poniedziałek, 23 maja 2016

Surovital ciemna surowa 65% z jagodami goji i kruszonym ziarnem kakao


Nim przejdziemy do dalszego opisu naszej pierwszomajowej wędrówki, przed Wami jeszcze parę kadrów z magicznego miejsca, gdzie konsumowaliśmy mleczną Vanuato Ka Kaw...




Kontynuując drogę czerwonym szlakiem dotarliśmy ponownie na Przełęcz Przegibek. Tym razem nie zatrzymywaliśmy się przy schronisku, lecz od razy obraliśmy szlak czarny, rozpoczynając tym samym podejście na Bendoszkę Wielką 1144 m n.p.m. Na jej szczycie znajduje się krzyż łatwo zauważalny z okolicy. Na wierzchołku Bendoszki planowaliśmy urządzić sobie piknik, jednak przy krzyżu grupa rodziców z dziećmi uskuteczniała modły, toteż zeszliśmy niżej na hale otaczające Bendoszkę. Aura stawała się coraz mniej przejrzysta, ale widoki nadal imponowały swym pięknem.


Dalej maszerowaliśmy w dół do Przełęczy Przysłóp Potocki przy której w uroczym zaciszu położona jest baza namiotowa o tej samej nazwie. Z przełęczy rozpoczęliśmy dość strome podejście na kolejny szczyt - Praszywkę Wielką 1043 m n.p.m. Pustki na tym szlaku były prawdziwym ukojeniem po dość znacznym ruchu na eksplorowanym wcześniej tego dnia szlaku czerwonym. Delektowaliśmy się ciszą i spokojem bijącym z lasu.



W końcu osiągnęliśmy szczyt Praszywki, z którego to można kontynuować wędrówkę czarnym szlakiem przez Rycerkę Dolną do miejscowości Sól. My jednak po przybiciu sobie piątki przy punkcie pomiarowym, cofnęliśmy się na łąkę położoną na zboczu Praszywki. Usadowiliśmy się na trawie, rozkoszowaliśmy się widokami i... wyciągnęliśmy czekoladę.



Po zawodzie, jaką sprawiła nam Surovital Wiśnia-Acai bardzo chciałam pokazać Weronice, że nasza rodzima marka potrafi zrobić o wiele lepszą czekoladę. Nigdy wcześniej nie próbowałam wariantu z jagodami goji i kruszonym ziarnem kakao, jednakże pokładałam w nim spore nadzieje. Wersja z jagodami goji zawiera o 5% peruwiańskiego kakao więcej, niż wariant wiśniowy. Posypanie tabliczki dodatkami zamiast wtopienie ich w czekoladową masę pozwala przypuszczać, że czekolada bez przeszkód rozwinie przed nami swój bukiet.

Ciemnobrązowa tafla została suto posypana okruchami kakao oraz dorodnymi jagodami goji. Ich rozmieszczenie nie było wprawdzie równomierne, ale dzieląc tabliczkę na trzy jakoś sobie z tym poradziliśmy. Prezentowała się naprawdę atrakcyjnie, a przy tym pachniała bardzo smakowicie i zachęcająco. Woń czekolady lekko świerzbiła w nosie niczym dobrej jakości gorąca kawa przyprawiona korzeniami.



W strukturze czekolady odnajdujemy pewną dwoistość. Z jednej strony jest ona dość twarda, typowa dla Surovital. Ma w sobie pewną szorstkość, jakby rozpuszczać w ustach kostki lodu - a jednocześnie nie jest to szorstkość perfidna, bo czekolada mimo wszystko tworzy w ustach gładki i spójny film. Kruszone ziarno kakao rewelacyjnie zgrywa się z taką niejednoznaczną strukturą czekolady - podczas badania owej konsystencji przez swobodne rozpuszczanie na podniebieniu, możemy jednocześnie bawić się przegryzaniem chrupkich ziaren. Ziaren, które dodatkowo są prawdziwą bombą smaku. Ale o tym za chwilkę...

W smaku samej czekolady po pierwsze mocno uderza nas miód, co wydaje mi się już być typowe dla surowych czekolad. W zasadzie, to jeśli chciałabym dokładnie opisać tą czekoladę, musiałabym niemal kropka w kropkę powtórzyć recenzję klasycznej 70-tki od Surovital. Te same nuty smakowe, tak samo przyjemne i w gruncie rzeczy bardzo łagodne. Wersja z kruszonym kakao i jagodami goji ma jednak nad siedemdziesiątką tą przewagę, iż kakaowa posypka czyni ją bardziej charakterną, mocniej kakaową. Kruszone ziarno kakao w połączeniu z subtelną surową czekoladę uwalnia całą feerię palono-słodkawych akcentów, pełnych energetyzującej soczystości. Rewelacyjne doznanie.



Dorodne jagody goji według mojego Męża są tutaj bardzo istotnym dodatkiem niosącym ze sobą mnóstwo winno-owocowych nut, natomiast dla Weroniki i mnie w konfrontacji z mocą kakao schodzą one na dalszy plan. Przyjemnie rześko-cierpkie urozmaicają wprawdzie kompozycję, ale nie stają się gwoździem programu, co w gruncie rzeczy bardzo mnie cieszy. Ich struktura nie jest przesadnie sucha, nie są też wprawdzie tak jędrnymi sztukami jak w zotterowskiej Goji Berries in Sesame Nougat, ale generalnie nie mogę im niczego zarzucić.

Muszę przyznać, że to najsmaczniejsza tabliczka do Surovital, jaką było mi dane wypróbować. Jej dostępność w Tesco, Carrefourze i licznych sklepach z ekologiczną żywnością jest dla mnie prawdziwym wybawieniem - już wiem, jakimi czekoladowymi upominkami będę z czystym sumieniem obdarowywać znajomych. Świetnie przemyślana kompozycja, pozwalająca na pełne delektowanie się bogactwem smaku i struktur.




Z Praszywki Wielkiej cofnęliśmy się w dół, ale nie powróciliśmy już na Przełęcz Przysłóp Potocki. Zboczyliśmy w jedną z nieoznakowanych leśnych dróg prowadzących w stronę Rycerki Górnej i to właśnie nią doszliśmy do zaparkowanego rano auta. Tego dnia, planowaliśmy podjechać jeszcze do Zwardonia na Rachowiec, ale coraz to bardziej mglista aura oraz długi czas spędzony tego dnia na wylegiwaniu się w punktach widokowych sprawił, że zrezygnowaliśmy w tego pomysłu. Pojechaliśmy bezpośrednio do Soblówki, gdzie po domowym obiedzie wybraliśmy się na krótki spacer po Soblówce o zachodzie słońca, w towarzystwie... wina z kompotów. Przed nami był jeszcze jeden dzień wędrówki, z najdłuższą trasą na tym wyjeździe...


Skład: nieprażone ziarno kakaowca, cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, jagody goji 5%, kruszone ziarna kakaowca, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 579 kcal.
BTW: 8/44/36

sobota, 21 maja 2016

Vanuato Ka Kaw mleczna 36% z amarantusem


1 maja był drugim dniem naszej wyprawy. Rano podjechaliśmy autem z Soblówki do Rycerki Górnej, skąd pragnęliśmy zdobyć najwyższy szczyt podczas Majówki. Mowa o Wielkiej Raczy 1236 m n.p.m. Bardzo chciałam wejść na nią czerwonym szlakiem od strony Zwardonia, ale trzeba było wybrać inny wariant, aby zrealizować dalszą trasę. Schemat naszej wędrówki w dniu 1 maja możecie prześledzić tutaj.



Szczyt Wielkiej Raczy osiągnęliśmy dość szybko. Nieopodal niego znajduje się schronisko, lecz my najpierw udaliśmy się na sam wierzchołek z wieżą widokową, z której to rozciągała się niesamowita panorama na wszystkie strony. Oczywiście największe wrażenie robiła Mała Fatra. Po wykonaniu zdjęć i nakręceniu pamiątkowego filmiku zeszliśmy na dół, by na ławce zjeść drugie śniadanie. Tuż przed wyruszeniem w dalszą drogę udałam się z Weroniką do schroniska na toast limonkową słowacką wódką.





 

Dalej ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę znanej nam już z poprzedniego dnia Przełęczy Przegibek. Idąc tą drogą zdobyliśmy m.in. Małą Raczę i delektowaliśmy się przestrzeniami kilku hal. Im bliżej Przełęczy Przegibek, tym teren był coraz to bardziej zalesiony i błotnisty (w porównaniu do poprzedniego dnia sporo śniegu stopniało). Nam już mocno chciało się kawy, a tutaj jak na złość żadnej widokowej polanki na chwilę postoju...



Aż w końcu już całkiem blisko Przegibka otworzyła się przed nami niesamowita przestrzeń. Zatrzymaliśmy się tam na dłużej, by kontemplować widoki w towarzystwie kawy i czekolady. Było nam tak błogo, że nawet się chwilkę zdrzemnęliśmy...



Naszą towarzyszką w tej pięknej scenerii była mleczna czekolada Vanuato Ka Kaw o 36% zawartości meksykańskiego kakao z 5% dodatkiem amarantusa. Zakupiłam ją na lotnisku w Mexico City w tym samym sklepie co ki'Xocolatl. Vantuao Ka Kaw to marka firmy Zam Fre SA, która swoją fabrykę posiada w Mexico City, w najliczniej zaludnionej dzielnicy Iztapalapa (również tam mieszkają nasi przewodnicy z HG Mexico).

Myślę, że amarantusa nie trzeba przedstawiać żadnemu z moich czytelników. To bardzo cenne ziarno, bogate w wartości odżywcze, o dużej zawartości egzogennego aminokwasu lizyny. W Polsce dostępny jest najczęściej w formie poppingu i kosztuje krocie, w Meksyku natomiast jest tani jak barszcz - w końcu rośnie go tam mnóstwo! Wprawdzie nie przywiozłam ze swojej podróży ziaren amarantusa, ale za to nabyłam chociaż czekoladę z tym meksykańskim skarbem.



Po otwarciu opakowania zaskoczyła mnie grubość i wielkość kostek, a także ich zdobienia nawiązujące do tradycji. Tabliczka prezentowała się imponująco! Poza tym, jej przekrój również był dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że wnętrze tabliczki będzie wręcz pękało od ogromu amarantusa. Nieco mnie to zirytowało, bowiem czekolada stała się wręcz lekka od nadmiaru owych ziaren i wiedziałam, że zdominują one smak kakao.



Czekolada nie pachniała wyjątkowo, a raczej jak zwyczajna mleczna czekolada z pewnym zbożowym zacięciem. W aromacie nieco przypominała batoniki z preparowanym ryżem. W smaku w pierwszym uderzeniu poraziła mnie słodyczą, która była naprawdę intensywna i już zaczęłam martwić się o jakość czekolady. Po chwili stała się jednak przyjemnie mleczna, z lekko palonym zacięciem, lecz... ów motyw nie był w stanie dalej się rozwinąć, gdyż zaraz do głosu wchodził amarantus. Choć 5% w składzie to niby nie jest dużo, to w rzeczywistości jest on dominantem. Trudno mi ów smak przyrównać do czegokolwiek innego. Są słodkawe, przez co czekolada nabiera jeszcze większej słodyczy. Ich lekka orzechowość świetnie uzupełnia się z mlecznością czekolady, ale... 36% kakao mimo wszystko tu nie czuję. Swego rodzaju mdłość nietypowo łączy się z palonym akcentem kakao i cóż... chyba wolałabym, aby kakao było tu jeszcze o kilka procent więcej. Wszystko byłoby wtedy bardziej wyraziste. Nie mniej jednak, zapewne jeszcze długo nie będę mieć okazji skosztowania innej czekolady z amarantusem, więc cieszę się choćby tym eksperymentem.

Po czekoladzie, kawie i drzemce - czas w końcu ponownie osiągnąć Przełęcz Przegibek...



Skład: cukier, pełne mleko w proszku 19%, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy, amarantus 5%.
Masa kakaowa min. 36%.
Masa netto: 85 g.

czwartek, 19 maja 2016

Surovital ciemna surowa 60% z wiśnami, jagodami i acai


Dotarliśmy na Przełęcz Przegibek, gdzie schodzi się kilka szlaków turystycznych. W tym malowniczym i spokojnym miejscu położone jest Schronisko na Przegibku. My rozsiedliśmy się na zewnątrz, pragnąc posilić się własną kawą i czekoladą, lecz wejście do środka przekonało mnie, że posiłki serwują tu w nie najgorszym standardzie, a ponadto można zakupić lokalne przetwory - również z jagód. My sięgnęliśmy po tabliczkę z udziałem między innymi tych owoców, wytworzoną przez jednego z nielicznych polskich producentów bean-to-bar.




Byłam bardzo ciekawa wariacji od Surovital, łączącej w sobie surową czekoladę o 60% zawartości peruwiańskiego kakao z liofilizowanymi owocami wiśni, jagody czarnej i jagody acai. Przede wszystkim, intrygowała mnie możliwość wzbogacenia smaku znanej mi już czekolady od Surovital przez wtopienie w nią owoców. Poza tym, dodatkowe ziarno zaciekawienia zaszczepił we mnie Piotr z Sekretów Czekolady, który chciał się przekonać, czy obecna Wiśnia-Acai dorównuje tej, którą jadł jakiś czas temu. Zachwyty o niesamowicie autentycznej wiśniowości tej czekolady, jakie usłyszałam podczas kameralnej kwietniowej degustacji w Łodzi sprawiły, że czułam potrzebę zweryfikowania tego jak najszybciej.



Porównując kolor tabliczki do wcześniej próbowanych Surovital rzeczywiście odnosi się wrażenie, że posiada fioletowo-bordowe zabarwienie. W zapachu niepokój wzbudza skojarzenie z tanią galaretką wiśniową. Zaraz po nim pojawia się jednak wyraźna tytoniowa nuta, bardzo intrygująca - napawająca nadzieją, że czekolada pokaże nam swoje bogactwo.

Czekolada dość trudno rozpuszcza się w ustach, wydaje się być piaskowa. Nim wydałam jakikolwiek osąd na temat jej smaku długo czekałam, aż rozwinie przede mną swój bukiet i... nie mogłam się doczekać. Smak raził swoją bombierkowością. Weronika całkiem trafnie przyrównała go do wiśni w likierze marki Solidarność. Wkurzał mnie bardzo ów dominujący smak, nie taką Prawdziwą Czekoladę chciałam pokazać Werci.



Dalej pojawia się również iluzja czegoś przefermentowanego, tanio-winnego. Czujemy pewne odświeżenie, które bije się z denerwującą likierowością. Sama czekolada ginie w specyficznej owocowości, owocowości zupełnie przeciętnej, nijakiej, płytkiej. Dopiero gdzieś na samym końcu pojawia się wyraźny akcent acai, który przypomniał mi o dobrze wspominanym Lindt Excellence Acai-Brombeere. Ta nuta smakowa pasowała mi tutaj o wiele bardziej niż wiśnia. Jestem ciekawa, jak surowa czekolada wypadłaby z dodatkiem samych acai.

Niestety ta tabliczka od Surovital bardzo mnie zawiodła i na pewno nie zakupiłabym jej nikomu w prezencie... Póki producent nie zmieni receptury, a z tego co mówiła łódzka ekipa - jedna z poprzednich wersji była wręcz rewelacyjna.




Z Przegibka obraliśmy szlak w stronę przysiółka Mlada Hora. Wędrując malowniczymi ścieżkami dotarliśmy z powrotem na Przełęcz Kotarz, z której przed południem wyruszaliśmy w stronę Rycerzowych. Mogliśmy wrócić stamtąd na naszej Soblówki, ale ponieważ były to moje urodziny, miałam inne życzenie... Obraliśmy drogę w stronę miejscowości Ujsoły, wiodącą przez szczyty Kotarz i Muńcuł.

 



To był zdecydowanie dobry wybór! Choć na Kotarzu widok był dość znacznie ograniczony przez zalesienie, a sam szczyt Muńcuła był już całkowicie zalesiony to... Pod Muńcułem znajduje się spora hala z niesamowitą, rozległą panoramą w kierunku Pilska, Grupy Oszusa, Romanki, Rysianki i Tatr. Spędziliśmy tam dłuższą chwilę, siedząc na trawie i napawając się widokami. Co z tego, że dochodząc do Ujsoł musieliśmy nadłożyć sporo drogi, którą na szczęście sporo skróciliśmy łapiąc stopa. Ten fragment szlaku był naprawdę przepiękny.






Skład: nieprażone ziarno kakaowca, cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, liofilizowane wiśnie 2%, liofilizowane jagody, liofilizowane jagody acai 1%.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 587 kcal.
BTW: 6/43/41

wtorek, 17 maja 2016

Menakao Fruity & Spicy ciemna 63% z bird chili


Menakao Fruity & Spicy... Zaraz zaraz, czy tego już czasem na moim blogu nie było? Oczywiście, że było. Madagaskarska siedemdziesiątka z bird chili stała się jedną z moich ulubionych tabliczek od manufaktury z Antananarywy. Jednakże niedawno Menakao wprowadziło w swoich czekoladach sporo zmian, które wcale nie wywołały mojego uśmiechu na twarzy. Zmieniła się szata graficzna i wygląd kartoników, a poprzednie wersje zdecydowanie bardziej trafiały w mój gust. Zmniejszyła się gramatura tabliczek z 75 na 65 g, co jest dla mnie zawsze złą wieścią. Ponadto, w wersji z chili zmieniono lecytynę z sojowej na słonecznikową oraz... zmniejszono zawartość kakao z 70 na 63%. Nie za bardzo mi się to uśmiechało. Koniecznie musiałam zweryfikować, jak ta zmiana wpłynęła na Fruity & Spicy. Stało się to możliwe oczywiście dzięki Sekretom Czekolady.


Odnowioną Fruity & Spicy zabrałam ze sobą na majówkowy wyjazd w Beskid Żywiecki. Była pierwszą czekoladą kosztowaną po przyjeździe rankiem 30 kwietnia do urokliwej Soblówki, gdzie znajdował się nas pensjonat Dymeckowa Gazdówka. Miała być energetycznym preludium pierwszego dnia wyprawy. Ponadto, przypadła jej zaszczytna rola pierwszej Prawdziwej Czekolady, jaką miała okazję próbować Weronika - moja koleżanka z pracy. Tak, tym razem w góry wybraliśmy się w zwiększonym gronie, nie tylko mój Mąż i ja. Pomimo wielu obaw, jak Wercia da sobie z nami radę na szlaku (i w ogóle w obyciu), okazała się wspaniałą towarzyszką górskich wędrówek. Góry są właśnie tym niezwykłe miejsce, gdzie potrafię dzielić się czekoladami z kimś innym, niż mój Mąż.



Po rozpakowaniu czekolady zauważyliśmy dobrze znany nam podział na kostki, a także ich wzór - to nie zostało zmienione. Po powąchaniu tabliczki doszłam wraz z Mężem do wniosku, że to po prostu klasyczne Menakao - tak jak w siedemdziesiątce bez zapowiedzi chili w aromacie. Pomimo zmniejszonego pułapu kakao nadal działo się to samo i tak samo dobrze - czerwone owoce, palone drewno, charakterystyczna łagodność przepleciona z zadziornością.


Smak... Eh, tak naprawdę trudno mi powiedzieć, czy odjęcie 7% masy kakaowej poczyniło znaczącą różnicę. Musiałabym mieć w jednym czasie do dyspozycji obie wersje tej czekolady. Ja po prostu... już po pierwszym kęsie stałam się niezdolna do jakiejkolwiek krytyki. To głębia smaku, którą uwielbiam. Specyfika Menakao, która urzekła mnie od samego początku obcowania z tą marką. Nie pozostaje mi nic, jak odesłanie Was do mojej poprzedniej recenzji - teraz, gdy ją czytam mam wrażenie, że 63-tkę odebrałam zupełnie tak samo. No, może odrobinę delikatniej, ale nie miało to znaczącego wpływu na całokształt. Chili nadal zrobiło genialną robotę nie zaburzając pomimo swej wyrazistości niesamowitego bogactwa kakao.


Pozostaje jednak pytanie - po co taka zmiana? Dlaczego zawartość kakao została zmniejszona? Dlaczego - we wszystkich wariantach czekolad Menakao - została ucięta gramatura? Czy to pierwszy krok w szukaniu oszczędności? Mam nadzieję, że tak nie będzie... Za bardzo pokochałam Menakao, nie mniej jednak - czerwona lampka mi się zapaliła po takich poczynaniach.


Przejdźmy teraz do opisu naszej wyprawy. Rejony Wielkiej Raczy i Rycerzowej to właściwie jedyne miejsce w Beskidzie Żywieckim, które było jeszcze przed nami nie odkryte - stąd wybór właśnie takiego kierunku na majówkowy aktywny wypoczynek. 30 kwietnia przywitał nas przepiękną słoneczną pogodą. Na szlak wyszliśmy spod pensjonatu niespiesznie około 9:30, mając zaplanowaną trasę na ok. 24 km, której przebieg możecie prześledzić tutaj.




Zdecydowaliśmy się podejść z Soblówki na Halę Rycerzową nieco pokrętną drogą - przez Przełęcz Kotarz i szczyt Wiertalówki. W okolicach Wiertalówki zaczęły się odsłaniać przed nami widoki na Pilsko i Babią Górę, a także na Tatry i słowacką Małą Fatrę. Po nabraniu pewnej wysokości stąpaliśmy po coraz to bardziej zaśnieżonym podłożu. Zbliżając się ku Małej Rycerzowej, poczęły rozciągać się przed nami malownicze hale z cudownymi, rozległymi widokami - mającymi towarzyszyć nam do Przełęczy Halnej pod Wielką Rycerzową. Jakże miłe były próby rozpoznawania szczytów, na których już wcześniej byłam wraz z moim Ukochanym.



Do Bacówki PTTK Na Rycerzowej nawet nie zaglądaliśmy, pragnąc się już wyżej - na Rycerzową Wielką. Niedaleko jej szczytu zrobiliśmy sobie plenerową przerwę na drugie śniadanie. Jeszcze chwila drogi i osiągnęliśmy szczyt liczący 1226 m n.p.m. - zalesiony, bez widoków, z tabliczką informacyjną jedynie w języku słowackim... Najurokliwsze widoki jak do tej pory zafundowała nam sama Hala Rycerzowa.

Zejście z Rycerzowej w kierunku Przełęczy Przegibek ostatecznie dało mi do zrozumienia, że już czas na zakup nowych butów trekkingowych. Ani trochę nie czułam się stabilnie na śniegu przy tak zjechanych podeszwach, ponadto obuwie już łatwo przemakało przez liczne drobne uszkodzenia skóry. Nie ma się co dziwić, nic nie jest wieczne - wszak moje buty przeszły ze mną ilość kilometrów liczoną już w tysiącach. No cóż, przynajmniej było śmiesznie, bo znów jeździłam na tyłku.

Na Przełęczy Przegibek planowaliśmy przerwę na kawę i czekoladę, ale o tym poczytacie już w kolejnym wpisie...



Skład: ziarna kakao z Madagaskaru, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa, bird chili.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 597,5 kcal.
BTW: 11/41,82/44,28