sobota, 29 listopada 2014

Lindt Excellence Roasted Sesame ciemna z sezamem


Lindt Excellence Roasted Sesame zakupiłam wraz z Caramel With A Touch Of Sea Salt podczas promocji w Almie. Deserowa czekolada Lindta z dodatkiem karmelizowanych ziaren sezamu to musiał być hit - byłam tego pewna po degustacji nowości z karmelem i solą, oraz dzięki recenzji Czoko. Mojej tabliczce przypadł zaszczyt zjedzenia jej w wyjątkowych okolicznościach. Tak tak, wpisów górskich ciąg dalszy ;).

Przepięknego jesiennego dnia, zbliżając się do beskidzkiego schroniska - postanowiliśmy zboczyć odrobinkę ze szlaku i celebrować picie kawy z termosu z dala od innych turystów. Stara drewniana chatynka, przepięknie położona - opuszczona nie wiadomo kiedy i przez kogo. Przed nią - solidna drewniana ławeczka. Doprawdy, jesteśmy mistrzami w organizowaniu sobie terenowych kawiarni :).


 Po rozdarciu sreberka doznałam niemałego zaskoczenia. Typowa dla Lindt Excellence cienka tabliczka o dużych kostkach była bardzo bogato upstrzona ziarenkami sezamu. Nie spodziewałam się, że zostaniemy aż tak odbarowani tymi zdrowymi nasionkami. Czekolada pachnie potwornie apetycznie. Raz, że mamy tu typowy kuszący aromat deserowej czekolady Lindta (mmm... to kakao, delikatne i wyraźne jednocześnie). Dwa - sezam! Oj tak, to intensywny aromat dobrej jakości sezamków. Jeśli nie macie nic przeciwko sezamkom - zakochacie się w tej czekoladzie, bez dwóch zdań!

Smak to dobrze znany ciemny Lindt, z bardzo bezpieczną zawartością masy kakaowej. Mamy jej 47%, a więc jest to czekolada bezpieczna nawet dla osobników nietolerujących gorzkiej czekolady (nigdy tego nie zrozumiem, ale ok, o gustach się nie dyskutuje ;)). Słodka tylko tyle, ile trzeba.  Kakao jest, oj jest - charakterne, lekko złagodzone maślaną nutą. Idealnie przystępna czekolada...

 ...która na dodatek genialnie zgrywa się z karmelizowanymi ziarnami sezamu. Tak jak w sezamkach, nasiona zostały otoczone cukrową powłoczką - ale bez zbędnej przesady. Ot tyle, by uwydatnić ich chrupkość i naturalny smak, a do tego dodać odrobinę specyficznego posmaku prażonych ziaren. Jest ich tak dużo, dużo, dużo! Dzięki temu czekolada jest naprawdę odżywcza i sycąca - a do tego tak smaczna, że kostka ucieka za kostką.

Od zawsze jestem fanką czekolad z orzechami. Jak widać, sezam sprawdza się tu również doskonale. Po lichym przedsmaku sezamu w czekoladzie, jaki zafundowała nam Heidi - od Lindta dostajemy coś naprawdę solidnego (ajajaj, na pewno kiedyś zamówię sezamową czekoladę z Manufaktury Czekolady. I sezamowy nugat od Zottera!). Niech Niemcy dalej sprzedają u siebie Lindt Excellence Stracciatella - cieszmy się, że to Roasted Sesame możemy kupić w Polsce! Bardzo dobra czekolada, polecam z całego serca.

Skład: cukier, miazga kakaowa, karmelizowane nasiona sezamu 15% (sezam, cukier), tłuszcz kakaowy, bezwodny tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, wanilia. 
Masa kakaowa min. 47%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 534 kcal.
BTW: 7/33/48

środa, 26 listopada 2014

Karmello mleczna z żurawiną i pistacjami


Dziś opisywana czekolada to prawdziwa podróżniczka. Zakupiona w Katowicach (zresztą, powyższe zdjęcie zostało zrobione na ogródku katowickiej pijalni piwa Biała Małpa), pojechała z nami do Austrii. Tam pewnego dnia zabraliśmy ją na alpejski szlak, lecz w nienaruszonym stanie wróciła do Polski. Przeleżała swoje w Magicznej Szufladzie, by ponownie wybrać się na górski szlak - tym razem w Beskidy. 

Przed wyjściem w góry 10 listopada byliśmy jeszcze tak pełni po obfitej kolacji zjedzonej w restauracji poprzedniego wieczoru, że po symbolicznym śniadaniu do porannej kawy nie byliśmy wstanie wcisnąć ani kostki czekolady. Dopiero wchodząc na pierwszy szczyt tego dnia naprawdę zachciało się nam kakaowego dopalacza. Zatrzymaliśmy się gdzieś w środku lasu, ledwo co ochronieni przed wiatrem. Na pieńku ściętego drzewa urządziliśmy sobie kawiarniany stolik.

Cóż mogę napisać o tej Karmello? To mleczna czekolada o takiej samej zawartości masy kakaowej, jak niedawno opisywana tabliczka z serii Chococholic. To czuć, bowiem nie zostajemy w żaden sposób przesłodzeni. Smaczna czekolada, gdzie mleko i kakao tworzą spójną, równowartościową fuzję. Odniosłam jednak wrażenie, że tabliczka z żurawiną i pistacjami była odrobinę mniej aksamitna od tej z aromatem karmelowym. Dotyczy to zarówno doznań czysto smakowych, jak i tych dotyczących konsystencji podczas rozpuszczania się w ustach. Dziwi mnie tylko, dlaczego w składzie podano na pierwszym miejscu miazgę kakaową  - cóż, raczej tak nie jest ;).

Jedną z przyczyn, dla której w ogóle zdecydowałam się na zakup tej czekolady były bardzo apetycznie wyglądające duże kawałki suszonej żurawiny. Te bakalie kupowane nawet solo, to częstokroć małe scukrzone pypcie ze sporą domieszką oleju. Tutaj użyto dorodnych, soczystych owoców - wysuszonych bez żadnych kombinacji. Były bardzo smaczne - kwaskowato-cierpkie, dokładnie takie, jaka jest naturalna żurawina. Owoce nie były ani zbyt miękkie, ani zbyt twarde - a wielkość cząstek to doprawdy ideał dla czekolady z bakaliową posypką.

Niestety Karmello poskąpiło nam pistacji. Mogło ich być zdecydowanie więcej. Niestety, ich jakość też nie jest najwyższa. Pistacje znów sprawiają wrażenie rozmiękłych i mało wyrazistych - podobnie jak w przypadku deserowego Karmello z mieszanką orzechów. No, może tutaj pistacje przedstawiały się odrobinkę lepiej. Co nie zmienia faktu, że chciałabym ich WIĘCEJ!


Może nawet dobrze, że Karmello oszczędnie dawkowało nam pistacje, bowiem dwa dni przed degustacją tej czekolady ostro przesadziliśmy z orzechami. Na szczęście nasze żołądki tego nie odczuły, w zasadzie nasze sumienie i tusza również nie :D. W nieco pikantnym konkursie na Blogu CzekoLady wygrałam bowiem zestaw orzechów w surowej czekoladzie od Surovital. Zawartość przesyłki od Aurory Czekoladowej oczywiście postanowiłam zabrać w góry. Mi i mojemu Ukochanemu szczególnie posmakowały orzechy brazylijskie w surowej ciemnej czekoladzie. To było niebo w gębie i turbodoładowanie energetyczne! Tego dnia przedawkowaliśmy selen, NNKT i endorfiny ;). Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć mnie wcinającą właśnie taki boski orzech. To moje kolejne miłe doświadczenie z firmą Surovital (opisy ich czekolad, których dotąd próbowałam znajdziecie tu i tu).

Muszę przyznać, że pomimo chęci do częstszego publikowania postów, jestem zmuszona pozostać przy obecnej częstotliwości. Po ostatnim weekendzie czekolad do recenzji znów przybyło, a ja z pisaniem kolejnych notek jestem daleko do tyłu. Dobrze, że mam fotografie, notatki i nagrania na dyktafon z degustacji - kiedyś były mi niepotrzebne, dziś bez nich nieźle bym się natrudziła.

Skład: czekolada mleczna (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, naturalna wanilia), suszona żurawina, pistacje.
Masa kakaowa min. 33,5%.
Masa netto: 100 g.

niedziela, 23 listopada 2014

Lindt Excellence Stracciatella biała z kawałkami czekolady i chrupkami zbożowymi


Dzień zakupu Lindt Excellence Stracciatella to dożynki po raju czeko-zakupoholizmu w Innsbrucku. Może pamiętacie recenzje Lindtów z końca sierpnia? Tak, już tyle czasu minęło od beztroskich chwil spędzonych na niedużym festiwalu muzycznym w niemieckich fortach... Zawsze zazdrościć będę Niemcom tak łatwego dostępu do różnorakich produktów Lindta - napotkać można je chociażby w pierwszym lepszym markecie Edeka... Właśnie w tym niemieckim sklepie kupiłam swoją tabliczkę, którą dzisiaj Wam przedstawiam.

 Letnia swoboda już za nami, ale Lindt pojechał z nami w Beskidy jesienią - a i tam można pozwolić sobie na ogromną dozę relaksu. Tabliczka nie poszła z nami na szlak, zjedliśmy ją drugiego dnia naszej wyprawy do porannej kawy. Miałam bardzo wiele obaw co do tego, jak zasmakuje mi ten wyrób... Aby nieco załagodzić okoliczności degustacji, postanowiłam zabrać ją w góry - tu niemal wszystko smakuje lepiej. Dlaczego tak się bałam? Wystarczy, że przypomnicie sobie moje niemiłe wrażenia związane z lindtowską kolekcją Black&White (klik i klik). Przed wypróbowaniem tych produktów biała czekolada Lindta zawsze wynosiła mnie na wyżyny... Niestety, w pewnym momencie coś się zepsuło - i nie byłam pewna, jak sprawa będzie się przedstawiać w przypadku innych białych czekolad tej firmy.


Tabliczka, jak też widać na załączonym zdjęciu, ma lekko żółtawy odcień bieli. Upstrzona jest nierówno rozmieszczonymi dodatkami - różnymi na spodzie (chrupki zbożowe), jak i na wierzchu (drobinki ciemnej czekolady). Zapach produktu niestety nie przywodzi na myśl najlepszych słodkości z białej czekolady... Mina mi zrzedła, gdy powąchałam tą tabliczkę... To nie jest boska lekka mleczność, jest zbyt ciężko i duszno - choć na całe szczęście nadal nie mamy tu do czynienia z najpodlejszymi białymi wynalazkami.

Humor odrobinę mi się poprawił, gdy skosztowałam wyrobu - smakuje on lepiej niż pachnie. Ubolewam nad tym, że nie jest to doskonała biała czekolada Lindta, za której aksamitem tak bardzo tęsknię. W Black&White było jednak gorzej, niż tutaj - a to daje cień nadziei. Co więcej mogę powiedzieć o smaku Lindt Excellence Stracciatella?

Sama czekolada jest bardzo, ale to bardzo śmietankowa - to pierwsze, co przyszło mi na myśl i zostało w głowie aż do ostatniego kęsa. Wyobraźcie sobie wyraziste lody śmietankowe - ta czekolada właśnie taka jest i to jest jej zaletą. Nie za tłusta, nie za słodka - ale zabrakło tego efektu wow, jakiego oczekuję po naprawdę dobrej białej czekoladzie. Albo ja dostałam przemieszania kubków smakowych, albo rzeczywiście Lindt coś namieszał w swoich recepturach, na niekorzyść. Nie jest już tak niebiańsko gładziutko, jak kiedyś - choć śmietankowość była całkiem fajna. Nie wiem, naprawdę nie wiem... 

Z dodatków bardziej przypasowały mi chrupki zbożowe. W przeciwieństwie do wielu czekolad z tego typu wkładem, tutaj nie były one twarde i mocno chrupkie. Okazały się być delikatne i raczej neutralne w smaku. Niemal wcale nie trzeba było ich gryźć. Czuć, że w ich składzie nie ma tylko jednego zboża - zarówno pszenica jak i ryż nie rzucają się na pierwszy plan.

Czekoladowe cętki zmieniłabym diametralnie. W strukturze czekolady nie czuć ich niemal wcale - rozpuszczając kęs w ustach zlewają się z taflą bieli. Nie nadają produktowi ani jakiejś specjalnej goryczki, ani kakaowej rześkości - nie wiem, czy gdyby ich zabrakło, to odczułabym to znacznie. Zabrakło mi kakaowego kontrastu na tle mocnej śmietanki - a przecież można by było tego oczekiwać po tego typu wyrobie.

Jeśli szukacie naprawdę dobrych czekolad Lindta, nie radzę Wam zaczynać od tej czekolady. Jest smaczna, ale Lindt nieraz pokazał mi o wiele więcej. Zresztą, raczej ciężko będzie dostać Lindt Excellence Stracciatella na półkach polskich sklepów - ale naprawdę nie macie czego żałować.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, chrupki zbożowe (ryż, kiełki pszenne, skrobia pszenna, cukier, sól), miazga kakaowa, lecytyna sojowa, aromaty.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 589 kcal.
BTW: 6,1/40/51

czwartek, 20 listopada 2014

Karmello mleczna z aromatem karmelowym


Pełna mleczna czekolada Karmello o 33,5% zawartości kakao wraz ze swoją gorzką koleżanką 70,5% zagościły w Magicznej Szufladzie prędzej, nim uskuteczniłam zakupy w katowickim sklepie powyższej firmy. Dłuższy termin ważności sprawił, że bezpiecznie mogły czekać w niej na swoją kolej (zresztą, gorzka tabliczka jeszcze czeka...). Skoro nie kupiłam ich w Katowicach, a w poznańskim sklepie Karmello nadal nie byłam - to skąd się u mnie wzięły?

Dostałam je w prezencie. Bardzo miły gest od pewnej bardzo miłej osoby. Dopiero ten prezent uświadomił mi, że istnieje taka firma jak Karmello. Zresztą, pisałam już o tym przy okazji recenzji ich deserowej czekolady z malinami i bananami, toteż odeślę Was do tamtej notki.


Dziś opisywana tabliczka należy do serii pełnych czekolad aromatyzowanych Chocoholic Line - tutaj użyto aromatu karmelowego. Nie wiem dlaczego na dość ładnym, przykuwającym wzrok opakowaniu pokuszono się o tak mocne słowa - "Rewolucja w czekoladzie! Takiej czekolady jeszcze nie było". Hmm, no bez przesady. Moim zdaniem to mocne nadużycie, bo wcale nie mamy do czynienia z czymś ekstremalnie wyjątkowym. Muszę za to przyznać, że podoba mi się skala nut smakowych umieszczona na odwrocie opakowania (widoczna na powyższej fotografii). Wyprzedzając opis moich wrażeń z degustacji stwierdzam, że były one mocno zbieżne w tym, co sugeruje producent.


Otworzyliśmy ją pierwszego dnia naszego długiego weekendu listopadowego, spędzonego w Beskidach. Pół nocy podróży samochodem, by wraz ze świtem dotrzeć do Węgierskiej Górki. Kawa, czekolada i już można było ruszyć na wiele godzin na szlak - aż do zmroku (oczywiście z przerwami także na inne posiłki :D). W zasadzie, Karmello bez problemu sprawdziłaby się również na szlaku - na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć, w jak fajny sposób tabliczka została zabezpieczona przed urazami mechanicznymi. Nie sposób ją połamać przed wyjęciem z plastikowej foremki. Plus za takie nietypowe rozwiązanie. Kolejną zaletą są duże i dość grube kostki - naprawdę przyjemnie próbuje się takiej czekolady.

Czekolada pachnie bardzo mlecznie, ale jednocześnie mleko nie przesłoniło tu całkowicie kakao. Czujemy słodycz, jednak nie jest ona ordynarna. Wszystko to znajduje swoje odzwierciedlenie w smaku. Cukier nie jest od razu przywoływany na myśl, swoja uwagę zwraca głęboka mleczność - ale bez nadmiernej tłustości. Nic nie jest w niej przesadzone, czekolada jest delikatna i zbalansowana. Nie doszukiwałabym się tu jednak na siłę aromatu karmelowego - na pewno nie jest wyraźnie wyczuwalny. Prawdopodobnie po prostu spójnie zlewa się z mleczną słodyczą. 

Z maksymalnym poziomem wyrazistości zaznaczonym na opakowaniu w zasadzie można się zgodzić - nie dotyczy to jednak karmelu, ale właśnie mleczności. To dobra mleczna czekolada, gdzie nieco podwyższony poziom masy kakaowej naprawdę robi różnice. Jestem zaskoczona, bo w przypadku Karmello bardziej przypasowała mi ich wersja mleczna, niż dotychczas próbowane przez nas tabliczki deserowe (oprócz wyżej wspomnianej malinowo-bananowej, była to jeszcze czekolada z miksem orzechów). Zazwyczaj jest odwrotnie, a tutaj zostałam mile zaskoczona. Przyjemny produkt, który może być dobrą bazą dla wielu połączeń.

PS Zapewne zaskoczyła Was ilość zdjęć w dzisiejszej notce - NIE będzie to regułą ;)

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, lecytyna sojowa, aromat.
Masa kakaowa min. 33,5%.
Masa netto 80 g.