Sporo czasu minęło od momentu, gdy zdradziłam Wam moją chęć odnalezienia idealnej pełnej czekolady z chili. Lindt Excellence Chili, choć smaczny, odpadł w przedbiegach ze względu na zbyt niską zawartość kakao. Recenzując dwie ekwadorskie siedemdziesiątki: sprawiającą mi zawód Vivani oraz urzekającą Manufakturę Czekolady, miałam już w Magicznej Szufladzie dziś opisywaną tabliczkę, oraz czekoladę, po którą dla porównania sięgnęłam dzień później (lecz na blogu pojawi się za 10 dni). Tym razem, na pikantne degustacje wybrałam bardziej adekwatną porę roku, niż upalne lato.
Menakao Fruity & Spicy pojawiła się już na blogu Kimiko. Dla niej wydała się ona bardziej pikantna od tabliczki z Manufaktury Czekolady, toteż spodziewałam się prawdziwego killera. Jak w rzeczywistości odebrałam 70% czekoladę z madagaskarskiego kakao, wzbogaconą w chili odmiany bird's eye? Nim się o tym przekonacie - najpierw tradycyjnie parę słów o postaci z opakowania. Jest nim mężczyzna Bara, człowiek otwartych przestrzeni, koczowniczy pasterz z południowej części Madagaskaru. Wyłapywanie bydła zebu jest głęboko zakorzenioną tradycją wśród Bara, będącą okazją do udowodnienia swojej odwagi. Dla wielu z Was, sięgnięcie po ciemną czekoladę z chili to też wyczyn godzien nie lada odwagi... ;)
Przyszedł czas na rozpakowanie naszej tabliczki. Podziwiać możemy jej taflę podzieloną na klasyczne dla 75-gramowych Menakao kostki - nie muśnięte nawet śladem jakiekolwiek dodatku (w przeciwieństwie do pikantnej propozycji Manufaktury, obsypanej suto papryczkami). Jak zwykle urzeka nas ciemnobordowy odcień madagaskarskiej czekolady.
Dzieleniu na kostki towarzyszy głośny, dźwięczny trzask. W zapachu czekolady nie ma ani odrobiny zapowiedzi chili. Jest to aromat bardzo delikatny, z wielością nut czerwonych owoców i lekko palonego drewna. Typowe, ukochane i urokliwe Menakao - z tymże, teraz w woni wyczuwamy przede wszystkim łagodną, słodką stronę czerwonych owoców - mocno dojrzałe maliny, soczyste truskawki, wygrzane na słońcu porzeczki. Łagodność zapachu była pewnym zaskoczeniem.
Przy pierwszym kontakcie z zębami odczuwamy przyjemną chrupkość. Dalej, gdy poddajemy kęs jedynie pracy języka, do głosu dochodzi charakterystyczna surowość i szorstkość, mająca jednak w sobie mnóstwo przyjaznej słoneczności. Przez chwilę zdaje się być odrobinę proszkowo, ale owe wrażenie prędko łagodnieje, choć do samego końca tej czekolady nie można nazwać kremową.
W kwestii smaku, spod słodkich czerwonych owoców tak mocno odznaczających się w zapachu, przechodzimy w bardziej typową dla Menakao owocową dzicz. Mimo wszystko, nadal czekolada jest dość znacznie słodka, ale do głosu dochodzi również kwaśność. Stara dobra dzika róża, borówki, dereń i cała ekipa dzikiej owocowości kakao z doliny Sambirano. Słodko-kwaśny owocowy kop jest pierwszym smakowym wrażeniem, jakiego doświadczamy. I jest to wrażenie samo w sobie bardzo bogate.
Czekolada zaczyna się rozwijać w swoim tempie. Do głosu chcą dojść: aromatyczne drewno palone w kominku, mocno skarmelizowany cukier, lekka kawowa goryczka. Coś je jednak zatrzymuje. Spod całej mocy kakao, nagle wynurza się chili. Uderza bez zapowiedzi. Robi to w sposób tak nagły i desperacki, jakby chciało w ostatniej chwili przypomnieć o swej obecności - urzeczone i początkowo onieśmielone bogactwem samego kakao. Porywcze chili nie staje się jednak odszczepieńcem. Łaskawe kakao od razu porywa je do harmonijnego tańca. I to kakao tutaj prowadzi.
Chili w tej czekoladzie jest świetne. Jego pikantność jest wyraziście wyczuwalna - o wiele bardziej niż w Vivani - a przy tym nie przytłacza ono bogactwa kakao (a to stało się w Manufakturze Czekolady, gdzie chili totalnie przejęło stery). Pomimo nagłego wyskoku chili, kompozycja jest bardzo wyważona. Utwierdzałam się w tym przekonaniu z każdą kolejną kostką.
Pomimo tego, że chili nie zmasakrowało mi buzi, Fruity & Spicy zaspokoiła mój głód na pikantną czekoladę. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że znam już w miarę dobrze smak kakao od Menakao i wiem, że chili po prostu piękne i zgrabnie się w niego wkomponowało. Stało się wisienką na torcie, która nadal swobodnie pozwalała mi nacieszyć się klasycznymi nutami smakowymi zawartymi w Menakao. Dwa słowa: Fruity & Spicy idealnie opisują tą tabliczkę. Owocowość madagaskarskiego kakao, pikantność bird chili - a oprócz tego, znalazło się jeszcze miejsce dla palonego drewna, karmelu i kawy. Początkowo zepchnięte na dalszy plan przez desperackie wyjście z cienia w wykonaniu chili - później znów dochodzą do głosu. Ponadto, bardzo często przewija się również tak lubiana przeze mnie w Menakao szorstka nabiałowa słodycz, kojarząca się z kefirem. Wszystko jest takie świeże i lekkie.
W 2013 roku na Academy Of Chocolate Fruity & Spicy otrzymała brązowy medal w kategorii czekolad z dodatkami. Great Taste Awards dwukrotnie nagrodziło ją złotym medalem. Ja od siebie również wręczam jej złoto. Wszystko tutaj idealnie mi pasowało. To była dzikość, jaką sobie wymarzyłam. Chili po prostu wzbogaciło i tak obfity bukiet madagaskarskiej czekolady. Szkoda tylko, że po zmianie szaty graficznej opakowań czekolad Menakao, producent uciął temu wariantowi 7% zawartości kakao. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że wyszło to jemu na dobre...
Skład: ziarna kakao z Madagaskaru, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa non-GMO, bird chili.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 620,66 kcal
BTW: 10,30/46,38/40,51
PS Kolejna dawka madagaskarskiej radości została zaaplikowana oczywiście dzięki Sekretom Czekolady! :)






























