych wkładkach wewnątrz opakowań Naive, tym razem wydają mi się nieco wybrakowane w prostym i dobitnym określeniu, czym tak naprawdę jest Platinum Grand Ferment Nicaragua - prócz bycia mieszanką ziaren Amelonado, Contamana, Curaray, Criollo, Nanay i Purus poddanych fermentacji w warunkach ściśle badanych przez powyższego naukowca.

Krótkie i lekkie prażenie ziaren również bezsprzecznie miało ogromny wpływ na charakterystykę czekolady. Miała być ona dość mocna, tłustawa, prezentująca przede wszystkim nuty kwiatowe, a także owocowe, migdałowe i kojarzące się z zieloną herbatą. Tą wyjątkową ciemną Platinum Grand Ferment Nicaragua o 68% zawartości kakao kupiłam oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady.



Czekolada w swej stonowanej mroczności zdawała się być poważna, zaś jej zapach zapowiadał wysoką kwaśność: cytrusową, żurawinową, porzeczkową, kwiatową. Trudno ją było przełamać - była naprawdę twarda. Przy pierwszym kęsie uderzyła mnie grzybowym tchnieniem, nie pierwszy raz pojawiającym się u Naive. Dalej w smaku rozwijała się mocniej, niż sugerowałby to zapach. Po pierwszym grzybowym wrażeniu, wpadłam po uszy w gęsty nugat z orzechów laskowych i włoskich, posmarowany konfiturą z czarnych porzeczek i aronii. Następnie pomyślałam o migdałowym turronie na białkach jaj i miodzie - tu zgadzała się także twardość.


Doznania eksplodowały raz za razem w wielkiej żywiołowości. Po nugatowo-porzeczkowym początku, rozwinięcie urzekło całą mocą ziół i kwiatów - jakby ktoś sporządził mocny napar z całego bogactwa słonecznej łąki, a wszystko to delikatnie osłodził miodem. Rzeczywiście, nie znalazłam tu krzty ziemistości czy kawowości, które przecież tak lubią się z wieloma czekoladami. Zamiast tego - oto raczyłam się zielarskim naparem. Istotnie, dostrzec tu można było również esencję zielonej herbaty, spijaną tuż spośród długo zaparzanych liści.


Zbliżając się do końca degustacji, na prowadzenie wybiły się owoce, w nieco odmiennej formie niż na początku. Aronia i czarna porzeczka zostały teraz przełamane limonką i dodatkowo okraszone aromatycznym czarnym bzem - zarówno jego kwiatami, jak i owocami. 

Cała kompozycja zdawała się mimo wszystko bardziej soczysta niż tłusta. Wyraziste nuty następujące po sobie pełne były rozpierającej energii i przepełniały wrażeniem, iż oto jemy coś naprawdę wyjątkowego - niezależnie od historii, jaka wiąże się z tabliczką. Po prostu, to kawał solidnie wykonanej roboty i naprawdę potężne pod względem smaku kakao.

Naive - zawsze wie co robić, by zrobić nam naprawdę dobrze...


Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 68%.
Masa netto: 55 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 646 kcal.
BTW: 4/40/58.