środa, 11 maja 2016

ki'Xocolatl ciemna 72%


Po szalonych doświadczeniach z Marią Tepoztlan musiałam jak najprędzej sięgnąć po meksykańską czekoladę od innego producenta. Chciałam się przekonać, czy wszystkie moje meksykańskie skarby będą wyglądać tak samo (miałam nadzieję, że nie! chciałam skosztować meksykańskich ziaren w bardziej nowoczesnej odsłonie). Na kolejną sobotnią degustację wybrałam czystą ciemną tabliczkę o 72% zawartości kakao. To jedna z trzech czekolad od ki'Xocolatl, które zakupiłam na lotnisku w Mexico City (w innym sklepie niż Maria Tepoztlan).

Ki'Xocolatl to rzemieśliczy producent czekolad organicznych, z siedzibą w mieście Merida (stolicy stanu Jukatan). Korzysta jedynie z ziaren Criollo rosnących na Półwyspie Jukatan - a dokładniej na plantacji Ticul liczącej 289 hektarów. Za wykonanie tabliczek odpowiedzialny jest Belg Mathieu Brees. Ki'Xocolatl wytwarza czekolady oczywiście metodą bean-to-bar, a stosowane ziarna prażone są w dość niskich temperaturach. Na oficjalnej stronie internetowej możecie zapoznać się z asortymentem firmy (która wytwarza także kosmetyki na bazie kakao), oraz z historią marki. Na innej, anglojęzycznej stronie asortyment przedstawiony jest w formie uszczuplonej i, niestety, właśnie tylko te czekolady spotkałam na meksykańskim lotnisku. Szkoda, bo nie pogardziłabym na przykład wersją z migdałami i oregano, czy z orzeszkami arachidowymi i solą morską.



Po rozpakowaniu czekolady poczułam ulgę - wyglądała zupełnie klasycznie. Wprawdzie podział na kostki zastosowano dość oryginalny, ale i tak sprawiała wrażenie najnormalniejszej czekolady. Na pewno nie czekały nas takie doznania, jak przy degustacji Marii Tepoztlan. Po podzieleniu tabliczki na kostki i uderzeniu jedną o drugą słyszeliśmy charakterystyczne, jakby plastikowe uderzenie kostek do gry, znane już z kilku innych czekolad. Niestety czekolada również pachnie plastikowo, co wprawiło mnie w zakłopotanie. Doprawdy, aromat naszej Ki'Xocolatl nie był ani trochę bogaty. Przy pierwszym kontakcie trudno doszukać się tu głębi. Woń skojarzyła mi się ze zwykłymi deserowymi pralinkami, co zostało jeszcze spotęgowane przez nadmierną połyskliwość czekoladowej tafli (zawsze wzbudza to moje podejrzenia). Dopiero silne wwąchanie się pozwala na wyczucie pewnej przyprawowości. Gdyby postawiono przede mną tą tabliczkę w ciemno, prawdopodobnie uznałabym ją za zwykły sklepowy produkt, na pewno nie za single-origin z odwiedzonego przeze mnie odległego kraju. Prosty bombonierkowy zapach sugerował niewyszukaną słodycz.



Po włożeniu pierwszego kawałka do buzi najpierw robi się gęsto. Powoli, lecz skutecznie. Rzeczywiście pierwszym odczuciem smakowym jest prosta słodycz, cukrowo-kakaowa, zupełnie niewyszukana. W ustach tworzy się kakaowe błotko, najprostsze w świecie. Smak jest od samego początku lepszy niż zapach, ale absolutnie nie ma szału.

Pojawia się palona, drobno zmielona kawa - niezbyt ordynarna. Spod jej iluzji i gęstego smaku bombonierkowego kakao wynurza się coś na kształt słodkich grudek wilgotnej i sypkiej ziemi. To wrażenie prowadzi do skojarzenia z mocno czekoladowym, ziemistym brownie. Kęs całkiem miło rozpuszcza się w ustach rozpościerając w nich te proste smaki, zwieńczone nutką chili i delikatnego pieprzu. Słodycz jest najsilniejszym odczuciem, goryczka to lekka palona ziemistość, zaś kwasu nie doszukamy się tu wcale. Ściągania również. Jest łagodnie.



Gdy po pierwszym podejściu do smakowania jeszcze raz wwąchałam się w tabliczkę, teraz wyraźniej wyczułam woń zwilżonej ziemi, a także odrobinę kwiatów. Kolejne kęsy doprowadzały mnie do wniosków, iż czekolada rozpuszcza się tak, jakby była w niej obecna odrobina mleka lub śmietany. Dalej w głowie miałam wyraźne skojarzenie z słodkim i gęstym sosem czekoladowym stworzonym na bazie śmietany, subtelnie doprawione pieprzem i chili. Choć w składzie znajduje się wanilia mam wrażenie, że jej przyprawowość obecna jest też w samym kakao.

Słodycz jest wypełniająca, ale nie bogata - dominuje proste kakao, typowe dla tak wielu łatwo dostępnych słodyczy. Z pozoru typowe - tak naprawdę, wyróżnia je zwiększona ziemistość, lekka palona kawowość, przyprawowy ślad. Ponadto, pomimo swej prostoty czekolada jest bardzo łagodna i wyzbyta nieprzyjemnej kwasowości - to pozwala mi wierzyć, iż rzeczywiście użyto tutaj Criollo, którym delikatnie się zaopiekowano. Paloność i wilgotna ziemistość pośród morza prostej słodyczy.




Spodziewałam się czegoś innego. Ki'Xocolatl smakowała mi, ale nie czułam się usatysfakcjonowana ani trochę. Było zbyt słodko, zbyt płytko, tak jakoś... niemeksykańsko. Choć z drugiej strony, jeszcze za mało znam meksykańskie ziarna, by wystawiać taki osąd (to po prostu opinia osoby, która wąchała prawdziwy Meksyk) . Może meksykańskie kakao właśnie tak się zachowuje w klasycznie wykonanych czekoladach? W końcu przedtem próbowałam meksykańskiego kakao jedynie w interpretacji Michel Cluizel - tu też było dość łagodnie, choć ów czekoladnik wyciągnął o wiele więcej esencji z użytych ziaren. Meksykańskie kakao nie jest popularne wśród producentów czekolady i to też może dawać do myślenia. Maria Tepoztlan była o wiele bardziej intrygująca, ale nie ma się co dziwić - w końcu sama metoda wyrobu tej czekolady doprowadza do wyciągnięcia z kakao najbardziej piekielnych wyziewów, a nie anielskiej subtelności. W Magicznej Szufladzie posiadam jeszcze dwa egzemplarze ki'Xocolatl, tym razem z dodatkami - może one wyciągną więcej z meksykańskiego kakao? Zobaczymy...

W jednej z kostek zaplątał się kawałek orzecha - uwaga dla alergików!

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 80 g.

20 komentarzy:

  1. Dziwna,nie spodziewałam sie ,ze edzie aka płaska i płytka,liczyłam na cos wiecej :p Ale tak jak piszesz-kto wie,co z innymi dodatkami?I ten orzed mnie zdziwił,ze sie wplątał XD

    OdpowiedzUsuń
  2. charlottemadness11 maja 2016 06:38

    Kolejna tabliczka bez większego wow,a spodziewałam się po meksykańskich tabliczkach wielkiego "wow".Akurat wczoraj otworzyłam deserową tabliczkę cukierni Sowa-Meksyk 66% kakao.Czekolada pachnie owocowo,latem,kwiatami.W smaku narzucają się rodzynki,skórka cytryny i maliny i czasem odzywa się grapefruit.Takie nuty odebrałam jak na razie po zjedzeniu 1-go z 3-ech pasków.Może jeszcze coś ciekawego wydobędę,niemniej jednak jestem zdziwiona poziomem tych tabliczek :>.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno będąc w Sowie przeprowadziłam śledztwo, kto robi dla nich te czekolady i... "wyprodukowano z czekolady francuskiej" jakoś mało mnie usatysfakcjonowało.

      Usuń
    2. charlottemadness15 maja 2016 07:12

      Może i brzmi mało satysfakcjonująco i podejrzliwie,aczkolwiek w smaku mnie ujęły :>
      W tej 66% wydobyłam jeszcze nutę podchodzącą pod posmak domowego syropu z malin.

      Usuń
    3. Jestem zaciekawiona i pewnie kiedyś po nie sięgnę, ale póki co zapasy mam duże.

      Usuń
  3. Mimo, że niczym nie zachwyciła, ani nawet nie zaskoczyła, z chęcią bym spróbowała. Czuję też, że jako prosta czekolada by mnie usatysfakcjonowała, ale jakbym podchodziła do niej jak do najlepszych tabliczek z moich zbiorów, robiła sobie weekendową degustację, pewnie bym się rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie trochę tak do niej pochodziłam... :(

      Usuń
  4. Zupełnie nie spodziewałam się, że taka tabliczka będzie przypominać wyglądem czekoladę Wedla. Widzę, że jak na razie meksykańskie tabliczki nie dały tego co oczekiwałaś. Może więc lepiej pozbyć się oczekiwań ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zrobiłam i... kolejna meksykańska degustacja była już ciekawsza!

      Usuń
  5. Łe, znów jakoś mało "mojo". Lubię, jak mnie tabliczka uderza od początku, a ta by tego nie zrobiła, skoro nawet Ty nie oddałaś jej serducha.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może to meksykańskie kakao jest po prostu takie łagodne? Zobaczymy, co będzie w kolejnych recenzjach, ale tej i tak bym chętnie spróbował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, że jest aż tak łagodne.

      Usuń
  7. Może po prostu zbyt wiele sobie wyobrażałaś i dlatego coś w tych tabliczkach Ci brakuje. Pewnie gdybyśmy my ją miały to nasze odczucia znacząco by odbiegały od Twoich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Waszych odczuć, bo rzeczywiście sporo po niej oczekiwałam.

      Usuń
  8. Kostki mi się nie podobaja sugerują ,że jest nadziewana. nie kusi mnie dziś ta czekolada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście wyglądają jak u nadziewańca.

      Usuń
  9. Opakowanie super! :) Nie ma lepszej pamiątki z wycieczki jak oryginalna czekolada.

    OdpowiedzUsuń