poniedziałek, 7 października 2019

Bonnat Chocolat au Lait mleczna 55%


Ze szczytu Huascaran Sur wróciliśmy do obozu II zaskakująco szybko. Choć droga nie sprawiła większych trudności technicznych, nigdy wcześniej nie osiągnięta wysokość dała się we znaki - marzyliśmy już tylko o odpoczynku. Tymczasem, z racji wczesnej pory, Octavio zaproponował (po krótkiej regeneracji) powrót tego samego dnia aż do bazy głównej przy schronisku. Wiedziałam, że będzie to absolutnie ponad moje siły. Wiedziałam, że taka droga będzie już dla mnie tylko męką, a chciałam móc czerpać z niej przyjemność. Resztę dnia po zdobyciu najwyższego szczytu Peru spędziliśmy więc na totalnym nic nie robieniu.

Kolejnego dnia zwinęliśmy obóz drugi i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wówczas Octavio zrozumiał, iż pozostanie poprzedniego dnia w obozie było dobrym pomysłem. O ile podchodzenie do obozu II z dwoma czekanami w dłoniach stanowiło dla mnie frajdę, o tyle w dół trzeba już było zjechać po linie. Ja niestety, nie nauczyłam się jeszcze po prostu robić to, zamiast myśleć o miliardzie niepotrzebnych rzeczy tj. głównie projektować sobie fikcyjne zagrożenia w momencie zjazdu. Przez mój stres nasze zjazdy trwały dłużej niż powinny. W miejscu po obozie I zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek, a potem schodziliśmy już łatwiejszym terenem aż w okolice schroniska, gdzie na nowo rozbiliśmy bazę. Euforia mieszała się ze spokojem - wspaniały stan. Całe popołudnie i wieczór minęły nam na wypoczynku, z obserwacją kolejnego cudnego zachodu słońca włącznie.


Podczas niespiesznego rozbijania bazy poczęstowałam wszystkich kolejną czekoladą Bonnat, zakupioną w sklepie Sekretów Czekolady. Myślałam, że zwykła mleczna czekolada z asortymentu francuskiej manufaktury sprawi wszystkim mnóstwo prostej przyjemności. Chocolat au Lait to wszak najprostszy blend 55% kakao wzbogacony o pełnotłuste mleko. Cóż tu mogło się nie udać?

Rozdzieliłam tę wyjątkowo jasnej barwy tabliczkę wśród wszystkich członków naszej wyprawy i... gdyż już tylko powąchałam swoją część wiedziałam, że nie będzie tak łatwo. Tak specyficzny dla wielu mlecznych czekolad o wyższej zawartości kakao aromat koziego mleka tutaj był wyjątkowo ostry i mieszał się z czymś mocno goryczkowym.

W ustach czekolada rozpuszczała się aksamitnie i tu nie miałam absolutnie żadnych zastrzeżeń - było w miły sposób tłuściutko. Smak jednak był zdecydowanie zbyt gorzki. Z jednej strony zawsze chętnie sięgam po mleczne czekolady, które nie porażają słodyczą, lecz oferują coś więcej. Tu jednak w zasadzie wcale nie odnalazłam bogactwa. Specyficzna "sianowatość" i ostry posmak koziego mleka mieszał się z piołunowym posmakiem, z czymś przepalonym. O ile mi jeszcze dziwaczność owej tabliczki sprawiała pewną perwersyjną przyjemność, o tyle dla osób niewprawionych w czekolady na pewno nie było to łatwe doświadczenie - oj, widziałam skrzywione miny. Na pewno Bonnat ten wyjątkowo mnie zaskoczył, gdyż pod tak niepozorną aparycją kryje się coś mocnego i nietypowego...

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko w proszku.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 626 kcal.
BTW: 7,8/48,9/40,5.

sobota, 5 października 2019

Blanxart Brasil Municipio de Altamira ciemna 76%


Spożywanie czekolady na wysokości ok. 5800 m n.p.m. było dla mnie przeogromnym testem. Dobrze pamiętam moje wcześniejsze wyjazdy w wyższe góry, gdzie powyżej 5000 m n.p.m. czekolada gęstniała mi w ustach i po prostu nią plułam, cofało mnie od niej. W Peru, na zboczach najwyższego szczytu tego kraju - Huascaran Sur - umiejętność delektowania się czekoladą na wysokościach stała się dla mnie jednym z wielu wyznaczników dobrej aklimatyzacji. Czekolady smakowały mi, nie stawały się nieznośną zbitą masą. Dziś opisywaną ciemną Blanxart Brasil Municipio de Altamira otworzyłam po przybyciu do obozu II, położonym właśnie ok. 5800 m n.p.m., skąd mieliśmy atakować już szczyt Huascaran. Pośród niemiłosiernie męczących oczu promieni słońca odbijającego się od lodowcowych śniegów, poczęstowałam wszystkich członków naszej wyprawy tabliczką ziaren trinitario pochodzących wprost z amazońskiej puszczy. Plantacja położona jest w okolicach brazylijskiej miejscowości Altamira, leżącej wzdłuż trasy transamazońskiej, w połowie drogi między Belem i Itaituba.

O dziwo, wspominam Municipio de Altamira jako najłagodniejszą Blanxart jedzoną na naszej peruwiańskiej wyprawie. Generalnie moje wspomnienia dotyczące Blanxart nie są jakoś wyjątkowo górnolotne, jednakże tu brazylijskie kakao zaserwowało nam dozę przyjemnej deserowej słodyczy, z subtelnie pieszczącymi podniebienie nutami prażonych migdałów, orzechów arachidowych, włoskich, nerkowców i laskowych. Ot, nieco przytłumiona cukrem i iluzją kruchego ciasta sycąca mieszanka orzechów. Jak zwykle, nie otrzymaliśmy wielkiego bogactwa, jednak łagodność tej czekolady w przypadku Blanxart okazała się czymś godnym spostrzeżenia.

 Wszystkie moje czekolady Blanxart zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.



Nasza droga z obozu I do II wiązała się z przemierzeniem kilku fragmentów wymagających stromej wspinaczki z dwoma czekanami, jednakże na Huascaran, w przeciwieństwie do Tocllaraju, rzeźba terenu okazała się przystępniejsza i takowy wysiłek sprawił mi o wiele więcej przyjemności. Będąc już w obozie II należało myśleć już jedynie o zebraniu sił, gdyż około północy wyruszaliśmy zdobywać szczyt.

Szczyt, mój najwyższy szczyt. Huascaran 5768 m n.p.m. Zdobywałam go z wielką zawziętością, w wysiłku napędzanym adrenaliną, z mdłościami tuż przed szczytem, z przeogromnym dziwacznym księżycem ponad nami, który tak niepostrzeżenie oddał miejsce słońcu oświetlającemu wszystko wokół już na samej górze... Owiane tajemnicą dzikiej żądzy wędrówki, moje kroki ku najwyższemu wierzchołkowi Peru. Nigdy nie zapomnę tych wrażeń.


 Huascaran Sur 6768 m n.p.m.: ja, Octavio, Malu. Zdjęcie zrobił mój Ukochany Mąż.

Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, wanilia.
Masa kakaowa min. 76%.
Masa netto: 125 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 592 kcal.
BTW: 7,9/49,6/27,9.

czwartek, 3 października 2019

Bonnat Madre de Dios Perou ciemna 75%


Czekolada Madre de Dios to jedna z nowszych propozycji francuskiej manufaktury Bonnat, którą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Z początku bardzo cieszyłam się, że zabiorę czekoladę z peruwiańskiego kakao do Peru i poczęstuję nią Peruwiańczyków, lecz po niezbyt udanej Blanxart Peru Alto Piura mój entuzjazm nieco się zmniejszył. Mimo to nadal pokładałam w tabliczce od Bonnat pewne nadzieje (choćby dlatego, że kosztowała dużo więcej niż Blanxart, no cóż...). Sięgnęłam po nią po rozbiciu obozu pierwszego na lodowcu, w drodze na najwyższy szczyt Peru - Huascaran 6768 m n.p.m. i przepełniał mnie wówczas wyjątkowy entuzjazm. Kiepska czekolada nie mogła mi zepsuć humoru, o nie... Na szczęście Bonnat pokazał klasę.

Najpierw trochę historii. Madre de Dios (Matka Boża) to jeden z departamentów Peru, graniczący z Boliwią i Brazylią, częściowo pokryty przez lasy deszczowe. W okolicach rezerwatu Tambopata znajdują się uprawy, z których ziarna o pierwotnej genetyce wykorzystał w swej czekoladzie Bonnat.


Zapamiętałam tę czekoladę jako całkiem umiarkowanie tłustą jak na Bonnat. Mnóstwo w niej było prażonych i owocowych nut, przeplatanych z kwiatowymi - skąd me skojarzenia popłynęły w stronę suszonych kwiatów łąkowych, suszonych owoców (morele, brzoskwinie, suszone mango i miechunki, rodzynki), a także mocnego naparu kawy zbożowej oraz solidnego chleba na zakwasie. Wszystko łagodziła lekka nabiałowa nuta i coś na kształt nerkowców i słodkich migdałów oblanych karmelem. Taką czekoladą dzieliłam się z dumą, przy okazji ciesząc się, że na wysokości powyżej 5000 m n.p.m. czekolada nadal mi smakuje i na dodatek potrafię ją w miarę spokojnie degustować, skupić się, delektować. To oznaczało, że moja aklimatyzacja przebiega pomyślnie. Droga zresztą sprzyjała tego dnia spokojnej aklimatyzacji - część z niej przebiegała jeszcze po skałach, zaś część już po lodowcu, który na tym odcinku nie sprawiał żadnych trudności.


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

wtorek, 1 października 2019

Blanxart Filipinas San Isidro Davao ciemna 71%


Podczas lipcowego weekendu w Karkonoszach mieliśmy okazję skosztować mlecznej Blanxart Filipinas San Isidro Davao 44%, która była moją drugą czekoladą z asortymentu barcelońskiej marki. Już wtedy miałam w swych zapasach więcej tabliczek od Blanxart, zakupionych w sklepie Sekretów Czekolady, lecz te dwie degustacje nakreśliły we mnie pewną opinię o tej manufakturze. Cały zapas Blanxartów zabrałam ze sobą do Peru i każda z tych tabliczek nie wywołała we mnie większej refleksji, czemu zresztą dałam wyraz w poprzednich wpisach. Stojąc u stóp najwyższego szczytu Peru - Huascaran 6768 m n.p.m. - żałowałam tylko, iż tak mało dostępnych jest czekolad z filipińskiego kakao, gdyż w interpretacji Blanxart prezentuje się ono naprawdę mało ciekawie.

Tabliczka znów była sucha, nudna, nazbyt goryczkowo-kwaskowata w sposób zakrawający o ordynarność. Trochę ziemi, trochę ziół i... nic więcej nie pamiętam, nic innego nie umiałam z niej wykrzesać. Miałam szczęście, iż sporą 125-gramową czekoladą mogłam podzielić się aż z sześcioma osobami - gdybym bowiem zasiadła do niej wyłącznie z Mężem, byłabym niepocieszona.


Jeden dzień wypoczynku w Huaraz i ruszaliśmy w dalszą drogę. Bus zawiózł nas do wioski Huaypan (swoją drogą sama owa podróż przysporzyła mi mnóstwo radości z obserwacji toczącego się wokół peruwiańskiego życia), skąd z ciężkimi plecakami ruszyliśmy pod schronisko Huascaran, położone na ok. 4700 m n.p.m. Nieopodal rozbiliśmy naszą bazę, w której zbieraliśmy siły na kolejny dzień i obserwowaliśmy niesamowicie ognisty zachód słońca...

Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, wanilia.
Masa kakaowa min. 71%.
Masa netto: 125 g.