wtorek, 30 marca 2021

Marou Tien Giang ciemna 70% Wietnam

Dziś za sprawą manufaktury Marou oraz niezastąpionego sklepu Sekretów Czekolady przenosimy się do wietnamskiej prowincji Tien Giang leżącej w delcie Mekongu. Z ziaren pochodzących z tamtejszych plantacji została stworzona czekolada, jak zwykle przepięknie opakowana, jak zwykle pachnąca z każdej strony azjatycką tajemnicą (ten niesamowity aromat opakowania!). 

Błyszcząca, o pięknej przenikliwej barwie, brzmiąca niczym plastikowe płytki - Tien Giang pachniała mocną kawą z masłem i przyprawami korzennymi. Podobnie jak wcześniej próbowane Marou, powoli i powściągliwie rozpuszczała się w ustach, lecz ostatecznie doprowadzając nas do delektowania się gładką, lecz bardzo gęstą mazią.

Jednocześnie na początku degustacji miałam wrażenie lizania kamienia. Skojarzenia, jakie przychodziły do mnie, były doprawdy dziwaczne. Trochę słona i z tchnieniem świeżości zarazem, zdawała się przypominać deszczówkę, a także... tusz w niedawno wydrukowanej książce. Pomyślałam również o bardzo dojrzałych, wręcz już nieco przesuszonych czarnych jagodach, muśniętych miodem oraz przydymionych kadzidłem. Tak, początkowo Tien Giang wydawała się bardzo mroczna.

Raptem z tej ciemności i powagi wynurza się egzotyczna radość - koktajl z papai i mango, jogurt z brzoskwinią i marakują. Wszystko nam się rozjaśnia i rozwesela, choć jarzmo wcześniej odczuwanych nut nadal nas nie opuszcza. Odczuwamy tę czekoladę jako drogę, która prowadzi do góry, jest wynurzaniem się. To bodaj najciekawsza czekolada od Marou, jaką dotąd było mi dane próbować. Mam wrażenie, że wiele tajemnic ukrytych w tej tabliczce nie byłam w stanie wychwycić, a co dopiero opisać, na tyle przewrotnie grała na kubkach smakowych.

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (70%), cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 585 kcal.
BTW: 8,13/39,5/49,2.

niedziela, 28 marca 2021

Chocolat Madagascar Fine Cashew Chocolate mleczna wegańska 40% Madagaskar z orzechami nerkowca

 Kolejną zupełnie nową dla mnie marką, z którą mam zaszczyt się zapoznać dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, jest Chocolat Madagascar. To manufaktura z wieloletnimi tradycjami, tworząca w stolicy Madagaskaru - Antananarywie, zaś korzystająca z kakao pochodzącego z legendarnej już doliny Sambirano.

Jako moje pierwsze doświadczenie z Chocolat Madagascar wybrałam prawdziwy oryginał. Dziś opisywana tabliczka zawiera jedynie 40% kakao (zarówno masło kakaowe, jak i miazga kakaowa są w pełni madagaskarskie). Przy takiej ilości kakao można by się spodziewać mleka, chociażby krowiego - lecz w naszej czekoladzie zamiast niego znalazły się orzechy nerkowca, również pochodzenia madagaskarskiego. Tabliczkę można więc traktować dwojako - jako wegańską mleczną lub jako czekoladowy nugat.

85-gramowa tafla jest bardzo jaśniutka, wręcz mdła i pastelowa. Podzielona na klasycznie, czy wręcz banalnie wyglądające kostki, w tej swej beztroskiej barwie rzeczywiście budzi skojarzenia z mlekiem nerkowcowym wymieszanym z odrobiną kakao. Pachnie płatkami owsianymi, płytą wiórową, no i oczywiście - nerkowcami.

Bardzo łatwo i miękko rozpuszczająca się w ustach, najpierw przywiodła na myśl jakiś maślany twór przesycony żurawiną i suszonymi wiśniami. W zasadzie owa żurawina i wiśnia są jedynym tchnieniem madagaskarskiego kakao, jakie ono tu z siebie wydało. W istocie, czułam się tak, jakbym jadła masło z nerkowców słodzone cukrem trzcinowym i rozrobione jeszcze dobrym masłem kakaowym - na szczęście, pomimo tego odczucia, czekolada nie sprawiała wrażenia nadmiernie tłustej. Zaskakiwało wrażenie posmaku młodych, jeszcze mokrych i zielonkawych orzechów włoskich oraz niedojrzałych orzechów laskowych.

Ta czekolada okazała się bardzo, ale to bardzo delikatna - pod każdym możliwym względem. Delikatnie słodka, delikatnie tłusta, delikatnie orzechowa, delikatnie owocowa. Pod żadnym pozorem nie można nazwać ją wyrazistą i cieszę się, że taką nerkowcową wariację na temat Madagaskaru posiadam jeszcze w wersji o wyższej zawartości kakao. Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, iż choćby niewielki udział prawdziwego mleka nadałby czekoladzie głębi - bez niego, wydawała się dość płaska. Choć oczywiście mam świadomość, iż takowa modyfikacja całkowicie odmieniłaby pierwotny zamysł stojący za całą kompozycją.

 Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, orzechy nerkowca, miazga kakaowa.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 85 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 600 kcal.
BTW: 6/47/44.

piątek, 26 marca 2021

Zotter Sao Tome ciemna 75%

Nie mam dużych doświadczeń z kakao z afrykańskich Wysp Świętego Tomasza, zawsze były to jednak smaczne i dość ciekawe doznania. W końcu po ziarna z tego regionu sięgnął także mój ukochany Zotter - jego ciemną tabliczkę o ich 75% zawartości kakao kupiłam na foodieshop24.pl. Zastosowane w niej ziarna zostały zebrane przez kooperatywę CECAQ-11 działającą właśnie na obszarze zachodnioafrykańskiej wyspy. W manufakturze Zottera konszowane przez 15 godzin, stworzyły czekoladę mającą charakteryzować się nutami palonymi, owocowymi i cierpkimi, dobrze rozpuszczać się w ustach oraz budzić skojarzenia z bagietką, suszonymi morelami oraz wiśniami.

Dość jasna jak na 75% zawartość kakao tabliczka pachniała gorącym cappuccino ze świeżo spienionym mlekiem, niosąc również ze sobą świeży powiew owocowości.

W ustach rozpuszczała się "ciastowato", ale nie za ciężko - po prostu przywodziła rozliczne skojarzenia z ciastem, świeżym i ciepłym. Tak, dużo było w niej świeżości i ciepła, szeroko pojętych. Z jednej strony było to bowiem, tak wyraziste w sferze zapachu, świeżo palone cappuccino z rozkosznie spienionym mleczkiem. Z drugiej zaś, niedawno wyjęte z piekarnika wilgotne jogurtowe ciasto, z błogo rozlewającą się w ustach maślaną kruszonką oraz dojrzałymi brzoskwiniami i morelami. Pomyślałam także o karpatce - cieście wprawdzie dość ciężkim, ale jakoś tak dobrze pasowała mi tu paloność blatów ciasta przełożonych wszechogarniającą śmietankowością.

Jak na Labooko, była to czekolada dość prosta, ale bardzo skonkretyzowana. Cała degustacja trzymała nas uparcie w jednym miejscu - w jasnej i przytulnej kawiarni, w której wszystko podawane jest świeżutkie i ciepłe, jeszcze mocniej tym samym utulając. Sao Tome 75% przywodzi bardzo konkretne obrazy; jej degustacja nie jest podrożą, lecz rozkosznym odpoczynkiem w jednym, miłym miejscu.


 Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 530 kcal.
BTW: 7,5/40/30.

środa, 24 marca 2021

Antidote ciemna 77% Ekwador z imbirem

 Pewnego niedzielnego poranka miałam ochotę na niezbyt wymagającą, a jednocześnie dość wytrawną czekoladę. Moje myśli poszybowały w stronę manufaktury Antidote, w której asortyment zaopatrzyłam się dzięki sklepowi Sekretów Czekolady. Sięgnęłam po tabliczkę, której patronką stała się Aletheia, czyli grecka bogini prawdy i wiedzy. Ciemna czekolada o 77% zawartości wolno prażonego kakao Arriba Nacional z Ekwadoru została wzbogacona o kawałki imbiru, czyli jednego z moich ulubionych dodatków.

Tabliczka pachniała ekwadorską kwiatowością ocieploną wyraźną nutą imbiru. W konsystencji odrobinę proszkowata, raczej zbita, niezbyt wylewna - a wszystko to było jeszcze potęgowane przez strukturę imbirowych kawałków. Zdawały się one lekko przesuszone, ale nadal w miarę jędrne. Ich dużym plusem był brak scukrzenia, dzięki czemu mogłam bez przeszkód delektować się imbirową autentycznością, która była przy tym dość stonowana, nie rozbuchana. I dobrze - nie przyćmiewała czekolady.

 Pośród czekoladowych nut dominował pumpernikiel pośród kwiatów, choć swój znaczny udział miały też rodzynki i suszone śliwki - oczywiście w czekoladowej polewie. Bardzo spójnie i prosto łączyło się to z imbirem i... tak sobie płynęła ta tabliczka, zgodnie z moimi niewygórowanymi oczekiwaniami wobec niej postawionymi przed degustacją.

 Skład: ziarna kakao, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, imbir, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 77%.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 576 kcal.
BTW: 9/46/43.